#gN7n2

W paczce naszych znajomych jakiś czas temu pojawił się on, Dariusz. Dość groźnie wyglądający, bo wysoki i bardzo dobrze zbudowany, z twarzą ukrytą za bujną brodą. Bardzo szybko się zaaklimatyzował, okazało się, że świetnie się dogaduje z każdym z nas.

Kiedyś nie mógł pojawić się na spotkaniu i, jak to zazwyczaj bywa, dało się w pewnym momencie usłyszeć: „Daro jest spoko, ale...”. Okazało się, że wszyscy mamy podobne spostrzeżenia: otóż Darek kompletnie nie dbał o swoją brodę. Można było ją wręcz nazwać „brodziskiem” – wyobraźcie to sobie, przystojna męska twarz schowana za takim niehigienicznym i zaniedbanym buszem. Chcieliśmy zarządzić interwencję, jednak nie do końca wiedzieliśmy, jak poruszyć ten temat, nikt z nas nie chciał otwarcie mu powiedzieć „Stary, ogarnij to brodzisko, bo jest obleśne”. Uzgodniliśmy, że ja, jako jedyna wolna kobieta w naszej paczce, poderwę Darka i „od środka” rozpracuję temat. I udało się! W prezentach kupowałam mu vouchery do barbera i zestawy do pielęgnacji brody, bardzo się w to wkręcił i teraz wygląda naprawdę świetnie. 

A ja? No cóż, podobał mi się, odkąd go poznałam, ale nie sądziłam, że mogę być w jego typie. Jesteśmy razem do dziś i planujemy ślub, więc koniec końców każdy skorzystał na naszym braku odwagi i tym małym podstępie :)

#20Akp

Moi rodzice są tak oszczędni, że do tej pory trzymają goździki z datą przydatności do spożycia do 09.1996 roku (lub 1990, dokładnie nie widać, bo ostatnia cyfra jest wyblakła), bo przydaje im się tylko kilka sztuk raz w roku na święta, do kompotu z suszu.
Zanim paczka się skończy, minie jeszcze jakieś 20 lat.

#qZNik

Historia jak tysiąc innych. Pijany ojciec, który pod wpływem alko robi awantury. Bidy nawet nie ma czym klepać. Chleb z pomidorem to był rarytas. I ja, któremu się wydawało, że życie mimo wszystko jest piękne, że sobie poradzę, bo od dziecka nauczony pracować, wierzyłem, że ciężką pracą można osiągnąć wszystko.

W wieku 17 lat wystartowałem w dorosłe życie. Nawet dobrze szło, to nic, że praca ciężka i nieraz nawet 14 godzin dziennie. Hajs się zgadzał, stara rudera zaczynała przypominać dom, ojciec parę razy postawiony do pionu też trochę zbastował. I kiedy wydawało się, że wszystko jednak będzie dobrze, życie jak zwykle powiedziało: taki trampek.

Miałem 21 lat, diagnoza: białaczka. I znów skraj nędzy i rozpaczy. Po paru latach znów wychodzę na prostą, jednak już nie mam tej wiary, że wszystko będzie dobrze. Teraz mam pewność, że jeszcze nie raz dostanę kopa, i to z najmniej spodziewanej strony.

Ot, taka historia, jak pozbyłem się złudzeń.

#J5ebE

Od ponad 10 lat dobrze nam się współpracuje. Często widujemy się biurowych korytarzach, dobrze bawimy się na firmowych imprezach. Czasem zdarzają się żarty o podtekście erotycznym, jednak nigdy do niczego nie doszło. I nigdy nie dojdzie. Ona mężatka od zawsze, ja wieloletni singiel z wyboru. Nie mam problemu z kobietami, okazji do dobrego niezobowiązującego seksu nie brakuje.
Któregoś dnia zaszła mnie od tyłu przy firmowej mikrofali i chciała zaskoczyć, więc objęła.
I zrobiła to w taki sposób, jak chyba nigdy wcześniej żadna inna kobieta. Tyle było w tym energii, że poczułem się aż nieswojo. Zbyt dobrze.
Chyba brakuje mi prawdziwej kobiety, miłości.

#Bffhw

Na Mikołaja dostałam od chłopaka bransoletkę znanej marki i ostatnio chciałam dokupić do niej przywieszkę, akurat przed pracą (ciuchy i kurtka byle jaka, wiadomo, jak to do pracy, a nie na eleganckie wyjście). Wchodzę do jubilera, a pani sprzedająca z niesmaczną miną mierzy mnie od góry do dołu z grymasem na twarzy. Poczułam się, jakbym była gorsza i nie pasowała do takiego sklepu, a wiadomo, że nie powinno się oceniać ubioru, tylko stan konta, bo może nie byłam dobrze ubrana, ale pieniądze i chęci kupna miałam. Przykre.

#B4i1g

Nienawidzę świąt. Uważam, że są żenujące, toksyczne i sztuczne. Jedna wielka afera, stres i niespełnione wymagania, by potem odegrać teatrzyk opłatkowy i złożyć nieszczere życzenia, udając, że przed chwilą wcale się sobie nie skakało do gardeł? Skręca mnie na samą myśl o świętach. Wręcz uważam, że one nikomu szczerze nie sprawiają radości, a każdy po prostu ignoruje swoje odczucia „by było miło”.

#5AjGL

Grudzień. 5 klasa podstawówki, prezentowanie grup kolędniczych. Dziewczyna przebrana za Maryję miała Jezusa (lalkę). Poprosiła Józefa, aby potrzymał to dziecko. Wtedy Józef powiedział coś, czego nie zapomnę:
– Co? Już wolę alimenty płacić.

Nauczycielce niby nie wypada, ale dopadł mnie dziki atak śmiechu :')

#GXP9M

Martwi mnie mój związek. Martwi mnie moje podejście do niego. Związałam się z mężczyzną, który zachowuje się tak, że prawie wszystko koleżanki mi go zazdroszczą. Jest inteligentny, dowcipny. Kupuje kwiaty, pomaga, wspiera. Jak jedzie do sklepu, mogę bez obaw założyć, że kupi co potrzebne. Sam pomyśli, że kończy się mleko, jajka, cokolwiek. Kwiatki przesadzi, swoją część sprzątania wykona, czasem coś ugotuje, czasem coś naprawi. Ma jakieś wady, jak wszyscy, ale generalnie pozytywnie wyróżnia się na tle innych facetów. Przez 95% czasu. Ale raz na jakiś czas ma humor. I wtedy mu odbija. Przychodzi do mnie, wydaje jakieś polecenie i jeśli nie wykonam go od razu i tak jak on sobie życzy, to włącza mu się agresor. To dziwne, bo większość czasu nie ma problemu z tym, że mu się przeciwstawiam lub z czymś nie zgadzam. Najpierw próbuje mnie zmusić do podjęcia wymaganego działania, a gdy to się nie udaje, zaczynają się wyzwiska, czasem zaczyna rozwalać sprzęty domowe. I martwi mnie, że ja już mam takie „zdarza się, przynajmniej pracuje nad sobą, bo wyzywa mniej”. I nawet się nie wkurzam na to. Jedyne co mnie nadal wkurza, to to, że zdarza się mu czymś we mnie rzucić. Nie jest to nic na tyle ciężkiego, żeby zrobić mi jakąś szczególną krzywdę, ale liczy się fakt rzucenia we mnie. Kłócę się z nim wtedy, on przeprasza przez kilka dni, aż w końcu odpuszczam. 
Kiedyś sobie mówiłam, że jeśli facet kiedykolwiek zaatakuje mnie fizycznie, to odejdę. A nie odchodzę. Nie mam jaj skończyć tego miesiąc przed ślubem. I z jednej strony on naprawdę nad sobą pracuje (agresja werbalna na pewnym etapie była codziennie, teraz zdarza się dużo rzadziej), a z drugiej mam ogromny żal. Do niego, że to robi i do mnie, ale na to pozwalam. A jeszcze potem on mówi, że on jest winny tej sytuacji, ale gdybym go nie drażniła, to by nie wybuchł. A mogłam po prostu nieco inaczej sformułować moje odpowiedzi, to by nie było problemu, np. „nie chcę o tym teraz rozmawiać” jest złe, ale „porozmawiamy o tym później” jest dobre (przynajmniej w danej awanturze). Jest mi źle. Pozwalam na to, jestem słaba. I czuję, że daję sobą manipulować.
Dodaj anonimowe wyznanie