Nie jest to najlepsze miejsce do takich spraw, ale nie wiem, co o tym myśleć.
Jest sobie koleżanka, dajmy jej na imię Ania. Ania jest w trakcie rozwodu. Od prawie roku jest w nowym związku z Michałem. Ania ma dwójkę dzieci. 11- i 6-letni chłopcy. Michał podczas zabaw z dziećmi dotyka ich po brzuchu, całuje po plecach, zdejmuje ubrania, zagląda w majtki, jak i je zdejmuje, klepie i dotyka po tyłku.
Czy to normalne? Dzieci znają go od wakacji. Dla mnie i innych nie jest to normalne.
Jak dyskretnie powiedzieć o tym Ani, aby nie powiedziała tego Michałowi (wtedy zaprzeczy i powie, że chcę zrobić z niego pedofilia)?
Michał nie ma innych tematów przy innych poza seksem. Jak siedzimy przy stole ja, Michał oraz Ania, Michał ciągle mówi o jednym, jak to będzie grzmocić Anię co noc.
Tak się zastanawiam, co ludzie mają w głowach. Ludzie młodzi, starsi, w średnim wieku. Już kilka razy dochodząc do przystanku autobusowego, czułem dym, widziałem, jak jara się w koszu na śmieci (niedopałek na pewno). A ludzie stoją, gapią się wszędzie, kaszlą od gryzącego dymu... ale kurna żaden nie ugasi, chociaż dookoła pełno śniegu. I kolejny raz biorę śnieg i wywalam do kosza, a ci stoją i się dalej patrzą.
Co jest z wami kurwa, wstydzicie się reagować? Wolicie stać i kręcić nosem? Ja pierdzielę, co za naród.
Na co dzień pracuję w urzędzie – koszule, eleganckie ubranie, ludzie przychodzący załatwiać ważne sprawy, pełna kultura, nieraz ludzie przychodzą i wręcz błagają o pomoc.
Po godzinach (przez to, że muszę wychować samotnie dziecko i jest mi ciężko) dorabiam jako sprzątaczka, gdzie pracownicy tamtej firmy nie wiedzą, czym zajmuję się poza sprzątaniem.
I tu zderzenie dwóch światów. Ludzie nie mają do mnie szacunku, zachowują się, jakbym była śmieciem. Czekam, kiedy przyjdą coś załatwić do urzędu, a ja im powiem „nie da się, nara”.
Zawsze miałam problem z ogarnięciem zegarka ze wskazówkami. Wstyd przyznać, ale kiedyś dzięki tej „zdolności” przez parę tygodni siedziałam w pracy o godzinę dłużej, niż powinnam.
O higienie niektórych dziewczyn, które odwiedzają salony kosmetyczne.
Kilka razy zdarzyło mi się odmówić stylizacji paznokci - pani pracująca na mięsnym miała pod paznokciami mięsko, które czuć było zaraz jak usiadła, mdłości mam do teraz. Oczywiście jest więcej dziewczyn, które akurat sprzątały, robiły coś do jedzenia i wpadały na pazurki... Nie miejcie pretensji, jak ktoś wam grzecznie odmówi. Bo później dajecie jakieś negatywne opinie, że stylistka odmawia.
Sztuczne rzęsy - średnio co drugą panią muszę upominać, że te rzęsy też się myje! Grudy ropy, każda rzęsa w inną stronę i lata z takim mopem... Powiedzenie "jak zrobisz sobie te rzęsy 5D, to wstajesz i idziesz do pracy" to jest MIT. Więcej z tymi rzęsami zachodu niż z tuszem :)
Damy, które przychodzą od rana "bez mejkapu" - profilaktycznie zawsze robi się demakijaż. I tu bardzo często się zdarza, że są niedomyte - widać resztki podkładu czy pandę pod oczami...
Co do porannych wizyt - niektóre panie chyba zębów nie myją. No zrzygać się idzie, zawsze dyskretnie częstujemy je gumą do żucia. Połowa odmawia.
Muszę też przyznać, że takie sytuacje zdarzają się tylko u kobiet. Panowie przychodzący na depilację zawsze są czyści i zadbani (a jest ich sporo).
Uprzedzając wasze komentarze - lubię tę pracę i na szczęście większość pań zna zasady higieny. To tylko taka sugestia do tych, które może nawet nie pomyślą o tym, że mogą kogoś czymś zarazić. I do nich mówię: MYJCIE SIĘ!
Może nie będzie do końca anonimowo, ale może wy odpowiecie mi na kilka nurtujących mnie pytań.
Jakiś czas temu zaczęłam pracę w niewielkim klubie w małej miejscowości. Moja praca polega na donoszeniu do stolików alkoholu i innych napojów, zbieraniu pustych kufli i szklanek, dbanie o czystość w toaletach, na palarni oraz obu salach.
Kiedy widzę te wszystkie dziewczyny, które przychodzą do nas się pobawić, jest mi niedobrze. Patrząc na nie są ładne, wymalowane, dobrze ubrane, widać, że o siebie dbają, ale inaczej myślę, kiedy po raz setny muszę odklejać od ścian zużyte podpaski, zbierać z podłogi zużyte tampony i różne inne. A to ponoć faceci są świniami... Ale spokojnie, w męskim kiblu też nie jest kolorowo.
Powiedzcie mi, czy każdy kto zacznie pić traci coś takiego jak kultura osobista? Nie chodzi mi tu o zarzygane kible, zlewy czy drzwi, bo do tego już przywykłam, ale chodzi mi o zachowanie ludzi względem pracowników. Rozbijanie celowo kufli czy szklanek patrząc mi w oczy jest na porządku dziennym, wyzywanie mnie od najgorszych również. Najbardziej dobijające jest to, że ci, którzy wokół siebie robią największy syf, najbardziej się tego syfu czepiają. W momencie kiedy jestem sama na salach ciężko mi jest ogarnąć wszystko idealnie.
Najgorszym typem są ludzie, którzy po tym, jak posprzątam spod ich stolika i jeszcze dobrze nie odejdę, rozwalają celowo kolejne śmieci...
Co jest nie tak z ludźmi? Czemu nie potrafią uszanować cudzej pracy? Czemu wymalowane dziunie w kiblach zostawiają taki syf? Panowie, czy tak ciężko trafić gównem do kibla, a nie na deskę?
Najlepsze jest to, że co jakiś czas mamy imprezy 16+ i te tak zwane "dzieci" są w stanie utrzymać wkoło siebie większy porządek niż panowie prezesi popijający najdroższe alkohole :)
W dzień pogrzebu mojej babci mama obdarzyła mnie tabletkami uspokajającymi. Byłam z babcią bardzo zżyta, więc było bardziej niż pewne, że będę ryczała jak bóbr. Tabletki miały mnie uspokoić i powstrzymać od beczenia. Nikt nie powiedział mi, ile mam ich wziąć, więc połknęłam trzy. Stwierdziłam, że im więcej, tym lepiej.
Kiedy siedziałam już w kościele, a ceremonia trwała, byłam mocno zaskoczona, że lek działa tak dobrze. Nie uroniłam ani jednej łzy. Wręcz przeciwnie. Zaczęły mnie śmieszyć niektóre sytuacje, np. że ktoś smarkał i brzmiał jak słoń; że ktoś miał czkawkę, potem rozśmieszył mnie kościelny zbierający na ofiarę. Był łysy i jego glaca świeciła się jak psie jajca. Wszystko mnie śmieszyło. Rodzina patrzyła na mnie jak na wariatkę, mama zaczęła mnie nawet szturchać. Każdy był zapłakany, a ja ledwo powstrzymywałam się od śmiechu.
Do dziś pamiętam zgorszony wzrok wszystkich żałobników.
Uczę się w liceum. Wku*wia mnie najbardziej jedno.
Gdy chodzę sobie do tej brudnej, śmierdzącej, obrzydliwej łazienki i chcę sobie kulturalnie zrobić kupkę, naokoło kibli siedzą dziewuchy i robią wszystko. Palą e-papierosy, jedzą, malują się, robią lekcje, plotkują, śmieją się, leżą itd.
Fuj. Ja nie rozumiem po co. Mamy ładne korytarze i ławeczki, a w salach lekcyjnych też można bez problemu siedzieć. A one wolą jeść kanapki i plotkować obok kogoś, kto sra.
Mam 16 lat i jestem samotny... Chodzę do technikum, w którym klasa mi się bardzo nie podoba. Kiedy byłem w ósmej klasie, miałem wybór pomiędzy szkołą z internatem (30 km od domu) a szkołą, do której dojeżdżałbym autobusem. Złożyłem papiery do tej szkoły z internatem, ale w ostatniej chwili zmieniłem zdanie i wybrałem drugą szkołę – i to był największy błąd w moim życiu.
W pierwszej klasie już od października wiedziałem, że źle minie mi te 5 lat, po tym gdy wszyscy z klasy nie zwracali na mnie uwagi. Mówiłem o tym rodzicom, a oni na to, że nie mogę zmienić już szkoły, bo już za późno. W klasie jest wojna pomiędzy chłopakami a dziewczynami. Dziewczyny nie lubią niektórych chłopaków, bo są zboczeni (tak mi się tłumaczyła jedna, ale jej nie uwierzyłem), żartują sobie, a one to biorą na poważnie. Mieliśmy grupę, ale po tych incydentach dziewczyny usunęły ich z grupy. Gdzieś około lutego (poprzedniego roku) z 3 chłopakami i jedną dziewczyną zacząłem mieć jakiś kontakt. Gdy dziewczyny to zauważyły, to też mnie usunęły. Tego samego dnia po szkole bez wyjaśnienia rodzicom czemu jestem taki zły poszedłem do pokoju i nie chciałem z nikim rozmawiać, babcia to zauważyła i porozmawiała z rodzicami, że inna szkoła to najlepsze wyjście. Po tym, jak ta jedna dziewczyna się połapała, że mnie nie ma na grupie, zaczęła z resztą dziewczyn to wyjaśniać. Napisały mi, że przepraszają mnie za to, że unikały mnie, bo myślały, że nie chcę się z nikim dogadywać. Było dobrze w klasie potem, ale trwało to tylko miesiąc i się przez to na nich zawiodłem, ale z inną grupką ludzi dobrze było. Zapytałem się chłopaków, co byłoby, gdybym zmienił szkołę, a oni na to, że nie chcieliby tego i powiedziałem rodzicom, że jednak chcę zostać w aktualnej szkole. Przez wakacje próbowałem popisać lub spotkać się z kimś z chłopaków i tą dziewczyną, ale nikt mi nie odpisywał lub pisał, że nie może, rozczarowałem się wtedy.
Kończy się teraz ten rok szkolny i rozważam nad przeniesieniem się, ale nie wiem jak jest w tamtej szkole. Czy tam jest lepsza klasa? Czy nauczyciele są też dobrzy? (w tej szkole mam najlepszego nauczyciela z matematyki, boję się, że w tej nowej szkole jest ktoś inny i nie dam rady sobie z maturą), z polskiego mam niezbyt fajną nauczycielkę i może w tej nowej szkole jest lepsza. Wychowawczyni jest super. Czy będę miał dobrych współlokatorów? (jest szansa na osobny pokój, ale jest on droższy). Wiem kto chodzi do tej klasy i nie jestem pewny, czy napisać do kogoś, bo nie wiem jak zareagują na to po tym, jak od nich się wypisałem i znów chcę teraz wrócić. Byłem na liście zakwalifikowanych i mogli zobaczyć moje imię i nazwisko. Bardzo podoba mi się mieszkanie w mieście. Rodzice mają nowy powód, żebym nie szedł do innej szkoły, bo od niedawna mam prawdopodobnie łagodną padaczkę.
Jakiś czas temu mocno przytyłam. Nikomu się nie przyznam, że jestem tak leniwa, że zamiast ćwiczyć, wolałam kupić kapsułki i zeżreć tasiemca.
Dodaj anonimowe wyznanie