#0sSYN

Pracuję w urzędzie skarbowym, aktualnie dostałem premię za wykrycie zakamuflowanej dziupli podatkowej, praktyczny awans będzie na dniach.
Wszyscy mi gratulują i dziwią się, jakim cudem dorwałem tak dobrze ukrytych kanciarzy.

Nie wiedziałem, że robią cokolwiek nielegalnego, chciałem jedynie dojechać gościa, który znęcał się nade mną w gimnazjum, wielokrotnie bił i okradał, a potem był chroniony przez swojego wpływowego ojczulka.

Cóż, widać, że złodziej zawsze złodziejem pozostanie, a ojciec nie żył wiecznie, by mu tyłek uratować.

#asn1E

Nigdy nie miałam dobrych relacji z sąsiadką, panią Haliną. Często przeszkadzały jej rzekome hałasy, dochodzące z mojego mieszkania - odkurzanie, pralka włączona wieczorem.
Pewnego wieczoru z jej mieszkania rozległ się krótki, aczkolwiek niesamowicie donośny huk. Nie zareagowałam - pomyślałam, że może ktoś pomaga staruszce w porządkach i położyłam się spać.
Następnego ranka usłyszałam niewyraźne jęki dochodzące zza ściany. Chociaż mnie to trochę zaniepokoiło, mając w pamięci, że koło mnie mieszka jeszcze młoda para i mogą po prostu się zabawiać, zajęłam się swoimi obowiązkami i szybko zapomniałam o sprawie.
Po kilku dniach sąsiedzi zaczęli skarżyć się na przykry zapach dochodzący z mieszkania pani Haliny. Wkrótce po tym pojawiła się policja. Okazało się, że kobieta zmarła, potknąwszy się o toporną, drewnianą szafkę. Przewróciła się i nie była w stanie sama wstać.

Choć ta pani wielokrotnie uprzykrzała mi życie, nie mogę wybaczyć sobie, że zignorowałam jej ciche wołanie o pomoc. Często w środku nocy wybudzam się z przerażeniem z koszmarów o niedołężnej 80-kilkuletniej kobiecie, konającej w samotności.

#S8k89

Odkąd pamiętam moja mama lubiła w domu zasiewać taką ponurą, pełną wiecznych problemów atmosferę.
Każdy dzień zaczynał się od narzekania na wszystko.
"Znowu pada deszcz, ja nie wytrzymam, co za życie"
"Baba chciała mnie oszukać w sklepie o złotówkę, zrobiła to specjalnie!"
"Xxx zmarła na raka, jakie życie jest kruche. Dziś jesteś, jutro cię nie ma"
"Trzeba sprzątać, bo co ludzie powiedzą"
"Nikt mi w tym domu nie pomaga"
"A w kraju xxx jest wojna, tam ludzie umierają, zobacz jaki ten świat jest zły"
"Boli mnie głowa, ja chyba umieram, to koniec, to już mój kres"

I tak od rana do wieczora. Wszystko złe, niedobre, wszędzie problemy. To wyglądało tak, że moja mama nigdy niczym się nie cieszyła, nie potrafiła docenić tego co ma, powiedzieć coś pozytywnego, że fajnie, że ma dach nad głową, po prostu wszystko było źle.

Przez to sama byłam ciągle zdołowana, nie miałam chęci do życia, jak tak się od rana nasłuchałam o wojnach i problemach. Ojciec milczał, po prostu wychodził do pracy i go nie obchodziło, pewnie też miał już dość.
Nie od razu wiedziałam, że z moją matką jest coś nie tak, myślałam, że takie narzekanie jest normalne i po prostu trzeba narzekać. Dopiero jakoś w wieku 18 lat zdałam sobie sprawę z tego, że tak nie powinno być.
Kiedy zaproponowałam wizytę u psychiatry, odmówiła i stwierdziła, że z nią jest wszystko w porządku, tylko świat jest zły i ma złe dzieci, które chcą ją wykończyć.
Ręce mi opadły.

Od tamtej pory przestałam po prostu z matką rozmawiać, gdy narzekała. Dopóki mówiła normalnie i do rzeczy, mogłam z nią gadać, ale kiedy zaczynała narzekać na to, na co i tak nie miała wpływu, po prostu wychodziłam i na odchodnym mówiłam jej, że wrócę, jak przestanie.

Wyprowadziłam się wkrótce, ale matka potrafiła do mnie dzwonić i opowiadać jak to gdzieś tam jest wojna, że ktoś umarł, że jest silny wiatr i na pewno to koniec świata, że gdzieś tam jest jakaś epidemia i ona na pewno też zachoruje i umrze. Szybko rozłączałam taką rozmowę, bo nie chciałam tego słuchać, znowu wpadałam przez to w doła. Matka potem pisała mi SMS-y z wyrzutami, że jej nie kocham i jej smutno. Odpowiadałam, że owszem, możemy rozmawiać, ale nie w taki sposób, może mnie oczywiście poinformować, że ją boli głowa, bo nie ma nic złego w samej takiej informacji, ale nie na zasadzie, że już umiera i to koniec i świat jest zły.

Ja chcę się cieszyć życiem. I w zasadzie dużo sił mnie kosztowało, bym sama przestała mieć pesymistyczne nastawienie do życia, bym nauczyła się cieszyć tym co mam i to doceniać. I nie chcę, by narzekanie matki czy kogokolwiek innego, począwszy od warunków pogodowych, skończywszy na ludziach, znowu mi to odebrało.

Minęło 15 lat, moja mama nadal nie poszła do psychiatry, bo uważa, że nie musi. Ale robi postępy, w rozmowach ze mną przestała narzekać.

#J42KS

Jestem zmęczona. Pracą, rodziną. W pracy nie mogę nic powiedzieć, bo w końcu mam umowę o pracę i powinnam się cieszyć, a to że jej nie cierpię, to inna sprawa.
Rodzina zawsze coś chce, nie mogę usiąść na 15 minut w spokoju, bo są pretensje, że się lenię.

Odkładam od paru miesięcy małe kwoty i mam zamiar wyjechać na tydzień gdzieś sama. Gdzie - nie ma znaczenia.

Mężowi i rodzinie mam zamiar powiedzieć, że to szkolenie obowiązkowe, a w pracy wziąć zwykły urlop i odpocząć.

#AEtPE

Wyprowadziliśmy się z Polski dobre kilkanaście lat temu, jak miałam zaledwie kilka lat (z góry przepraszam za pisownię). Przez ten cały czas moi rodzice prali mi mózg, mówiąc jak ja powinnam być im wdzięczna, bo dzięki przeprowadzce mam lepsze życie, więcej możliwości i na pewno w Polsce nie mogłabym studiować mojego tutejszego kierunku studiów (architekturę) bez łapówek i znajomości, nie to co tu.

Wpajają mi, że cała Polska to bida z nędzą, że tam ludzie są zacofani, nie wiedzą co to smartfony, tablety, apki czy gładkie drogi, wszyscy wszystkich okradają, że aż strach chodzić samemu. Ja na szczęście jestem ze wszystkim na bieżąco, ale jak mój młodszy brat odwiedzał dalszą rodzinę, to przeżył szok, bo mieli “tak ładnie” w domu i do tego internet. Jego reakcja skłoniła mnie do napisania tego wyznania.

Uprzedzając pytania, w Polsce mieszkaliśmy w jednym z największych miast, chodziłam do szkoły prywatnej, mieliśmy dom letni, a do tego jeździliśmy co najmniej raz w roku za granicę na wakacje. Czyli można powiedzieć, że źle nam się nie żyło.

Tutaj było zupełnie inaczej. Rodzice specjalnie wybrali kawałek kraju bez Polaków, przez co byłam w szkole prześladowana do stanu samobójczego (historia na osobne wyznanie). Były okresy, przez które nie mieliśmy za co jeść, żyliśmy na darowiźnie od sklepów i kościoła, były problemy z pracą, raz nawet zostaliśmy wyrzuceni z wynajętego mieszkania. Cały czas narzekają jak tu im ciężko, ale do Polski nie chcą wracać, a mimo tego nastawiali mnie przeciwko rówieśnikom, bo oni to bogacze, mają łatwo w życiu, nie to co my.

Najbardziej jednak martwią mnie ich dziwne nawyki wydawania pieniędzy, o których jeszcze napiszę. Ostatnio wyłudzili ode mnie równowartość 5000 zł naraz, bo oni są tacy biedni, podobno nie mieli na czynsz czy jedzenie. To dla mnie była ogromna suma, bo sama się ledwo utrzymuję studiując wymagający kierunek. Jak usłyszałam, że dzień po przelewie zorganizowali sobie egzotyczne wakacje, trochę się na nich zawiodłam. A potem szpanują rodzinie w Polsce, jacy to oni bogaci.

#nixgd

Jadę sobie spokojnie autobusem, który jest w 3/4 pusty. Siada obok mnie kobieta w zaawansowanej ciąży, jedzie ze swoją matką. Patrzy na mnie i chce się wcisnąć koło mnie. Ściskam się jak mogę, a ona "no tak to nie usiądę". Nie wiedziałam gdzie chce usiąść, bo obok mnie były trzy wolne miejsca, więc mówię jej to. A ona na to, że na razie to chce usiąść na dupie. Po chwili mówi do mnie "możesz zabrać te nogi?" (miałam je normalnie przy siedzeniu). Odpowiedziałam jej "możesz nie mówić do mnie na ty? bo cię nie znam". Cisza. Po chwili mówi do matki "no, jeżdżę z grypą" i zaczyna z całej siły smarkać, a po chwili "no, pozarażam se" i zaczęła na mnie kaszleć.

Wstałam i wyszłam. Jak mam płacić w podatkach na takie osoby, to ja dziękuję za ten je.bany socjal.

#WQco3

Podzielę się z Wami bardzo wstydliwą sprawą z mojego życia. Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo jest to strasznie trudny i intymny problem.

Otóż mam brata. Mój brat jest ode mnie starszy o cztery lata. Zawsze byliśmy ze sobą blisko i zwierzaliśmy się sobie z przeróżnych rzeczy. Ja nieraz doradzałam mu z dziewczynami, on mi z chłopakami. On pomaga mi często z matmy, ja mu zawsze sprawdzam wypracowania na studia pod kątem ortograficznym (bo nigdy nie lubił pisać). W każdym razie, od zawsze mieliśmy ze sobą bliską więź. Nasza przyjaźń jest na tyle głęboka, że Wojtek zwierzył mi się, że jest wciąż prawiczkiem. Wstydzi się tego, bo ma już 23 lata, a nigdy nie był z dziewczyną. Problem w tym, że jest nieśmiały i jakoś nigdy nie potrafił do żadnej zagadać, choć już wiele razy go instruowałam. W efekcie, on ma… bardzo duże potrzeby seksualne i strasznie chciałby już mieć ten pierwszy raz za sobą – wiem, bo ciągle o tym gada, to w nim buzuje. Ja akurat mam chłopaka, choć jestem młodsza. Współżyję z nim regularnie i powiedziałam o tym mojemu bratu. I tutaj właśnie pojawia się najtrudniejszy element całej układanki.
Mój brat cały czas wypytuje mnie o to, co robię ze swoim chłopakiem w łóżku. Chce, żebym opowiadała mu ze szczegółami wszystko: gdzie mnie dotyka, jak do mnie mówi, gdzie całuje. Jestem blisko z moim bratem, ale wstydzę się opowiadać mu aż tak intymne rzeczy, a poza tym uważam, że to nie jest do końca sprawiedliwe wobec mojego chłopaka. W końcu to miłość między nami i nikomu nic do tego. Jednak mój brat strasznie prosi mnie o te opowieści i czasem zgadzam się, by mu coś tam opisać.

Wczoraj już jednak totalnie przegiął, bo chciał, żebym mu pokazała co robi mój chłopak. Mam wrażenie, że brak dziewczyny i seksu tak bardzo omotał mojego brata, że ten byłby gotowy posunąć się do kazirodztwa. On wcześniej nigdy taki nie był, zaczął się w ten dziwny sposób zachowywać dopiero jakieś kilka miesięcy temu, kiedy zaczęłam sypiać z moim partnerem.

Nie do końca wiem co zrobić, moja siostrzana miłość zlewa się trochę z poczuciem wstydu i lekkiego strachu. W końcu nie wiem co temu mojemu bratu przyjdzie kolejnym razem do głowy. Mam w planach w najbliższym czasie mocno skupić się na szukaniu mu dziewczyny, bo to zmieniłoby wszystko i przywróciło równowagę w naszym życiu…

#9Z1sf

Kiedy byłam mała, robiłam głupie rzeczy, najczęściej z bratem, ale też kiedy byłam sama. Gdy tata był w pracy, mama zwyczajnie sobie z nami nie radziła, z normalnymi, grzecznymi dziećmi. Była uzależniona od TV, długo spała rano i miała zwyczaj porannego makijażu, trwający godzinami z przerwami na posiłek i serial. Musiała każdą rzęskę dokładnie odseparować igiełką od drugiej. Całe życie tak robiła. Nie pamiętam, by wychodziła do pracy, mimo to była bardzo zajętą osobą. My zwyczajnie się nudziliśmy i wymyślaliśmy przeróżne zabawy.

Jednego razu poobcinałam z nudów rogi wszystkich koców i prześcieradeł, innym razem wypuściliśmy z bratem dziesiątki samolocików z papieru jeden po drugim na sprzątającą na podwórku sprzątaczkę, aby dłużej sprzątała (znalazła źródło i nam się oberwało), kiedyś wyrzucaliśmy z balkonu kryształy patrząc jak się robryzgują o chodnik, innym razem zrobiliśmy powódź w domu, bo chcieliśmy zrobić w domu jeziorko, a potem uczyliśmy mysz pływać w słoiku (jak rodzice wstali udawaliśmy pod kołdrą, że śpimy i nic nie wiemy, ale oczywiście nam nie uwierzyli). Bawiliśmy się mieląc papier w młynku do kawy i otwierając go podczas pracy robiliśmy śnieg, który bryzgnął tacie w twarz... Ale jest też coś wstydliwego, o czym niekoniecznie chciałabym pamiętać.

Mój brat lunatykował i sikał na rodziców w nocy, bo myślał, że jest w WC. A ja... no cóż, jak byłam malutka, to zrobiłam w łóżeczku kupę takimi malutkimi kuleczkami, jak królik. Myślałam, że to draże, więc je zjadałam. Gdy mama zaniepokojona długą ciszą wpadła na pomysł sprawdzić, czy żyję, natychmiast mi je zabrała. Płakałam, by je oddała, a ona tłumaczyła, że to nie draże, tylko kupa! Nie rozumiałam, czemu mi to zabiera, wszystko jedno co to było. Przecież dzieci nie znają znaczenia wszystkich słów. Zapamiętałam jednak nową nazwę draży i podczas zakupów, kiedy mama powiedziała ekspedientce, że córeczka powie, co chce i wskazała słodycze, bez wahania zażądałam: "Chcę kupę". Mama tłumaczyła mi czerwona ze wstydu, że to są draże, a ja wpadłam w konsternację i już sama nie wiedziałam czego chcę. Powtarzałam jak najęta, że kupę chcę. Mama tłumaczyła na zmianę mi, że to nie to, ekspedientce, jak to było (dziś myślę, że zabrakło jej dystansu i poczucia humoru) i summa summarum nic nie dostałam, bo z płaczem zostałam wyprowadzona ze sklepu.

Nie mam traumy, wspominam to z rozbawieniem, lecz do dziś patrząc na draże pamiętam to zdarzenie.

#KG2gJ

Może to wyznanie wyda się dla niektórych absurdalne i pewnie część z Was (szczególnie męska) stwierdzi, że mam szczęście, a nie problem, ale mimo wszystko chciałbym podzielić się z Wami tymi sprawami.

Mam dziewczynę, którą bardzo kocham i oczywiście uwielbiam spędzać z nią czas, tym bardziej w sypialni. Wszystko jest na pozór wspaniale: świetnie się dogadujemy, tematy do rozmów nam się nigdy nie kończą, a nasze życie intymne jest naprawdę wybujałe. Aż za bardzo wybujałe. I tutaj właśnie pojawia się problem… Moja dziewczyna non stop chce uprawiać seks. Może to brzmi bajecznie, ale wcale takie nie jest.
Codziennie rano, zanim pójdziemy do pracy, Wiktoria wręcz wymusza na mnie stosunek. Po powrocie z pracy pierwsze co, to prowadzi mnie do łóżka. Wieczorem to już oczywiste, że zabawa musi być. Wiki wymyśla coraz więcej nowych miejsc do miłości, a najgorsze, że lubi, gdy jesteśmy w zasięgu wzroku sąsiadów. Wydaje mi się, że nieraz już ktoś nas widział, bo zimą, kiedy światła w mieszkaniu się świecą, a ciemno robi się już popołudniu, nietrudno jest przegapić kochającą się przy oknie parę. Na początku to wszystko mnie fascynowało, podobało mi się, że Wiktoria tak bardzo urozmaica mi zwykłe dni. Jednak teraz, po niemal sześciu miesiącach wspólnego mieszkania, zaczynam się czuć… zmęczony. Chciałbym czasem po prostu się poprzytulać i nic więcej. Nie wiem, czy ja jestem jakiś mało męski, zastanawiałem się już nawet nad suplementacją testosteronu, żeby moje libido skoczyło. Nie podoba mi się także, że inni mogą na nas patrzeć, jestem staroświecki i stosunek to dla mnie przejaw miłości, a nie przedstawienie do oglądania.

Zanim zamieszkaliśmy razem, bałem się tego, jak to wszystko będzie wyglądać. Wiktoria mnie zapewniła, że będzie nam cudownie i za jej namowami przystałem na wspólne mieszkanie. Dziś zastanawiam się, czy te jej cyrki to nie podświadome sposoby na jakieś „zatrzymanie mnie” przy jej boku. Sęk w tym, że kocham moją dziewczynę i nigdzie się nie wybieram. Chciałbym wrócić do układu sprzed wspólnego mieszkania, kiedy kochaliśmy się jak zwykła para: raz, dwa razy w tygodniu. Boję się powiedzieć o tym Wiki, bo co jeśli się poczuje urażona? Albo gorzej, może ona naprawdę tak lubi i będzie niezaspokojona przeze mnie? Tego bym nie przeżył.

#c6x82

Dziewczyna, z którą się spotykam nie mogła znaleźć swojego telefonu i poprosiła, żebym do niej zadzwonił. Zadzwoniłem i, podążając za głosem dzwonka, odnalazłem telefon w czeluściach łóżka w sypialni. Na ekranie dzwoniącego telefonu wyświetlał się mój numer, podpisany: „Nudny, ale dobry w łóżku”.
Nie jestem pewien, czy to powód do kłótni, czy do dumy.
Dodaj anonimowe wyznanie