#EJgXd
Był czas, w którym brałam silne antybiotyki, które sprawiły, że antykoncepcja hormonalna zawiodła. Dla mnie 2 kreski były prawdziwym koszmarem, ale skoro wiedziałam, że jest poinformowany o moich preferencjach, szybko skontaktujemy się z lekarzem w wiadomym celu. I wtedy zaczął się koszmar... Awantury, krzyki i szantażowanie, że on chce dziecko, bo jego znajomi już mają, oraz ciągłe wmawianie, że mi się odmieni wraz z pierwszym kopniakiem. Popełniłam największy błąd i postanowiłam, że nie przerwę ciąży, bo w końcu się kochamy i jego zdanie też się liczy. Czego żałuję do tej pory, jak niczego innego.
Moje życie straciło jakikolwiek sens, bo oddałam samą siebie, wszystkie swoje marzenia. Trochę jakbym się zgwałciła. Znienawidziłam swoje ciało, swój umysł. Wstydzę się wyjść na ulicę, bo dla mnie rosnący brzuch jest właśnie powodem wstydu, dlatego że straciłam osobowość. Pierwsze kopniaki? Pobiegłam wymiotować i leżąc na podłodze błagałam, żeby ktoś to ze mnie zabrał. Już nic nie ma sensu i nic mnie nie nie cieszy. Pozwoliłam, żeby ktoś skreślił moje życie. Wcześniej każdy mówił, że jestem wesoła, pełna marzeń i zachwytów. A teraz? Leżę w łóżku i marzę żeby umrzeć. A on? Zamiast mnie wspierać żeruje na moim nieszczęściu i krzyczy na mnie, że się nie cieszę.
Przegrałam życie, dosłownie. Chciałabym umrzeć, ale tak przypadkiem. Jak widzę info o człowieku, który walczy o życie, to proponuję Bogu (w którego zaczynam wątpić) zamianę - moje istnienie za tego człowieka, który chce żyć. Ale nawet On mnie nie słucha. To nie jest chwilowy kryzys, bo trwa już ponad 6 miesięcy i żaden psycholog nie wmówi mi, że sensem życia jest rodzenie dzieci. To już moja codzienność.
Wychować wychowam, dam jeść, ubiorę - ale to zawsze będzie mi przypominało o tym, jak bardzo ktoś mnie zranił udając, że mam w nim wsparcie. A facet? Jak w memie - nie mam nic do niego, nawet szacunku.
Jak tylko urodzisz zostaw tego dzieciaka "cudownemu" ojcu. Jak ktoś ci zarzuci, że jesteś złą matką bo zostawiłaś dzieciątko swoje abo zerwij znajomość bo i tak jest warta wielkie g, albo wymijaj że z powodów zawodowych z tatusiem mu jest lepiej. Nie daj sobie wmówić, że dziecku z matką jest lepiej. Po porodzie uciekaj stamtąd jak najdalej bo psychicznie staniesz się wrakiem. Jakbyś jednak stwierdziła że chcesz mieć jakiś kontakt z dzieckiem co ci szkodzi być jak stereotypowy tatuś, raz na dwa tygodnie na pół dnia i koniec. Nikogo nie można zmusić do miłości. Walcz o siebie teraz, nie masz jeszcze straconego życia. Trzymaj się i życzę ci żeby udało ci się jakoś przetrwać te ciąże i wrócić do normalnego funkcjonowania.
Dokładnie dziecko ojcu, jego rodzinie lub do okna życia i bądź szczęśliwa
Znajomość i jej związek jest wart wielkie g??? A ku*wa po co z nim była skoro on chciał mieć dzieci i rodzine??? Sorry ale ona jest tez winna tego, że im się nie ułożyło....
Niestety dziecku jest z matka lepiej, pomimo wszystko, wiem co mówię.
Zeus2525 Dziecku nie jest lepiej z matką czy ojcem, dziecku jest lepiej z osobą, która je kocha. Mało to tutaj było wyznań ludzi, którzy czują się niekochani przez swoich rodziców, albo rodzice poczuli instynkt znacznie później przez co kochają rodzeństwo a ich nie, przez to mają ogromne problemy psychiczne. I choćby wypełniała wszystkie obowiązki nie zastąpi to dziecku prawdziwych uczuć a nie da się nikogo zmusić by pokochać drugą osobę.
Jeśli to on chciał dziecka to niech on idzie na tacierzyński. I w razie rozwodu nie daj się wmanewrować w to że to ty będziesz siedzieć z dzieckiem w domu i czekać aż on rzuci łaskawie trochę alimentów.
ale tu nie ma slowa o tym, ze sa malzenstwem...
niech ucieka od tego zwyrola jak najszybciej
no i zostawi mu dzieckoo, zrzeknie sie praw, placi alimenty nara
niech ma, co chcial
Bazienka podsumujmy. Gość od początku chciał mieć dziecko. Zaliczyli wpadkę. Gość się cieszy bo zaczyna się spełniać jego Marzenie o posiadaniu corki/syna. Rzeczywiście... Klasyczny zwyrol.
Etanolan nic dodać, nic ująć.
Tak, oczywiście straszny zwyrol, bo chciał mieć dzieci, a ona to co? Święta? Była z nim chociaż wiedziała, że nie pasują do siebie? Sorry, ale kwestia posiadania dzieci jest bardzo ważna i tutaj powinni się rozstać, nie ma, że boli. A ona do niego „zapytaj mnie przed 30”. Co to ma być??? A jakby przed 30 powiedziała mu to samo to co? Facet miałby zmarnowane lata....
@death
"Był czas, w którym brałam silne antybiotyki, które sprawiły, że antykoncepcja hormonalna zawiodła"
Ktoś tu kogoś wrabiał? Bo ja widzę, że po prostu antykoncepcja zawiodła.
"żaden psycholog nie wmówi mi, że sensem życia jest rodzenie dzieci."
i pewnie u żadnego psychologa nie byłaś, nie? Bo przecież wiadomo, że nie pomoże.
Etanolan czasem mi też się zdarza powiedzieć coś mądrego ;)
Feniks, zwykle zgadzam się z Twoimi komentarzami (bo często mądrze prawisz), ale w tym wypadku nie mogę podzielić Twojej opinii. Od roku 2015 odbijam się od terapeuty do terapeuty, psychiatrów już omijam szerokim łukiem. Ostatni terapeuta spóźnił się pół godziny i o tyle też skrócił mi sesję. Daję mu ostatnią szansę, a jeżeli nie, chyba po prostu wezmę sprawę w swoje ręce.
Piszę to niekoniecznie do Ciebie, bo nie znam Twojego podejścia do sprawy, ale do wszystkich, którzy traktują psychoterapię jako cudowny lek na wszystko. Jeżeli chodzi o Twój komentarz, rozumiem, co chcesz powiedzieć - radzisz autorce, by najpierw spróbowała terapii, a następnie się wypowiadała na jej temat. Generalnie ma to sens, ale w przypadku terapii dla osób ze słabszą psychiką takie "próbowanie" może być niebezpieczne. Poza tym, nie widzę informacji o tym, czy autorka psychologia odwiedziła.
To chyba pierwszy Twój komentarz, odnośnie którego mam mieszane odczucia. Trochę zbiera Ci się teraz za innych ludzi - reaguję zapewne dlatego, że dopiero Twój głos zapalił we mnie chęć skonfrontowania entuzjastycznego podejścia do terapii z rzeczywistością. Nie ukrywam, że widzę, jak pod każdym "smutnym" wyznaniem pojawia się ta sama porada. Idź na terapię, to na pewno rozwiąże wszystkie problemy. Nie chcesz? Sam przecież nie dasz rady. Nie masz pieniędzy na jedzenie? Idź na terapię. Zdechł chomik? Idź na terapię. Na dworze jesień i łapiesz chandrę? Idź na terapię. Jasne, terapia potrafi zdziałać cuda, ale tylko pod pewnymi warunkami. Nie można oczekiwać, że terapeuta weźmie odpowiedzialność za nasze życie (to nawet sprzeczne z etyką zawodu), a przede wszystkim należy poświęcić trochę czasu na znalezienie kogoś, kto będzie do nas dopasowany.
Dodam, że przez krótki okres studiowania psychologii na uczelni cieszącej się renomą udało mi się znaleźć terapeutę dosłownie cisnącego bekę ze swoich klientów cierpiących na schizofrenię. Studenci mu wtórowali. Fajnie, co?
@Whiteknight, dzięki za ten komentarz. Rzeczywiście w mojej wypowiedzi chodzilo mi przede wszystkim o to, że nie ma co zakładać, że terapia nie pomoże. Masz rację, ja jeszcze nigdy nie dotarłem do punktu w którym bym stwierdził, że potrzebuję pomocy psychologa, więc nie mam doświadczenia z tym jak wygląda taka współpraca. Jestem w stanie sobie jednak wyobrazić sytuację o której piszesz, że osoba ze słaba psychika trafia do kogoś, kto nigdy nie powinien otrzymać prawa wykonywania tego zawodu, kto jeszcze pogorszy sprawę. Tylko w tym momencie stoimy przed wyborem:
A) zakładam, że żaden psycholog/psychiatra nie pomoże więc w konsekwencji zostaje sam z problemem z którym się uporam albo nie.
B) zakładam, że jest to miejsce w którym mogę otrzymać pomoc, więc w konsekwencji idę po nią bez gwarancji, że nie trafię na konowała zamiast fachowca.
To trochę jak z zepsutym samochodem którego nie potrafisz samemu naprawić. Jest pełno mechanikow-magików, którzy potrafią spartaczyć robotę i jeszcze barsziej zaszkodzić niż pomóc. Jednak tak czy tak wydaje mi się, że trzeba iść do jakiegoś polecanego bo nie ma co ryzykować śmierci jak w końcu w czasie jazdy samochód się posypie całkowicie.
Ale też zgadzam się z Tobą że nie można traktować psychologa jak leku na całe zło. Rzeczywiście jest tak jak piszesz, że niemal pod każdym wyznaniem można przeczytać "idź do psychologa". Generalnie nie czuje, żeby nasze zdania były sprzeczne i byłbym w stanie się podpisać pod większością jeśli nie całością tego co było zawarte w Twoim komentarzu.
Pozdrawiam
Ja natomiast dziękuję za rozwinięcie wypowiedzi i miło mi, że odpowiedziałeś na mój komentarz. Wszystko wyjaśnione :)
Wydaje mi się, że już nie chcesz, żeby "twój" facet pełnił rolę "twojego". Po porodzie oddaj dziecko mu na wychowanie, zrzeknij się praw rodzicielskich i odejdź. Nie będzie to łatwe, ale może tobie ulży.
Może zamiast męczyć się i robić coś wbrew sobie przez 18 lub 25 kolejnych lat życia daj dziecku kochająca rodzine, która będzie je chciała? To nie Twoja wina, że nie masz uczuć dla tego dziecka, zostałaś zaszantażowana i zmuszona do utrzymania tej ciazy. Z drugiej strony dziecko też się na świat nie pchało i zawsze wyczuje, że jest niechciane. I jemu będzie trudno z matką, ktora nic do niego nie czuje i Tobie- kolejne lata z dzieckiem, którego nigdy nie chcialas. Mnóstwo par czeka przeciez na adopcje, to jest szansa dla Ciebie i dla niego.
Jeśli ojcu dalej po porodzie pozostanie taki entuzjazm i chęci i będzie chciał wychowywać to dziecko nawet w obliczu bycia z tym samemu to okej, wtedy to on ma pierwszeństwo i kibicuje. Dla dziecka byłoby lepiej, gdyby miało dwoje rodziców, ale jeśli facet będzie szczerze kochał dziecko, to nikt nie ma prawa mu go zabiersc. A może znajdzie sobie może z czasem kobietę, która będzie chciała maluchowi zastąpić matkę. Najważniejsze, żeby autorka się dłużej nie męczyła i żeby dziecko nigdy nie odczuło, że było niechciane- a jak już się to rozegra to inna sprawa.
To może oddaj? Ktoś je pokocha
Marne szanse,że ktoś je pokocha. Adopcja nie jest łatwa do załatwienia, a i samych rodziców, którzy chcieliby cudze dziecko bardzo ciężko znaleźć. Ile znasz par z otoczenia, które adoptowały dziecko? Ja ani jednej. Znam za to ludzi, którzy nigdy nie zostali adoptowani, a zostawiono ich w szpitalu po porodzie.
jesli niemowle jest zdrowe i ma uregulowana sytuacje prawna, nie ma rodzenstwa, to ma najwieksze szanse na bycie adoptowanym
Ale ojciec się nie zgodzi i pewnie będzie robił wszystko, żeby nie dopuścić do oddania
@Inetta a czemu miałby oddawać własne dziecko? Niektórzy jednak są zdolni do miłości....
@Jawiem1210 co Ty pieprzysz? dzieci nie adoptowane to zabrane patusom, a niestety nadal mają do nich prawa czy coś. Jest sporo małżeństw, które niemogących mieć dzieci i oddane po porodzie rozchodzą się szybko. Najważniejsze to zrzec się praw, bo inaczej do 18 dziecko może przesiedzieć w bidulu bez szans na adopcje
Dla mnie ciąża to też był kosmos. Daj sobie czas. Jeżeli Twoje myślenie nie zmieni sie po urodzeniu dziecka, zostaw je ojcu albo oddaj do adopcji. Ale wcześniej przemyśl sobie wszystko na spokojnie. Sama pisałaś że może za jakiś czas podeszłabys do tematu dzieci inaczej, więc nie podejmuj pochopnych decyzji. A masz wsparcie w kimś innym? Rodzice, rodzeństwo? Może uda Ci się przetrwać najgorszy okres i pokochasz dziecko.
tak sama do adopcji nie odda, ojciec musialby sie zgodziic
ale praw zrzec sie moze i od niego odejsc
Oddaj dziecko. Zadbaj o siebie, swoje zdrowie, nie musisz go wychowywać. Ostatecznie dla dziecka też będzie to lepsze.
Niech sam sobie tego purchlaka wychowuje, jak jest taki mądry. Dziecka nie chciałaś, facet okazał się dupkiem, a skoro masz perspektywy zawodowe, to i kasa na alimenty się znajdzie.
Chyba ma prawo decydować o umierceniu swojego nienarodzonego dziecka?
Pewnie, niech każdy z nas decyduje kto ma żyć, a kto nie... Smutne jest to co piszesz.
Ale dlaczego wy rozprawiacie o jej prawie do decydowania o własnym ciele pod moim komentarzem, skoro ja w ogóle tego tematu nie ruszałam?
W niektórych bańkach "purchlak" funkcjonuje jako łagodniejszy (a w każdym razie mniej wulgarny) synonim "gówniaka".
XD
Uwielbiam dzieci (purchlaki, gówniaki, smarkaterię) i nie mam pojęcia, dlaczego ktoś miałby płonąć słusznym gniewem tylko dlatego, że jakiś obcy człowiek "obraża" jakiegoś obcego płoda w internecie.
Na razie to ty skupiasz się na jakichś kompletnie nieistotnych pierdołach, a nie na "sprawie", więc eot.
Etanol, słonko, płodem określa się dziecko w łonie od 11 tygodnia do narodzin. Jak się już przy czymś dziko upierasz, to sprawdź najpierw czy twoje definicje nie są błędne.
jasne, samo z respiratorem i kroplowkami ;)
Etanolansodu
Wcale nie powiedziane, że przeżyje. Na etapie 22 tygodni płód raczej nie przeżyje, 24 tygodnie dają bodajże 50/50 szans na przeżycie, 6 miesięcy to jakieś 26 tygodni, więc szansa to jakieś 70% (niech mnie ktoś zorientowany skoryguje, fizjologię płodu miałam daaawno). Nawet z intensywną opieką płód urodzony w tym wieku może nie przeżyć lub będzie miał poważne problemy zdrowotne.
Koniec tematu, zabić wszystkich ludzi, zostawić tylko płody!
(Nadal nie wiem, skąd wziął się w tej subnitce wątek o aborcji, skoro wyraźnie pisałam o zostawieniu dziecka z ojcem i płaceniu im alimentów. Dla każdego normalnego człowieka oczywiste jest, że szósty miesiąc to za późno na aborcję bez wskazań medycznych).
Nie wiem jakim cudem ona dostaje dobre komentarze. To także jej wina. Małżeństwo się bierze w wiadomym celu. Płaczesz bo przez swoją głupotę dałaś komuś życie. A H A