#GlivW
Temat mojej pracy był dla mnie niezwykle ciekawy, do tego dogadałem się z profesorem, którego wszyscy mi polecali, rzeczywiście na forach miał same pozytywne opinie, sam osobiście go nie znałem. Nawet inni prowadzący polecali go, jako eksperta w dziedzinie, która mnie interesowała. Wszystko ustalone, można pisać pracę, co może pójść źle?
Otóż wszystko.
Zgromadzenie materiałów nie było dla mnie dużym problemem, nawet zacząłem planować co napisać i skrobałem jakiś wstęp. Plan pracy wysłałem promotorowi, a w odpowiedzi dostałem informację o zmianie tematu. Próbowałem się kłócić, ale niestety nic to nie dało, mam pisać na nowy temat bo tamten był za podobny (chyba do czyjejś rozprawy doktorskiej, która była w trakcie powstawania).
Problemy z nowym tematem zaczęły się już przy gromadzeniu literatury, praktycznie wszystko anglojęzyczne. Z angielskiego niestety raczkuję, przez całą edukację miałem język niemiecki. Ale od czego jest Google tłumacz, jakoś sobie radziłem.
Niestety, promotor praktycznie w ogóle nie odpowiadał mi na maile. Chodziłem na konsultacje, to albo nie miał czasu, albo zaraz wychodził i kazał wysyłać maile. Telefonów ode mnie też nie odpierał. Praktycznie zero kontaktu.
Mój "nowy" temat pracy był na tyle nowy, że publikacji było naprawdę niewiele. Część osób z katedry polecała mi przeprowadzić doświadczenia (bo były do tego możliwości), jednak bez promotora nie miałem wstępu do laboratoriów.
Pracę oddałem w terminie, niestety promotor mi jej nie zaliczył, ze względu na to, że była zbyt krótka i nie wyczerpywała tematu. Więc oblałem semestr.
W kolejnym semestrze za poprawkę musiałem zapłacić ładną sumkę. Moje wcześniejsze skargi na promotora u rektora zostały puszczone mimo uszu. Nie miałem nawet jak walczyć. Pracę napisałem na swój wymarzony temat i u kogo innego. Obroniłem się na 5.
Przez moją pseudo promotorke byłam 1,5 roku w plecy. Współpraca z nią była na zasadzie "zamieść w pracy fragment o tym i o tym i kolejnym razem to ocenię". Robiłam co mi kazala po to, by na kolejnym spotkaniu zapytać po co to umieściłam. Po załamaniu nerwowym wzięła mnie pod skrzydła złota kobieta i w ciągu tygodnia przerobiłam swoją pracę i się obroniłam. Jednak było już za późno, by kontynuować kolejny stopień. W sumie studia mi zbrzydly. I tak moja praca nie ma nic wspólnego z moim wykształceniem.
W ciągu tygodnia? Super szybko, dziwię się że dziekanat i recenzent się wyrobili.
@00n
Żeby jeszcze recenzenta obchodziła praca :D jak miała dobrą promotorkę, to pewnie babka jej ogarnęła dziekana
A co dziekanat ma tu do roboty? Może co uczelnia, to obyczaj, ale u mnie przed obroną to do dziekanatu zanosiło się tylko obiegówkę i może jakieś inne papiery (nie pamiętam już) i na tym kończyła się jego rola :D
@Ankaaa
Dziekan chyba coś musi podpisać, nie pamiętam już co :D wiem, że u znajomej wszystko załatwiało się samemu i były problemy z zebraniem wszystkich podpisów
Tak w ciągu tygodnia bo były jakieś terminy dodatkowe kilka razy w Msc. A dziekanat szczerze gówno robił, obiegowka podpisana raz. Później Promotorka na własną rękę zawnioskowala o termin dla mnie i się udało.
To u mnie dziekanat właściwie nic nie robił :D Ostatnio mój chłopak się bronił tak "na szybko" i pracę oddał w poniedziałek, a obronił się w środę, gdzie dopiero we wtorek poszedł do przewodniczącego komisji, żeby się zapytać, czy dałoby radę zebrać komisję na jutro, bo on się koniecznie musi obronić :D
Widocznie Twój temat bardzo przeszkadzał promotorowi, albo któremuś z jego pupilków.
Mój promotor jako człowiek był super - taki przemiły "dziadek", niestety jako promotor już było gorzej. Np. to na jaki temat ma być moja praca i jak ma wyglądać dowiedziałem się jakieś pół roku przed terminem, narzucona przez profesora metodyka badań okazała się błędna, a wyniki przez to bez sensu (co ująłem w pracy i o dziwo profesor się zgodził, szkoda że dopiero na obronie). Współpraca wyglądała mniej więcej tak: Przynieś rozdział drugi, po tygodniu profesor stwierdza, że tak nie może być, za tydzień przynieś poprawiony i tak dalej, aż w końcu po 2 miesiącach, gdy oddałem praktycznie to samo co za pierwszym razem profesor stwierdził, że jest dobrze.
Pół roku na napisanie pracy to dużo, u mnie na uczelni są trochę ponad 2 miesiące + zajęcia i sesja.
@ShadowMarian
Jakby Ci to powiedzieć... to Ty masz zadbać o napisanie pracy i o ile nie ma przebojów z promotorem, to możesz ją pisać przez cały czas. Nikt nie dostaje specjalnej przerwy na pisanie pracy, więc nie wiem, po co wspominasz o zajęciach i sesji. To normalne.
@ohlala
No właśnie odniosłem się do komentarza @Novara, który dowiedział się pół roku przed terminem na jaki temat ma pracę. U mnie na uczelni to wygląda tak, że na napisanie pracy mamy trochę ponad 2 miesiące (w tym czasie mamy też zajęcia i sesję). Więc 6 miesięcy a dajmy na to 2,5 to jednak spora różnica. I mylisz się, są uczelnie, które dają czas na pisanie pracy bez zajęć i egzaminów.
@ShadowMarian
To chyba jakieś płatne studia dają wolne. I dwa miesiące na pisanie, bo wyjątkowo musi im nie zależeć na jakości pracy. A Novara opisywała wyjątkową sytuację, nie standard.
Marian
Licencjat, czy magisterka?
Promotorka mojej koleżanki ukradla jej temat który koleżanka sama sobie wymyśliła oraz materiały do badań, które koleżanka sama załatwiła, a która opłaciła uczelnia, bo "to fajny temat i sama chętnie sobie zrobi o tym publikację".
Mnie tylko rozwaliło, jak promotorka przyklepała mi wreszcie prace nie wprowadzając żadnych poprawek, po czym na obronie dosłownie zrównała mnie z ziemią za rzeczy, które były w pracy od początku, więc miała cały rok na zwrócenie mi uwagi, że mam je poprawić. Ale ponieważ broniłam się we wrześniu (nie zdałam... angielskiego, a wiadomo, że ten przedmiot to totalna podstawa jak się studiuje polonistykę) więc uznała mnie za studenta gorszej kategorii, który chce tylko dostać trzy i mieć spokój - tą opinię mogło podbudować też to, że na początku pisania zwróciłam się do niej z pytaniem o wyjaśnienie metodologii (żadne z nas nie pisało nigdy pracy z tej dziedziny. Przez trzy lata studiowania jej). Stwierdziła wtedy, że przecież to oczywiste i nie wie, jak ma mi wytłumaczyć tak podstawowe rzeczy. Dobre pół roku szarpałam się z tym, że zdałam we wrześniu, i tylko na 4, a rodzina nie wybaczy mi tego do końca życia i położyła już kreskę na resztę mojej nauki stwierdzając, że z takimi ocenami to mam iść do pracy fizycznej, bo do niczego innego się nie nadaje. Aha. Ostatecznie rzuciłam te studia w cholerę, ale zbyt kocham uniwersytet, więc zaczęłam od początku kolejny kierunek plus podyplomówkę na konkurencyjnej uczelni. I na nowym kierunku już się nie dam.
Ja jestem w sytuacji, gdzie moja promotorka nie zna się na temacie mojej pracy mgr. Dużo się kłócimy jak już się widzimy, nie wspiera, niw pomaga... nic.
Moją koleżankę oblano na egzaminie za sam wygląd. Dosłownie. Wchodziło się na ustny po 2 osoby. W zależności jak poszło pierwszej, tak oceniano drugą. Ta pierwsza niewiele umiała, więc drugiej nawet o nic pytać nie chcieli.
Znajomy mojego znajomego stracił dwa lata studiów magisterskich, ponieważ doktorant ukradł mu wyniki badań. Promotor był jednocześnie kierownikiem katedry i wziął stronę doktoranta.
no współczuję przykrych doznań, ale wcale się nie dziwię, że odwalił twoją pracę - jeżeli zaczynasz pracę magisterską od wstępu to najwidoczniej faktycznie nie miałeś pojęcia co piszesz, każdy kto pisał sensowną i normalną pracę wie doskonale, że wstęp pisze się po zakończeniu pracy więc powodzenia w radosnej twórczości obwiniania innych za swoje totalnie nieudolne działanie następnym razem XD
jeżeli przy takim samym podejściu (a najwyraźniej było takie samo) obroniłeś się na 5 to na pewno studiowałeś na super uczelni gdzie indeks sam chodzi a jedyny wykładowca, który miał pojęcie jak ma wyglądać praca to demon, który pożerał niewinne i tak uroczo naiwne w swoim niedouczeniu istnienia XD
A gdzie Ty wyczytałeś, że on pisał pracę magisterską? Bo na ten temat nic nie ma w wyznaniu, czytanie ze zrozumieniem się chyba kłania. XD Nie widzę również problemu w tym, żeby zacząć pisać od wstępu. Sama zaczęłam i był to szkic tego jak ma wyglądać praca, ostatecznie i tak wyglądał zupełnie inaczej, ale bardzo mi to pomogło zacząć pisać. Dodatkowo tłumaczyłam na początku pracy zagadnienia, które były niezbędne do zrozumienia dalszej części pracy. Już pomijam ten fakt, że każdy rozdział, też ma swój jakiś wstęp. Śmieszy mnie to, że pisanie wstępu nazywasz nieudolnymi działaniami. XD Obrona a ocena z pracy to są zupełnie dwie różne rzeczy, także nie rozumiem co ma piernik do wiatraka. XD
@nielubiekrewetek: a to ma jakieś znaczenie czy magisterska czy licencjacka? faktycznie wielka różnica wow
i w jednej i w drugiej wstęp pisze się na końcu
poza tym zacytuję stosowny fragment: "każdy kto pisał SENSOWNĄ i normalną pracę wie doskonale, że wstęp pisze się po zakończeniu pracy" - więc oczywiście że możesz mieć inne doświadczenia podobnie jak autor z innymi promotorami - zachęcam do dokładniejszego wczytywania się w treść i zwracanie uwagi na drobne słowa i oczywiście pokłony od czytania ze zrozumieniem XD
@ nielubiekrewetek cd: a ponadto gdzie masz napisane, że nie była to magisterska - faktycznie to wielka różnica i na pewno to główny temat czy była mgr czy lic a może inż a może referat o kubusiu puchatku u promotora XD
a nieudolne działania może załapiesz czego dotyczyły jak wczytasz się uważnie jeszcze raz
zdrowych pogodnych świąt XD