#ugWiq

Moje najgorsze wspomnienie?

7-8 lat, 1 klasa podstawówki. Biegłam do łazienki, ostatkiem sił się wstrzymując. Nagle pani nauczycielka mnie łapie i z wrzaskiem, że po korytarzu nie wolno biegać. Próbuję coś wtrącić, że ja naprawdę muszę, ale gdzie tam. Generalnie skończę w piekle i cały świat zginie, bo JA śmiem biegać po korytarzu. Niestety nie byłam na tyle odważna, żeby po prostu odejść, no i popuściłam. Pani widząc to hyc mnie za rękę i do dyrektorki. Ta każe mi poczekać z nauczycielką na hali. Za jakieś 15 minut wchodzą WSZYSCY, ja na środku i rozpoczęto apel, na którym każdy dowiedział się co zrobiłam i jak naganny czyn to jest. Wszyscy w śmiech, ja ledwo łapię oddech z powodu płaczu i wstydu.

Po szkole oczywiście histeria (tak, musiałam siedzieć do końca lekcji w mokrych spodniach, nie były to czasy, gdzie dzieci miały telefony komórkowe), opowiedziałam rodzicom co się stało. Natychmiastowa zmiana szkoły, sprawa do kuratorium oświaty, dyrektorka została zwolniona, nauczycielka o ile pamiętam dostała coś w rodzaju nagany.

Do tej pory na myśl o tym się czerwienię.

#3KARn

Będąc sobie akurat w mieście rodzinnym na wakacjach, wybrałem się ze znajomymi do klubu. Zdziwiony spotkałem tam jednego z moich przełożonych, niby statecznego menadżera z wysokimi zarobkami, w towarzystwie jakiejś młodej dziewczyny (z 10 lat różnicy). Tańczyli, całowali się, widać, że się do siebie "kleją". Tylko że on jest mężem koleżanki z mojego teamu... Po pewnym czasie mnie zauważył. Odciągnął na bok i gorąco prosił, żebym nic nikomu nie mówił.

Po powrocie do pracy czekała mnie podwyżka i przydzielenie do fajnego projektu (wiadomo, że jak wypali, to bonusy będą syte). Z jednej strony fajnie, z drugiej wiedziałem, że jak go "wsypię", to będę miał przejebane do spodu - był w takiej pozycji, że mógł mi z życia (a dokładnie z pracy) zrobić piekło.

Odczekałem dwa miesiące i z założonego zawczasu maila wysłałem koleżance wiadomość, podając się za tamtą dziewczynę (nietrudno było przez znajomych dowiedzieć się jak się nazywa). "Nawymyślałem jej", że czemu nie pozwala mu na rozwód i że "my" się prawdziwie kochamy i chcemy być razem. Opisałem jak to się namiętnie spotykaliśmy (poprosiłem znajomych, żeby przyuważyli tego typa kiedy wpada się z nią spotkać, a że w tym mieście są dwa kluby na krzyż, to nie było trudno, więc miałem trzy daty jego wizyt).

Afera na całego. Rozwód z jego winy, gość po portfelu dostał potężnie. Nikt się nie domyślił, że to ja.

Teraz mogę o tym napisać, bo go wywalili z firmy (po rozwodzie olewał pracę i zawalił kilka projektów) i mi może nagwizdać na drodze służbowej. A osobiście to nawet chciałbym, żeby się przypieprzył - nie cierpię typa za jego wywyższanie się i za to, że koleżankę zdradzał.

#nWxhF

Moja córeczka zapytała mnie z czego jest zrobiony kotlet, który podałam jej na obiad. Powiedziałam więc, zgodnie z prawdą, że ze świnki. Trochę obawiałam się, że zacznie się smucić albo pytać dlaczego jemy biedne zwierzątka (jak większość dzieci na rozczulających filmach w Internecie), ale nie.
Julka stwierdziła, że „to dobrze, że jemy zdechłą świnkę. Przynajmniej nie musi biedna leżeć po ciemku na cmentarzu sama i lepiej jak my ją zjemy niż jakieś robaki”.

#I3dzE

Moja córka chodzi do zerówki. Miała za zadanie narysować członków swojej rodziny, którzy wykonują swoje codzienne obowiązki. Narysowała więc: siebie, jak idzie do przedszkola; tatę, który gra w grę; mamę, która trzyma w ręku butelkę wina oraz psa, który je kupę z trawnika.
Wróżę jej świetlaną karierę satyryka.

#a2vFA

Kilka lat temu zaczęłam trenować sztuki walki. Wkręciłam się w to na tyle, że nie tylko regularnie uczęszczałam na zajęcia, ale też codziennie trenowałam w domu - siłę, rozciąganie itd. W końcu pewnego dnia pomyślałam, że fajnie byłoby uczyć tego innych, sama sporo już umiem, jest to moja pasja, mogłabym otworzyć własną szkółkę - i jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wiecie... "zarabiaj na pasji", "rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu" itd. Rzuciłam poprzednią, dobrze płatną pracę, wydałam wszystkie swoje oszczędności + zapożyczyłam się u rodziny i chłopaka. Wszystko to z myślą o tym, jaka szczęśliwa będę zarabiając na tym, co sprawia mi radość.

W końcu nadeszło otwarcie, pierwsze zajęcia, szłam na nie cała w skowronkach... Nie minęło nawet 5 minut i już wiedziałam, że to był błąd. Nienawidzę prowadzenia tych zajęć. Kursanci są nieposłuszni, leniwi, płacą za te zajęcia, a chodzą na nie jak za karę, unikają wykonywania ćwiczeń. Samo prowadzenie treningu to koszmarny wysiłek fizyczny - trzeba równocześnie ćwiczyć i godzina po godzinie non stop mówić do uczestników zajęć. Odkąd prowadzę tę szkołę, sama przestałam trenować - już mi się nie chce, nie sprawia mi to przyjemności, nie chcę nawet o tym myśleć. Całymi dniami stresuję się perspektywą czekających mnie kolejnych treningów. Najchętniej rzuciłabym to w cholerę i wróciła na etat. Ale nie mogę...

Kiedy ktoś pyta mnie jak zajęcia, z uśmiechem na twarzy opowiadam jak było super, jaka to radość, jak się cieszę, że to zrobiłam. Nie przyznam się nikomu, że to totalny niewypał, bo wstyd mi - ostrzegali mnie, a ja mówiłam, że na pewno będzie fajnie. Odkąd rozpoczęłam tę działalność moje życie jest koszmarem. Źle sypiam, prawie nic nie jem, płaczę, kiedy nikt nie widzi. Stres mnie wykańcza. Ale muszę robić dobrą minę do złej gry, przynajmniej jeszcze przez jakiś czas, a potem po prostu powiem, że działalność mi nie idzie, nie przynosi zysków i dlatego ją zamykam. W międzyczasie czeka mnie koszmarne pół roku udawania, że jest dobrze i że walczę o swoje marzenie. Boję się, że nie wytrzymam tyle...

#QMsYC

Moje walentynki?

Miało być romantycznie. Dwójka dzieci położona do łóżek  dość szybko, ukochany pije sobie kolejnego już drinka, ja odpalam neta i szukam idealnego filmu na ten wieczór. Myślę sobie - pierw film, później wiadomo co...

No cóż, nie udało się, facet zasnął szybciej niż dzieci. Mimo to wszystko by było OK, gdyby nie fakt, że posikał się do łóżka i zwalił winę na mnie. Dodam, że to już nie pierwszy raz. To już nie pierwszy raz nie chce mi się już nawet złościć i krzyczeć.

Dobrze, że dzieci jeszcze nie rozumieją. Wstydzę się tego i boję się jakiegokolwiek wyjazdu, gdyż na ostatnim urlopie też się tak upił, że zrobił to samo... Dobrze, że mieliśmy zapasowe pościele i dzieci ze sobą, było na kogo zwalić winę przed obsługą.

Romantyczny wieczór.

#u2R7K

Wszyscy znajomi zazdrościli mi mamy. Zawsze z bratem mogliśmy robić to co chcieliśmy. Jak coś przeskrobaliśmy, mama zawsze stała za nami murem.

Lata mijały. Ja skończyłam studia i poszłam do pracy. Mój brat zaczął się staczać - alkohol, używki. Próbowałam przemówić mamie, żeby coś z tym zrobiła - brat zaczął mnie bardzo źle traktować, wyzywać, wyśmiewać. Mama niby jakoś interweniowała, ale z marnym skutkiem. Brat przestał się kryć z braniem, sprowadzał nowych znajomych do domu. Mama wolała nie widzieć jego złego zachowania. Czasem tylko płacząc błagała, żeby się opamiętał, a on ją przepraszał i obiecywał poprawę - i tak w kółko.
Życie toczyło się dalej. Ja wyszłam za mąż, zaczęliśmy budowę domu. Brat dalej mieszkał z mamą. W międzyczasie stracił prawko za jazdę po alkoholu, później policja znowu złapała go pijanego za kierownicą.

Zaraz po weselu odwiedzałam mamę. Prosiłam ją, żeby wyrzuciła brata z domu. Ona jednak kompletnie nie brała tego pod uwagę. Uważała, że jej synek jest biedny i pokrzywdzony. Pobity przez niego chłopak sam był sobie winien, bo się do niego przyczepił. To, że zabrali mu prawko, to wina policji, która nabija statystyki. Burdel po imprezie to wina znajomych synka, a nie jego. Mama nie rozumiała, że jeśli dalej będzie popierać wybryki 30-letniego faceta, to wcale mu nie pomoże, a wręcz przyczyni się do jego upadku.

Kiedy przyjeżdżałam do mamy i opowiadałam jej co u mnie (ciąża, budowa domu), to dla niej i tak ważniejsze były problemy brata.
W końcu miałam dość takiego traktowania. Przestałam tam jeździć i skupiłam się na swojej rodzinie.

Mojego brata w końcu spotkała sprawiedliwość - miał wypadek pod wpływem %. Zmarł na miejscu, na szczęście zrobił krzywdę tylko sobie.
Moja mama... wrak człowieka.

Po pogrzebie zaczęłam ją często odwiedzać, ale szczerze mówiąc... była mi ona kompletnie obojętna. Pomogłam jej podnieść się po tej stracie tylko dlatego, żeby rodzina nie gadała, że jej nie pomagam.
Po jakimś czasie z moją mamą było już lepiej. Zaczęła się bardzo starać, żeby odnowić ze mną relację - na świecie zostałam jej tylko ja. Jednak ja nie chciałam jej do nas dopuścić. Kiedy chciała przyjechać do nas, ja mówiłam, że nie mamy czasu. Kiedy zapraszała na obiad - odmawiałam. To, że sprawiałam jej przykrość, sprawiało mi... satysfakcję. Cieszyło mnie to, że sprawiam jej ból. Wiem, że przeżyła ogromną tragedię, ale wiem też, że gdyby mój brat żył, to pewnie dalej miałybyśmy kontakt tylko od święta. Teraz mama zabiega o spotkania z nami. I choć widzę, że cieszy ją każda chwila spędzona z moją rodziną, to nie potrafię się przełamać do kontaktów z nią. Jakaś część mnie każe mi ją karać za to, jak mnie traktowała wcześniej. Niby mama nic konkretnego mi nie zrobiła, ale ja czerpię chorą satysfakcję, że została sama.

#5c4RP

Powoli dobijam trzydziestki. Moi koledzy mają już żony, dzieci, wysokie stanowiska, awanse, coroczne egzotyczne wakacje, konta na instagramie i tinderze, netflixa i multisporty. A u mnie? Plecak ze stelażem, pies ze schroniska, góry, książki, brak telewizora czy najnowszego smartfona.
Moja mama mówi, że tak żyjąc nigdy nie poznam swojej drugiej połówki. A ja jej odpowiadam, że nie stanowię żadnej połowy, tylko całość swojej osoby. I jest mi z tym niesłychanie dobrze! Polecam to podejście każdemu, kto czuje presję otoczenia i desperacko szuka związku.

#zP3Z0

Jestem tchórzem...pozwoliłem odejść wspaniałej kobiecie. Mam 25 lat, przez internet poznałem wspaniałą dziewczynę, pisaliśmy ze sobą kilka tygodni. W końcu odważyłem się zaproponować spotkanie, w realu była jeszcze piękniejsza. Rozmawialiśmy na luzie, czułem że w końcu poznałem tą jedyną. 

Teraz do sedna, mam kompleks- zez szczególnie ujawnia się w sytuacjach stresujących. Ona nie wnikała,nie pytała jednak widziałem,że ją to krępuje i nie szuka ze mną kontaktu wzrokowego. 

Kilka dni po spotkaniu napisałem, ku mojemu zaskoczeniu odpisała, że z chęcią spotka się ze mną kolejnych raz. Jednak po drugiej randce stchórzyłem, wycofałem się, zaprzestałem kontaktu... Poczułem, że się zakochuje, a z drugiej strony bałem się odrzucenia przez mojego cholernego ZEZA!!!
Dodaj anonimowe wyznanie