Historia zaczyna się od tego, co słyszała większość z was będąc nastolatkami - "nic w domu nie pomagasz", " wiecznie sam/a w domu robię, co się stanie jak mnie braknie" itp.
Od dawna słyszałem, że nic w domu nie pomagam i dom traktuję jak hotel. Nawet w weekendy gdy miałem możliwość coś pomóc miałem "obowiązek" domyślić się co akurat w domu jest do zrobienia. Nie mówię tu o takich oczywistych rzeczach jak palenie w piecu czy koszenie trawy, ale np. gdzie i jak rozładować nowe rusztowanie lub deski przywiezione prosto z tartaku. Gdy nawet zapytałem co z tym zrobić, dostawałem odpowiedzi, typu "księdza idź się zapytaj".
Początkiem listopada ubiegłego roku zostałem poinformowany, że mam czas do końca miesiąca na wyprowadzkę lub przeprowadzkę do dziadków na inne piętro domu. W związku z nowo podjętą pracą lepszym wyborem była opcja druga. Niestety dziadkowie stwierdzili, że dobrym pomysłem będzie zabierać mi całą wypłatę, bo ty wydasz na głupoty. Głupotą jest dla nich np. Tymbark czy nawet najtańsza woda z Biedry, którą zwykle kupowałem do pracy, bo woda jest w kranie, a te ze sklepu to trucizna (dosłownie traktują napój typu Tymbark jako truciznę).
Zostałem w domu tylko dla tego, że większość wypłaty musiałbym wydać na opłatę mieszkania, bo ceny mieszkań są podobne jak w Krakowie czy Warszawie, a mieszkam w malutkim mieście w Bieszczadach. Wygląda to na wybitne użalanie się nad sobą, ale może wy pomożecie w podjęciu decyzji. W czerwcu kończy mi się umowa w pracy (praktycznie najniższa krajowa). Zostać w tej pracy, tylko szukać innego mieszkania, czy uciekać do większego miasta, typu Kraków? Co zrobić z tą sytuacją?
Nigdy nie byłem zbyt towarzyski, więc nie miałem wielu znajomych, tylko jednego przyjaciela, z którym całe gimnazjum siedziałem w jednej ławce i wszystkie młodzieńcze wybryki przeżywaliśmy wspólnie. W liceum wybraliśmy inne profile, jednak kontakt się nie urwał i często wychodziliśmy razem na piwo czy sporadyczne imprezy. I właśnie imprez zaczęło się robić sporo kiedy wkroczyliśmy w falę osiemnastek. Nawet ja byłem często zapraszany jako kolega z klasy, więc mimo że nie przepadam za takimi wydarzeniami, to na niektórych się pojawiałem.
Pewnej zimowej nocy miała właśnie miejsce osiemnastka naszego wspólnego znajomego, na którą poszedłem razem z moim kumplem. Cóż, jak to w młodzieńczym wieku, alkoholu było bardzo dużo, tak dużo, że w pewnym momencie już niewiele ogarniałem i w końcu urwał mi się film. Teraz mam wrażenie, że oprócz alkoholu było coś jeszcze, bo kolejne wydarzenia zapamiętałem bardziej jak sen niż coś rzeczywistego. Wydawało mi się wtedy, że kręcę z jedną dziewczyną, która mi się akurat podobała i w końcu udało mi się ją pocałować, a nawet obmacać gdzieniegdzie, co dla młodzieńca z burzą hormonów mogło być niezapomnianym wspomnieniem.
Kiedy się obudziłem, okazało się, że w swojej nietrzeźwości musiałem sobie więcej dopowiedzieć, niż stało się naprawdę. Bo otworzywszy oczy, zauważyłem, że trzymam dłoń głęboko w spodniach mojego najlepszego przyjaciela, który wciąż spał po całonocnej imprezie. Kiedy do mnie dotarło, co się stało, szybko zabrałem co moje i uciekłem do domu, zastanawiając się, czy właśnie całą noc całowałem i macałem mojego kumpla.
Dziś minęły dwa lata, a ja wciąż nic mu nie powiedziałem, szczęśliwie nikt tego chyba nie zauważył.
Wszyscy się mnie pytają, jak udaje mi się operować noworodki, skoro jestem kobietą. Nikomu nie mówię, że po stracie własnego przed zrobieniem specjalizacji przestałam odczuwać emocje w stosunku do dzieci i to pchnęło mnie w tym kierunku. Ręka nigdy mi nie drgnęła. Zawsze zimna i opanowana. Dla mnie to tylko ciało i przedmiot mojej pracy.
PS Nie mogę więcej mieć dzieci.
Za granicę wyjechałam jeszcze jako dziecko. Co za tym idzie, nie czytałam wielu polskich lektur. Niedawno jednak zakupiłam całkiem sporo książek, które omawia się w gimnazjum i liceum. Rodzice są zadowoleni, że chcę się zanurzyć w polskiej literaturze, a prawda jest taka, że chcę w końcu zrozumieć memy, np. o Łęckiej i Wokulskim. Tak że "Lalka" pójdzie na pierwszy ogień. Życzcie mi powodzenia.
Kojarzycie komiks ''Futerkowce''? Strasznie mnie bawił pasek, na którym bohaterowie rozmawiali na czacie i na pytanie ''co lubisz?'' (oczywiście zadanym w kontekście erotycznym) odpowiedzieli ''obierać ziemniaki''.
Już mnie to nie śmieszy... Od kiedy się okazało, że moja dziewczyna wykona z rozkoszą absolutnie wszystkie prace domowe, jeśli tylko każę się jej rozebrać do naga i będę ją poganiać pejczem.
Od czasu tego odkrycia problem obierania ziemniaków czy zalegającego w koszu na brudy prania zniknął...
Jestem tak samotna, że wolę zapłacić dzikie miliony za jazdy doszkalające, by chociaż porozmawiać z instruktorem. Jazdy nie są mi nawet potrzebne. Pozdrawiam - żałosna i bez przyjaciół.
Jestem chirurgiem. W szkole podstawowej znęcała się nade mną grupa chłopaków. Było naprawdę nieprzyjemnie, że tak oględnie powiem - włącznie z biciem i nurzaniem głowy w sedesie. Więcej chyba nie muszę pisać.
Kiedy wczoraj na dyżurze po wypadku z pękniętą śledzioną trafił do mnie jeden z nich, zobaczyłem w jego oczach prawdziwy przestrach - obaj się rozpoznaliśmy. Próbował nie wyrażać zgody na zabieg, ale poinformowałem go, że wtedy najzwyczajniej w świecie umrze, bo w zasięgu dość dużym nie ma żadnego innego chirurga (tak, w nocy zostaje jedna sztuka, przynajmniej w moim szpitalu).
Kazał ściągać kogoś innego albo przetrzymać się do rana. Poinformowałem go, że oczywiście, że spróbuję ściągnąć, bo zabieg jest duży, ale zanim dotrą, muszę zacząć. Przerażenie w jego oczach sprawiało mi taką radość, że aż mi wstyd.
Wiem, że nie powinienem się mścić, ale... O ironio, nawet tego nie robiłem, naprawdę ratowałem mu życie. Nikt z moich kolegów nie dojechał, musiałem sobie poradzić. Udało się.
Byłam w klubie ze znajomymi, gdy pojawił się ON. Bóstwo. Nic tylko go brać. Oczywiście do tego dążyłam. Kolejne shoty i lecimy na podryw. Oczywiście byłam wciśnięta w kieckę, ukazującą dokładnie to, co trzeba i wysokie szpile. I te szpile mnie zgubiły.
Sytuacja, kochani, wyglądała tak:
Ja, niczym dzika kocica, sunę ku mojemu przystojniakowi krokiem godnym Anji Rubik na wybiegu.
On stoi i czeka, wyciąga rękę i wyczytuję z jego ust zdanie "Chodź tu do mnie".
Tak to wyglądało z mojej perspektywy. A z jego?
Wyobraźcie sobie nawaloną mnie, idącą (czyt. "czołgającą się niczym dwunożna gąsienica") ku mojemu ideałowi. I nagle BUM. Leżę. Widzę sufit. Szpila złamana. Kiecka w górze, podciągnęła się dosłownie pod sam biust. Majty na wierzchu. I mój tekst, do NIEGO, który podszedł mi pomóc.
- Bierz mnie, ogierze.
Nie, nie wziął mnie. Nie, nie jesteśmy po ślubie. Nie, nie jesteśmy nawet razem. Nie, nie spotkałam go już potem.
I nie, nie załamałam się. Do dziś się z tego śmieję, choć minęło już parę lat. Tak że... no. Uważajcie na wysokie szpile! I kolejne shoty...:D
Zacznę od tego, że mam 23 lata jestem jedynakiem i jedynym nosicielem spodni w domu, opiekuję się także mamą i babcią. I tu zaczyna się historia właściwa.
Jak to w życiu bywa jest czas, że trzeba iść do pracy i zarabiać na utrzymanie. Chyba każdy to zna, u mnie było tak samo koniec technikum czas iść do pracy. Praca znaleziona "hajs się zgadza" wystarczy na utrzymanie domu i swojej pasji. Pewnie każdy się zastanawia do czego autor zmierza? A do tego że w miarę jedzenia wzrasta apetyt. Po jakimś czasie zaczęło się dziwnym trafem wszystko psuć, to tv, to lodówka itp. No cóż zepsuło się trzeba wymienić, wiec nawet zarabiasz, to możesz chyba kupić co? I kupowałem, nie miałem z tym problemu przecież mieszkam korzystam, a to tylko rzecz, która się zużyła. W końcu to moja mama i babcia, a coś im się od życia należy za moje wychowanie. Nie dostrzegałem, że babci powinny pomagać także pozostałe dzieci. Tak to trwało jakiś czas aż kobiety nie wpadły na pomysł "trzeba zrobić remont kuchni i łazienki" i to nie taki zwykły odmalować czy położyć nowe kafelki tylko przeprojektować całość i postawić od nowa ściany itp. kto robił ten wie jakie to jest czasochłonne i kosztowne.
Oczywiście nawet musiał za to płacić, jednak nawet to, że zarobki były niemałe nie starczało na wszystko, więc zdecydowałem się na kredyt, (wiem głupota) pieniądze szybko się rozeszły bóg wie na co (kolejny kredyt - jeszcze większa głupota). I właśnie teraz jesteśmy w chwili obecnej, z pracą mi nie wyszło i musiałem się zwolnic kredyty ciągle na mnie ciążą, po świętach wyjeżdżam za granicę by zarobić na spłatę długów. Tylko kobiety mówią mi ciągle "po co wyjeżdżasz, chcesz nas zostawić, przecież miałeś pracę itp.". Nikt jak do tej pory nie spytał mnie czy daje sobie radę, tylko coraz szersze kręgi rodziny pojawiają się i chcą a to wkręcenia do pracy lub pożyczki czy czegokolwiek. Psychicznie czuje się jak wrak, to ciągłe wykorzystywanie i inne złe emocje które na mnie spadają sprawiają ze mam już dość takiego życia. Chyba musiałem się po prostu wygadać.
Będzie trochę anonimowo. Trochę, choć dla mnie to bardzo anonimowe.
Mam na karku już 21 wiosen, a od lutego 2012 roku (tak, już 6 lat) gram w popularną grę Słodki Flirt. Tak się w to wciągnąłem, że kiedy tylko zacząłem pracować, wykupiłem sobie punkty akcji tylko po to, żeby przejść odcinki jeszcze raz i zdobyć te ilustracje, które mi się podobały.
Warto było.
Dodaj anonimowe wyznanie