#y0QjN

Jestem studentem i mieszkam z rodzicami.

Jak może wiecie, na razie wszystkie wykłady odbywają się zdalnie.
Pewnego dnia na nudnym wykładzie poczułem potrzebę wyłączenia go i obejrzenia jakichś filmików w internecie. Mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ wykłady są nagrywane, więc mogłem to nadrobić w każdej chwili.
Włączyłem sobie wykład profesora Jordana Petersona. Kto ogląda ten wie, że profesor często nagrywa filmiki, siedząc przy biurku.
W tym momencie weszła do mnie mama, żeby przynieść mi herbatę. Ja już wydygany, że przypadł, bo powinienem być na wykładzie. Ważne jest to, że słuchałem wykładu na słuchawkach, więc mama nie słyszała dźwięku.
Mama tylko spojrzała na ekran, postawiła kubek z herbatą na biurku, powiedziała "już wychodzę, miłego wykładu" i wyszła.
Odetchnąłem z ulgą.
Później jak rozmawialiśmy o tym, jak mi minęły zajęcia, mama powiedziała, że mam przystojnego wykładowcę.

Nigdy się jej nie przyznam. ;)

#bfOHu

Leżę rano półnaga w pokoju przy moim facecie. Jednoznacznie daję mu do zrozumienia, że mam na niego ochotę, odsłaniając coraz więcej ciała. Patrzy na mnie i po chwili rzuca tekstem: Myślisz, że ten wczorajszy bigos mi zaszkodzi, jeśli go zjem na śniadanie?

Nie poczułam się fajnie, wręcz była to dla mnie pewnego rodzaju obraza.
Zastanawiam się, czy może to oznaczać, że już go nie pociągam jak kiedyś, że mu się znudziłam.

#iqtmp

Jestem w klasie maturalnej. Pani od języka polskiego jest dosyć nadgorliwa i sprawdza jak kto nadrobił tematy, na których był nieobecny, robiąc test z materiału z całego miesiąca. Zazwyczaj jeśli moje nieobecności były spowodowane chorobą czy egzaminem na prawo jazdy, nie miałam nic przeciwko, jednak ostatnio miarka się przebrała.

Wczoraj u mnie w szkole były rekolekcje, zaczynały się o 9, więc pierwsza lekcja planowo była. Nauczycielka powiedziała, że ten kto się nie stawi z czystego lenistwa, ma pisać za karę test. Pech chciał, że tego dnia nie mogłam być w szkole z powodów rodzinnych, o czym jej powiedziałam i poinformowałam, że nie będę pisać testu przez jej widzimisię oraz przez to, że mam też życie prywatne. Dzisiaj zostałam skierowana do dyrekcji za pyskowanie nauczycielowi. Przede mną pani dyrektor, wicedyrektor, polonistka i wychowawczyni, trochę jak w sądzie. Polonistka powtarza moje wczorajsze słowa, dyrektorka przytakuje, że to zachowanie zasługuje na naganę, wice się nad czymś zastanawia, a wychowawczyni mnie broni, mówiąc że przecież jestem grzeczna, miła i musiałam mieć powód. Wtedy wicedyrektor zapytała się czy mogę jej wyjaśnić powód mojej nieobecności. A oto i on.

Moja babcia jest po udarze, ma niedowład prawej strony ciała i nie może zostać sama w domu. Moja ciotka, która na co dzień się nią opiekuje, musiała jechać do pracy, bo zmienili jej zmianę na ten jeden dzień, mój ojciec w pracy, a wujek za granicą. Mam dwie starsze kuzynki, które są na studiach w miastach oddalonych o ok. 100km, więc powrót o godzinie 21, kiedy ciocia szukała opieki dla babci, był niemożliwy. Powiedziałam, że ja z nią zostanę. Mówiąc to miałam łzy w oczach, bo bardzo kocham babcię i jednocześnie nie mogę patrzeć jak ona się męczy, składa zdania z kilku podstawowych słów, bo więcej po udarze nie potrafi, prawie cały dzień leży, tylko czasem kiedy ma naprawdę siłę wychodzi z kimś na spacer wokół domu. Powiedziałam też, że to niesprawiedliwe, że nauczyciele często oskarżają nas, uczniów, o lenistwo, nie znając sytuacji, dlaczego nie ma nas w szkole i karzą nas za empatię i miłość do rodziny.

Polonistkę i dyrektorkę zatkało, a pani wicedyrektor z wychowawczynią powiedziały mi, że dobrze zrobiłam i są dumne, że uczennica ich szkoły jest taka wrażliwa na cierpienie innych. Polonistka ma zakaz robienia testów za nieobecności i sama wicedyrektor obiecała ją sprawdzać czy zakazu nie łamie.

#2byCT

W wieku 18 lat uciekłam z domu - bardzo odpowiedzialnie, prawda? Nawet nie zdałam matury. Dwa tygodnie po 18 urodzinach spakowałam manatki i uciekłam za granicę. Dlaczego? Nie mogłam znieść przemocy domowej, nieustannego bicia i picia. Nie raz prosiłam mamę, byśmy zostawiły tatę i uciekły. Nigdy nie chciała o tym nawet słyszeć.

Nie kontaktowałam się z rodziną przez dwa miesiące. Znalazłam pokój, pracę. W miarę normalne życie. Po jakimś czasie zadzwoniłam do mamy - rozmowa trwała może minutę i ojciec wyrwał mamie słuchawkę.

Po kilku latach postanowiłam przyjechać do Polski, odwiedzić znajomych i spotkać się z mamą. Poszłam również na cmentarz zapalić znicz na grobie dziadków. Szłam przez cmentarz, gdy coś przykuło moją uwagę. Nagrobek z moim imieniem i nazwiskiem. Podchodząc bliżej nie miałam wątpliwości - moi rodzice pochowali mnie za życia... Podobno starali się o uznanie mnie za osobę zmarłą ze względu na brak kontaktu od ponad 5 lat.

Jak się domyślacie, tego samego dnia byłam w drodze do domu. Nie chcę mieć już z moją rodziną nic wspólnego. Skoro dla nich umarłam, to okej.
Do dzisiaj czuję dreszcz na myśl, że stałam nad własnym grobem, na którym paliły się znicze.

#wIibf

Moja partnerka związawszy się ze mną przeprowadziła się do mnie, co oddaliło ją od rodziców i dalszej rodziny o jakieś 800 km. Z niektórymi członkami rodziny utrzymuje bliski kontakt, inni są wrogo nastawieni i przestali utrzymywać z nią jakikolwiek kontakt, bo najogólniej mówiąc "nie żyje po bożemu". Ja jestem jednym z dowodów na tę bezbożność. W każdym razie któregoś dnia dostała wiadomość na Facebooku od jednej z kuzynek. Prześledźmy wydarzenia chronologicznie...

Środa - "Cześć! Nasza Jessica będzie miała chrzest. Na jaki adres wysłać ci zaproszenie?"
Wtorek następnego tygodnia - awizo w skrzynce. Polecony!
Środa - polecony odebrany z poczty, w środku zaproszenie na chrzest. Z osobą towarzyszącą! Termin? A, w ten weekend, który właśnie był pomiędzy pytaniem o adres a odebraniem przesyłki.

Trudno mi uwierzyć, że oni ten chrzest tak z dnia na dzień zaplanowali. Jeszcze trudniej mi uwierzyć, że spodziewali się, że osoba, która mieszka 800 km od nich i pracuje 7 dni w tygodniu rzuci wszystko i zorganizuje sobie natychmiastowy wyjazd w drugi koniec Polski. A już najtrudniej mi uwierzyć, że sądzili, że zaproszenie dotrze przed imprezą.

Wniosek? Wymyślili idealny sposób, żeby niechcianej kuzynki nie oglądać, ale żeby reszta rodziny nie miała pretensji, że nie zaprosili.

#2MTRB

Będzie obrzydliwie, ohydne i dziwnie. Ale was to nie rusza.

Zjadałam kupę, dużo, często i ze smakiem.
Do tego stopnia że nauczyłam się po jakim jedzeniu jest jaki smak odchodów. I pod to ustawiałam posiłki.
A wszystko zaczęło się jak miałam jakieś 10 lat. Dostałam owsików i któregoś razu się drapiąc wyjęłam jednego z tych pasożytów na palcu. Po chwili przyglądania się jemu, wsadziłam palec do buzi i go zjadłam. Tak śmiesznie strzelił między zębami, ledwo wyczuwalnie. Tak mnie to zaintrygowało, że wsadziłam palec w tyłek i rozpoczęłam wydobycie. I wtedy posmakowała mi własna kupa.

A gdy dostawałam owsików jeszcze kilka razy, zawsze odwlekałam ich leczenie.

I tak się teraz zastanawiam pisząc to wyznanie (chyba pierwszy raz w życiu) jak od tej kupy musiało mi z buzi zalatywać.

#BxjSK

Kiedyś, ilekroć słyszałam o historiach kobiet, które były bite, poniżane i ogólnie doznawały szeroko pojmowanej przemocy ze strony partnera, a mimo wszystko nie decydowały się od niego odjeść, bardzo im się dziwiłam. Do czasu.

Na początku wszystko było jak w bajce. Poznaliśmy się na koncercie naszego ulubionego artysty. Byłam zauroczona już po kilku minutach rozmowy, co nigdy mi się nie zdarzyło. Zaczęliśmy się spotykać, spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Myślałam, że spotkałam miłość swojego życia. Był zabawny, inteligentny, czuły... Gdy razem zamieszkaliśmy, było jeszcze lepiej. Zdecydowaliśmy się na ślub. I wtedy się zaczęło... Po raz pierwszy uderzył mnie podczas miesiąca miodowego; za to, że „podrywałam kelnera”. Dostawałam za wszystko. Z czasem powody stawały się coraz bardziej absurdalne, a ciosy mocniejsze. Bił tak, by nie było widać śladów. Do tego wyzwiska, ciągłe powtarzanie, że jestem nic nie warta, brzydka, głupia... Zabrał mi karty płatnicze; musiałam prosić się o pieniądze nawet na podpaski. Sam kupował mi kosmetyki i ubrania, bo „muszę jakoś wyglądać”. Nikomu nic nie powiedziałam; było mi wstyd, bałam się... Sama nie wiem. Nie bił mnie jedynie wtedy, gdy byłam w ciąży, w którą zaszłam w wyniku wymuszonego współżycia. Zaledwie trzy dni po powrocie z córką ze szpitala złamał mi rękę i wybił dwa zęby. Wszystkim mówiłam, że spadłam ze schodów.

Kiedy się ocknęłam? Po siedmiu latach. Przywiozłam córkę z przedszkola, chwilę potem wrócił on. Miał podły nastrój, więc chciałam zejść mu z oczu i pójść z małą do jej pokoju. Powiedziała, że jest głodna i... wybuchł. Zaczął się drzeć, że jeśli będzie tyle żarła, to będzie gruba jak jej stara (nigdy nie ważyłam więcej niż 50 kg, przy wzroście 1,7 m; jedynie w ciąży przytyłam 8 kg), że nikt jej nie zechce i będzie musiał ją utrzymywać do końca życia... Zosia się rozpłakała, a jego rozwścieczyło to jeszcze bardziej. Ruszył w jej kierunku. W tym samym momencie coś we mnie pękło. Złapałam za nóż i zagroziłam, że jeśli ją dotknie, to go użyję. Na szczęście podziałało.

Wzięłam przerażoną córeczkę na ręce i wybiegłam z domu. Godzinę później siedziałam na kanapie w domu moich rodziców i wszystko im opowiadałam. Nigdy nie czułam takiej ulgi.

Od tamtego dnia minęło 7 lat. Wyprowadziłyśmy się z Zosią za granicę i budujemy swoje życie od nowa.

#DNrcF

Pewnie nie jestem jedyna, ale jeśli mam się umyć nago na publicznym basenie pełnym babć, to mi to w ogóle nie przeszkadza, ale jeśli miałabym zrobić to samo przy np. siostrze czy koleżance, to już nie bardzo. Przy zupełnie obcych osobach się nie wstydzę, a przy osobach, które znam, już totalnie nie dałabym rady.
Dodaj anonimowe wyznanie