#18du6
Co w tym anonimowego?
Otóż po głosie tej osoby poznałem, że:
1) Był to CHŁOPAK
2) Był to MÓJ KUZYN
3) Mój NIEPEŁNOLETNI KUZYN.
Nie mam pojęcia co on tam robił, ale od tamtego czasu nie rozmawiam ani z koleżanką, ani z kuzynem.
#1y66j
Że ja jeszcze nie mam depresji, to sam się dziwię...
#9MR2v
Pracuję w małym pensjonacie od 3 lat, co kluczowe dla historii - zajmuję się przyjmowaniem gości i sprzątaniem. Z roku na rok goście za coraz gorsi, nie mówię już o pretensjach, o byciu niemiłym i niegrzecznym. Ludzie zostawiają taki syf, że się w głowie nie mieści. Mimo jasnych zasad, regulaminów itd. goście notorycznie zostawiają bałagan. Nie mówię o normalnym zużyciu apartamentu, mówię o paleniu, przypalaniu mebli, plastelinie w dywanie czy rysowaniu po podłodze przez dzieci, spaniu przez zwierzęta na kanapach itd. Rozumiem, to moja praca, posprzątam, ale ludzie... Pokoje po jednej dobie wyglądają jak po dwóch tygodniach pobytu. Przykład z zeszłego tygodnia: goście przyjeżdżają, pełno jedzenia na podłodze, zostawionego wszędzie, przypalenia kanapy, komora gazowa z dymu i smrodu i pretensje, że proszę o opuszczenie pokoju - 1,5 godziny po zakończeniu doby hotelowej.
Przy tym wymagania z kosmosu, pretensje o wszystko. Pretensje, że trzeba zapłacić, że doba się skończyła, że trzeba się wymeldować i dopłacić za 1,5 godziny oczekiwania przeze mnie na opuszczenie pokoju.
Chciałabym, żeby ludzie zaczęli szanować innych, ich czas i pracę. Żeby popatrzyli na siebie, swoje zachowanie i zaczęli więcej wymagać od siebie, a nie tylko od innych.
#XO9mL
Jedziemy sobie spokojnie, patrzę przez okno. Koleżanka zaczęła kaszleć, a jak spojrzałam na nią, robiła mi ciągle wielkie oczy i wiedziałam, że chce mi coś pokazać, lecz nie do końca wiedziałam o co jej chodzi. Zorientowałam się, że chodzi o pana, ale nic dziwnego nie widziałam. Siedział może trochę szeroko, przez co nie miałam miejsca, a torbę (taka bardziej teczkę) trzymał blisko klatki piersiowej, nie mając jej na kolanach, tylko właśnie tak podniesioną. Zanim koleżanka zdążyła mi napisać SMS-a, musiałyśmy już wysiadać. Od razu opowiedziała mi co się stało. Pan, który siedział naprzeciwko niej miał wielką dziurę w spodniach, nie miał majtek pod spodem, a przez dziurę wystawiony był i kołysał się w całej okazałości jego interes. Pan siedział w takim rozkroku i jak zauważył, że koleżanka ma wzrok skierowany w tym kierunku, podniósł swoją torbę, żeby nie zasłaniać pokazu. Pół godziny siedziałam obok i nic nie zauważyłam.
#95t5c
Mogli mi powiedzieć, że nie mają czasu na spotkania ze mną, ale zamiast tego woleli traktować mnie jak idiotkę i proponować wspólne wyjścia, do których nigdy nie doszło. Jest mi przykro, bo ja poświęcałam im swój czas, a oni mieli to gdzieś.
#SlwXW
Zerwał ze mną.
Powiedział, że nie chce być z kobietą, dla której kariera zawodowa jest ważniejsza od ogniska domowego i że to on powinien w związku rządzić, zapraszać na kolacje i zarabiać najwięcej.
Prawdziwi mężczyźni dwudziestego pierwszego wieku…
#MqqPW
#PtGJS
Jakieś 10 lat temu, gdy byłam jeszcze w liceum, mama zrobiła jakieś grzyby leśne na patelni. Nienawidzę grzybów, ich zapach sprawia, że zbiera mi się na wymioty. Moi rodzice i brat natomiast je uwielbiają, pod każdą postacią. Zamknęłam się w swoim pokoju i otworzyłam okno. Gdy już tak nie śmierdziało, popsikałam perfumą apaszkę (żeby zamaskować resztę zapachów), założyłam ją na twarz i poszłam do kuchni.
Mój brat, wtedy gimnazjalista, widząc mnie zrobił minę pełną politowania, odwrócił się do rodziców, którzy sprzątali po obiedzie i robili dla mnie coś innego do jedzenia i zapytał z pełną, udawaną, powagą "Dlaczego nigdy nie powiedzieliście, że moja siostra jest adoptowana?". Oczywiście chodziło mu o to, że jako jedyna nienawidzę grzybów, ale tato stanął jak wryty, a mamie wypadły naczynia z rąk. Staliśmy tak w czwórkę przez krótką chwilę, każdy zaskoczony na swój sposób, aż tato zapytał "Jak się domyśliliście"?. W pierwszej chwil pomyślałam " wkręcają mnie...", brat, sprawca zamieszania, w milczeniu, odwracając głowę niczym surykatka, patrzył to na mnie, to na rodziców. Przez apaszkę nie było widać mojej zmieszanej miny... To był dzień pełen niespodzianek i wyjaśnień.
Rodzice mnie adoptowali, gdy miałam pół roku. Nie mogli mieć własnych dzieci. Biologiczna matka nie wzięła mnie ze szpitala. Moi rodzice po kilku latach z zaskoczeniem odkryli, że spodziewają się dziecka, mojego brata. Zawsze czułam się kochana i rozumiana. Mam świetny kontakt z rodzicami i z bratem. Jestem szczęśliwa. Oczywiście wyznanie było dla mnie ostrym szokiem, który trawiłam przez kilka dni. Rodzice nigdy nie planowali mi tego powiedzieć.
Jednak tak naprawdę pomiędzy mną a rodzina nic się nie zmieniło. Byłam za to pod wielkim wrażeniem, jak logistycznie poradziła sobie moja rodzina, żeby utrzymać to wszystko w sekrecie. Wiedzieli dorośli, ale żadne dziecko już nie, bali się, że ktoś może wypalać. Babcia, największe plotkara, tak mnie pokochała, że dla "mojego dobra" wmówiła połowie wsi, że chorowałam i byłam w szpitalu, dlatego nikt mnie długo nie widział.
Do czego zmierzam... Nie szukam swojej rodziny biologicznej, nie interesuje mnie jakie są moje biologiczne korzenie itp., cieszę się, że trafiłam do tak dobrych i kochających ludzi i cieszę się, że jestem ich córką. Mam szczęście. Biologiczni zrezygnowali ze mnie, nie wiem z jakich powodów, ale i ja zrezygnowałam z nich. Gdybym nawet dostała propozycję poznania kogoś z biologicznej, nie zgodziłabym się. A prawda jest ważna. Teraz, będąc w szpitalu, na pytanie " czy ktoś w pani rodzinie chorował na..." odpowiadam po prostu, że nie mam takich danych.
Poznałam kilku adoptowanych młodych dorosłych. Myślą podobnie jak ja. Pozdrawiam wszystkich rodziców adopcyjnych :)
#o1z5g
Jakiś czas później rodzice kupili mi mp3 z racji tego, że w muzyce byłam zakochana. W trójkę byliśmy pewni, że to takie małe radio z wgranymi stacjami. Bardzo zawiodłam się, kiedy zobaczyłam, że lista odtwarzania jest pusta. Tata zrobił mi solidną awanturę, że wszystko psuję po wzięciu w ręce. Jednak zaczęłam grzebać w internecie i krótko po tym odkryłam, że sama muszę tę muzykę tam przenieść. Wpadłam więc na pomysł pobierania piosenek z mniej i bardziej popularnych stron www. Komputer przepełnił się moimi ulubionymi kawałkami, tak jak i mp3.
Tata, człowiek wypowiadający swoje racje pomimo ich braku, odkrył moje działania. Wmówił mi, że to nielegalne, zrobił wiele awantur i przekonywał tak długo, aż uwierzyłam, że przez pobranie nawet jednej piosenki przyjedzie do domu policja i zamknie rodziców, a ja zostanę sama. Dzień w dzień bałam się po zadzwonieniu domofonu lub usłyszeniu pukania do drzwi, że to funkcjonariusze. Zamykałam się wtedy w łazience, płacząc pod piecem lub obgryzając paznokcie ze strachu.
Moja trauma trwała przez kilka lat. Jednak mimo to pobierałam te piosenki, bawiąc się ryzykiem i czując się poniekąd jak groźny bandzior, którego poszukują oraz wciąż nie znajdują. Wszystkie kawałki ściągałam, kiedy rodziców nie było w domu, w trybie incognito. Z komputera usuwałam dowody tak szybko, ja umiałam.
Chodziłam na podwórko czy do szkoły pełna adrenaliny, a kiedy z daleka widziałam policjantów, uciekałam ile sił miałam w nogach.
Przeszło mi, kiedy poszłam do szóstej klasy podstawowej.