#marGM
Pech chciał, że po pół roku musiałam z nim zamieszkać, nie miałam pieniędzy na wynajem własnego mieszkania czy pokoju, bo ceny w tym mieście są przerażająco wysokie, moi rodzice nie byli w stanie mi dalej pomóc, a do pracy stałej, nie dorywczej, nie mogłam pójść z połączenia wymagające studia + chory kręgosłup. Trafiła się okazja, więc z niej skorzystałam.
Siostra. Michał miał siostrę, młodszą od niego o trzy lata. Mieszkała w jego rodzinnym mieście. Nie byłoby w tym ich nadmiernym kontakcie nic dziwnego, gdyby nie fakt, że byłam jej dosłowną kopią.
Uwielbiał blade brunetki z wielkimi oczami.
Wysyłał jej codziennie kilkanaście wiadomości na Messengerze, nigdy nie chciał sprecyzować, o czym z nią pisał. Czasami zamykał się w łazience i do niej dzwonił. Za każdym razem, kiedy do niego pisała, on się uśmiechał. Za każdym razem. Znalazłam dziewczynę na Facebooku, więc miałam pewność, że to na pewno rodzeństwo, nie przykrywka dla kochanki.
Jestem paskudną osobą, więc pewnego dnia przejrzałam mu telefon. Tak po prostu. I co tam znalazłam?
Jej zdjęcia tylko w majtkach i zakolanówkach, listy miłosne do niej (dobrze pisze, to przyznaję), listę powodów dlaczego nie wolno im się nawzajem kochać, listę powodów dlaczego warto, setki wiadomości o tym, jak bardzo za nią tęskni i jak bardzo chciałby z nią znowu być.
Wyczytałam, że trwało to od dobrych paru lat, nie uprawiali klasycznego seksu, chociaż nad tym ubolewał, jego siostra była ofiarą przemocy domowej i tak się złożyło, że Michał miał chory przymus pomagania jej za wszelką cenę. Co ciekawe, obydwoje byli wtedy w związkach.
Co zrobiłam? Powiedziałam mu, na spokojnie, bez krzyku i kłótni. Płakał. Płakał przez godzinę, mówił, że ją kocha, że nie wie co zrobić, bo wszyscy ich potępią. Przepraszał mnie, dał pieniądze na wyprowadzkę, pomógł mi się spakować. Nie krzyczałam na niego. Nie byłam zła. Nie robiłam mu wyrzutów.
Sama kiedyś miałam brata, którego kochałam. Bez wzajemności. Nigdy mu o tym nie powiedziałam, ma teraz własną rodzinę i nie widujemy się zbyt często. Dziwnie się to złożyło, ale czasami tak w życiu bywa, że scenariusze są chore i podobne osoby się do siebie przyciągają.
Nie krzyczałam na Michała, bo go rozumiałam. Miałam takie podejrzenia, bo sama przez to przeszłam. Czy go kochałam? Nie.
Kochałam tylko jedną osobę.
Mam nadzieję, że chociaż zostaniecie przyjaciółmi. Skoro już znalazły się tak podobne osoby w tym dziwnym świecie, może nie musicie wszystkiego przekreślać.
Fajne zachowanie obu stron względem siebie.
Sweet home alabamaa...
ej, ale gdzie jest napisane, że autorka wyznania była w związku z tym Michałem? xd
Nigdzie. Do momentu, gdy zaczął ją przepraszac, byłam przekonana, że to tylko współlokator i to z przymusu.
Mocne
To chore ale mozliwe.
Sweet home, Alabama...
Dziwne ze on sie nie wkurzyl, ze mu grzebalas w telefonie... Kazirodztwa oczywiscie nie pochwalam.
w związkach kazirodczych nie ma nic złego. ważne żeby nie było z tego dzieci
Kazirodztwo jest czymś złym, po prostu. I naprawdę fakty na ten temat dostarcza natura, kultura, religia i przede wszystkim wartości uniwersalne ludzkości. Dlatego nie mogą być razem i nie powinni.
Złym? Tak szczerze - jeżeli rodzeństwo się odpowiednio zabezpieczy (wazektomia, podwiązanie jajowodów) - to co stoi na przeszkodzie temu, żeby żyli sobie razem? Moralny absolut, "nie, bo nie"? Jeżeli nikogo nie krzywdzą to nic nikomu do tego.
Nie ma rzeczy "po prostu złych". Są rzeczy, które wyrządzają krzywdę (złe), nie wyrządzają krzywdy (neutralne) albo pomagają uniknąć krzywdy (dobre).
Kazirodztwo (poziome, konsensualne, między dorosłymi ludźmi o równych możliwościach) jest o tyle śmiesznym przypadkiem, że przez długi czas BYŁO złe, bo prowadziło do narodzin chorego potomstwa. Teraz, w dobie skutecznej antykoncepcji i bezpiecznej aborcji, ciężko nazywać je "złym", aczkolwiek nic dziwnego, że ludziom trudno jest się przestawić.