W mojej rodzinie było wręcz nieakceptowalne, żeby córka przeprowadziła dziewczynę, a syn chłopaka. Podobnie również patrzono na skłonności samobójcze i problemy psychiczne. Wyszydzaliśmy takich ludzi, odsuwaliśmy się od nich, twierdząc, że od takich ludzi trzeba się trzymać z daleka.
Moja córka zawsze była nieco inna, bardziej wrażliwa. Miała koleżanki, które robiły sobie krzywdę. Zawsze jej powtarzałam, że jest wartościową osobą i żeby zmieniła towarzystwo, bo zasługuje na lepsze. Nie zauważyłam oczywistych sygnałów, że i u niej coś jest nie tak. Tłumaczyłam sobie, że to tylko fanaberie, że młodzieńczy bunt. Że jej przejdzie. I wiecie co? Nie przeszło. Za to znalazłam ją w garażu. Na sznurku.
Nie zostawiła nawet żadnego listu. Odeszła. Moja jedyna, kochana córeczka. Doprowadziła do tego moja ogromna nieświadomość na temat problemów psychicznych. Teraz wiem, że każdy ma prawo do cierpienia. I codziennie żałuję, że nie rozumiałam tego wcześniej.
Ostatnio powiedziałam do szefa PANIE BOŻE zamiast PANIE DYREKTORZE.
Mieszkam w małej wiosce, na tyle małej, że każdy każdego zna i o wszystkim wie. Była słoneczna niedziela, a w niedzielę jak każdy katolik chodzę do kościoła na mszę. Przed mszą jak zwykle wpadłem na papierosa do mojego przyjaciela, typowego śmieszka, który mieszka bardzo blisko kościoła i przy otwartym oknie słyszy odprawianą mszę, co jest ważne w tej opowieści.
Palimy sobie, gdy nagle mojemu kumplowi się przypomniało, że musi zadzwonić do swojego szefa, niestety zapomniał od dziewczyny telefonu, a twierdził, że sprawa jest szczególnie pilna, więc poprosił mnie o pożyczenie mojego. Oczywiście się zgodziłem. Przeprosił mnie na chwilę i poszedł porozmawiać z szefem, przynajmniej tak myślałem. Przyszedł po chwili, mówiąc, że musi iść do pracy, że szef go wzywa i takie tam. Oddał mi telefon, a ja dopaliłem papierosa i poszedłem do kościoła.
Msza mija szybko, aż do momentu kiedy było podniesienie. Cisza, skupienie, aż tu nagle z mojej kieszeni wydobył się głos Cypisa „Impra jest tu...”. Ja w szoku, babcie zażenowane takim dźwiękiem, młodzi nie powstrzymywali się od śmiechu. Skubany zamiast zadzwonić do szefa, zmienił mi dzwonek i włączył dźwięk. Sam poszedł do domu, żeby przy otwartym oknie słuchać przebiegu mszy i zadzwonić w najbardziej nieoczekiwanym momencie.
Przez miesiąc było mi głupio pokazywać się w kościele, a na wieś nie chodzę do tej pory.
Jestem nauczycielką w klasach 1-3.
Na koniec roku szkolnego zabrałam klasę do zoo.
Zamawiając bilety, powiedziałam do kasjerki: „Poproszę 27 biletów ulgowych dla małp”.
Tak że ten...
Ostatnio przywaliłem swojej dziewczynie z pięści w twarz za to, że obudziła mnie zmęczonego po nocce. Nie żałuję tego. Przynajmniej się nauczy, żeby nie budzić zmęczonego człowieka po pracy.
Choć jestem dziewczyną, wolę grać w nogę niż latać po sklepach i kupować nowe kosmetyki. I tego wspaniałego dnia również poszłam z kolegami na boisko. Jak to zwykle bywa, podkochiwałam się w jednym z nich. Oczywiście nie obyło się bez wstąpienia do sklepu po tymbarka. I kiedy po meczyku poszłam się z nim napić, zapytał mnie, co mam napisane pod kapslem. Odczytałam: „Kocham cię”. Odpowiedział mi bez chwili zastanowienia: „Ja ciebie też”.
Tak, jesteśmy razem :)
Sytuacja przytrafiła się mi w ten weekend w pewnym beskidzkim mieście. Nieplanowany, spontaniczny wypad. Tylko ja i dzieci, czas dla nas. Na miejscu (9.00 rano) pierwsze co ujrzałam to Sebę po 40 oraz Karynę nieco młodszą, wraz z trójką bombelków. Seba w lewej Harnaś i szlug, w prawej niemowlę. Karyna na telefonie ciupie. Dwójka pozostałych rzuca kamieniami, gdzie tylko popadnie, nieważne, że to był parking, oboje nie pracują (o czym się dowiedziałam), więc komornik nie ściągnie, niech walą po tych autach! Punkt kulminacyjny nadchodzi tegoż dnia wieczorem — otóż Seba robił imprezę dla wszystkich, puszczając marną techniawę. Nieważne, że Karyna nad dziećmi nie panowała, tutaj siła wyższa w postaci procentów z Harnasia przepijanego seteczkami po cichaczu przemawia! Pech chciał, że od tejże strony był mój balkon. Godzina 23.00, dalej granda! Schodzę. Zostałam zwyzywana, że on ma urlop i może. Że zapłacił jak wszyscy i członka w to wbija, co moje „bachory” robią. Mówię o ciszy nocnej i że sam mógłby położyć swoje dzieci i co się stało? Otóż pusta już butelka Harnasia wylądowała na moim ramieniu.
Policję wezwałam niezwłocznie – pan bohater okazał się być poszukiwany, więc go zawinęli. Karyna się darła, że olaboga, jak to tak, jak ona z dziećmi do domu wróci, ale wcale mi ich nie żal. Gdyby potrafili zachować się po ludzku, to nie narobiłby sobie takich problemów.
Moim największym kompleksem zawsze były włosy. Od 13 roku życia musiałam walczyć z hormonami i nadmiernym owłosieniem. Lekarze przepisywali co rusz inne leki antykoncepcyjne, które nie przynosiły rezultatu, mieli też tak skrajne opinie o moim problemie, że tak naprawdę nie wiedziałam, skąd się to dokładnie wzięło i jak z tym walczyć. Moją przyjaciółką stała się maszynka do golenia. Co drugi dzień spędzałam dobre dwie godziny, żeby ogolić twarz, piersi, brzuch, nogi, pachy, ręce, odcinek lędźwiowy, okolice bikini i stopy oraz palce. Na depilację laserową nigdy nie było mnie stać, a woskiem nie potrafiłabym zrobić wszystkiego. Nikogo nie chciałam prosić o pomoc, bo zbytnio się wstydziłam. W szkole z zawiścią obserwowałam dziewczyny, które zamiast włosów miały meszek. Moim największym marzeniem było mieć włosy jak one. Gdy kiedyś jakaś dziewczyna w szatni zobaczyła pasmo włosów na plecach, których nie zauważyłam, miałam potem piekło. Pytania typu czemu rosną mi tam włosy lub wyzwiska od małpoludów były potem na porządku dziennym. Rodzina też nie pomagała. Gdy w końcu poznałam chłopaka, to docinali mi, czy już zgoliłam ten busz. Kuzynka nawet szantażowała mnie, że powie mojemu chłopakowi, jaka ze mnie obrośnięta małpa, a i tak czasami przy nim jej się coś wypsło.
Chłopakowi nie pozwalałam się dotknąć pod ubraniem nawet po 6 miesiącach chodzenia, bo uważałam, że na pewno wyczuje szorstkość skóry i zobaczy, jakim dziwadłem jestem. Ostatecznie ze mną zerwał, mówiąc, że jestem oschła.
Nawet teraz, jako już dorosła kobieta, po 8 zabiegach depilacji laserowej i po wydaniu kroci u wszelkiej maści lekarzy i kosmetyczek, nie mogę sobie poradzić z włosami. Dla jednych to nic, a dla mnie dramat, bo jestem wiecznie przywiązana do maszynki lub innego środka depilacji. Gdziekolwiek bym nie jechała, to muszę mieć stały dostęp do łazienki, a jak jadę gdzieś ze znajomymi, to patrzę, żebym miała swoją własną łazienkę, żeby nie musieć się tłumaczyć, czemu tyle czasu tam spędzam. Boję się też zbudować normalny związek w obawie, że mój przyszły facet nie zaakceptuje tego nadmiaru włosów. Jak myślę też o przyszłych dzieciach, to modlę się, żebym nigdy nie urodziła córki. Nie wyobrażam sobie skazać swoją latorośl na wieczną walkę z włosami. To niby tylko włosy, a od lat niszczą mi życie.
Byłam w tym roku na zagranicznych wakacjach w hotelu, w którym nie ma zbyt wielu Polaków.
Pływałam sobie spokojnie w basenie i delektowałam się wakacjami. Przepływałam akurat koło dwóch podpitych kolesi i usłyszałam po polsku chamskie komentarze oceniające moją figurę. Stwierdzili, że mogą spokojnie to skomentować, bo i tak nie zrozumiem.
Zagotowałam się ze złości, ale szybko obmyśliłam plan zemsty i wtajemniczyłam w niego koleżankę. Włożyłam okulary do nurkowania, przepłynęłam koło nich i po wynurzeniu głośno skomentowałam ich małe interesy w obcisłych kąpielówkach i dodałam, że mogę być szczera, bo i tak nie zrozumieją.
Miny im zrzedły i w milczeniu przenieśli się na drugi koniec basenu.
Ciekawe, czy nadal tak chętnie komentują głośno czyjąś figurę.
Odkąd pamiętam, był wobec mnie surowy i despotyczny, jako szanowany przedsiębiorca miał swoje wpływy. Nieważne co bym nie robił, żeby go zadowolić, zawsze miał powód, żeby mnie zgnoić. Najlepiej by chciał, żebym całe życie (przynajmniej jego życie) robił za jego niewolnika. W szkole miałem mieć same 5 i 6 (dostało się 4+ i już w ruch poszedł pasek). O znajomych mogłem tylko pomarzyć, cały dzień tylko szkoła, nauka i obowiązki domowe. Im byłem starszy, tym bardziej surowy wobec mnie się stawał. Mama niestety nie mogła nic zrobić, nigdy nie pracowała, więc ewentualna wyprowadzka z nią nie wchodziła w rachubę. W końcu zaraz po moich 18 urodzinach zwyczajnie wyrzucił mnie z domu, bo jak stwierdził „nie będzie do końca życia robił na takiego nieudacznika, jakim ja się stałem”. Nie wiedział tylko, że od 16 r. ż. zacząłem dorabiać na udzielaniu korków z matmy i z angielskiego, zresztą gdyby się dowiedział, zaraz zażądałby zapłaty za „swoje wychowanie”. Do tego czasu zaoszczędziłem tyle pieniędzy, że stać mnie było na wynajęcie pokoju i zacząłem żyć z korków. Gdy zaocznie zrobiłem maturę, wyjechałem do Anglii, by spróbować sił jako korepetytor dla tamtejszych uczniów. I to był strzał w dziesiątkę, przez dwa lata z miesięcznych zarobków z korków uzbierałem ładną sumkę.
Jakiś czas temu miały miejsce dwa kluczowe dla mnie wydarzenia:
- los się do mnie uśmiechnął i wygrałem sporo gotówki w jednej z tamtejszych loterii;
- wkrótce po tym zdarzeniu skontaktowała się ze mną moja mama. Spytała mnie, jak mi się tam powodzi, przeprosiła za to, że nie wstawiała się za mną, po prostu bała się ojca. Najważniejsze co mi przekazała na jego temat, to że jego firma zbankrutowała, on uprawia hazard, ma spore długi i że ich dom pójdzie pod młotek.
Po tych zdarzeniach skontaktowałem się z komornikiem, który prowadził sprawę jego długów, przy czym postanowiłem, że odkupię jego dom z zaznaczeniem, że notarialnie ma należeć do mnie. Ostatecznie nabyłem dom i mieliśmy się razem spotkać u notariusza. A tam, jak ojciec dowiedział się, kto kupił JEGO dom, zdębiał.
Po fakcie wróciliśmy do domu i w progu powiedziałem mu: „Mama może zostać, ale ty wypier***aj”. Nigdy nie zapomnę tej satysfakcji, kiedy to JA wyrzuciłem jego z teraz MOJEGO domu, a on nie mógł nic z tym zrobić.
Masz dokładnie to, na co zasłużyłeś, ojciec.
Dodaj anonimowe wyznanie