#DIDrQ
Dlaczego? Dlatego, że nikomu się do tego nie przyznam.
Do tego, że oprócz nazwijmy to kariery i samorealizacji marzę o tym, by założyć rodzinę i by mój mężczyzna wreszcie mi się oświadczył. Po 7 czy 8 latach (mamy okolice 30stki) uważam, że najwyższy czas, podczas gdy on unika tematu jak ognia...
Na początku myślałam, że chce mnie zaskoczyć, więc nie chce żebym się spodziewała... nawet raz czy dwa mierzył mój pierścionek...
Spytacie jak można być razem tak długo i nie rozmawiać o tym? Cóż.. nie potrafiłabym myśleć o ślubie po roku, dwóch czy trzech... dla mnie to za wcześnie by kogoś dobrze poznać, poza tym byliśmy za młodzi.
A teraz już nie wiem jak do niego dotrzeć...Przecież nigdy nie naciskałam, nie wymuszałam, nie chciałam być jedną z tych wrednych bab jak żony jego kolegów, nie chciałam sama zaczynać tematu, no i mam... Być może zmarnowałam najlepsze lata życia. Nie chcę zaręczyn z litości, nie chcę go zmuszać, ale też nie chcę tak żyć... nie potrafię też go zostawić, bo ogółem nam razem dobrze i jesteśmy szczęśliwi.
Ale jak zacznę delikatnie temat, to on już wie, że skończy się kłótnią, więc go unika, a jak udaje że nie słyszy, to jeszcze bardziej mnie wkurza i awantura gotowa...
Czasem boję się że pęknę i go zostawię, albo postawię ultimatum, a tego bym nie chciała. On po prostu wyrobił sobie proste skojarzenie - temat przyszłości = kłótnia.
Jakby spróbował ze mną spokojnie pogadać, nie byłoby awantury...
Raz się popłakałam, a on razem ze mną przyznał, że mnie kocha i planuje ze mną życie... i nie chce mnie stracić. Nie chcę tej całej szopki, weselicha na 200 osób itd.
Boi się tez, że skończymy jak inni znajomi po rozwodach... albo drący ze sobą koty, a przecież nie musimy być jak wszyscy.
Planujemy razem życie, kredyt hipoteczny, a ja nie wezmę go w takiej sytuacji...
Co powinnam zrobić? Czekać aż przyjdzie do umowy z bankiem i wtedy jemu będzie zależeć i stwierdzi, że najwyższy czas pogadać jak dorośli?
Czasem chce mi się płakać, bo sama na siebie ukręciłam bat - taka chciałam być nowoczesna, wyrozumiała (ja nie jestem taka jak wszystkie, że lecą do ślubu jak ćmy do ognia, dobrze mi w nieformalnym związku i mam... zostanę starą panną.
Nie rozumiem czemu o ślubie nie można rozmawiać na początku związku? Ja wszystko obgadałam w pierwszym roku związku. Bez nacisków, zwykła rozmowa czy kiedyś ślub wchodzi w gre, ilość dzieci, czy mieszkać w domu czy w bloku. Nic zobowiązującego, a o ile ułatwiło życie.
tez ejstem za tym, by o slubie ( czy w ogole ma byc, czy koscielny, cyzcywilny itp.) powinno sie porozmawiac od razu. moze nie w pierwszym tygodniu, ale niedlugo po stwierdzeniu, ze jestescie razem
priorytety sa wazne
podobnie jak powinno sie wyjasnic sprawe posiadania dzieci
po co tracic czas z kims, kto chce cos zupelnie przeciwnego niz ty?
To jest normalne, że na początku związku rozmawia się o takich sprawach jak małżeństwo, religia, dzieci itd. żeby potem nie było zdziwka ze np po paru latach facet chce dziecko a kobieta nie.
No tak. Każdy facet marzy o tym by z dziewczyną która zna od 3-4 tygodni planować to czy i kiedy będzie ślub oraz ile będą mieć dzieci.
Feniks, nie muszą rozmawiać o swojej wspólnej przyszłości. Mogą mówić ogólnikami typu "zawsze marzyłam o ślubie kościelnym"/"chciałabym max 2 dzieci" itp, a nie "chce z tobą wziąć ślub i mieć z tobą dzieci".
Nikt normalny po 3 tygodniach nie planuje ślubu. Ludzie muszą się poznać i poznać swoje poglądy. Jeśli mówię, że np chce kiedyś ślubu cywilnego a nie chce dzieci, to jest ważna informacja dla faceta. Jeśli on chce np ślubu kościelnego i 2 dzieci to wiemy, że nasze poglądy się rozjeżdżają i nie ma co marnować sobie czasu.
Rozmawianie o dzieciach jest bardzo ważne. Ja zawsze zaznaczam, że w razie wpadki dokonam aborcji, żeby później nie było, że niedoszły ojciec będzie mnie do czegoś zmuszał
Dlaczego? nie ruszalam tematu po roku czy 2 bo nie bylam na to gotowa, myslalam że mamy te same oczekiwania, bo z ogólnych rozmów tak wynikało. Ja tez kiedys nie chcialam ślubu dzieci itd może nie mówiłam o tym głośno ale się tego bałam. Niepowodzenia, rozwodu noe wiem... więc ogółem był temat ale obserwując ludzi wokół i dojrzewajac można zmienić zdanie jak widać...
SzubiDubi - a może trzeba z nim po prostu poważnie porozmawiać? Z tego co napisałaś wynika, że on nie tyle nie chce ślubu, co się go boi. Może boi się wziąć odpowiedzialność, boi się przysięgi, że coś się później zmieni. Kiedyś pewnie liczył na to, że dojrzeje do tego a tu niespodzianka i jednak nie dojrzał. Gdzieś czytałam, że to w naszych czasach dość powszechne zjawisko. Według mnie jedyne co może w tej sytuacji pomóc to szczere, poważne rozmowy, bez wzajemnych oskarżeń i kłótni. On musi powiedzieć Ci co naprawdę myśli i czuje i ty również. Jeśli nie jesteście w stanie poważnie porozmawiać na tak ważny temat bez wyrzutów i afery to zastanowiłabym się na jakich fundamentach stoi wasza relacja. Dla mnie jest to dziwna sytuacja. Ja np. jestem niewierząca, ale mój chłopak jest katolikiem, dlatego dla niego jestem w stanie wziąć ślub kościelny jednostronny. Z kolei on może mi ustąpić w innych kwestiach. Związek to sztuka kompromisów. Nie musicie robić szopki i wesela na 200 osób. Możecie wziąć mały, kameralny ślub, spotkać się gdzieś w połowie drogi wzajemnych oczekiwań.
Anura, oczywiście masz rację i tak tez muszę zrobić, ale chciałabym aby to byla jego inicjatywa, oczywiście trzeba rozmawiać na spokojnie, ale skoro on milczy to mnie sie nerwy udzielaja i tak to idzie...myślę jak zacząć i chyba napiszę do niego list...wtedy będzie może miał szansę na refleksje...trzymajcie kciuki.
Niektórzy tutaj mylą planowanie ze zwykła rozmowa :D to tak jak z koleżanką się rozmawia ze chciałoby się mieć 5 dzieci i to nie znaczy że chce się mieć z nią dzieci.
Skoro unika tematu jak ognia to nie chce brać ślubu. Facetom wygodnie bez ślubu. Łatwiej im zwiać, mogą zapewnić jak to kochają a potem zawinąć swobodnie tyłek. Pozostaje szczera spokojna rozmowa, o ile się uda. A jak nie to musisz przemyśleć czy dasz radę się dostosować do niego i żyć bez ślubu...
Jeżeli po 8 latach związek nie stał się poważny, to już się taki nie stanie. I nie mam tu na myśli ślubu, tylko umiejętność rozmowy ze sobą.
Wspólne mieszkanie i kredyt na 30 lat nie brzmią poważnie?
Owszem masz rację w tym 1 temacie mamy kłopot z komunikacja..
Chociaż parę razy nam sie udało o tym pogadać wiec może on uważa, że na razie nam to niepotrzebne wiec po co gadać? Bo gada sie tylko o konkretach, takie pragmatyczne podejście
Niepojęte Etanolan, że myślisz, że wszystko wiesz i ogólnie jesteś alfą i omegą.
Zrozumcie, ze kilka zdań nie oddaje całego naszego życia...Poprosiłam o radę, liczyłam się z krytyką, ale błagam nie pytaj po co nam ślub...Jedno wiemy, że chcemy być razem, bierzemy kredyt i razem go spłacamy, to też nas wzmocni jako związek. Tylko, że ja wolę przeżyć ten wyjątkowy dzień, mój jest nieco bardziej praktyczny, jak to facet. Tyle.
SzubiDubi a czy to jest forum z poradami czy anonimowe?
Poza tym kredyt na 30 tysięcy nie oznacza, że doczekasz się ślubu. A może on zwyczajnie nie chce formalnie przypieczętować Waszego związku. Rusz głową i zacznij rozmawiać. Potem myśl o ślubie.
30 lat nie 30 tysięcy jesli juz.
A dwa, owszem nie jest to forum z poradami, ale takowe wyznania tez tu widzialam na glownej i chcialam poznać opinię kogoś z zewnątrz.
Szanuj się. Po prostu zapytaj jak sobie wyobraża wasza przyszłość. Co to znaczy, że on nie chce rozmawiać o przyszłości ? Jak nie chce dorosnąć i przeprowadzić dorosłej rozmowy to niech idzie do piaskownicy babki lepić. Nie mówię, że od razu macie lecieć do ołtarza ale facet nie szanuje cię ze względu na to, ze nie chce rozmawiać.
Smutne, że to kolejne wyznanie o tym, że zdarza się że para ma zupełnie różne podejście do ślubu i przyszłości, ale kobieta musi czekać aż to mężczyzna się zdecyduje. Niby może coś tam sugerować, czasami nawet o tym rozmawiają, ale ostatecznie decyzja należy do niego. Widzę tutaj ogromne braki w podejściu partnerskim i rozmowie. Ale taka nasza kultura i tradycja, że kobiecie nie wypada się oświadczyć, może tylko po cichutku narzekać na swój los, a naciskać też nie wypada, przecież nie można nikogo zmuszać do małżeństwa.
Ale jak facet nie chce to co ma zrobić? Już dawno powinna się ogarnąć i z panem pożegnać, a nie czekać na niewiadomo co. O takich rzeczach rozmawia się na początku związku, tak samo jak o dzieciach i planach na przyszłość, a nie przez ileś lat cicho czekać, aż mu się odmieni.
Wcale nie musi czekać. Dawał sobie 7 lat żeby go poznać to widać wolno wyciąga wnioski.
i czekaj w kacie az cie znajda?
zenujace :(
Przecież w odwrotnej sytuacji, gdyby to facet chciał ślubu, a kobieta wolałaby jeszcze poczekać, byłoby dokładnie tak samo, tylko że to facet musiałby poczekać, aż ona też się zdecyduje. Ale nadal nikt by nikogo do niczego nie zmuszał...
Tez mnie to strasznie wkurza. Czekać aż jaśnie pan się zdecyduje. Bo przecież najważniejsze są jego potrzeby. Kobieta niech sobie wsadzi w dupę swoje plany i marzenia.
Możesz Ty jemu się oświadczyc.
Moze powiedz, ze wolisz byc zona a nie konkubina?
Rozstańcie się. On szuka wymówki, żeby nie brać ślubu, Ty potrzebujesz tego papierka. Skoro rozmowy nic nie dają to nie ma sensu, żebyś czekała w nieskończoność. Jeśli odpoczniecie od siebie to facet będzie miał szansę zastanowić się, czego tak na poważnie chce.
Miałam dokładnie tak samo... I rozstaliśmy się. Po ponad 8 latach miałam dość. Później pojawił się ktoś kto mi się oświadczył. I co? Po kolejnych 3 latach dalej bez ślubu, bez mieszkania, on bez pracy... Życie kołem się toczy przynajmniej u mnie. Ciągle czuję że to ja noszę spodnie w związku a wokół same cipy. Nie chcę tak, ale jak mam inaczej przetrwać?
Wybierać faceta który nie będzie niedojdą? Przedyskutowac to w miarę szybko, ale na spokojnie?
Pobyć sama i nie brać pierwszego lepszego? Lepiej być singlem niż umawiać się z bezrobotna oferma.
Koczek a czemu ona ma rezygnować ze swoich marzeń ? Z jakiej racji ? Żeby tylko jednej stronie było wygodnie ? Chce to chce i już.
Co to znaczy, że on nie chce rozmawiac o przyszlosci ? Jak nie dorósł do swojego wieku to niech idzie do piaskownicy lepić babki. Postaw jasno sprawę i niech się określi jakie ma plany. A jak nie szanuje cię na tyle, żeby porozmawiać to niech spieprza.