#xs8qR

Pewnego zwykłego sobotniego popołudnia poszedłem razem z dziewczyną na zakupy, żeby mieć co jeść, w końcu jest to dosyć ważne w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Jako że nie był to zwykły supermarket z jednym sklepem, dziewczyna poszła do jakiegoś butiku, więc ja usiadłem na ławce i czekałem z siatkami pełnymi artykułów spożywczych na moją ukochaną. Usiadłem tuż obok chłopca, który czytał z zainteresowaniem „Harry'ego Pottera”. „O, widzę, że czytasz książki. No, w tych czasach to rzadkość. Oby tak dalej!” – powiedziałem i się uśmiechnąłem.
I nagle... zostałem zwyzywany przez jego rodziców od pedofilów.


Ludzie... Serio?

#KI6PF

Jakieś pół roku temu jechałem do szkoły autobusem. Wysiadając, zauważyłem staruszkę, która chce wejść do sklepu, ale nie może otworzyć sobie drzwi, ponieważ były zbyt ciężkie. Jako iż nikt dokoła nie kwapił się, żeby jej pomóc, wkroczyłem do akcji. Podszedłem do owych drzwi, chwyciłem je i energicznie pociągnąłem do siebie. Fakt faktem, otworzyły się... Problem w tym, że babcia poleciała razem z nimi. Nie zauważyłem, że jeszcze się ich trzyma. Tak więc stałem sparaliżowany z wytrzeszczonymi oczami, nie wiedząc, co mam zrobić. Staruszka nie odwracając się, jak gdyby nigdy nic, wstała i poszła na zakupy.

Mina kasjerki – bezcenna.

#f7Vp5

Jak byłem w podstawówce, to zaczęły być popularne te szerokie szaliki kibiców z napisami. Babcia na gwiazdkę dała mi i mojemu bratu właśnie po szaliku. On dostał z napisem „Polska”, a ja z napisem „Widzew Hooligans”.

Wszystko fajnie, tylko akurat u mnie za noszenie szalika Widzewa dostawało się po ryju.

#Qb0xr

Pewnego dość chłodnego wieczoru wracałam ze spotkania z koleżanką. Dochodziłam już schodami na moje osiedle, ok. 100 m od bloku, gdy nagle minął mnie wysoki mężczyzna. Pomamrotał coś pod nosem, ja się odwróciłam, a on powalił mnie na ziemię... Zaczęłam krzyczeć, ale nikt nie zareagował. Szarpałam się, ale nic to nie dało. Nikt mi nie pomógł. Jedyne moje szczęście, że miałam dość ciasne spodnie. Gdy napastnik wsadził mi rękę pod bieliznę i poczuł, że nie da rady dać jej dalej, postanowił zmienić pozycję „kucania” przy mnie. Chyba instynktownie szarpnęłam swoim ciałem i on się zachwiał. Podniosłam się i zdążyłam uciec, wciąż krzycząc i płacząc. A ludzie nic...
Wbiegłam do mieszkania i zadzwoniłam do narzeczonego, który jeszcze był w pracy. On zadzwonił na policję i szybko do mnie przyjechał.

Wyobraźcie sobie, że policja po przesłuchaniu mnie opowiedziała to komuś znajomemu z piętra niżej, twierdząc, że coś sobie ubzdurałam... Dostałam wezwanie na policję, by złożyć zeznania. Na cztery miesiące zabrali moje ubrania do badania — nic nie znaleźli. Mój narzeczony był wezwany w roli... uwaga... podejrzanego! Po ok. pół roku sprawa została umorzona. Wie o tym mój narzeczony, jego szef, moja siostra i moja szefowa — kilka dni dawała mi takie zajęcia, bym nie musiała mieć styczności z mężczyznami. Teraz wiecie jeszcze Wy. Było to dwa lata temu, a wciąż mi ciężko.

#cW6DZ

15 lat temu byłam bardzo strachliwym dzieckiem. Wyjechałam z rodzicami i dwoma starszymi braćmi za granicę. Po dotarciu do hotelu poszliśmy do swoich pokoi, żeby odpocząć, i jakoś po godzinie poszliśmy na basen. Wszyscy się opalamy, a ja jako 6-letnie dziecko chciałam koniecznie kąpać się w basenie. Moi rodzice nie chcieli wchodzić do wody, a bracia woleli zająć się sobą niż bawić się z młodszą siostrą. Więc poszłam do wody sama. Po angielsku potrafiłam się tylko przedstawić i podać swój wiek, a tak to nic nie rozumiałam. 
Po paru minutach podpłynęła do mnie jakaś dziewczynka i mówi:
– What's your name?
– Zuzia – odpowiedziałam.

Później powiedziała do mnie coś jeszcze, a ja nie wiedziałam, co to znaczy. Więc co mogłam zrobić? Zanurkowałam i jak najszybciej odpłynęłam w inną stronę. Goniła mnie. Przestraszyłam się i uciekałam do rodziców. Biegła za mną nadal, do momentu kiedy się nie poślizgnęła i nie wpadła do basenu.

Od tamtego czasu wchodziłam do basenu tylko z rodzicami.

#Ech5I

Mam 18 lat i mieszkam w miejscowości oddalonej od mojej szkoły o te kilkanaście kilometrów. Jako osoba silnie aspołeczna i przyzwyczajona do wygód, do szkoły dojeżdżam razem z moimi trzema wujkami (nazwijmy ich X, Y, Z). Tak się jakoś złożyło, że trzej pracują w tym samym mieście, to i dla mnie znalazło się miejsce na tylnym siedzeniu.

Pewnego pięknego dnia wujek X, nasz kierowca, rozchorował się i musieliśmy jechać samochodem wujka Y. I tu zaczyna się historia docelowa.
Pewien typek z mojej szkoły raz na mieście widział mnie z wujkiem X, innego dnia widział mnie na mieście z wujkiem Y, a kiedy oni obaj nie jechali, z wujkiem Z.
No i co? A to, że chłopaczek porobił mi zdjęcia, bo tak zaintrygowali go moi co rusz inni towarzysze i „udowodnił” swoim znajomym, że rucham się ze starymi dziadami za pieniądze. Plotka poszła po szkole, a ja zostałem „jebanym dupodajkiem”.
Fajnie jest oceniać czyjąś sytuację tylko po pozorach, nie znając całej reszty, no nie?
Dodaj anonimowe wyznanie