#mtjjh
Do szóstej klasy podstawówki chodziłam dumna jak paw, kiedy zauważałam, że wszyscy, na których nie spojrzę, mnie „kochają”. Prawdę uświadomiła mi dopiero moja nauczycielka od przyrody, kiedy tematem naszej rozmowy była budowa oka.
Do dziś pamiętam, jaka byłam wtedy zawstydzona.
#9T6JP
Jaki hejt się na mnie wylał, to ciężko opisać. Ludzie obrzucali mnie wyzwiskami, grozili w komentarzach i wiadomościach prywatnych, tylko dlatego, że nie byli zaznajomieni z tematem. Kazali wypuścić maluchy na wolność (coraz częściej w nocy były przymrozki, młode prawdopodobnie nie przeżyłyby w takich warunkach), straszyli policją. Zdarzały się nawet telefony z pogróżkami. Post skasowałam, bo taka ilość jadu mi w zupełności wystarczyła.
PS Maluchy znalazły ciepłe domki i nowych właścicieli.
#1D9rx
Wierzymy, że jesteś szczęśliwa w lepszym miejscu, Basieńko.
#22WRt
Wracałem w nocy około trzeciej. Obok drogi szedł jakieś gość w marynarce czy czymś podobnym, nie mam pojęcia. W ręce jakaś walizka lub torba jak do laptopa, tylko że większa. Nie wyglądał na menela czy pijanego, a wręcz był zadbany. Postanowiłem się zatrzymać i go zgarnąć. Pierwsze słowa: pytanie, gdzie idzie, czy chce podjechać kawałek ze mną, podziękowania i gość na pokładzie. Facet jechał do miasta 40 km dalej, niż ja mogłem go zabrać (szok, bo na piechotę?). Rozmowa była przyjemna, więc podróż szybko minęła. Dojeżdżamy na miejsce i mówię, że niestety tylko tu mogę go dostarczyć. Zatrzymałem się i nagle słyszę komendę, że mam jechać dalej. I nie, to nie przesada, powiedział to jak do psa. Ja oczywiście z lekkim uśmiechem mówię, że nie, tu nasza podróż się kończy. Wtedy on wyciągnął nóż i kazał mi jechać dalej. Zrobiło mi się gorąco. Ale rozkazu posłuchałem i ruszyłem. Myślałem, że mi serce rozwali, a przed oczami mi się zaczęło rozmazywać. Może reakcja się wydawać przesadna, bo na filmach widuje się ciągle takie rzeczy, ale to nie film! Gość obok mnie trzymał mi kilka sekund temu nóż przy szyi! I ciągle go ma.
Noga na gazie wręcz odbijała się, jakby miała padaczkę. Przejechaliśmy około 5 km. Najdłuższe minuty mojego życia, ale tyle wystarczyło, aby w miarę ochłonąć. Zacząłem myśleć, co zrobić, aby zrobić cokolwiek sensownego. Mam! S.O.S.! Naprawdę w tamtej chwili myślałem, że to świetny pomysł. Tak więc jechałem bardzo wolno. I gdy tylko coś się zbliżało, to leciutko hamulcem mrugałem ludziom z tyłu (dla niewiedzących, jak lekko naciśnie się hamulec, to samochód nie zwalnia, ale już zapala się światło z tyłu) te nieszczęsne S.O.S. Ale wiadomo, jakie są realia, takie coś działa tylko na filmach. Więc w trakcie tego zacząłem myśleć co dalej. I mam! Zacząłem przyspieszać. Miałem już około 120 na liczniku. Wtedy powiedział, aby zwolnić. Długi zakręt, przeciążenie dość wysokie, ręka na dźwigni zmiany biegów – wyjście. I w tym momencie cała akcja trwała maks. sekundę. Prawą ręką odpiąłem pas typa, a lewą nogą z całej siły wdepnąłem pedał hamulca. Samochód zatrzymał się prawie w miejscu. Facet, za przeproszeniem, pie*dolnął głową w pulpit aż miło. Liczyłem, że przez ten szok da mi szansę na wyjęcie kluczyków i ucieczkę. Ale efekt był jeszcze lepszy, bo on zemdlał (chyba). Wyciągnąłem typa wraz z torbą do rowu i odjechałem jak najszybciej.
Facet raczej żyje, bo więcej o nim nie słyszałem.
#9lS35
Dzisiaj mija dziewiąta rocznica śmierci mojej przyjaciółki. Mając lat 19 popełniła samobójstwo. Nie potrafię jej do tej pory wybaczyć czemu podjęła taką decyzję i bardzo często się nad tym zastanawiam. Po prostu nie mogę zapomnieć.
Kilka lub kilkanaście razy w roku ona odwiedza mnie w moich snach. Te sny są bardzo realistyczne, jesteśmy na spacerze, wybieramy się na imprezę lub po prostu oglądamy jakiś film. W momencie, w którym orientuję się, że to właśnie ona jest bohaterką mojego snu, zaczynam z nią rozmawiać. Te rozmowy są o wszystkim i o niczym. Aktualne problemy, myśli, zdarzenia. Dialogi są zawsze rzeczowe, odpowiedzi są logiczne. Długość rozmowy jest różna w zależności od tematu, ale zawsze, ale to ZAWSZE kończy się w tym samym momencie. Gdy tylko się jej zapytam dlaczego to zrobiła. Ona zawsze wtedy ma jakąś wymówkę, że musi już lecieć, że się umówiła, że chciałaby jeszcze załatwić jedną sprawę. Nigdy się nie budzę, ona po prostu gdzieś znika i zostawia mnie z jeszcze większym rozczarowaniem.
Tak, tęsknię, pamiętam i zawsze jak będę mogła, będę Cię odwiedzać.
#4TUkK
Liczyłem na wielką miłość, ona mówiła, że mnie kocha, starała się, po pewnym czasie zdecydowaliśmy się założyć rodzinę. Koniec końców okazało się, że mnie okłamała, nic do mnie nie czuje i nie czuła, ale jestem idealnym kandydatem na ojca jej dziecka. Wszystko to mi wykrzyczała w twarz.
Jest w piątym miesiącu ciąży, nie śpimy nawet w jednym łóżku, czułość nie istnieje, rozmowa ogranicza się bardziej do pretensji i wymagań. Jestem tylko dostarczycielem zasobów i genów. Zmarnowała mi życie, ale zależy mi na dziecku i muszę przecierpieć chociaż te 7 lat, bo to będzie chłopiec, a po szóstym roku życia chłopiec jest już bardziej za tatą niż mamą i będę o niego walczył w sądzie. Naprawdę aż się gotuję z tej bezsilności i naiwności. Nie mogę teraz odejść, nie chcę płacić alimentów, chcę brać czynny udział w wychowaniu syna.
Zostałem udupiony. Cieszę się, że będę miał syna, ale mogę zapomnieć o szczęśliwej rodzinie. Nienawidzę tej kobiety, a muszę ją utrzymywać, bo nosi moje dziecko.
#GQjBa
Bardzo mi wstyd i strasznie się boję konsekwencji takich jak: wezwanie do kuratora, więzienie dla moich rodziców, skarga o cyberprzemoc. Komuś może się zdawać, że to nic takiego, ale to błąd. Jeszcze całe życie przede mną i nie chcę spędzić go jak nieudacznik. Gdybym w swoim zachowaniu nic teraz nie zmienił, bluzgałbym ile się da. Eh...
#WC1WZ
Podnieca mnie, gdy czytam historie o krzywdzonych dzieciach. Najlepiej niemowlętach, które w wyniku obrażeń zostają kalekami bądź umierają.
Oprócz tego jestem prawdopodobnie najbardziej uczciwym, sympatycznym i dobrym człowiekiem, jakiego moglibyście spotkać.