#44COs

Mam dzieci. Na pierwszy rzut oka jesteśmy wspaniałą rodziną. Super nam się z mężem układa. Dzieciaki, nie mogę narzekać. Jest tylko jeden problem.

Odkąd pojawiło się pierwsze dziecko, piję. I tak już 7 lat. Godzina 21.00, i zaczynam. Dzieciaki w swoich pokojach, facet pije ze mną, tyle że on ma hamulec. Ja już nie, muszę się upić do nieprzytomności. Przy czym sikam pod siebie.

#SAqQV

Wychowałam się w rodzinie, w której tematem tabu były rzeczy związane z seksualnością, a nawet dojrzewaniem.

Moja mama nigdy nie uświadomiła ani mnie ani mojej siostry jak wygląda pierwsza miesiączka, wszystkiego dowiadywałam się przez rozmowy z koleżankami.
Tak było też wtedy, kiedy jedna z nich uświadomiła mnie podczas rozmowy, że źle zakładam podpaskę i powinno się przyklejać ją klejącą stroną do majtek...
Przez następny rok dzieci z mojej klasy wołali na mnie "podpacha".

#gtqhz

Zapewne kojarzycie ten kawał, w którym podczas obiadu dwie córki mówią ojcu, że są lesbijkami, a po zapytaniu przez ojca "Czy nikt w tej rodzinie nie lubi penisów", odezwał się syn.

U mnie było dość podobnie. Niedzielny obiadek, a na nim ja, moja rok młodsza siostra i nasi rodzice.
Wszystko przebiegało w atmosferze pozytywnej, jednak moja siostra nagle wypaliła "Jestem lesbijką". Rodzice oczywiście wytrzeszczyli oczy i zamilkli.

Postanowiłem, że nie ma z czym zwlekać i powiedziałem, że ja jestem gejem.

Teraz powiem wam, że to był nasz ostatni wspólny obiad. Jako że mam już 18 lat, rodzice postanowili wyrzucić mnie z domu, bo uznali, że jestem nienormalny i jak się z tego wyleczę, to mogę wrócić. A co z moją młodszą siostrą? Uznali, że związki dwóch kobiet to coś normalniejszego niż "dwóch pedałów".

Ja aktualnie mam kontakt tylko z siostrą, mieszkam u swojej przyjaciółki. Z tego co powiedziała mi siostra, zostałem już wydziedziczony. Jednak bardziej od tego boli mnie to, jak jeden fakt może zniszczyć miłość rodzica do dziecka.

#8bL7w

Wracam do domu autobusem jakieś 3 tygodnie temu. Wsiada ona, przepiękna czarnulka, na widok której zrobiło mi się ciepło. Zagadać średnio, dużo ludzi, co tu zrobić? Podszedłem bliżej i zauważyłem w kieszeni jej sweterka klucze.
Ukradłem je...
...a później napisałem na spotted, że je znalazłem na ziemi. Odezwała się, spotkaliśmy się, oddałem jej "zgubione" klucze. Poszliśmy na spacer, okazała się być wolna.

Widzieliśmy się już trzy razy, zaprosiła mnie na wesele w sierpniu.

Nigdy jej się nie przyznam.

#wjRtM

Chodziłem do liceum w małej mieścinie. Taka pipidówa, gdzie każdy każdego zna. Mieliśmy w klasie miłośnika chłopców. A przynajmniej każdy myślał, że Krzysiek nim jest. Dlaczego? Krzysiek był typem, któremu bardziej niż na kontaktach ze znajomymi zależało na spędzanie czasu na graniu w CS-a i podobne gry.
Kiedy matka zaniepokojona faktem, że prawie dorosły facet nie ma dziewczyny zaczęła go dręczyć pytaniami i próbować swatać z córką sąsiadki, ten nie wytrzymał i powiedział matce, że woli chłopców. Matka przyjęła to do wiadomości, ale w trosce o dobro syna, żeby nikt się z niego nie śmiał w szkole, poleciała do wychowawczyni i powiedziała jak wygląda sytuacja. Że jej syn jest homoseksualistą i ona nie chce, żeby ktoś z jej dziecka się śmiał. Tak więc nauczycielka dyskretnie poinformowała cała klasę, a później cała szkoła już o tym wiedziała.
Ogólnie chłopak miał przerąbane. Żadna dziewczyna nie chciała z nim iść na półmetek i studniówkę. A opinia miłośnika chłopaców ciągnęła się za nim przez całe liceum.

Na szczęście udało mu się jakoś z tego wytłumaczyć i ogarnąć, bo za tydzień idę na jego wesele :) Ma piękna narzeczoną, a jego mama wymarzoną synową, chociaż długo nie chciała mu uwierzyć, że to nie jest ślub na pokaz.

#My9fZ

Kilka dni temu mój starszy brat po pijaku wygadał mi się, że przespał się z naszą bliską kuzynką.
Mówił, że na wyrzuty sumienia, że to rodzina, że to nie tak miało być.

Byłem, rzecz jasna, w ciężkim szoku. Ale tylko dlatego, ponieważ zastanawiałem się, czy ona sobie jakieś punkty nalicza, bo ja też się z nią przespałem.

#HhmcG

Za tydzień mam osiemnaste urodziny. Na samą myśl o tym mam rozległy ból brzucha i łzy w oczach. Jako naiwne dziecko myślałam, że ten dzień będzie taki wyjątkowy...

Nie będę miała tortu czy prezentu. Nikt do mnie nie przyjdzie. Nie rozmawiam prawie z nikim. Mam tylko rodziców.

Nie cieszą mnie święta Bożego Narodzenia, Wielkanoc czy sylwester. Moje urodziny przestały, odkąd w dwunaste urodziny usłyszałam od mamy, że jestem jej największym błędem i przeze mnie kłóci się ze swoją rodziną (co nie jest prawdą ) plus standardowo kilka epitetów. W piętnaste ojciec złamał nos matce, która siedziała obok mnie, a moją głową uderzył o ścianę, żebym się uciszyła, bo krzyczałam, żeby jej nie bił. W siedemnaste byłam w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej (usiłowano mnie zgwałcić, a jedyna pomoc, którą dostałam to słowa mamy, że sama się prosiłam).

Te urodziny w psychiatryku wspominam najlepiej ze wszystkich - nikt na mnie nie krzyczał, nie groził i nie bił, każdy był miły, a nawet pacjenci zaśpiewali mi sto lat. Rodzice nie odwiedzili mnie ani nawet nie zadzwonili.

Wiem, że te osiemnaste mogą być nawet gorsze niż te poprzednie. A na pewno nie będą różnić się niczym od zwykłego dnia.
Jako prezent chciałabym tylko, żeby rodzice powiedzieli mi, że mnie kochają. Chociaż ten jeden raz w życiu.
Nic więcej.

#oS0FS

Czwarta lub piąta klasa podstawówki. Dzieciaki na długą przerwę wybiegły przed szkołę. Szkoła stałą na wzgórzu, boisko było niżej i wiodła na nie ścieżka wysypana żwirem (połowa lat 90., nikt się nie przejmował BHP i tym, że na tych małych kamyczkach można zrobić sobie krzywdę).

Kolega coś mi zabrał, już nie wiem, czy to była jakaś gra, może czapka, nieistotne. W każdym razie zabrał mi coś i zaczął zbiegać na dół po skarpie, a ja w szybkim odruchu podniosłam garść żwiru i cisnęłam w niego. Niefortunnie trafiłam go w skroń, kolega się przewrócił, a na głowie pokazała się krew, chłopak leżał z zamkniętymi oczami, a ja przeżyłam najkoszmarniejsze 10 sekund mojego dzieciństwa. Byłam pewna, że go zabiłam, już miałam wizję, jak wyprowadzają mnie ze szkoły w kajdankach i do końca życia będę w więzieniu.

Kolega otworzył oczy, w zamroczeniu nawet zapomniał się rozpłakać, a ja w przypływie ludzkich uczuć podbiegłam do niego, wyciągnęłam własną chusteczkę i zaczęłam ścierać tę nieszczęsną krew.
W tym momencie wyszła ze szkoły nauczycielka i zobaczyła leżącego klasowego łobuza i mnie klęczącą koło niego, wycierającą głowę i mówiącą, że wszystko będzie dobrze. Nauczycielka nie zapytała co się stało, tylko stwierdziwszy, że kolega nie bardzo wie co się dzieje zaprowadziła go do pielęgniarki. On sobie nie bardzo zdawał sprawę z tego, co się stało, że to ja go tak urządziłam, a ja przez 2 lata miałam wyrzuty sumienia.

Następnego dnia na apelu szkolnym otrzymałam pochwałę dyrektora szkoły za wzorową postawę koleżeńską, za właściwą reakcję i za udzielenie pierwszej pomocy ;-).

Dopiero 10 lat po skończeniu podstawówki, na spotkaniu klasowym przyznałam się koledze i nauczycielce, że to ja rzucałam kamieniami.

#fTxpk

Byłam wtedy maturzystką i czułam się bardzo dumna z tego, że mój chłopak już studiuje... i to dwa kierunki, a na dokładkę jeszcze był sportowcem. Dla tak zakompleksionego stworzonka jak ja był to prawie szczyt marzeń. Prawie, bo szybko się przekonałam, że nie jest on wcale taki cudowny, tylko totalnie nieodpowiedzialny i bez wyobraźni.

Jako że odbywały się właśnie juwenalia, wybraliśmy się razem na koncert i tu warto wspomnieć, że mieszkaliśmy na innych osiedlach (dojazd autobusem trwał ok. 30-40 minut), a koncert był na jeszcze innym, równie odległym osiedlu. Początkowo cierpliwie czekaliśmy na gwiazdę wieczoru, która miała wystąpić zaraz po odjeździe autobusu, którym mogłam wrócić bezpośrednio do domu (był to już ostatni kurs tej linii).

Ale przecież to ulubiony zespół mojego lubego, więc czekam twardo, przecież do domu jakoś dotrę, chociaż w kieszeni tylko na bilet. Zespół się spóźnia, my czekamy. Czekamy, czekamy.... No i mój chłopak stwierdza, że on ma jutro egzamin i musi się pouczyć, więc musimy już wracać. Autobusy się pokończyły, najbliższy do centrum za godzinę. Nie będziemy czekać, idziemy z buta. Po drodze musieliśmy minąć jedną z bardziej nieciekawych dzielnic w mieście, ale ja idę dziarskim krokiem, bo akurat w pobliżu mam kilku znajomych, więc proponuję, by poczekać na jakiś inny autobus na mijanym przystanku
- Nie, idźmy dalej, tu jest niebezpiecznie - mówi on.
- Daj spokój, mam kolegów tu w bloku naprzeciw, jak nas ktoś zaczepi, to się na nich powołam.
- Nie, idziemy, znajomości ci nie pomogą jak się pijany trafi i może ich akurat nie znać.

Dobra, idę. Następny przystanek jest niedaleko, ale tam już nie znałam nikogo, a do tego za przystankiem jest nieoświetlony, zapuszczony park, a ja słyszę:
- O, za minutę mam autobus do domu. To ja pojadę, bo wiesz, ten egzamin.

Słucham i nie dowierzam własnym uszom.

- Tu mnie zostawisz??
- No muszę jechać się pouczyć trochę.
- Wolałam zostać tam na górze, przynajmniej znałam tam kogoś.
- Tu masz bliżej do domu. - Podjechał autobus, on wsiada i jeszcze na schodach - trafisz stąd do domu, nie? - i pojechał.

Ja wmurowana z duszą na ramieniu idę sama, godzina 22:30 albo lepiej, ale sił mi wściekłość dodaje. Idę i wyzywam go od najgorszych (kto wie, może potencjalny napastnik samego biadolenia się wystraszył) i w tym miejscu los się do mnie uśmiecha. Obok mnie zatrzymuje się taksówka i wywiązuje się taka oto rozmowa:
- Gdzie panią zawieźć?
- Dziękuję, ale nie mam pieniędzy.
- Pani wsiada, kto to widział, żeby po nocy dziewczyna sama chodziła.

Odwiózł mnie bezpiecznie pod sam blok. Opowiedziałam mu co mnie spotkało, nie krył oburzenia.

Wiecie co.... wcale nie jest mi przykro, że dwa tygodnie później puściłam tego studenta bokiem z moim teraźniejszym mężem :)
Dodaj anonimowe wyznanie