#KtHM9

Zazwyczaj staram się zrozumieć innych i postawić się w czyjejś sytuacji, zanim kogoś ocenię. Dlatego byłam w szoku rozmawiając z jedną znajomą.

Ja rozumiem, że niektóre kobiety nie chcą mieć dzieci, ale powód dla którego znajoma ich nie chce sprawił, że przeszedł mnie zimny dreszcz.

Koleżanka wychowywała się bez matki, trudna sytuacja, ojciec czasami był, czasami go nie było, w domu było dużo alkoholu. Ogólnie dzieciństwo nie było łatwe. Nie chce mieć dzieci, bo dlaczego jej dziecko miałoby mieć lepiej od niej?

Zatkało mnie. Czy jest ktoś, komu wydaje się to logiczne wyjaśnienie? Jeżeli tak, to proszę o wyjaśnienie, ja nie ogarniam...

#91nFG

W moim gimnazjum był taki zwyczaj, że podczas pierwszego dnia kilkudniowej wycieczki, dzieci dawały swoje pieniądze opiekunom. Oni sobie zapisywali w zeszycie, kto ile dał. I codziennie rano podchodziło się do nauczyciela z prośbą o wydanie części z tej kasy, którą chciało się tego dnia wydać, a on to sobie notował. Nie wiem, czy słusznie tłumaczę szczegóły, ale ostatnio gdy opowiadałem tę historię znajomym, to bardzo się dziwili i mówili, że u nich tak się nie robiło. W każdym razie chodziło o to, by inne dzieci nie ukradły nam pieniędzy, może też by nie zgubić/nie wydać wszystkiego jednego dnia.

Na tę kolonię czekałem bardzo długo - jechaliśmy nad morze na 2 tygodnie. Dostałem od rodziców 300 zł (wtedy dla mnie majątek). Głównym opiekunem był nasz wychowawca, dyrektor szkoły (mała miejscowość, małe gimnazjum). Dojechaliśmy tam pod wieczór, zdeponowaliśmy wszyscy kasę u dyrektora, potem zabawy, kolacja, spanie. Podczas śniadania następnego dnia w stołówce brakowało jednej osoby. Nie był to uczeń, lecz jeden z nauczycieli. A bardziej precyzyjnie - dyrektor. Nikt nie wtajemniczał uczniów w szczegóły, więc nie wiem, kiedy dokładnie go zlokalizowano i czemu nie zajmowała się tym policja. Wiem tylko tyle, że dyrektora pochłonęła impreza, i przehulał nasze pieniądze! Wszystkie pieniądze wszystkich uczniów.

To był najbiedniejszy wyjazd w moim życiu. Zero gofrów, pamiątek, nawet na pocztówkę nie miałem.

Dla ciekawych tego, co było dalej:
Dyrektor po jakimś czasie przestał być dyrektorem, ale nie wiem, czy to z tego powodu. Pieniędzy nikt nam nigdy nie zwrócił. Jak już wspominałem, to mała miejscowość i to kilkanaście lat temu, więc czasy były też inne, stąd znalazł on zatrudnienie w jakiejś szkole w okolicy i większych konsekwencji nie poniósł, bo później tam też został dyrektorem.

#5g67X

Piszę to wyznanie, aby wyrzucić z siebie te sytuacje, które sprawiają, że do dziś czuję ogromny wstyd.

Moja matka, babcia i inne żeńskie członkinie naszej rodziny miały (i chyba wciąż mają, ale nie utrzymuję kontaktów z rodziną z wielu powodów) w zwyczaju łapać za biust dorastające dziewczyny i dodawać do tego obrzydliwe komentarze typu "chłop będzie miał co macać w nocy", albo "jaka decha, na co ci ten stanik". Kiedy jako nastolatka próbowałam im pyskować i nazywać to molestowaniem, słyszałam odpowiedzi "molestowanie to by było, jakby chłop cię dotykał, a jak druga baba dotyka, to nic złego".

Ojcu nie mówiłam, bo ciężko pracował i zawsze wracał zmęczony, a ja wstydziłam się to komukolwiek wyznać.

#EWF9G

W wieku około 18 lat byłam na weselu u kuzyna. Impreza w bardzo fajnym lokalu, ze sporymi ogrodami wokół (także jakieś jeziorko, domki letniskowe itp.). Byłam sama, bo akurat nie miałam żadnego chłopaka w tym czasie. Bawiłam się wtedy z kolegami pana młodego i jego braćmi. Do tej pory nie miałam dobrego kontaktu ze starszymi kuzynami, bo wiadomo – różnica około 6-7 lat do pewnego wieku jest ogromną różnicą i wcześniej byłam dla nich po prostu dzieckiem. Ale tego dnia zaczęłam się dość dobrze dogadywać z jednym z nich.

Od tego momentu czasem pisaliśmy, jakoś sporo wspólnych tematów wychodziło. Cieszyłam się, że złapałam taki kontakt ze starszym kuzynem – do tej pory byłam „skazana” na towarzystwo tych młodszych członków rodziny, bo ze starszymi dzieliła mnie zbyt duża różnica wieku. Po paru tygodniach kuzyn stwierdził, że warto się spotkać, bo akurat będzie w Polsce. Pojechaliśmy autem (on prowadził) nad jeziorko, gdzie często bywaliśmy całą rodziną za dzieciaka. Pospacerowaliśmy trochę, pogadaliśmy trochę o rodzince, trochę o jego pracy w Norwegii, trochę o jego narzeczonej itd.

Kiedy już mieliśmy wracać i wsiedliśmy do samochodu, kuzyn powiedział coś w stylu „Masz na sobie tę samą bluzkę co wtedy”. Zdziwiłam się strasznie, jakie „wtedy”? Patrzył mi na biust i zaczął pytać, czy może go dotknąć, bo do tej pory ciągle go pamięta. Skąd może go „pamiętać”? I wtedy przypomniał mi historię sprzed kilku lat. Chyba najbardziej upokarzającą historię mojego nastoletniego życia. Sprawę, o której udało mi się zapomnieć, wręcz wymazałam ją z pamięci. Przeczytacie ją tutaj: #nptD1

Czyli ten oblech z ekranu, który mnie szantażował i oglądał wpół-nago to mój kuzyn! I w dodatku siedziałam wtedy z nim sam na sam w samochodzie na jakimś odludziu… Zaczęłam się mocno denerwować, szczególnie że on chciał „powtórki”. Wykrzyczałam mu, że jest nienormalny, ma się ogarnąć i zawieźć mnie do domu.

Nie zrobił nic wbrew mojej woli, ale nie mógł się długo ogarnąć, musiał wyjść na papierosa „ochłonąć”. Zaczęłam kombinować jak się stamtąd wydostać, ale nie za bardzo miałam kogo prosić o pomoc, tym bardziej nie wiedząc, gdzie dokładnie byliśmy. Na szczęście kuzyn po chwili uspokoił się na tyle, żeby mnie odwieźć do domu.

Nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego po osobie z rodziny. Teraz każda impreza, na której go spotykam, jest dla mnie katorgą. Za każdym razem mi o tym przypomina i muszę od nowa próbować wymazać to z pamięci. Nie mówiąc już o moim obecnym chłopaku, który wie o sytuacji i za każdym razem ma ochotę mu przyłożyć.
Chyba nie muszę mówić, że ten kuzyn będzie jedynym, który nie dostanie zaproszenia na mój ślub.

#VUm6Y

Mam 25 lat i nigdy nie miałam chłopaka. Nie stronię od towarzystwa chłopaków, ale nie szukam partnera na siłę. Zwyczajnie nikt dotąd nie spodobał mi się tak bardzo, bym chciała z nim być. Nigdy mi to jakoś bardzo nie przeszkadzało, ale od jakiegoś roku mój mózg zaczyna od tej samotności nieco wariować.

Zadurzam się z łatwością w facetach, których ledwo znam. Wystarczy mi chwila spędzona z nimi, jedna rozmowa. Ale gorsze jest to, że moje „fazy” dotyczą mężczyzn kompletnie nie dla mnie. Raz jest to żonaty facet w wieku mojego ojca, innym razem niepełnoletni licealista. Wchodzą mi do głowy, nie potrafię przestać o nich myśleć, miewam erotyczne sny z nimi w roli głównej. Trwa to ze dwa miesiące, potem mi przechodzi, ale zaraz spotykam inny obiekt westchnień. I tak w kółko. Rany, jakie to męczące.

Dotychczas wierzyłam w słowa, że do miłości nie ma się co spieszyć i na każdego przyjdzie czas. Teraz przestaję. Bo brak miłości zaczyna mi chyba szkodzić.

#IoRn3

Członek mojej rodziny jest politykiem. Jeszcze nie jest rozpoznawalny na poziomie krajowym, ale jest już znany na szczeblu lokalnym.

Oglądając jego wpisy na Facebooku można znaleźć wiele wzruszających postów. Bardzo lubi informować o swoim życiu prywatnym jak i służbowym. Co robi, jakie inicjatywy wspiera i jakimi wartościami kieruje się w życiu.

Niestety od kuchni wygląda to trochę inaczej. Gdy jego siostra zachorowała na nowotwór, zadzwonił do niej kilka razy w ciągu leczenia. Jednakże nie przeszkadzało mu to we wrzuceniu posta z informacją o chorobie siostry i prośbie o modlitwę.

Cóż, jego siostra stwierdziła, że wolałaby by brat do niej zadzwonił, tak normalnie, po ludzku, zamiast prosić obcych ludzi o modlitwę.

W chorobie potrzebujesz wsparcia najbliższych, a nie wirtualnych zapewnień o pamięci.

#cI4bp

Jestem pierwszą wnuczką moich wszystkich dziadków. Jednocześnie jedyną z tego pokolenia, którą przed śmiercią zobaczył dziadek. Byłam jego oczkiem w głowie.

Nie wiem, o co chodzi babci, ale po śmierci dziadka ta kobieta udaje, że nie ma mnie na tym świecie.

Pamiętam, jak siedmioletnia ja zauważyła przez okno babcię i wujka. Akurat przyjechali, a ja z dużymi oczami obserwowałam, jak idzie do bloku naprzeciwko, gdzie mieszkają moi kuzyni. Siedziałam przy oknie trzy godziny. Mama mimo wielu prób próbowała mnie zagonić do zabawy, ale ja za bardzo tęskniłam za babcią. Kiedy w końcu wyszła od kuzynów, zaczęłam do mamy wołać, żeby wstawiła wodę na kawę. A kiedy się odwróciłam, zobaczyłam babcię znikającą za drzwiami samochodu.

Inna sytuacja.
Zaprasza mnie i mamę do siebie, żeby "sąsiedzi zobaczyli". W tym samym czasie, jak się okazało zaprosiła swoją sąsiadkę z córką w tym samym wieku co ja.
I ten moment, w którym mnie ignorowała, bo zajmowała się córką sąsiadki...

Słowo babcia nie chce mi przejść przez gardło, kiedy o niej myślę. To, że moi rodzice nie są razem nie znaczy, że nagle przestałam należeć do rodziny. Minęło dziesięć lat i jedyne, o czym marzę, to powiedzieć jej prosto w twarz jak bardzo zniszczyła mi dzieciństwo i ile łez przez nią wylałam.

Ostatnio wydałam książkę. Dowiedziała się od cioci. Pierwsze co zrobiła to spytała, ile zarabiam i czy mam zamiar podzielić się z rodziną. Oczywiście ze mną osobiście się nie skontaktowała.
Nie ma co, kochana "babcia".

#4TLeK

Rzecz miała miejsce w poprzednim roku, kiedy miałam okazję chodzić do budynku zwanego potocznie gimbazą.

Przed i po WF, większość z dziewczyn zmieniała normalny biustonosz, na sportowy. Zwykle robiło się to w szatni i nie odczuwało się wtedy większego dyskomfortu. Naturalnie, żadna z nas nie biegała po pomieszczeniu z 'wywalonymi cyckami', tylko najzwyczajniej na świecie się przebierała.

Pewnego dnia, do szatni dziewcząt wbiegło kilka chłopców i dziewczynka (szatnie nie są zamykane na klucz, chociaż większość uczniów prosiła o tą możliwość) może z 4/5 klasy. Ja i kilka moich koleżanek byłyśmy wtedy 'toples' i szybko zakryłyśmy piersi czym się da, ponieważ tamte dzieciaki nagrywały nas komórkami! Przebrane dziewczyny po prostu wyrzuciły ich z naszej szatni pilnując, aby nie uciekły i znów weszły do pomieszczenia.

Kiedy byłyśmy już gotowe, z kurduplami pod pachą, poszłyśmy do ich wychowawczyni opowiadając jej o ich występku, zmuszając dzieci do pokazania nagrań. Jaka była jej reakcja? 'Było się nie rozbierać jak panny lekkich obyczajów! "Wy specjalnie to robiłyście! Takie mamy czasy, że 15-latki tylko o seksie myślą!", a kiedy próbowaliśmy jej przekazać, że to ONI weszli nam do szatni, odparła, iż "Na pewno chcieliśmy ich zgwałcić(?), a zresztą to wszystko dlatego, że pornografia nam w głowach!"

Wspólnie stwierdziliśmy, że pojedziemy z tym do dyrekcji i rodziców. Na szczęście, oni zareagowali kompletnie inaczej niż ta nieszczęsna kobieta, a tamte dzieci poniosły stosowną karę za to, co zrobiły. Nauczycielka została zwolniona, a wszelakie nagrania i zdjęcia z nami w roli głównej usunięte. A zamykane szatnie wreszcie wcielone w życie.

Nie wiem, skąd pomysł, żeby zrobić coś takiego w wieku 11/10 lat.

#DIDrQ

Anonimowe? Moim zdaniem tak.

Dlaczego? Dlatego, że nikomu się do tego nie przyznam.

Do tego, że oprócz nazwijmy to kariery i samorealizacji marzę o tym, by założyć rodzinę i by mój mężczyzna wreszcie mi się oświadczył. Po 7 czy 8 latach (mamy okolice 30stki) uważam, że najwyższy czas, podczas gdy on unika tematu jak ognia...

Na początku myślałam, że chce mnie zaskoczyć, więc nie chce żebym się spodziewała... nawet raz czy dwa mierzył mój pierścionek...

Spytacie jak można być razem tak długo i nie rozmawiać o tym? Cóż.. nie potrafiłabym myśleć o ślubie po roku, dwóch czy trzech... dla mnie to za wcześnie by kogoś dobrze poznać, poza tym byliśmy za młodzi.

A teraz już nie wiem jak do niego dotrzeć...Przecież nigdy nie naciskałam, nie wymuszałam, nie chciałam być jedną z tych wrednych bab jak żony jego kolegów, nie chciałam sama zaczynać tematu, no i mam... Być może zmarnowałam najlepsze lata życia. Nie chcę zaręczyn z litości, nie chcę go zmuszać, ale też nie chcę tak żyć... nie potrafię też go zostawić, bo ogółem nam razem dobrze i jesteśmy szczęśliwi.

Ale jak zacznę delikatnie temat, to on już wie, że skończy się kłótnią, więc go unika, a jak udaje że nie słyszy, to jeszcze bardziej mnie wkurza i awantura gotowa...

Czasem boję się że pęknę i go zostawię, albo postawię ultimatum, a tego bym nie chciała. On po prostu wyrobił sobie proste skojarzenie - temat przyszłości = kłótnia.

Jakby spróbował ze mną spokojnie pogadać, nie byłoby awantury...

Raz się popłakałam, a on razem ze mną przyznał, że mnie kocha i planuje ze mną życie... i nie chce mnie stracić. Nie chcę tej całej szopki, weselicha na 200 osób itd.

Boi się tez, że skończymy jak inni znajomi po rozwodach... albo drący ze sobą koty, a przecież nie musimy być jak wszyscy.

Planujemy razem życie, kredyt hipoteczny, a ja nie wezmę go w takiej sytuacji...
Co powinnam zrobić? Czekać aż przyjdzie do umowy z bankiem i wtedy jemu będzie zależeć i stwierdzi, że najwyższy czas pogadać jak dorośli?
Czasem chce mi się płakać, bo sama na siebie ukręciłam bat - taka chciałam być nowoczesna, wyrozumiała (ja nie jestem taka jak wszystkie, że lecą do ślubu jak ćmy do ognia, dobrze mi w nieformalnym związku i mam... zostanę starą panną.

#pbzGm

Będzie obrzydliwe.
I to bardzo.
Mam obsesję na punkcie spermy, a mianowicie - jej smaku.
Chodzę po klubach i nie tylko...
Zbieram tam zużyte prezerwatywy.

Po co?

Najcenniejszym skarbem i wartościowym jest dla mnie ich zawartość.
Wiem, że to niebezpieczne (choroby weneryczne itd.), ale niesamowicie mnie to podnieca i smakuje.

Nie wiem co z tym zrobić, ale nie wyobrażam sobie dnia bez skosztowania tego przysmaku.
Dodaj anonimowe wyznanie