#UKRR6
Zacznijmy od tego, że alkoholiczką nie jestem, piję tylko w określonych przypadkach, a właściwie w jednym.
Gdy moi rodzice wracają do domu.
Ogólnie przez 3/4 roku mieszkam sama (ja na zachodzie Polski, a oni krążą po różnych delegacjach zagranicznych i wyjazdach po całym świecie), ale czasem się zdarza, że wracają, i to jest koszmar.
Awantura jest od samego wejścia, bo buty krzywo stoją, bo ścierka leży na blacie, bo ręcznik jest mokry (nic dziwnego, skoro chwilę wcześniej wycierałam ręce). Na te kilka dni moje życie zamienia się w koszmar z dzieciństwa. Oprócz ciągłych awantur mam wyrzucaną połowę jedzenia z lodówki (bo za dużo żresz), każde moje wyjście jest okraszone lustrowaniem mojego stroju z tekstem (przestań żreć, zobacz jak wyglądasz). Zabieranie mi talerza spod nosa to też już codzienność, a muszę dodać, że moja waga jest i zawsze była w normie.
Przez to wszystko co miało miejsce w moim domu od prawie dziesięciu lat jestem bulimiczką. Udało mi się wygrać z chorobą bez niczyjej pomocy, ale gdy oni wracają, to ledwo panuję nad sobą, by do tego nie wrócić.
Wszystko co zrobię jest złe, krzywe, obrzydliwe, żałosne.
I wtedy zamykam się w pokoju i sięgam po małą małpkę schowaną w szafie. Jeden łyk i jestem w stanie nie dać im satysfakcji rozryczenia się, odłączam się i skupiam na czymkolwiek innym.
Co najciekawsze, na co dzień alkoholu nie lubię. Ale swoją rodzinę tylko po nim mogę znieść. Mimo że wiem, że to nie rozwiązuje moich problemów, to jest mi łatwiej. Po prostu.
Wiem, że powinnam się wynieść, ale gdy ich nie ma, mam opłacone wszystko łącznie z rachunkami i jest naprawdę dobrze. Dzięki temu od trzech lat pracuję ile mogę i gdzie tylko mogę, by odłożyć sobie pieniądze na życie w innym mieście. Został mi tylko rok. Rok i ich więcej nie zobaczę.
A jedyne czego bym chciała w życiu, to by ktoś kiedyś wprowadził testy psychologiczne dla przyszłych rodziców, bo wiem, że nie tylko ja miałam koszmar w domu. Setki tysięcy osób przeżywało coś podobnego tylko dlatego, że ich rodzice to świry. Na zewnątrz idealni rodzice, w domu potwory. Życie jednego mnie nauczyło: Nikt cię tak bardzo nie zniszczy, jak własny rodzic.
Szkoda, że nie masz możliwości nie przebywać w domu, kiedy ci się ta hołota zwala na głowę.
Wyszłaś z bulimii, jak masz stresową sytuację to się powstrzymujesz, a mimo to napisałaś 'jestem' bulimiczką. Coś w tym jest.
Ale narkomanem czy alkoholikiem zostaje się do końca życia. Nie ważne, że już się nie pije, ćpa czy obsesyjnie objada - choroba wciąż w Tobie siedzi i czasami wystarczy jeden zły dzień by do tego wrócić. Dlatego na przykład na spotkaniach AA ludzie jak się przedstawiają to mówią ‚Cześć. Mam na imię Adam. Jestem alkoholikiem i nie piję od 10 lat.’ Więc wiadomo, że jest ta osoba trzeźwa tyle czasu, ale nie wiemy ile razy miała złe chwile i chciała wrócić do nałogu.
Zaburzenia odżywiania to nie zwykła choroba. Bulimiczką czy anorektyczką jest się do końca życia. Tak samo jest z alkoholikiem to, że nie pije to nie znaczy, że nim nie jest. Te choroby to codzienna i dożywotnia walka z samym sobą. One nie znikają. Zawsze czają się z tyłu głowy
Zdanie, w którym autorka ujęła, że "jest bulimiczką" właśnie świadczy o tym, że wygrała walkę z horobą. Jest w pełni świadoma swoje choroby i walczy z nią. Brawo dla niej za silną wolę i samozaparcie.
Zastanawiam się kiedy ludzie zrozumieją, że alkoholizm to nie tylko zalewanie się w trupa, ale właśnie "sterowanie emocjami" za pomocą alkoholu. Możesz pić łyka przed spotkaniem z rodzicami, ale jeśli MUSISZ to dla mnie to postawa uzależnienia.
"Nikt cię tak bardzo nie zniszczy, jak własny rodzic." - i tu masz niestety racje.
Napisałaś, że pracujesz i odkładasz itd. ale nadal jesteś mega wygodna i siedzisz na ich utrzymaniu. Gdyby było aż tak źle, to byś wyjechała i miała to wszystko gdzieś. Oni by tego nawet zauważyli, przecież ich nie ma. Może zamiast się wpędzać w alkoholizm, zgarnij graty i jedź w świat. Nie będzie lekko, ale będziesz spokojniejsza i chociaż ten jeden problem zniknie z Twojego życia. Na jego miejscu pojawi się kilka nowych, ale tak wyglada samodzielne życie.
Trzymam kciuki za spakowane walizki.
Może autorka odkłada na wyjazd za granice by odciąć się raz a porządnie? Z doświadczenia wiem, że czasem zmiana miasta to za mało. A na życie poza polską trzeba mieć kasę na start. Według mnie autorka postepuje bardzo rozsądnie nie podejmując decyzji pochopnie. Widać, że ma dziewczyna w głowie poukładane i wie, że bez pieniedzy nie ucieknie. Co z tego że teraz wyjedzie, jeśli zaraz by miała wrócić z podkulonym ogonem? Przecież oni by ją zniszczyli psychicznie
To jak wiesz że przyjezdzają to zrób tak żeby według nich było dobrze. Zmusisz ich do wymyślenia bzdurnych argumentów a może nawet do zrobienia z siebie idiotów. A tak poza tym to dom i te ich zagraniczne zarobki to gigantyczny majątek. Kto to dziedziczy?
Takim ludziom nigdy nie dogodzisz. Nie ma sensu się nawet starać. Skoro małpki działają to po co się męczyć innymi sposobami. Jeszcze tylko rok, powodzenia
Dla takich ludzi nie ma czegoś takiego, jak dobrze. Bo tu nie chodzi o to, że jest coś nie tak, tylko o to, że oni kochają ją dręczyć.
Moim zdaniem powinnaś znaleźć w sobie siłę, by odpierać ich 'ataki'.
Zacznij traktować ich jak oni ciebie. Co oni sobie myślą, że są panami życia i śmierci?
Trudne to jest, jak cholera, ale oni są ci WINNI szacunek, tak samo jak ty im. Nie ma czegoś takiego, że dziecko ma obowiązek szanować rodziców, a oni jego już nie!
To wszystko zależy jacy są twoi rodzice. Ja opracowałam strategię w swoim domu tak, że nie daję poznać że ich gadka mnie obchodzi. Moja matka nadal ma takie gadki jak twoi rodzice, lecz trzeba szukać rozwiązania w TWOIM zachowaniu, by oni się opamiętali. Możesz także ignorować ich gadki i zachowanie. Nie dawaj po sobie poznać, że to cię boli, bo być może podświadomie chcą w tobie wywołać poczucie winy. Nie dawaj im tej satysfakcji!
Myślę, że w twoim przypadku będzie ignorowanie ich i robienie po swojemu, bo oni chcą byś ty zachowywała się tak, jak oni chcą - a tak nie będzie, bo nie jesteś niewolnikiem (który też ma swoje prawa). To tak naprawdę walka o twoją niezależność, odrębność i autonomiczność. Tu nie chodzi o to co robisz lub czego nie robisz, to wszystko to tylko preteksty, by na ciebie gadać i dokuczać. Tu chodzi o podporządkowanie ciebie im, byś była taka jak oni chcą. Nie daj się!
Zawsze mam gdzieś małpkę, alkoholiczką nie jestem. No błagam Cię! Poszukaj pomocy dla siebie, nie czekaj aż zrobi się gorzej. Zaufaj- ja już się leczę.
Pomysł z testami dla przyszłych rodziców dobry, jeśli chciałoby się zmniejszyć liczbę homo sapiens. Poważnie - nierealny i pachnie terrorem, poza tym wyniki mogą być poprawne, tylko nie będą przewidywały, że miłości do własnego dziecka zabraknie. Uwierz mi, takie dzieciństwo ma wiele osób, ale dają jakoś radę. Ty też - jak widać. Masz dzięki nim możliwość odłożyć kasę, więc niebawem zaczniesz żyć swoim życiem. A nie możesz na ich przyjazd wybrać się gdzieś - do znajomych, na wczasy, do sanatorium?
Święte słowa. Gratulacje, że nie pozwoliłaś się zniszczyć do końca.