#NCAMe

Mam piętnaście lat i nienawidzę swojej matki.

Moi rodzice wpadli w bardzo młodym wieku, pobrali się w wieku osiemnastu lat. Matka na początku traktowała mnie jak żywą zabawkę, którą można się chwalić przed znajomymi, to tata i babcia, u której wtedy mieszkaliśmy wykonywali przy mnie te mniej przyjemne obowiązki. Babcia jednak też pilnowała, żeby mama się nikim nie wysługiwała, zwłaszcza że tata pracował i dalej się uczył.

Kiedy poszłam do szkoły, przeprowadziliśmy się do własnego mieszkania. A matka stwierdziła, że czas odbić sobie lata "opieki" nade mną. Całe weekendy ostro imprezowała, w dzień odsypiała. Albo odwiedzała kosmetyczkę, fryzjera, koleżanki, grała na komputerze... Nigdy nie pracowała. To tata pracował, uczył się, zajmował się domem (na szczęście obie babcie zawsze pomagały), odrabiał ze mną lekcje. Ja dla matki zawsze byłam na dalszym planie, chyba że mogła mnie wystroić i popisywać się przed koleżankami. Babcia i siostra mamy próbowały z nią rozmawiać, ale tylko się z nimi kłóciła. Tata ze spokojem wszystko tolerował.

Kiedy podrosłam i zaczęłam tacie pomagać, podśmiewywała się ze mnie.

Wiem, że zdradza tatę na prawo i lewo, całe weekendy imprezuje. On to znosi, opiekuje się nią kiedy leży skacowana. Kiedy próbowałam z nim o tym pogadać, powiedział, że zawsze będzie mamę bardzo kochał i ona nas też kocha, a kiedy kogoś pokocham to sama zrozumiem. No chyba tak nie będzie, bo nie wyjdę za kogoś kto chce żonę-służącą.

Matką czasem mi przygaduje, że mam 15 lat, a zachowuję się jak dziwaczka. Nie lubię obcisłych ubrań, ostrego makijażu, nie chodzę na randki. Mam sporo znajomych, ale jestem raczej introwertyczką, wolę spędzić weekend z książką czy filmem niż na imprezie. Mama często żartuje, że chyba podmienili mnie w szpitalu, bo aż dziw, że jej córka jest taką sztywniarą. Kiedy tata zwraca jej uwagę, żeby tak nie mówiła, tylko się śmieje.

A mnie jest za nią potwornie wstyd. Sąsiedzi nie kryją się ze swoją opinią na jej temat, w szkole też słyszałam komentarze, że moja matka ubiera się jak prostytutka i daje każdemu. Jeszcze bardziej śmieją się z taty.
Złości mnie, że chce się z nią rozwieść. Wiem, że dużo osób go do tego namawia, nawet rodzice i siostra matki. On twierdzi, że nie może bez matki żyć.
Wiem, że mogę wyprowadzić się do dziadków, ale nie chcę zostawić taty samego.

#2jLME

Od kilku miesięcy prawie codziennie chodzę na siłownię.
Co w tym anonimowego?
To, że nie chodzę tam ćwiczyć, tylko po to, by odpocząć i przespać się chwilę.

Na siłowni w szatni damskiej jest zaciemnione pomieszczenie z sauną i leżakami schowanymi za parawanami i właśnie tam się kładę i odpoczywam albo drzemię.
Dlaczego?
W domu mam trzyletnich bliźniaków, którzy wyznają zasadę "mama zrobi lepiej od taty, mama wie lepiej od taty i w ogóle mama i mama". Mąż się stara jak może, ale gdy chłopaki wiedzą, że jestem w domu, to żyć mi nie dają. Po pracy marzę o tym, by chociaż na chwilę się położyć, a zamiast tego muszę tłumaczyć "dlaczego niebo jest niebieskie", "dlaczego światło świeci", "skąd mamy wodę w kranie".
Nie zrozumcie mnie źle, kocham swoje dzieci, ale cholernie marzę, by chociaż raz poszli z czymś do męża zamiast do mnie.
Próbowałam zamykać się w pokoju, tłumaczyć, że jestem zmęczona, ale nie... Przychodzą na łóżko, kładą się obok mnie i zaczepiają, dopóki nie wstanę.

Pozostaje mi tylko odnawiać karnet aż do ich osiemnastki :P

#5lv4M

Przeczytałam tu historię faceta, który razem z synem odszedł od żony i chorego syna. Bardzo zazdroszczę temu zdrowemu chłopcu.

Mam siedemnaście lat, mam ciężko upośledzonego brata (ma 20 lat), który jest potworem. Rodzice nigdy nie kryli, że urodziłam się tylko po to, żeby w przyszłości zajmować się Wojtkiem. Nie ma takiej opcji.

Brat mówi tylko mama czy tata, reszty nie da się zrozumieć. Matka chucha i dmucha na niego.

Do tego, że zawsze moje potrzeby są na samym końcu już przywykłam. Nie jeździłam na wycieczki szkolne czy kolonie, bo zawsze trzeba było zapłacić za terapię i leki brata. Kiedy dostawałam kasę na urodziny czy święta, rodzice kupowali mi za to niezbędne ciuchy, buty czy przybory szkolne. Ja nie miałam nic do gadania. Teraz w weekendy pracuję w kawiarni i mam swoje pieniądze. Matka nie pracuje, siedzi w domu z bratem. Cudem przebrnął przez szkołę specjalną, z warsztatów go wyrzucili po tym jak dusił kolegę. A jest wielki i silny. Uwielbia jeść, waży ponad 100 kilo.

Dręczy zwierzęta. Kiedyś mieliśmy kota. Nie mogłam patrzeć jak rzuca nim o ścianę i dusi, więc przekonałam razem z moją przyjaciółką jej rodziców, żeby go przygarnęli. Teraz Felek jest szczęśliwy i bezpieczny. Rodzice wybryki brata tłumaczą standardowym "on nie rozumie, że tak nie wolno", a poza tym to tylko kot. A Wojtuś ma ogromną uciechę kiedy zrobi komuś krzywdę. Czasem kiedy rodzice jadą na zakupy ja muszę z nim zostać. Jeśli się nie zgodzę mam szlaban. A brat wtedy zawsze musi zesrać się w pampersa. Mógłby nauczyć się załatwiać do toalety, ale mu się nie chce. Kiedy go myję, najgorsze jest to, że mu staje. Kiedy rozmawiam o tym z rodzicami, ojciec się wstydzi, a matka twierdzi, że przesadzam. A ja się boję. Wojtek próbuje łapać mnie za tyłek i piersi. Kilka razy dałam mu mocno po łapach i odpuszcza. Na noc i tak zamykam się na klucz. W dzień też zamykam swój pokój i klucz mam zawsze przy sobie.

Nie mogę się doczekać maja. Wtedy skończę osiemnaście lat i wynoszę się z domu, bo nie wytrzymam do końca technikum. Już mam dogadane z siostrą cioteczną, będę miała swój pokój. Z opłatami dam radę z kasy z kawiarni i praktyk.

#gHnpb

Mariolę znałam od przedszkola. Na początku była to typowa przyjaźń na śmierć i życie, ale potem oczywiście wszystko się zmieniło. Poszłyśmy do innych gimnazjów, poznałyśmy innych ludzi, a potem chodziłyśmy razem do liceum i jakoś tak wyszło.

Chciała zamienić mnie w dokładną kopię siebie. Nosiłam nie takie ubrania, więc szybko poszłyśmy na zakupy. Trzeba mi było zrobić typową grzyweczkę, bo inaczej wyglądałam jak pacan. Granie w gry oczywiście było zabronione, bo lepiej pogadać o tym, że Mariola jest gruba i brzydka, a tak w ogóle to nikt jej nie chce.

Potrafiła wystawić mnie na wycieczce. Zapierać się, że pojedzie i że wpłaci pieniądze na następnej przerwie, bo teraz się uczy. Po czym powiedzieć, że jednak nie, bo jej rodzina jest biedna (nie była. Klasa średnia), a ja jestem bogata, więc mogę. Zadurzyła się w jednym chłopaku i przez trzy lata stalkowała go ile wlezie. O matko. Chodziła za nim na przerwie, jak tylko dodał jakieś zdjęcie to przeżywała, że jakieś "szmaciury" mu je lajkują. Doszło do tego, że nawet jego znajomi ją już rozpoznawali i pokazywali sobie palcem pytając czy to ona. Mówiłam żeby do niego zagadała. Chociaż napisała. Ale lepiej żeby wychodziła na nienormalną i żebym pocieszała ją dwie godziny, że wcale nie jest gruba i brzydka.

Mi samej nie pozwalała mieć nikogo. Śmiała się, że lecą na mnie same "paszczury", a ja szukając jej aprobaty odsuwałam ich od siebie. Robiła zdjęcia nam razem i pokazywała całej klasie, że patrzcie jaki brzydal za nią chodzi. I śmiała się. Dużo się śmiała.

Mariola już taka nie jest. Właściwie nie wychodzi z domu od czasu wypadku i tylko leży w łóżku. Na imprezie spiła się, wypadła przez balkon i złamała kręgosłup. Nikt nic nie widział oprócz mnie.
Słyszałam ją wtedy. Jak mówiła komuś, że przyjaźni się ze mną, bo ma korzyści. Kiedy coś zgubiła nieswojego, jako dobra koleżanka dawałam jej pieniądze na oddanie. Kłamałam dla niej. Kiedy wymyśliła sobie uciec z domu, zrobiłam to razem z nią żeby jej pilnować. A potem zmyślałam, że spałyśmy u koleżanki jak jej się odwidziało. Stałam za nią murem. Zawsze.

A ona nazwała mnie bachorem, bankomatem. Rozwydrzoną panienką z dobrego domu, której nie potrzebuje.

Zagłuszyłam tę wściekłość kilkoma shotami i podeszłam do niej jak stała sama.
To ja ją wypchnęłam. Nie pamiętam tego za dobrze. Nie wiem nawet czy rozmawiałyśmy czy krzyczałyśmy na siebie. A może nic nie powiedziałam? Samego pchnięcia także. Dopiero moment jak leżała już na dole.
Wszystkim powiedziałam, że chciała się powygłupiać. Ona także z braku laku tak stwierdziła.
Czasami żałuję, czasami nie. Są dni, że wydaje mi się, że to mi się śniło. Spłonę w piekle za to co zrobiłam.

#WvDwe

Najbardziej nie lubię chamstwa na drodze.

Na ogół jestem spokojnym kierowcą. Przykładowo nie mam problemu jechać za kimś 75 km/h, w miejscu gdzie dozwolone jest 90 i przez dłuższy czas nie ma możliwości wyprzedzenia. Trudno, może ktoś się boi przyspieszyć, nie czuje się pewnie za kółkiem lub po prostu dopiero uczy się jeździć.

Lecz zdarzają się takie sytuacje na drodze, które nawet mnie wyprowadzają z równowagi.

I tu pojawia się sytuacja z dziś. Jadę sobie spokojnie do pracy, ograniczenie do 50km/h, miasto. Pełno przejść dla pieszych. Pełno ludzi, spory ruch. Przede mną sznurek samochodów i tak się ciągniemy. Nagle do tylnego zderzaka dojeżdża mi samochód. I tak sobie wisi na moim tyle, zdecydowanie zbyt blisko. I miga mi długimi. Podjeżdża maksymalnie na lewą stronę. Znowu miga długimi. Widać, że chce usilnie wyprzedzić, ale nie ma jak.

Jeden pas, co chwilę wysepki dla pieszych i podwójna ciągła. Zna przeciwka również sznur samochodów. Co ja mam mu niby zrobić? Zjechać na drogę rowerową, żeby mnie wyprzedził? Nie robię więc nic, ale typ dalej miga tymi światłami i podjeżdża już tak blisko, że zaraz dotknie mój zderzak. Trwa to kilka minut.

I tutaj skończył się mój spokój. W momencie, gdy facet był bardzo blisko mojego zderzaka, gwałtownie zahamowałam (prawie do zera), zupełnie bez przyczyny. Wiem, że mogłam doprowadzić do kolizji, wiem że niby nie powinnam, ale w żadnym wypadku nie żałuję i z chęcią zrobiłabym to ponownie. Czuję satysfakcję, bo facet co prawda wyhamował, ale auto mu zgasło, więc mogłam kontynuować jazdę bez buca wiszącego mi na zderzaku. Nie ukrywam, że większą satysfakcję poczułabym, gdyby przywalił mi w tył auta i z tego tytułu stracił zniżki u ubezpieczyciela :)

#Pnijv

Nie jestem z tego dumny, ale właśnie skończyłem pracę, którą powinienem skończyć o 22:00. Mój brygadzista Pawełek to kawał kutasa, a że nie mam lepszej opcji trzymam się tej roboty i on o tym doskonale wie. Po nowym roku dowiem się pewnie, że nie dostanę premii, bo mam nadgodziny. I tak w koło macieju w chuj od długiego czasu. Wielmożna góra zna problem, ale ma to gdzieś. Jest nas kilku na hali, wypruwamy flaki żeby zdążyć z granulatem plastiku do przetopu. Kasa bardzo dobra, ale wiecie z 8 godzin często robi mi się 12-14. Niby ok., ale w święta to ja wszystkie zarywam, w sylwka też będę na hali. Mam tyle niewykorzystanego i przypadniętego urlopu, że z rok mógłbym nie pracować.

Ale to mało i tyrają mnie jak Murzyna, wiem za dobrą kasę, ale nie byłem nawet na urodzinach syna, cała familia zjechała mnie jak burą sukę za to. Nie byłem na komunii córki ani nawet przy jej narodzinach. Siedzę teraz na tej pierdolonej hali i zaraz przyjedzie największy transport surowca oraz 8 maszyn za tyle ojro, że bym do rana liczył. Napisałem wypowiedzenie, a cały transport postanowiłem oddelegować do macierzy, bo zgodnie z moim stanowiskiem nie mam uprawnień do jego przyjęcia. Wróci do Rotterdamu, w poniedziałek i wtorek nie ma osób decyzyjnych, a oni zawsze, ale to zawsze mają wyłączone telefony albo w dyspozytorni zostawiają.

Granulat oraz maszyny potem zostaną wrócone do RPA. To będą wielomilionowe straty, nie mówiąc o tym, że klienci końcowi z Francji oraz Hiszpanii czekają na gotowe otuliny do kabli górniczych od dwóch miesięcy. Zamówienie tak duże, że te maszyny tylko pod nich były zamówione. Ta dam, jestem ujem ale mam dość, mogę iść do maca pracować, ale mieć lekko z tyłu głowy. Lat straconych i tak nie odzyskam. Prie*dolę cię Pawełku, szczęśliwego nowego roku naplecie.

#qWxvu

Od zawsze byłam trochę grubsza, co było widać zwłaszcza przez to, że moje rodzeństwo jest bardzo szczupłe. W tym roku wyjechałam z domu na studia. Schudłam tam 10 kilo przez jedzenie w normalnych ilościach (chociaż nie zawsze zdrowo - zdarzały się fast foody i słodycze). Czułam się świetnie, zaczęłam nosić ubrania w rozmiarze M, a nie jak wcześniej w L i wciąż powoli zrzucam kolejne kilogramy, przekonałam też rodziców, że żeby schudnąć nie musiałam wcale przechodzić na jakieś diety białkowe i posty. Nawet nie zwracają już uwagi, kiedy czasem zjem kilka ciastek albo kanapki na noc, mimo że wcześniej mój tato często rzucał niemiłe komentarze na temat mojej wagi albo sposobu odżywiania się.

W czym jest problem? Tak naprawdę nie radzę sobie z jedzeniem w domu. W mieszkaniu nie myślę o jedzeniu, jem kiedy jestem głodna, a kiedy już się najem, po prostu przestaję. W domu nie mogę przestać jeść kiedy już zacznę, dużo częściej myślę o jedzeniu i już mnie to męczy. Właśnie przyjechałam do domu na święta i wracam dopiero w styczniu. Boję się, że przytyję wszystko to co schudłam. Coraz częściej myślę o tym, żeby po prostu wychodzić z domu ze znajomymi i wracać wieczorami, żeby tylko nie jeść aż tyle, ale to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. Tym bardziej że na wakacje wracam na 3 miesiące i wtedy trudno będzie mi spędzać każdy dzień poza domem.

#c0MSb

Ta strona mi kompletnie zryła mózg i zmieniła światopogląd. Dzięki Wam dowiedziałam się, ilu jest na świecie dziwnych lub po prostu chorych ludzi.
Teraz zawsze kiedy kogoś spotykam lub mijam na ulicy, to zastanawiam się co on/ona takiego zrobił lub robi, co nadaje się na tę stronę?
Zdradza męża lub żonę? Masturbuje się w pracy? Robi kupę do reklamówki? Zjada własne strupy? Wącha podpaski nasączone krwią z miesiączki? Czy może pogłaskał chleb sąsiada, bo myślał, że to piesek?
Tyle pytań, a żadnych odpowiedzi! Zwariować można.

#72OWA

Do 12 roku życia notorycznie moczyłam się w nocy. Pomimo wielu starań, ciągle oddawałam mocz przez sen. Nikt o tym nie wie oprócz mojej mamy.

Dziś mam 24 lata i wiem dlaczego tak się działo. Ciągłe kłótnie rodziców i mega napięta atmosfera sprawiała, że tak się działo. Po wyprowadzce ojca z domu automatycznie przestałam się moczyć.
Dodaj anonimowe wyznanie