#5Phau
Któregoś dnia stwierdziłam, że koniec z tym syfem i przez parę godzin posprzątałam cały pokój. No, prawie cały. Zostały jeszcze tylko ubrania, które wszystkie (dosłownie) od paru dni, zamiast w szafie, leżały na podłodze. Wyżej wspomniana koleżanka powiedziała, że zanim je poukładam i powsadzam do szafy, muszę je wszystkie wyprać. No OK, przyjmuję to na klatę. Jednak chwilowe zaćmienie mózgu, spowodowane zapewne zmęczeniem po kilkugodzinnych porządkach, spowodowało, że bez większego namysłu postanowiłam wszystkie te ubrania wyprać jeszcze tego samego dnia. Nie zwracając kompletnie uwagi na to, że była już dość późna pora, zrobiłam po kolei ok. 6 prań... Niestety, nie wzięłam pod uwagę tego, że nie będę miała gdzie powiesić tych wszystkich ubrań. Do mniej więcej pierwszej w nocy udało mi się znaleźć miejsce dla 4 prań. Ubrania wisiały dosłownie WSZĘDZIE. Na telewizorze, karniszu, grzejnikach, wieszakach, drzwiach od szafy, krzesłach - nawet na wszystkich klamkach dumnie zawisły skarpetki. Pozostałe ubrania niestety skisły i musiałam prać je kolejny raz.
Przez kilka następnych dni cały mój pokój wyglądał jak jedna wielka suszarnia i w ogóle nie było widać, ile pracy włożyłam w to, żeby było czysto. Jak ubrania wyschły, trzeba je było poskładać, a że kompletnie nie miałam na to czasu, a nie chciałam wkładać nieposkładanych do szafy... znowu wylądowały na podłodze :D
PS Już się trochę ogarnęłam i po wejściu do mojego pokoju przynajmniej widać podłogę...
Nie zauważyłaś po 3 praniach,że już właściwe nie ma miejsca na więcej? Czy zrobiłaś 6, wszystkie wrzuciłaś do kosza i na sam koniec wszystko na raz rozwieszalas ?
Patrząc na logikę autorki, a raczej jej brak (bez obrazy :P) obstawiałabym to drugie.
6 prań? To ty chyba pływałaś w tych ubraniach w pokoju...
Nie każda pralka ma pojemność twojej 😉
Są większe i mniejsze
Dodatkowo pranie można dzielić kolorem czy materiałem ;) więc nie tylko ilość ubrań wpływa na ilość wykonanych prań.
Jak tak czytam ten opis, gdzie i jak porozwieszane są te ubrania, to autorka mogłaby trzy osoby obdzielić i jeszcze sama miałaby co nosić. :D
Pralka 5kg mieści 10 bokserek, podkoszulków i par skarpet, trzy pary spodni, koszulę, dwie bluzy, dwa ręczniki i ścierkę kuchenną (a przynajmniej ja tyle ładuję, czyli prawie wszystkie ubrania, jakie mam...)
U mnie jest malutka pralka i jak mam pełen kosz na, to wychodzą jakieś trzy prania. A ubrań mamy z chłopakiem jeszcze na co najmniej kolejne sześć xd
Jak łatwo i bez wysiłku nauczyć się porządku?
Pozwalając sobie na trochę kontrolowanego bałaganu. Robimy porządek w jakiejś części mieszkania, ale np w jednym miejscu pozwalamy sobie mieć górę ciuchów. I trzymamy się tego konsekwentnie. Wszędzie indziej niech panuje ład, a tu wielka sterta ubrań, w których trzeba grzebać zanurzając się po pas :)
I mamy z tym kompletnego luza. Pozwalamy sobie na taki stan rzeczy z pełną świadomością, że to jest nasz wybór. Znajomym mówimy, że to nasz twórczy bałagan i niech zabierają od niego swoje wścibskie nosy.
Taki stan rzeczy sobie trwa. Miesiąc, dwa, pięć...
A nasz umysł przyzwyczaja się powoli do porządku, coraz bardziej podoba nam się ład w reszcie mieszkania. A że czujemy się rozluźnieni, bez presji, któregoś dnia po prostu przychodzi nam do głowy posprzątać tę wielką górę ubrań. I porządek już z nami zostaje.
To samo z obgryzaniem paznokci. Obgryzaj sobie radośnie wszystkie 9, ale wybierz jeden, najładniejszy i tego nie ruszaj. Opiłuj ładnie, pomaluj bezbarwnym lakierem i ciesz się tym, jak dobrze wygląda. Za jakiś czas zostawisz sobie następny, a potem kolejny.
I nawet nie zauważysz, gdy przestaniesz obgryzać wszystkie.
Obie metody przeszłam na sobie i stąd wiem, że są skuteczne. Utrzymywanie porządku jest teraz dla mnie naturalne jak oddychanie. Często słyszę od ludzi pochwały, że u mnie zawsze posprzątane. Paznokci nie obgryzam od podstawówki, od czasu gdy wymyśliłam sobie metodę z zostawieniem jednego palca. Polecam.
Może zainwestuj w pralkosuszarkę? Odkąd kupiłam swoją ubrania w końcu są poukładane i nie wiszą wszędzie przez cały czas
Chętnie bym przeczytała, ale pierwszy akapit zasłania reklama, której nie mogę zamknąć -,-
Niesamowita historia! Tyle prania naprawdę zrobiłaś? Naprawdę niesamowite. Uwielbiam tą ciekawą opowieść i te zwroty akcji. Normalnie aż nie dodam do ulubionych nawet
To Ty nie masz krzesła na ubrania? :o
super - przede wszystkim cieszymy się, że pralka to wytrzymała, instalacja elektryczna, sąsiedzi (jeżeli mieszkasz w bloku)
poza tym gratulujemy umiejętności liczenia - matematyka obowiązkowa na maturze jednak się przydaje
dodatkowo gratulujemy umiejętności przewidywania
gratulujemy również z powodu umiejętności radzenia sobie z trudnymi sytuacjami (skarpetki na klamkach to kreatywne)
gratulacje również za umiejętność wykonywania tych samych czynności po kilka razy - nie za często się zdarza, żeby ktoś prał dwa razy to samo
jesteś super i nie przejmuj się
sporym osiągnięciem jest, że widać podłogę XD
Ah te dzieci
Jak można nie mieć czasu, by złożyć ubrania? Przecież to dosłownie chwila. 🤷
Oj zdziwiłabyś się ile to czasu zajmuje. Niestety trzeba mieć chęci, a jak ich brak to i miesiącami może pranie leżeć - wyciągasz tylko to co potrzebujesz.
Od wielu lat mieszkam sama i sama ogarniam swoje mieszkanie, więc wiem doskonale ile to zajmuje czasu.
Na skladanie ubran moze nie trzeba miec duzo czasu, jednak trzeba miec go duzo na zmotywowanie sie do tego. Mi potrafi zajac to kilka dni! I za kazdym razem jestem zdziwiona, ze tyle musialam sie motywowac, a poszlo tak szybko.
Co? Chwila? Z wszystkich obowiązków domowych najbardziej nie lubię właśnie składania prania, bo zajmuje najwiecej czasu. Ratuje się tym, że zbieram pranie dopiero, jak mój narzeczony wstawi kolejne (tak jakoś się u nas przyjęło, że on robi i rozwiesza pranie, a ja je składam). W międzyczasie, jak czegoś potrzebuję, to nie wyciągam ubrań z szafy, tylko staram się brać to, co aktualnie wisi na suszarce, żeby później było mniej składania :D ale to i tak tylko kropla w morzu. Rozumiem ból autorki, ale mimo wszystko nigdy bym nie doprowadziła do tego, żeby moje mieszkanie tonęło w ciuchach.
Składanie ubrań z jednego dużego prania na 3 osoby (w tym mini ubranka niemowlęce) zajmuje mi góra 10 minut, a pralkę mam pojemną. Bez przesady z tą czasochłonnością.
Albo wliczacie w czas składania również prasowanie, albo po prostu macie lenia.
DontBeRude, jak w ogóle można powiedzieć, że składanie prania jest najbardziej czasochłonne z obowiązków domowych? Co na obiad gotujesz? Same mikrofalówkowe gówna? Myłaś kiedyś okna?
Orava, okna myję jedynie podczas gruntownych porządków. Tak samo raz na jakiś czas wyciągam wszystko z szafek i myję je od środka i robię wiele innych czasochłonnych czynności domowych. Ale niska częstotliwość wykonywania tychże czynności sprawia, że nie są one dla mnie tak uciążliwe, jak składanie prania, bo to muszę robić conajmniej 2-3 razy w tygodniu. A obiady w tygodniu gotuje mój narzeczony, jako że wraca wcześniej z pracy (ja po nich zmywam i ogarniam kuchnie). I nie, nie są to „mikrofalówkowe gówna”, ale dzięki za troskę o moje zdrowie.
Zluzuj trochę :) każdy ma prawo do swojego zdania.
Ja też nienawidzę składania ubrań, jako że jestem nienawidzącą sprzątania pedantką xD
Bałagan, choćby najmniejszy, typu jeden papierek na stole, nieumyty kubek, mały śmietek na dywanie, tak mnie wkurzają, że nie umiem skupić się na niczym innym. Sprzątania nienawidzę, dosłownie, jest to najnudniejsza czynność na świecie. Nauczyłam się już po prostu nie bałaganić. Porządek mam zawsze i wszyskie te małe śmietki, kubki, itd. sprzątam na bieżąco i zajmuje mi to niewiele czasu w ciągu dnia.
Za to składanie ubrań zajmuje najwięcej, bo one nie mogą być złożone byle jak, muszą być ładnie i jeszcze każde na swoim miejscu w szafie. Dlatego jest to najgorsza część sprzątania jak dla mnie i nie wiem jak je trzeba składać, żeby zajmowały chwilę.
O dziwo, czyjś bałagan mi w ogóle nie przeszkadza. Nawet gdy mieszkałam z facetem i on zostawiał swoje skarpetki na podłodze, to mi to nie przeszkadzało, bo to nie były moje skarpetki.