#a2vFA

Kilka lat temu zaczęłam trenować sztuki walki. Wkręciłam się w to na tyle, że nie tylko regularnie uczęszczałam na zajęcia, ale też codziennie trenowałam w domu - siłę, rozciąganie itd. W końcu pewnego dnia pomyślałam, że fajnie byłoby uczyć tego innych, sama sporo już umiem, jest to moja pasja, mogłabym otworzyć własną szkółkę - i jak pomyślałam, tak zrobiłam. Wiecie... "zarabiaj na pasji", "rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu" itd. Rzuciłam poprzednią, dobrze płatną pracę, wydałam wszystkie swoje oszczędności + zapożyczyłam się u rodziny i chłopaka. Wszystko to z myślą o tym, jaka szczęśliwa będę zarabiając na tym, co sprawia mi radość.

W końcu nadeszło otwarcie, pierwsze zajęcia, szłam na nie cała w skowronkach... Nie minęło nawet 5 minut i już wiedziałam, że to był błąd. Nienawidzę prowadzenia tych zajęć. Kursanci są nieposłuszni, leniwi, płacą za te zajęcia, a chodzą na nie jak za karę, unikają wykonywania ćwiczeń. Samo prowadzenie treningu to koszmarny wysiłek fizyczny - trzeba równocześnie ćwiczyć i godzina po godzinie non stop mówić do uczestników zajęć. Odkąd prowadzę tę szkołę, sama przestałam trenować - już mi się nie chce, nie sprawia mi to przyjemności, nie chcę nawet o tym myśleć. Całymi dniami stresuję się perspektywą czekających mnie kolejnych treningów. Najchętniej rzuciłabym to w cholerę i wróciła na etat. Ale nie mogę...

Kiedy ktoś pyta mnie jak zajęcia, z uśmiechem na twarzy opowiadam jak było super, jaka to radość, jak się cieszę, że to zrobiłam. Nie przyznam się nikomu, że to totalny niewypał, bo wstyd mi - ostrzegali mnie, a ja mówiłam, że na pewno będzie fajnie. Odkąd rozpoczęłam tę działalność moje życie jest koszmarem. Źle sypiam, prawie nic nie jem, płaczę, kiedy nikt nie widzi. Stres mnie wykańcza. Ale muszę robić dobrą minę do złej gry, przynajmniej jeszcze przez jakiś czas, a potem po prostu powiem, że działalność mi nie idzie, nie przynosi zysków i dlatego ją zamykam. W międzyczasie czeka mnie koszmarne pół roku udawania, że jest dobrze i że walczę o swoje marzenie. Boję się, że nie wytrzymam tyle...
paella Odpowiedz

Nie możesz przyjąć kogoś kto będzie prowadził zajęcia a Ty będziesz je nadzorować?

pewnie mogę, finalnie nawet miałam w planach tak zrobić kiedy już rozhuśtam to na tyle że zajęć będzie więcej niż sama mogę poprowadzić, ale to chyba nie ten moment, raz że nie stać mnie w tej chwili na pracownika, dopiero rozwijam firmę, dwa że jest to w moim mieście na tyle niestandardowe, nie było wcześniej popularne, że z jednej strony to duży plus bo nie mam konkurencji a zainteresowanie jest, ale też minus, bo instruktorek/instruktorów niewielu.
Trzymam się kurczowo takiej odrobinki nadziei która jeszcze mi pozostała, że z czasem będzie lepiej, że przyzwyczaję się do tego i zacznę to lubić.

paella

Szkoda w takim razie biznes zamykać. Pomecz się jeszcze trochę i zatrudnij kogoś.

Piranek

Ariell, a co z możliwością dofinansowania?
Do mojej miejscowości jak otworzono pierwszy klub pole dance, trenerka dojeżdżała 100 km, więc to akurat nie jest przeszkodzą, ale fakt faktem pieniądze skądś trzeba wziąć.

Moje3konto

Może za mało ich ciśniesz. Za moich czasów to albo było darcie ryja albo karne pompki.

Erkana

Proponuję przerzucić target szkoły na dzieci i młodzież. Dzieci łatwiej opanować. Kasa taka sama lub lepsza. Satysfakcja również. A może będziesz "matka sukcesu" :> nie rzucaj jeszcze tego. Poczekaj aż Twój umysł stworzy strefę komfortu. Może jeszcze wróci pasja :)

Vito857 Odpowiedz

Nie robi błędów ten, co nic nie robi. Jeśli chcesz dalej się mordować, to tak rób, aczkolwiek moim zdaniem nie ma to sensu.

livanir Odpowiedz

Bo by prowadzić szkółkę nie trzeba być świetnym czy całkowicie poświęcać. By być trenerem trzeba lubić UCZYĆ, daną dziedzinę też, ale nie trzeba być w niej super.

diq1 Odpowiedz

Skąd pomysł otworzenia od razu swojej szkoły tak na hurra?
Nie dało się zacząć od jednej grupy w tygodniu na salce wynajętej w jakiejś szkole?

Jasne, pomysł przetestowania tego pomysłu przed rzuceniem pracy jest świetny, tyle że w moim przypadku niewykonalny. Pracowałam na różne zmiany, co sprawiało że nie byłam w stanie określić jednego stałego terminu prowadzenia zajęć. Pytałam - zaklad pracy stanowczo odmówił pójścia mi w tej kwestii na rękę. Równe zasady dla wszystkich, wymagają 100% dyspozycyjności.

PoraNaPiwo Odpowiedz

Spróbuj ich zarazić swoją pasją. Jak będą widzieli nieszczęśliwą i sfrustrowaną prowadzącą, to tak będą się zachowywać. Przypomnij im czemu sama pokochałaś ten sport i pokaż im to.
Idź też na jakiś kurs pracy z ludźmi, to też jest ważne. No i nastaw się na to, że połowa nie poczuje blusa.

Nimi3938 Odpowiedz

Bije mnie po oczach absurd sytuacji: lubię uprawiać jakiś sport, więc rzucam wszystko, otwieram szkołę. A gdzie jakieś przygotowanie? Ja wiem, że dużo wiedzy się zbiera przez kilka lat, ale co ze szkoleniami i innymi takimi? Poza tym to tylko KILKA lat. Nie brzmi zbyt profesjonanie, prawda? Co z kursami, które uczą jak uczyć? Ludzie kończą studia lub studium w zakresie fizjoterapii na przykład, robią kursy trenera personalnego, instruktora zajęć sportowych, a własny biznes otwierają po wielu, wielu latach doświadczenia i gromadzenia papierków. Gdybyś chciała iść w zarabianie na pasji, powinnaś bardziej otworzyć działalność oferującą pokazy sztuki walki, ewentualnie krótkie warsztaty, prezentacje. Coś co umiesz. Bezsensowne jest rzucanie się w uczenie ludzi, bez wykształcenia pedagogicznego i miłości do uczenia ludzi.

skąd pewność że nie zrobiłam kursów, nie doszkalałam się? zrobiłam. kurs instruktora, byłam na wielu warsztatach z tym powiązanych. jednak na kursie nie miałam styczności z PRAWDZIWYMI kursantami. A za kilkanaście lat byłabym już za stara na takie rzeczy, mogłabym co najwyżej prowadzić dom starców.

Msciwoj82 Odpowiedz

Ale pomyśl że gdybyś tego nie zrobiła, może przez całe życie żałowałabyś, że miałaś marzenie i nawet nie próbowałaś go realizować.

I to też mówi dożo o Tobie, wpiszesz sobie do CV i od razu każdy będzie wiedział że jesteś osobą która nie boi się odważnych decyzji.

Irvette111 Odpowiedz

Nie przetestowałaś pomysłu najpierw w bezpiecznych warunkach więc teraz cierpisz. Jakbyś była bardziej przewidująca to byś najpierw prowadziła zajęcia w jakiejś siłowni czy coś żeby sprawdzić czy ci ten typ roboty pasuje. A potem ew rzucała tamtą pracę i otwierała firmę. Myśleć trzeba.

Rurkuxxx Odpowiedz

Musisz sobie przetłumaczyć, że nikogo nie zmusisz, aby się starał i robił progres. Również jestem instruktorem i wiem, że kursanci potrafią być upierdliwi, marudzą, nawet pyskują. Po prostu trzeba mieć podejście jednocześnie do całej grupy takie samo, ale zarazem indywidualnie, ponieważ w grupie zawsze trafi się ktoś, kto przychodzi na zajęcia, płaci za nie gruby hajs, a nie przykłada się do ćwiczeń - ja takiej osoby nie zmuszam, ale staram się być miła i uprzejma i jednocześnie znaleźć wspólny język. Chyba, że osoba ta będzie bardzo nieznośna, wtedy jestem w stanie powiedzieć, że mam to gdzieś czy ona będzie leżeć całą godzinę, czy będzie ćwiczyć - mi za to płacą. Postaraj się znaleźć nowe kursy, nie tylko z samych sztuk walki, ale również te z pracy z kursantami. Jeśli będziesz sobie wmawiać, że tego nienawidzisz, to zapewne tak będzie. Rozumiem Cię, bo też mam gorsze dni, ale daj sobie jeszcze jedną szansę, spróbuj zatrudnić więcej instruktorów/trenerów, tak abyś Ty mogła odpocząć i miała czas na swoje treningi. Czasem trzeba odpuścić i nie przejmować się, że jedna osoba narzeka. Ludzie są różni, to jest praca z człowiekiem i jest ona ciężkim kawałkiem chleba. I jeszcze jedno porażka uczy pokory. Jeśli serio ma Cię to stresować, masz nie spać i 24/7 myśleć o swojej szkółce, to idź do rodziny/chłopaka/przyjaciół i przyznaj się, że nie dajesz rady. Dostaniesz wsparcie, którego potrzebujesz najwięcej. Sama otworzyłam kiedyś firmę i zamiast zysków były same straty, przez pewien czas duma nie pozwalała mi na to, aby się przyznać, że to porażka. Ale życie nauczyło pokory - uwierz w siebie. Ja w Ciebie wierzę i życzę Ci powodzenia - zarówno w prowadzeniu szkółki jak i podejmowaniu trudnych, życiowych decyzji.

GrubyJakKot Odpowiedz

mam podobnie, tylko prowadzę zajęcia jako trener SW i to jest naprawdę mordęga. Do zajęć jestem zawsze przygotowana, jestem dobrze rozciągnięta SW ćwiczę ileś lat 15+, mam podejście do dzieci, myślę że prowadzę dobre zajęcia, ale czasem ręce mi opadają bo "Brajankowi się znudziło", "Hania teraz chce na balet", "wiesio się spocił etc". Czasem zastanawiam się kto posyła te dzieci na treningi, albo po co ci dorośli sami na nie chodzą...
No i najgorsze jest to, że mam mało czasu na własne treningi bo wciąż uczę innych :/

g4ll4n0n1m

co to jest sw

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie