#nTljs

Mój ojciec jest byłym żołnierzem. Wszystko w jego domu musi być idealne, krzyczy na nas o bzdety, takie jak ustawienie butów, zostawienie brudnego noża na zlewie etc. Krzyczy na moje młodsze rodzeństwo często przy ludziach, nie raz podniósł na nie rękę. Jednak dzieciaki są w niego i tak zapatrzone, biegną do niego jak ćmy do światła. Tylko ja i mama z nim walczymy, żeby się zmienił, chociaż mama nie chce za bardzo być ostra (w końcu, jak mówi, musi z nim przeżyć jeszcze resztę życia, jak dzieci wyjadą na studia). Ja nie mam nic do stracenia, więc dbam, by dzieci wychowywały się chociaż trochę bardziej jak dzieci, a nie jak dorośli albo roboty. Nie wiem już jak z nim walczyć, żeby stał się dla tych dzieci kochającym i chociaż trochę bardziej wyrozumiałym. Bo to, że dziecko wyleje niechcący szklankę wody, nie powinno oznaczać dla niego kary i krzyku. Jestem coraz gorzej traktowana i mam coraz mniej pomysłów na obronę...

#kidiQ

Byłam grubym dzieckiem, taka prawda, i miałam wiele kompleksów. W pełnej chwil przestałam spotykać się z rówieśnikami, całe dnie siedziałam w moim pokoju, unikając wszystkich członków rodziny. To nie było tak, że nie próbowałam schudnąć – piłam litry wody, biegałam na bieżni, pływałam, robiłam jakieś treningi, jadłam mniej i pilnowałam ile kalorii, etc. Ale najgorsze było to, że rodzina na siłę chciała mnie wyciągać, grożeniem, że coś mi zabiorą, że będę mieć karę. Najgorsze uczucie było wtedy, gdy w końcu widziałam nawet małe efekty, byłam bardziej zmotywowana, ale wtedy pojawiała się moja rodzina. Mama z radą od „dietetyczki” mówiąca, że to dla mojego dobra, ciocia mówiąca, że się za mnie „weźmie”, babcia mówiąca, że skończę z chorymi kolanami od nadwagi... Aż się mi odechciewało wszystkiego. Częściej siadałam w pokoju, zajadając się słodyczami i płacząc cicho, myśląc nad zaczęciem głodowania się czy zwracania jedzenia, zamiast iść pływać czy pobiegać. A potem „To dla twojego dobra”, gdy rodzice zmuszali mnie do siedzenia z nimi i ich znajomymi na dworze, gdy czułam się zdołowana i chora. Ciągłe wytykanie wad. A to że miałam (i mam) rozstępy, a to że brzuch mi odstaje, a to że żadne spodnie nie pasują na moje uda... A potem się dziwili, dlaczego coraz częściej milczałam i unikałam każdego wyjazdu do rodziny.

Teraz siedzę z niską samooceną za każdym razem, gdy ktoś nawet żartem wspomni o mojej wadze, mimo że schudłam.

#T6HPp

Mam 22 lata i od kiedy pamiętam, byłam poniżana, wyśmiewana, obrażana. Otyłość była moją zmorą. I może teraz bym o tym nie pamiętała, gdyby większość przykrych słów nie padała z ust rodziny. Gdy zaczęłam dojrzewać, dołączył się szwagier. Tyle że on posuwał się do sprośnych tekstów, macania tam, gdzie nie trzeba. Mówiłam o tym rodzicom, ale oni zwalali winę na mnie, że nie mam do siebie dystansu, że to żarty. Tyle że potem bałam się relacji. Nawet z moim obecnym narzeczonym bałam się jego dotyku czy intymności. Kilka miesięcy urodziłam – rodzina się odwróciła, gdy się dowiedziała o ciąży. Po porodzie się uspokoiło, ale teraz jak mieszkamy z nimi, to mam wrażenie, że żyję w piekle na ziemi. Ciągle wytyki, że nie sprzątam, nic nie robię w domu, ciągle faceta do pracy wożę. Tylko im się nie da przetłumaczyć, że ciągle sprzątam, dokładam się do domu, żyjemy na trzy osoby z jednej pensji. Chce mi się płakać, bo teraz to mój własny ojciec pluje największym jadem na najmłodszą córkę, która zawsze była na każde polecenie. Chcę uciec, zostawić wszystko i zniknąć, przestać istnieć, bo to mnie przerasta…

#esNb0

Ostatnio zrobiłam awanturę swojemu chłopakowi, że nie pomaga mi w obowiązkach domowych. Myślałam, że to coś pomoże, że się wreszcie ogarnie i zacznie pomagać. Skoro oboje pracujemy, należy się równy podział obowiązków. 
Dziś się na mnie śmiertelnie obraził, bo jego rodzina wzięła moją stronę i go wyśmiała.
Skąd się dowiedzieli?
Bo poszedł się na mnie poskarżyć.
Teraz ma problem, że on ich zna całe życie i to jego bliscy, a ja jestem tylko dziewczyną, z którą jest od dwóch lat...
Muszę poważnie przemyśleć ten związek, skoro jestem „tylko”.

#GImf5

Jestem alkoholiczką. Piję chyba od 20. roku życia, a jestem już sporo po 30. Zaczęło się niewinnie od jednego browara, potem były promocje, to kupowałam „na zapas”. Ten zapas nigdy nie przetrwał do dnia następnego. Piję „tylko piwo”, czasem miałam epizody z mocniejszym alkoholem, ale jakoś mi nie wchodził. W takim piwnym ciągu byłam non stop w pracy, w domu pobudka o piątej, do pracy, potem pierwsze co to piwo, a potem rozruch. Doskonale zdaję sobie sprawę, że mam ogromny problem. Czy próbowałam coś z nim robić? Absolutnie nie. Mózg człowieka jest niesamowicie pokręcony, a człowiek uzależniony znajdzie milion powodów, wymówek, wykrętów, by się napić. Jak dla mnie to wszystko dobre, co mnie w życiu spotkało, spotkało mnie pod wpływem. Teraz niestety nie z własnej woli jestem abstynentem. Być może zastanawiacie się teraz dlaczego, a może macie to w nosie, bo to tylko kolejne wypociny pijusa. Nie piję i raczej nie będę pić przez najbliższe kilka lat, a to z tej prostej przyczyny, że jestem w ciąży. Głupia nie jestem, swoje życie mogę sobie niszczyć, ale niewinnej istoty nie narażę na skutki picia w ciąży, a później wychowanie i opiekę w ciągu. Tęsknię za moim przyjacielem browarem, kiedyś jeszcze się z nim spotkam.

PS Gdyby ktoś się zastanawiał, czy ciężko było mi tak z dnia na dzień rzucić – sama się zdziwiłam, ale nie. Zero objawów odstawienia. A jak mam wielką ochotę (w te upały: królestwo za zimne piwo), to kupię sobie bezalkoholowe i gra gitara. Ale tysiąc razy się upewniam, czy 0% na pewno jest zero, bo z tym różnie bywa.

#xiYu0

Kojarzycie te filmiki, gdzie dziewczyna usuwa swojemu chłopakowi jakąś grę wartą gruby hajs i chłopak z nią zrywa? Szczerze? Nie dziwię się, bo... zrobiłam dokładnie to samo. Tak, zerwałam ze swoim chłopakiem, który zniszczył moje figurki funko-pop i nie tylko, które długo kolekcjonowałam i kupowałam za swoje własne zarobione pieniądze. Mam 27 lat, a z chłopakiem mieszkałam, odkąd miałam 22 lata. W saloniku miałam nieużywany regał chłopaka, na którym stały moje książki i figurki, które od czasu do czasu kupowałam za swoje pieniądze. Generalnie mieliśmy system – część mojej wypłaty + część jego na rachunki i budżet domowy, a reszta dla nas, na co chcemy. Mój chłopak nie jest ani graczem, ani kolekcjonerem. Jest typem „moje hobby to Netflix and chill”. No i spoko. Nie mam z tym problemu, ale dlaczego nagle on miał problem do mnie? Zaczęło się, kiedy moja kolekcja zaczęła się powiększać, a jak już kupiłam sobie figurkę limitowaną za ponad 200 zł, to był szał „przepierdalasz na taki badziew”. Jak moja kolekcja była w miarę mała i miałam jakieś 10 figurek, to nic nie mówił, a potem jak zapełniał się regał, to robił wywiad – „a za ile, a skąd, a po co, jak już tyle masz?”. A jak on kupuje trzy paczki fajek na tydzień, to jest OK? Mój „nałóg” mnie przynajmniej nie zabije. Ignorowałam, nie mówiłam, ile co kosztuje. Ale miarka się przebrała. Miałam w kolekcji kilka figurek z X-Men Marvel Comic Covers – wszystkie pootwierał z pudełek i poniszczył. Jak wróciłam z pracy, to zastałam go wkurzonego w kuchni, klnącego na kogoś ze swojej pracy czy znajomych. Nie wiem. Zrobiłam mu mentalny wpierdol, następnego dnia już byłam spakowana i pierwsze co wzięłam, to pudło z moimi figurkami. Wróciłam do rodziców do mojego starego pokoju. Figurki stoją na regale razem z książkami. Chłopak (już eks) zablokowany.

#FYmyR

W każdy dzień wywozu odpadów wyciągam i odstawiam kosze mojej starszej sąsiadce, która nie daje już sobie z tym rady. Robię to w taki sposób, żeby o tym nie wiedziała, ponieważ nie przepada zbytnio za moją osobą. W ten oto sposób ona jest zadowolona, że „mili panowie” zabrali jej kosze, a ja cieszę się, że komuś pomagam.

#fWTZ6

Mam jedno wstydliwe wspomnienie, które bardzo próbuję wyprzeć z pamięci, ale zawsze przypomina mi się w dziwnym momencie.

Gdy byłam uczennicą pierwszej klasy szkoły podstawowej, moim ulubionym zajęciem na przerwach było bieganie za chłopakami z wyższych klas i całowanie ich bardzo natarczywie. Chłopaki krzyczeli: „Wera całuśnica!” i uciekali, a ja leciałam za nimi i obsiewałam pocałunkami rękę, nogę czy co tam akurat dopadłam (bez brudnych myśli proszę, aż TAK walnięta nie byłam ;) ). Nie pamiętam kiedy i dlaczego przestałam.
Nie ożenili się z tą wariatką, a mój mąż i obecni znajomi nie mają pojęcia o mojej rozrywkowej przeszłości.
Dodaj anonimowe wyznanie