Moja mama ma problemy z kręgosłupem, na tyle poważne, że jak się nie weźmie za siebie (rehabilitacja, odpoczynek, ćwiczenia i trzymanie odpowiedniej postawy) to grozi jej wózek lub całkowity paraliż. Cała sprawa z jej zdrowiem wyszła dopiero jakieś 2 miesiące temu i od tego czasu jest na l4. Wszyscy lekarze stanowczo jej odradzają pójście do pracy, tym bardziej, że mama pracuje jako listonosz i musi się sporo nadźwigać z paczkami.
Jeszcze dodam, że jestem jedynaczką i wspólnie z narzeczonym mieszkamy w większym mieście wojewódzkim, jakieś 100 km od mojego rodzinnego domu. Mam tu pracę, którą lubię i niedawno kupiliśmy sobie mieszkanie na kredyt, więc mam tu sporo zobowiązań.
Wracając do mojej mamy, w weekend oznajmiła, że wraca do pracy, bo jej się nudzi w domu. Krew mnie jasna zalała i nie chodzi tylko o jej zdrowie, ale też o mnie. Ja wiem, że to egoistyczne ale w razie czego, wiem że nie będę w stanie wrócić i jej pomóc na stałe. Nie chcę nawet o tym myśleć. Rozumiem gdyby to był wypadek, coś z nie jej winy, ale ona sama na siebie podpisuje wyrok. To chore. Zdaję sobie sprawę, że siedzi w domu głównie sama, bo tata dużo pracuje, ale przecież może jeździć trochę autem, ma wszystkie swoje siostry w pobliżu, koleżanki, ma dwa psy w domu i kota, a i dom mają duży bo chata ponad 150m2, więc i sprzątać by w nim mogła. W domu jest syf, do nikogo nie jeździ, psy zaniedbane, ale ona chce do pracy, bo jej się nudzi.
Już przedtem narzekała na nudę to kupiłam jej Netflixa i może oglądać na telewizorze. Kupiłam jej jakieś 30 książek żeby miała co czytać. Kupiłam jej też poduszkę ortopedyczną, która leży w kącie, nierozpakowana, bo ona lubi swoje poduszki.
Jeszcze podczas odwiedzin, wyraźnie dawała mi do zrozumienia, że jak coś jej się stanie, to powinnam wrócić niezwłocznie do domu i jej pomóc. Przecież to moja matka.
A ja nie chcę, tak bardzo nie chcę. Krew mnie zalewa jak sobie o tym choćby pomyślę. Przecież ona świadomie i z premedytacją chce mi odebrać życie. Rozumiem, że jest samotna, ale na własne życzenie, ma od groma rodziny wokół. Naprawdę tak ciężko sobie samemu zorganizować czas?
Ojciec też jest na nią wkurzony, ale rozkłada ręce. W końcu jest dorosła, to jej decyzja. Tyle, że to ugodzi we wszystkich. Tata też się nie będzie mógł nią zajmować, bo umrą z głodu. Dramat. Kobieta ponad 50 lat, a zachowuje się gorzej niż dziecko.
Chcę Wam opowiedzieć moją historię.
Poznałam się z Dawidem przez pewną stronę, zakochaliśmy i zamieszkaliśmy razem. Tyle tytułem wstępu, nie chcę też przesładzać, bo każda taka historia jest cukierkowa.
1 października mieliśmy wypadek motocyklowy.
Jechaliśmy obejrzeć auto, a 10 kilometrów od naszego domu zdarzył się wypadek.
Dwa lata starszy od Dawida facet wyprzedzał na podwójnej ciągłej ciężarówkę i trafił na nas.
Dawid zginął na miejscu, a ja zaczęłam się tułać od szpitala po kliniki.
I tu zaczyna się właściwa historia.
Rodzice nie wiedzieli jak powiedzieć mi o śmierci chłopaka, z którym planowałam dzieci.
Dowiedziałam się o tym, jak pielęgniarze rozmawiali między sobą i obwiniali nas.
Traktowanie na intensywnym oddziale też nie było miłe. Przywiązywali mnie do łóżka tylko dlatego, że szarpałam za barierki - tylko w ten sposób potrafiłam zwrócić ich uwagę, bo nie potrafiłam mówić (krwiak na móżdżku = uszkodzona mowa). Myślałam racjonalnie i wszystko rozumiałam: to jak się ze mnie wyśmiewają również.
A teraz? Jestem uziemiona, ale wracam do zdrowia. Mam 22 lata i cieszy mnie nawet to, że mogę pójść do toalety zrobić dwójkę czy zwykłe siku.
Na nowo uczę się chodzić i żyć w samotności. Czasami żałuję, że wtedy w ogóle przeżyłam.
Jestem zazdrosna o mojego ojca. Zawsze miałam z nim dobry kontakt, ten sam "charakterek", ostry żart itp. Interesowały nas te same tematy.
Dziś nie mogę znieść, że woli rozmawiać o, dajmy na to, nowym piecu w kotłowni z moim mężem. Gdy z ciekawostką na jakiś temat idzie najpierw do swojego zięcia, a nie do mnie, to jestem wściekła i rozczarowana jednocześnie. Czuję, że woli jego, a nie mnie, bo jestem dziewczyną, a nie jego wymarzonym synem, którego nie ma. Wcześniej tak nie było, dopiero gdy wprowadził się do mnie mąż.
Staram się czasami podyskutować z nim tak jak kiedyś, pożartować i obśmiać kogoś lub coś, ale to już nie to samo co było. Mój ukochany tata woli męskie towarzystwo i jest mi z tym cholernie przykro, bo wciąż chciałabym być jego ulubionym kompanem do rozmów.
Mam skryty żal do męża, że z nim rozmawia, bo to w końcu mój tata a nie jego. I choć mąż raczej jest powściągliwy w kontaktach, to mój ojciec o nie mocno zabiega.
I czasami pojawia się myśl by ich skłócić. Nie zrobię tego oczywiście, ale jakoś tak mi lepiej gdy przed snem wyobrażam sobie, że są na siebie źli, a mój ojciec znów uważa mnie za kogoś z kim najlepiej mu się gada.
Będzie obrzydliwie i anonimowo.
Moja siostra jest syfiarą. Potrafi nie myć się przez tydzień (czasami nawet przez kilka), w jej ustach rozwinęła się już pewnie nowa cywilizacja, a jej pokój zapachem przypomina pałac ze średniowiecza z jedną łazienką. Pomijam to, jak bardzo moi rodzice walczyli z nią o to, by się jakoś ogarnęła (tak, udało im się jej pomóc).
Tak czy siak, siostra bardzo lubi grać na komputerze. Ma więc myszkę, klawiaturę, monitor i inne badziewia, które co chwilę wymienia za hajs od dalszej rodziny.
Historia rozchodzi się o myszkę.
Myszka ta ma szpary, w których utyka łój, woskowina, kurz, generalnie cały brud, który przybiera żółtą w barwę. A ja uwielbiam go jeść.
Co miesiąc siostra daje mi tę myszkę do wyczyszczenia (bo "lubię to robić"), a ja zwracam ją w perfekcyjnym stanie. Zamykam się na klucz w pokoju i wydłubuję kawałeczki, po czym je zjadam. Myślę, że nikt się nie domyśla, bo zawijam jakąś chusteczkę i udaję, że to tam umieściłam brud z myszki, po czym zanoszę ją do kosza i czymś przygniatam.
Jak to smakuje? Zależy, czego jest więcej. Jeśli woskowiny, smak jest bardziej gorzki i pozostawia charakterystyczne uczucie w buzi. Jeśli łoju, bardziej neutralny, lekko słonawy.
Mam nadzieję, że dostatecznie anonimowe.
Miłego dnia wszystkim!
Anonimowe to jedyne miejsce gdzie udzielam się w komentarzach. Na portalach gdzie trzeba ujawniać swoja tożsamość zawsze milczę, bo boję się negatywnych odpowiedzi i tego, że znajomi zobaczą co myślę.
Dziękuję za możliwość wypowiedzenia się.
Od paru lat prowadzę swój własny gabinet kosmetyczny i zatrudniam w nim 5 osób. Niedawno otworzyłam drugi gabinet i zaszłam w ciążę, więc postanowiłam wycofać się z mojej działalności w pierwszym gabinecie, jako że znałam tam już zespól i miałam do nich pełne zaufanie. Wszystkim dziewczynom dałam podwyżki i większą "władzę", ale też zaznaczyłam, że nadal ja szefuję i jak coś będzie nie tak, mają do mnie dzwonić czy pisać, a przyjadę.
Wszystko było OK, zaglądałam tam dwa razy w tygodniu i ogólnie byłam na bieżąco z zabiegami za pomocą versum (taki program do ustalania wizyt).
Jednak po jakimś czasie jedna z dziewczyn złożyła mi wypowiedzenie. Pytałam co się stało, ale nie chciała powiedzieć, więc olałam sprawę. Zatrudniłam nową babeczkę i tyle. Potem jednak następna ze starej ekipy chciała się zwolnić, ale ona już mi powiedziała dlaczego.
Jedna z dziewczyn sama siebie nazwała pięknie managerem i wszystkim zakomunikowała, że ja ją wyznaczyłam do rządzenia, co nigdy nie było prawdą. Dziewczynom głupio było do mnie dzwonić i się pytać, czy to prawda, wierzyły jej na słowo. W głowie się nie mieści, co ta dziewucha (Karolina) wyprawiała. Mobbing to mało powiedziane! Zrezygnowała całkowicie ze swoich klientek i przerzuciła je na dziewczyny (w versum zapisywała na siebie), a ona sama krążyła po gabinetach zabiegowych i pouczała dziewczyny przy klientach, że robią coś nie tak. Potrafiła skrytykować fryzurę dziewczyny i kazać jej iść do domu umyć włosy i przyjść w innym uczesaniu. Mało tego, teksty typu "dalej, leniwa pindo, rób te paznokcie" były na porządku dziennym. Robiła im testy na temat wiedzy z zakresu pielęgnacji, z tym że była na tyle niedouczona, że błędne odpowiedzi uznawała za te poprawne. Kazała im pracować w nieludzkich warunkach, bez przerw, bo za każde odejście od klientki, nawet na szybkie siku, darła się na nie i groziła, że je wszystkie wyrzuci na zbity pysk. W pracy nie można było rozmawiać o jakichś prywatnych sprawach. Z mojego salonu zrobiła sobie obóz pracy. Klientki poodchodziły, jak słyszały jej darcie się w socjalu i ogólne czepianie się dziewczyn. Do samych klientek też potrafiła mieć teksty typu "jak coś się nie podoba, to wyp...".
Jak o tym usłyszałam, to krew we mnie zawrzała. Wywaliłam ją dyscyplinarnie z dnia na dzień, ale ciągle się zastanawiam, po co ona to robiła. Ani nie miała z tego szefowania większych pieniędzy, ani innych korzyści. Po prostu dramat. Do teraz nie rozumiem, jak można być takim człowiekiem.
Historia z czasu moich studiów o tym jak cudownego promotora sobie wybrałem do pisania pracy. Wyznanie chciałem zamieścić wcześniej, ale z obawy, że ktoś mnie rozpozna po sytuacji zamieszczam wyznanie już jakiś czas po obronie.
Temat mojej pracy był dla mnie niezwykle ciekawy, do tego dogadałem się z profesorem, którego wszyscy mi polecali, rzeczywiście na forach miał same pozytywne opinie, sam osobiście go nie znałem. Nawet inni prowadzący polecali go, jako eksperta w dziedzinie, która mnie interesowała. Wszystko ustalone, można pisać pracę, co może pójść źle?
Otóż wszystko.
Zgromadzenie materiałów nie było dla mnie dużym problemem, nawet zacząłem planować co napisać i skrobałem jakiś wstęp. Plan pracy wysłałem promotorowi, a w odpowiedzi dostałem informację o zmianie tematu. Próbowałem się kłócić, ale niestety nic to nie dało, mam pisać na nowy temat bo tamten był za podobny (chyba do czyjejś rozprawy doktorskiej, która była w trakcie powstawania).
Problemy z nowym tematem zaczęły się już przy gromadzeniu literatury, praktycznie wszystko anglojęzyczne. Z angielskiego niestety raczkuję, przez całą edukację miałem język niemiecki. Ale od czego jest Google tłumacz, jakoś sobie radziłem.
Niestety, promotor praktycznie w ogóle nie odpowiadał mi na maile. Chodziłem na konsultacje, to albo nie miał czasu, albo zaraz wychodził i kazał wysyłać maile. Telefonów ode mnie też nie odpierał. Praktycznie zero kontaktu.
Mój "nowy" temat pracy był na tyle nowy, że publikacji było naprawdę niewiele. Część osób z katedry polecała mi przeprowadzić doświadczenia (bo były do tego możliwości), jednak bez promotora nie miałem wstępu do laboratoriów.
Pracę oddałem w terminie, niestety promotor mi jej nie zaliczył, ze względu na to, że była zbyt krótka i nie wyczerpywała tematu. Więc oblałem semestr.
W kolejnym semestrze za poprawkę musiałem zapłacić ładną sumkę. Moje wcześniejsze skargi na promotora u rektora zostały puszczone mimo uszu. Nie miałem nawet jak walczyć. Pracę napisałem na swój wymarzony temat i u kogo innego. Obroniłem się na 5.
Nie ukrywam, że mając naście lat nie byłam zbyt błyskotliwa. Historia miała miejsce krótko po tym, gdy skończyłam 17 lat. Poznałam wtedy chłopaka. Pierwsza miłość, związek, więc strasznie się nakręcałam. Chłopak zaproponował mi wtedy pierwszy wieczór z nocowaniem u niego. Oczywiście wiedziałam co pewnie będziemy robić, więc chciałam się przygotować. Wymyłam się, wysmarowałam jakimiś balsamami, ale stwierdziłam, że przecież jak zobaczy mnie bez ubrań, to przestanę mu się podobać, bo w tamtym czasie wyskoczyło mi sporo rozstępów na udach i pośladkach, dodatkowo zdobionych przez pryszcze.
Nie mam pojęcia co mi strzeliło do głowy, ale uznałam, że pomalowanie tyłka i ud podkładem do twarzy oraz pudrem rozwiąże mój problem. Stwierdziłam, że tylko lekko przykryję owe niedoskonałości, ale wyszło na to, że dosłownie wytapetowałam sobie cały tył.
Nastał wieczór, pojechałam do chłopaka i z oglądania filmu szybko przenieśliśmy się do sypialni. Gdy już do czegoś doszło, nie wiedziałam nawet, że siedząc bez spodni, właśnie odcisnęłam cały swój tył na jego ciemnogranatowej pościeli. Podczas wiadomych zabaw cała jego pościel pokryła się jasnymi smugami i plamami. Niestety zobaczyłam to dopiero rano, gdy zdziwiony chłopak obudził mnie pytając skąd te plamy wszędzie. Ja zszokowana, nie miałam pojęcia jak mu to wytłumaczyć, przecież nie powiem mu w prost o tym co zrobiłam. No niestety chyba sam się domyślił, że to plamy mojego autorstwa, gdy wskazał palcem na wyżej wspomniany odcisk zadka. Ja zmieszana, powiedziałam, że muszę już iść, zupełnie olewając jego zdziwienie. Jakie to było głupie... Później wpadłam na pomysł, aby napisać mu SMS-a, że to ślady po jakimś kremie do ciała i tak też zrobiłam, ale jedyne co mi odpisał, to że dziwnie się zachowuję. Cóż, rozstaliśmy się jakieś dwa dni później.
Mam 17 lat, rozmawiam z wymyślonymi przyjaciółmi. Tak sobie siedzę i gadam, wyrażam się, nazywam myśli, opowiadam żarty i pokazuję memy. Wyobrażam sobie reakcje i relacje z wymyślonymi ludźmi.
Czasem też, że odniosłam w czymś sukces i udzielam wywiadu. Albo że jestem 60 lat starsza i opowiadam wnukom o mojej młodości.
Pozdrawiam moje przyszłe dzieci.
Zostałam wychowana w taki sposób, że dziecko ma mieć szacunek i słuchać się starszych. Byłam więc przykładną córką i uczennicą, ale bywały momenty, że nie za bardzo wiedziałam za co mi się obrywa.
Dostawało mi się za bałagan w pokoju, gdy dumna z siebie biegłam pochwalić się, że posprzątałam, bo wg mojej mamy sprzątnęłam za słabo. Dostawało mi się za posiadanie zbyt wielu rzeczy w szafce, za dwójki z dyktanda, za nie zaśpiewanie piosenki przed gośćmi. Raz nauczycielka kazała mi stać całą lekcję, bo zapomniałam zeszytu. Inna nauczycielka karała całą klasę za zbyt melodyjne i dziecinne mówienie "dzień dobry". Dostawałam ochrzan za to, że kolega z klasy znowu mnie pobił, a ja się nie postawiłam. Dostawałam lanie za wyrywanie kartek z brudnopisu i za opowiadanie w szkole, że dostałam lanie. Dostawałam ochrzan za wyrzucenie zbyt dużej ogryzki po jabłku, rodzice grozili nawet, ze następnym razem będę musiała ją zjeść ze śmietnika. Dostawałam ochrzan za golenie nóg, a po przeforsowaniu pozwolenia na golenie za wyrzucanie zużytych maszynek do golenia, bo jeszcze da się ich użyć, mimo że nogi goliłam już nimi chyba z 5 razy. Nauczycielka miała do mnie pretensje, że nie wiem gdzie pracował mój tata zanim się urodziłam, byłam wówczas 7-letnim dzieckiem. Spytała z furią czy wiem chociaż, że żyję.
Miałam ochrzan za to, że zimowe buty się rozkleiły i trzeba kupić nowe, lanie za to, że za głośno się zachowuję, za to, że boję się iść sama po ciemku do sąsiadki po cukier (mimo że rodzice byli w domu) za to, że nie wzięłam darmowej oranżady na imprezie szkolnej, za to, że nie chcę iść znowu do kościoła i śmiem wypominać rodzicom, że sami nigdy nie chodzą, a mnie wysyłają co tydzień.
Przytoczyłam takie łagodne przykłady tego jak mnie w domu i w szkole poniżano. Całe dzieciństwo spędziłam w przeświadczeniu, że do szacunku trzeba dorosnąć, bo tylko dorosłym należy się szacunek. Byłam pełnoletnia, ale nadal nikt mnie nie szanował i pozwalałam na to, bo taka była kolej rzeczy zawsze. Ja nie mam nic do gadania, inni dają mi zjebki za to, że żyję. Trafiałam na dupków chcących jednego i nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje. Dopiero w wieku dwudziestu kilku lat chłopak powiedział mi w czym rzecz - daję sobą pomiatać. Bo jak nie dawać sobą pomiatać jeśli wychowano cię w przeświadczeniu, że ty nie zasługujesz na szacunek? Jak masz sama siebie szanować i szanować rodziców, jeśli rodzice nie szanują Ciebie?
Dodaj anonimowe wyznanie