Mam prawie 30 lat i denerwuje mnie to, jak moja rodzina stara się mnie kontrolować.
Nie mieszkam z nimi. Tak normalnie, kiedy chodzę do pracy, możemy nie kontaktować się ze sobą przez dwa tygodnie. Ale kiedy mam wolny dzień, weekend, jakiś wyjazd, dzwonią do mnie CODZIENNIE, skontrolować gdzie jestem i z kim.
Kilka razy już zrobili „akcję poszukiwawczą”, jeździli i mnie szukali, bo nie miałam zasięgu przez kilka godzin. Nie rozumieją, czemu się wściekam.
Doszło do tego, że kiedy jestem gdzieś poza zasięgiem przez pół dnia, włącza mi się uczucie niepokoju, że zaraz zobaczę 20 nieodebranych połączeń, tak jak wtedy.
Myślałam, że zaczyna mi się jakaś paranoja na tym punkcie, że mnie śledzą, że ktoś im donosi kiedy wyjeżdżam. Nawet rozmawiałam o tym z psychiatrą.
Chcę z nimi mieć normalny kontakt, raz na jakiś czas, a nie bać się bywać gdzieś poza pracą lub mieszkaniem, bo zaraz matka zadzwoni, a jak nie odbiorę, to wyśle kogoś, żeby mnie szukał.
Zaraz zaczynają mi się trzy tygodnie urlopu. Nikomu nie powiem, że go mam, żeby nie dostawać codziennie „kontrolnego telefonu”, jak to nazywa moja matka.
Niedługo będę mieć 20 lat. Nadal nie potrafię zapamiętać całego alfabetu. Znam go tylko do połowy. Zawsze, kiedy gram z kimś w „państwa-miasta”, od połowy alfabetu wymyślam litery, których jeszcze nie powiedziałam. Próbowałam się nauczyć, ale za każdym razem zapominam. Boję się, że pewnego dnia ktoś zapytał mnie o alfabet, a ja nie będę potrafiła odpowiedzieć i zatrzymam się w połowie.
W połowie czerwca zakończyła się moja współpraca z jedną firmą, ponieważ nie dostali kolejnych projektów. Facet, z którym współpracowałam, stwierdził, że we wrześniu, jeśli nadal czegoś nie znajdę, będzie miał dla mnie propozycję, bo z firmy X ktoś odchodzi i będą szukać osoby. Na początku sierpnia zadzwoniłam i stwierdził, że da mi znać do połowy września i żebym w tym czasie nadal czegoś szukała. Temat uznałam na ten moment za zakończony.
Dwa dni temu dzwoni do mnie pan ze sklepu z bielizną, że szuka osoby na... staż bez gwarancji zatrudnienia. Pytam, skąd ma mój kontakt. Okazało się, że od pana A, który stwierdził, że na pewno będę zainteresowana. Powiedziałam, że dziękuję za propozycję, ale szukam czegoś innego. Potem się okazało, że z tamtej firmy jednak nikt nie odchodzi, a gość po prostu nie potrafił mi o tym powiedzieć.
Poczułam się po prostu głupio. Gdybym taką propozycję dostała od koleżanki czy sąsiadki, to uznałabym to za chęć pomocy, ale od byłego szefa, który wcześniej zlecał mi poważne zadania, to brzmi jak złośliwość. Zwłaszcza że nie zapytał mnie najpierw o zdanie.
Pracowałem kiedyś w restauracji hotelowej, w Anglii. Mieliśmy zawsze witać i żegnać gości.
Kiedyś pożegnałem starszego pana słowami: „Have a nice die” zamiast „Have a nice day”.
Mam ponad 20 lat, pracuję jako programista. Znam masę różnych skomplikowanych programów, potrafię zarządzać serwerami dużych firm, programować roboty itp.
Za cholerę nie wiem, jak zaprogramować pranie w mojej pralce.
Jestem jeszcze w szkole średniej, więc teoretycznie mam czas, ale irytuje mnie fakt, że niemal każda moja koleżanka jest lub już była w związku. Ciągle słyszę „a mój chłopak to, mój były tamto”, a ja nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić motylków w brzuchu, bo nikt mnie nigdy nawet nie trzymał romantycznie za rękę. Czuję się jak dziecko wśród moich znajomych, gdy mówią: „Jeszcze się przekonasz, jakie to uczucie”. Wcale nie jestem brzydka ani głupia, wielokrotnie słyszałam od płci przeciwnej, że jestem ładna, śliczna itd., ale wciąż nikt nie jest mną romantycznie zainteresowany. Mam wrażenie, że nastoletnia miłość jest tylko dla tych wpasowujących się w obecne kanony piękna. Dla tych dziewczyn, które są szczupłe, mają długie włosy, delikatny makijaż, chodzą w spódniczkach i uwielbiają różowy. No ja do tych kanonów nie pasuję i z czasem zaczynam myśleć, że to właśnie tego kwestia. Ja wiem, że mam czas, jestem jeszcze młoda itd., ale chciałabym przeżyć tę nastoletnią miłość z książek.
Pewnego razu oglądałem filmiki z GoPro, które wrzucili na YT ludzie uprawiający sporty ekstremalne.
Stres był tak wyczuwalny przez monitor, że patrząc na skok z bungee, sam posrałem się w gacie.
Zobaczyłam autobus RCKiK i nie myśląc za dużo, postanowiłam spróbować oddać pierwszy raz krew. Wszystko fajnie i super, do czasu. Pan doktor, który miał dzisiaj okropny humor, na dzień dobry opierdzielał kogo się dało. Mnie też się oberwało, za jakieś pierdołki (brak podpisu w jednym miejscu) – awantura na 102 fajerki. Po przejściu badania rutynowego przyszła kolej na krew -– oznaczenie grupy oraz morfologia. Pani pielęgniarka nr 1 była miła i starała się zostawić najgrubszą żyłę do dalszego etapu, a sama pobrała z gorszej. Pielęgniarka nr 2 opierdoliła mnie, że po co tu przychodzę, skoro żył nie mam, i poinformowała, że jak za pierwszym razem się nie uda, to ona próbować nie będzie.
Udało się, oddałam krew. Drugiego razu jednak nie będzie – przez niemiły personel.
Chciałam być dobrym człowiekiem, ale mnie zniechęcili.
Jestem supermanem – kilka dni temu zbiłem kultową Nokię 3310.
Najgorszy dzień przeżyłam w piątej klasie.
Na lekcji ktoś puścił kartkę z imionami dwóch dziewczyn i prosił o wstawienie ptaszka przy ładniejszej. Nagle nauczycielka przechwyciła kartkę i strasznie się wkurzyła. Kazała nam usiąść w kółku i powiedziała, że nikt nie wyjdzie z klasy, dopóki osoba odpowiedzialna za to się nie przyzna. W końcu jedna dziewczyna z płaczem wstała i wzięła winę na siebie. To była jedna z dziewczyn na kartce. Powiedziała, że chciała się dowiedzieć, czy klasa uważa ją za ładną. Okazało się, że sromotnie przegrała w klasowym głosowaniu.
Najgorsze jest to, że tą dziewczyną byłam ja.
Dodaj anonimowe wyznanie