#krFDP

Uwaga: będzie obrzydliwie, wrażliwców proszę o pominięcie moich słów.

Jakiś czas temu przerzuciłam się na kubeczek menstruacyjny. Jeśli ktoś nie wie, co to dokładnie jest - najlepiej będzie, jeśli sobie wygooglujecie. Dodam, że trzymanie tego produktu "w" sobie nie powinno przekroczyć 12 godzin. Nie tyle ze względów, że więcej kubek nie pomieści krwi - ale po prostu z kwestii higienicznej. Osobiście opróżniam swój "pojemniczek" co mniej więcej 10 godzin.

Przez pierwsze miesiące testowałam tę opcję pod wieloma kątami. Nie tylko jak to trzyma albo na jaką głębokość można to zaaplikować. Wąchałam, ściskałam. Robiłam wiele poza testem smakowym, wiadomo.

I coś mi zostało z tego czasu testowania. Za każdym razem po tych 10 godzinach kubek po opłukaniu wącham. Wiadomo, czuć go tą przeklętą krwią, co ma charakterystyczny zapach. Ale nie tak, że wącham parę sekund dla sprawdzenia, czy warto go już wyparzyć (co powinno się sprawdzać, dla kwestii higienicznej). Wącham nawet przez 20 minut, bo ten zapach jest tak nietypowy w tej formie nie-podpaskowej oraz nie-tamponowej. I za każdym razem tak napawam się tym krwistym odorem, aż nie mam ochoty się go pozbywać z tego kubka, tylko ponownie w takim stanie go zaaplikować. Na szczęście do reszty mnie nie porąbało i zawsze go wyparzam. Jak już porządnie go wywącham.

#zJ64t

Moja siostra pół roku temu urodziła dziecko. Kaśka zawsze była taka „wyzwolona” i szalona - wiecie, lubiła kolczyki, tatuaże, imprezy, alkohol. Nie stroniła od zabaw i rozrywki, to taki typ lekkoducha, wieczne dziecko. Więc gdy zaszła w ciążę, trochę się zastanawiałam jak będzie wyglądało jej macierzyństwo. Nie ukrywam, bałam się tego.

Teraz okazuje się, że… słusznie. Bo u mojej siostry nic się nie zmieniło. Dosłownie nic. Kaśka nie jest z ojcem swojego dziecka, bo to był tylko przelotny związek z facetem poznanym na imprezie. Co tydzień regularnie lata na imprezy, nie wiem co tam robi i z kim, wiem za to, że jej życie seksualnie z pewnością nie jest nudne.

Kiedy ona wychodzi się bawić, ja służę pomocą i siedzę z tym maleństwem, nie umiem odmówić temu słodziakowi. Po raz pierwszy zgodziłam się, bo chciałam żeby moja siostra się troszkę rozerwała po tych 9 miesiącach, wiedziałam, że brakuje jej życia towarzyskiego. Niestety, dałam jej palel, a ona teraz ciągnie całą rękę. To już stało się rutyną, że co sobotę siedzę z małym, a ona biega po dyskotekach.

Zrobiła sobie kolejne dwa tatuaże z czaszkami i cały czas pali papierosy, nawet przy dziecku. Wiele razy upominałam ją, by przestała, bo to szkodzi małemu, ale ona nic sobie z tego nie robi. Moim zdaniem Kaśka nadużywa alkoholu, a kto wie, czy czegoś nie bierze. Widzę, że jest z dzieckiem jak za karę i strasznie mnie to smuci. Moja siostra twierdzi, że kocha swoje dziecko i ja w to jak najbardziej wierzę, tylko ona musi po prostu się otrząsnąć, dojrzeć emocjonalnie, zobaczyć, co naprawdę jest ważne.

Martwię się o los tego małego szkraba i nie wiem jak mogłabym pomóc mojej siostrze, nie chcę by odebrała mnie wrogo, a bardzo chciałabym ją w jakiś sposób pouczyć. Jak myślicie, co powinnam w tej beznadziejnej sytuacji zrobić?

#5gBG8

Mam niepełnosprawną siostrę. Jeździ na wózku i zawsze przez to była mniej lubiana w szkole.
Lata temu pewnego dnia jeden chłopiec z klasy zaprosił ją na urodziny. Bardzo się ucieszyła, że wreszcie ktoś ją gdzieś zaprosił i nie będzie tą jedyną wykluczoną. Radość prysła dość szybko. Ledwo moi rodzice odjechali zostawiając siostrę z „przyjaciółmi”, ten chłopiec razem z kumplami postanowili nauczyć ją pływać i wrzucili do basenu. Na całe szczęście w domu był wtedy starszy brat tego chłopca, który od razu ruszył na pomoc mojej siostrze i poinformował swoich i moich rodziców o całym zajściu.

Wczoraj wzięli ślub :)

#rExub

Kilka dni temu byliśmy z dzieciakami nad zalewem. Zauważyłam dziecko chodzące w sposób wyraźnie wskazujący na "grubszą" zawartość w majtkach. Co zrobiła matka po tym, jak ojciec zaniósł jej malca z informacją co ma w majtkach? Wyszła poza oznaczone kąpielisko - tak 2-3 metry obok. i wypłukała całą zawartość do wody, gdzie obok kąpało się kilkadziesiąt dzieci!

Najgorsze było to, że zalew jest w pełni wyposażony w łazienki, które znajdowały się w niewielkiej odległości za nami. Czy potrzeba naprawdę ta dużo wyobraźni, żeby zachować się jak cywilizowany człowiek? I nie trzeba chyba dużego wykształcenia, żeby wiedzieć co to są bakterie kałowe i jak naraziła zdrowie tylu dzieci.

#EJgXd

Mam 25 lat, fajną pracę, ciekawe studia (rozpoczęte w tamtym roku), możliwość realizowania swoich pasji w ochotniczych służbach mundurowych i wyrozumiałego, kochanego faceta. A tak właściwie to miałam. Bo straciłam wszystko. Od początku znajomości powtarzałam, że dzieci mieć nie chcę, ale jeżeli jego marzeniem jest rodzina, wrócimy do tematu przed 30., może wtedy spojrzę na to inaczej. Zgadzał się.

Był czas, w którym brałam silne antybiotyki, które sprawiły, że antykoncepcja hormonalna zawiodła. Dla mnie 2 kreski były prawdziwym koszmarem, ale skoro wiedziałam, że jest poinformowany o moich preferencjach, szybko skontaktujemy się z lekarzem w wiadomym celu. I wtedy zaczął się koszmar... Awantury, krzyki i szantażowanie, że on chce dziecko, bo jego znajomi już mają, oraz ciągłe wmawianie, że mi się odmieni wraz z pierwszym kopniakiem. Popełniłam największy błąd i postanowiłam, że nie przerwę ciąży, bo w końcu się kochamy i jego zdanie też się liczy. Czego żałuję do tej pory, jak niczego innego.

Moje życie straciło jakikolwiek sens, bo oddałam samą siebie, wszystkie swoje marzenia. Trochę jakbym się zgwałciła. Znienawidziłam swoje ciało, swój umysł. Wstydzę się wyjść na ulicę, bo dla mnie rosnący brzuch jest właśnie powodem wstydu, dlatego że straciłam osobowość. Pierwsze kopniaki? Pobiegłam wymiotować i leżąc na podłodze błagałam, żeby ktoś to ze mnie zabrał. Już nic nie ma sensu i nic mnie nie nie cieszy. Pozwoliłam, żeby ktoś skreślił moje życie. Wcześniej każdy mówił, że jestem wesoła, pełna marzeń i zachwytów. A teraz? Leżę w łóżku i marzę żeby umrzeć. A on? Zamiast mnie wspierać żeruje na moim nieszczęściu i krzyczy na mnie, że się nie cieszę.

Przegrałam życie, dosłownie. Chciałabym umrzeć, ale tak przypadkiem. Jak widzę info o człowieku, który walczy o życie, to proponuję Bogu (w którego zaczynam wątpić) zamianę - moje istnienie za tego człowieka, który chce żyć. Ale nawet On mnie nie słucha. To nie jest chwilowy kryzys, bo trwa już ponad 6 miesięcy i żaden psycholog nie wmówi mi, że sensem życia jest rodzenie dzieci. To już moja codzienność.
Wychować wychowam, dam jeść, ubiorę - ale to zawsze będzie mi przypominało o tym, jak bardzo ktoś mnie zranił udając, że mam w nim wsparcie. A facet? Jak w memie - nie mam nic do niego, nawet szacunku.

#vnW3w

Przychodzę tu i z wyznaniem, i z prośbą o opinie.
Mianowicie chodzi o oddanie mamy do ośrodka.

Mama od urodzenia jest lekko niedorozwinięta umysłowo, ale z wiekiem to się pogarsza. Bywają chwile, że jest w miarę "normalna", ale często jakby wyłącza jej się myślenie i podejmuje dziwne i niezrozumiałe decyzje, jak choćby związek z bezdomnym, znoszenie śmieci do domu czy jedzenie nieświeżego jedzenia. Pozornie dba o siebie, czasami pracuje fizycznie, choć jest coraz ciężej.
Rodzina od zawsze się jej wstydzi, podśmiewa. Ja bronię jej jak mogę, ale sama nie daję już rady. Mieszkamy razem, choć jestem przed 30., ale nie mogę jej zostawić. Mieszkać dalej z nią też już nie mogę. Mam dość sprzątania w kółko toalety, po skorzystaniu z której wszędzie zostawia brązowe ślady. Nie myje rąk, więc brzydzę się wszystkiego w domu. Nie mam siły i czasu pilnować, żeby nie zrobiła kolejnej głupoty.

Ktoś zaproponował mi, że powinnam ją oddać do ośrodka przystosowanego dla takich osób, bo sama się wykończę (już od dawna mam zdiagnozowaną depresję). Nie wiem co robić, liczę na Wasze porady. Boję się pytać o opinię rodzinę czy znajomych, bo mimo że mi nie pomagają, dla nich to byłoby straszne wyjście. A mi jest coraz ciężej, chcę mieć własne życie i nie spędzać całych dni na sprzątaniu po niej.

#UKRR6

Mam 23 lata i zawsze mam gdzieś schowaną małpkę.
Zacznijmy od tego, że alkoholiczką nie jestem, piję tylko w określonych przypadkach, a właściwie w jednym.
Gdy moi rodzice wracają do domu.
Ogólnie przez 3/4 roku mieszkam sama (ja na zachodzie Polski, a oni krążą po różnych delegacjach zagranicznych i wyjazdach po całym świecie), ale czasem się zdarza, że wracają, i to jest koszmar.

Awantura jest od samego wejścia, bo buty krzywo stoją, bo ścierka leży na blacie, bo ręcznik jest mokry (nic dziwnego, skoro chwilę wcześniej wycierałam ręce). Na te kilka dni moje życie zamienia się w koszmar z dzieciństwa. Oprócz ciągłych awantur mam wyrzucaną połowę jedzenia z lodówki (bo za dużo żresz), każde moje wyjście jest okraszone lustrowaniem mojego stroju z tekstem (przestań żreć, zobacz jak wyglądasz). Zabieranie mi talerza spod nosa to też już codzienność, a muszę dodać, że moja waga jest i zawsze była w normie.

Przez to wszystko co miało miejsce w moim domu od prawie dziesięciu lat jestem bulimiczką. Udało mi się wygrać z chorobą bez niczyjej pomocy, ale gdy oni wracają, to ledwo panuję nad sobą, by do tego nie wrócić.
Wszystko co zrobię jest złe, krzywe, obrzydliwe, żałosne.
I wtedy zamykam się w pokoju i sięgam po małą małpkę schowaną w szafie. Jeden łyk i jestem w stanie nie dać im satysfakcji rozryczenia się, odłączam się i skupiam na czymkolwiek innym.
Co najciekawsze, na co dzień alkoholu nie lubię. Ale swoją rodzinę tylko po nim mogę znieść. Mimo że wiem, że to nie rozwiązuje moich problemów, to jest mi łatwiej. Po prostu.

Wiem, że powinnam się wynieść, ale gdy ich nie ma, mam opłacone wszystko łącznie z rachunkami i jest naprawdę dobrze. Dzięki temu od trzech lat pracuję ile mogę i gdzie tylko mogę, by odłożyć sobie pieniądze na życie w innym mieście. Został mi tylko rok. Rok i ich więcej nie zobaczę.
A jedyne czego bym chciała w życiu, to by ktoś kiedyś wprowadził testy psychologiczne dla przyszłych rodziców, bo wiem, że nie tylko ja miałam koszmar w domu. Setki tysięcy osób przeżywało coś podobnego tylko dlatego, że ich rodzice to świry. Na zewnątrz idealni rodzice, w domu potwory. Życie jednego mnie nauczyło: Nikt cię tak bardzo nie zniszczy, jak własny rodzic.
Dodaj anonimowe wyznanie