#18du6

Ostatnio byłem na imprezie jednej z moich przyjaciółek. Było tam również dużo osób, których nie znałem, w tym kilka wyglądających na niepełnoletnie. W pewnym momencie, kiedy zgasło światło, żeby wprowadzić trochę "intymności", a ja już byłem lekko upity, położyłem się na kanapie i zacząłem się sobą zajmować. Po chwili poczułem czyjś dotyk na nogach, pomyślałem, że ktoś się położył przypadkiem, ale po chwili ta osoba zaczęła mnie dotykać po ręce. W końcu jakoś do tego doszło, że delikatnie zachęcona przeze mnie, ta właśnie osoba włożyła sobie moje przyrodzenie do ust. I tak "ssała" mnie przez chwilę, aż w pewnym momencie poczułem, że dochodzę i przycisnąłem jej głowę bardzo mocno, że zaczęła się jakby dławić. Wtedy wyjęła przyrodzenie z ust i powiedziała "To bolało".
Co w tym anonimowego?
Otóż po głosie tej osoby poznałem, że:
1) Był to CHŁOPAK
2) Był to MÓJ KUZYN
3) Mój NIEPEŁNOLETNI KUZYN.

Nie mam pojęcia co on tam robił, ale od tamtego czasu nie rozmawiam ani z koleżanką, ani z kuzynem.

#1y66j

Mam 50+ lat. Od dłuższego czasu szukam pracy. Jestem mgr inż branży elektrycznej. Dzisiaj byłem na rozmowie na stanowisko magazyniera... Młody wiceprezes jak mnie zobaczył, to nie chciał nawet obejrzeć dokumentów, tylko stwierdził, że jestem za stary nawet na bramę, bo złodzieja nie dogonię. I gromko zarechotał ze swojego dowcipu.
Że ja jeszcze nie mam depresji, to sam się dziwię...

#9MR2v

Długo zastanawiałam się nad napisaniem tego wyznania, ale być może otworzy to oczy innym osobom.

Pracuję w małym pensjonacie od 3 lat, co kluczowe dla historii - zajmuję się przyjmowaniem gości i sprzątaniem. Z roku na rok goście za coraz gorsi, nie mówię już o pretensjach, o byciu niemiłym i niegrzecznym. Ludzie zostawiają taki syf, że się w głowie nie mieści. Mimo jasnych zasad, regulaminów itd. goście notorycznie zostawiają bałagan. Nie mówię o normalnym zużyciu apartamentu, mówię o paleniu, przypalaniu mebli, plastelinie w dywanie czy rysowaniu po podłodze przez dzieci, spaniu przez zwierzęta na kanapach itd. Rozumiem, to moja praca, posprzątam, ale ludzie... Pokoje po jednej dobie wyglądają jak po dwóch tygodniach pobytu. Przykład z zeszłego tygodnia: goście przyjeżdżają, pełno jedzenia na podłodze, zostawionego wszędzie, przypalenia kanapy, komora gazowa z dymu i smrodu i pretensje, że proszę o opuszczenie pokoju - 1,5 godziny po zakończeniu doby hotelowej.
Przy tym wymagania z kosmosu, pretensje o wszystko. Pretensje, że trzeba zapłacić, że doba się skończyła, że trzeba się wymeldować i dopłacić za 1,5 godziny oczekiwania przeze mnie na opuszczenie pokoju.

Chciałabym, żeby ludzie zaczęli szanować innych, ich czas i pracę. Żeby popatrzyli na siebie, swoje zachowanie i zaczęli więcej wymagać od siebie, a nie tylko od innych.

#XO9mL

Działo się to w pierwszej lub drugiej klasie technikum. Jak zwykle czekałam z koleżanką na autobus, aby nim podjechać te trzy przystanki dalej i zdążyć na lekcje. Autobus podjechał, wsiadamy sobie. Wolne akurat były miejsca, gdzie fotele są odwrócone przodem do siebie. Przy oknie jednej strony siedział starszy pan, po drugiej jakaś pani. Koleżanka chciała usiąść koło pani, ale że ta akurat miała zaraz wychodzić, przepuściła ją po okno. Ja usiadłam koło staruszka.

Jedziemy sobie spokojnie, patrzę przez okno. Koleżanka zaczęła kaszleć, a jak spojrzałam na nią, robiła mi ciągle wielkie oczy i wiedziałam, że chce mi coś pokazać, lecz nie do końca wiedziałam o co jej chodzi. Zorientowałam się, że chodzi o pana, ale nic dziwnego nie widziałam. Siedział może trochę szeroko, przez co nie miałam miejsca, a torbę (taka bardziej teczkę) trzymał blisko klatki piersiowej, nie mając jej na kolanach, tylko właśnie tak podniesioną. Zanim koleżanka zdążyła mi napisać SMS-a, musiałyśmy już wysiadać. Od razu opowiedziała mi co się stało. Pan, który siedział naprzeciwko niej miał wielką dziurę w spodniach, nie miał majtek pod spodem, a przez dziurę wystawiony był i kołysał się w całej okazałości jego interes. Pan siedział w takim rozkroku i jak zauważył, że koleżanka ma wzrok skierowany w tym kierunku, podniósł swoją torbę, żeby nie zasłaniać pokazu. Pół godziny siedziałam obok i nic nie zauważyłam.

#95t5c

Jak dostałam się na studia dowiedziałam się, że w tym samym mieście będzie też studiowało dwoje moich znajomych ze szkoły średniej. Cieszyłam się, że nie będę tam sama i będziemy się czasem spotykać. Widywaliśmy się średnio raz w miesiącu. Mówili, że się cieszą, gdy do nich przychodzę i żebym wpadała częściej. Ale ich zachowanie mówiło co innego. Ciągle siedzieli wpatrzeni w telefon i zamiast skupić się na rozmowie ze mną, woleli w tym czasie z kimś pisać. Później zaproponowali mi wspólne wyjście w weekend. Zgodziłam się, powiedziałam, że chętnie z nimi pójdę. Jednak gdy napisałam do nich, czy dziś wychodzimy, odpisali mi, że nie, bez propozycji spotkania się innego dnia. Podobnie było z wyjściem do kina. Przyjęłam ich propozycję, a oni, o niczym mi nie mówiąc, sami tam poszli, chwaląc mi się później kupionymi biletami. Najdziwniejsze było to, że gdy spotkałam jedną z tych osób na mieście, to uśmiechała się do mnie, mówiąc, żebym przyszła ich odwiedzić, a gdy już przyszłam, siedziała tylko ze swoim telefonem, nawet na mnie nie patrząc.

Mogli mi powiedzieć, że nie mają czasu na spotkania ze mną, ale zamiast tego woleli traktować mnie jak idiotkę i proponować wspólne wyjścia, do których nigdy nie doszło. Jest mi przykro, bo ja poświęcałam im swój czas, a oni mieli to gdzieś.

#SlwXW

Dostałam awans w pracy, a w związku z tym podwyżkę. Powiedziałam o tym chłopakowi z nadzieją, że się ucieszy. Zaprosiłam go nawet w związku z tym na kolację i kino.
Zerwał ze mną.
Powiedział, że nie chce być z kobietą, dla której kariera zawodowa jest ważniejsza od ogniska domowego i że to on powinien w związku rządzić, zapraszać na kolacje i zarabiać najwięcej.
Prawdziwi mężczyźni dwudziestego pierwszego wieku…

#MqqPW

Pracuję w niewielkiej firmie. Od jakiegoś czasu stale dostaję nowe obowiązki, które nie idą w parze ze zwiększającą się płacą. Zebrałam się w sobie i poszłam do szefa, rozmawiać o podwyżce. W ciągu krótkiej rozmowy opowiedział mi o mojej bezużyteczności, o tym, że jego zdaniem moja wydajność nawet już nie stoi w miejscu, a ciągle spada i mam się cieszyć, że w ogóle pozwala mi tam pracować. Nie mogłam powstrzymać łez, praktycznie wybiegłam z gabinetu.

#PtGJS

Sytuacja nie anonimowa (już), ale może niektórym coś uświadomi.

Jakieś 10 lat temu, gdy byłam jeszcze w liceum, mama zrobiła jakieś grzyby leśne na patelni. Nienawidzę grzybów, ich zapach sprawia, że zbiera mi się na wymioty. Moi rodzice i brat natomiast je uwielbiają, pod każdą postacią. Zamknęłam się w swoim pokoju i otworzyłam okno. Gdy już tak nie śmierdziało, popsikałam perfumą apaszkę (żeby zamaskować resztę zapachów), założyłam ją na twarz i poszłam do kuchni.

Mój brat, wtedy gimnazjalista, widząc mnie zrobił minę pełną politowania, odwrócił się do rodziców, którzy sprzątali po obiedzie i robili dla mnie coś innego do jedzenia i zapytał z pełną, udawaną, powagą "Dlaczego nigdy nie powiedzieliście, że moja siostra jest adoptowana?". Oczywiście chodziło mu o to, że jako jedyna nienawidzę grzybów, ale tato stanął jak wryty, a mamie wypadły naczynia z rąk. Staliśmy tak w czwórkę przez krótką chwilę, każdy zaskoczony na swój sposób, aż tato zapytał "Jak się domyśliliście"?. W pierwszej chwil pomyślałam " wkręcają mnie...", brat, sprawca zamieszania, w milczeniu, odwracając głowę niczym surykatka, patrzył to na mnie, to na rodziców. Przez apaszkę nie było widać mojej zmieszanej miny... To był dzień pełen niespodzianek i wyjaśnień.

Rodzice mnie adoptowali, gdy miałam pół roku. Nie mogli mieć własnych dzieci. Biologiczna matka nie wzięła mnie ze szpitala. Moi rodzice po kilku latach z zaskoczeniem odkryli, że spodziewają się dziecka, mojego brata. Zawsze czułam się kochana i rozumiana. Mam świetny kontakt z rodzicami i z bratem. Jestem szczęśliwa. Oczywiście wyznanie było dla mnie ostrym szokiem, który trawiłam przez kilka dni. Rodzice nigdy nie planowali mi tego powiedzieć.

Jednak tak naprawdę pomiędzy mną a rodzina nic się nie zmieniło. Byłam za to pod wielkim wrażeniem, jak logistycznie poradziła sobie moja rodzina, żeby utrzymać to wszystko w sekrecie. Wiedzieli dorośli, ale żadne dziecko już nie, bali się, że ktoś może wypalać. Babcia, największe plotkara, tak mnie pokochała, że dla "mojego dobra" wmówiła połowie wsi, że chorowałam i byłam w szpitalu, dlatego nikt mnie długo nie widział.

Do czego zmierzam... Nie szukam swojej rodziny biologicznej, nie interesuje mnie jakie są moje biologiczne korzenie itp., cieszę się, że trafiłam do tak dobrych i kochających ludzi i cieszę się, że jestem ich córką. Mam szczęście. Biologiczni zrezygnowali ze mnie, nie wiem z jakich powodów, ale i ja zrezygnowałam z nich. Gdybym nawet dostała propozycję poznania kogoś z biologicznej, nie zgodziłabym się. A prawda jest ważna. Teraz, będąc w szpitalu, na pytanie " czy ktoś w pani rodzinie chorował na..." odpowiadam po prostu, że nie mam takich danych.

Poznałam kilku adoptowanych młodych dorosłych. Myślą podobnie jak ja. Pozdrawiam wszystkich rodziców adopcyjnych :)

#o1z5g

Kiedy pojawił się w domu pierwszy komputer z połączeniem do internetu, byłam przeszczęśliwa. Mogłam słuchać muzyki jakiej chciałam i kiedy chciałam - do tej pory miałam do dyspozycji jedynie radio rodziców.

Jakiś czas później rodzice kupili mi mp3 z racji tego, że w muzyce byłam zakochana. W trójkę byliśmy pewni, że to takie małe radio z wgranymi stacjami. Bardzo zawiodłam się, kiedy zobaczyłam, że lista odtwarzania jest pusta. Tata zrobił mi solidną awanturę, że wszystko psuję po wzięciu w ręce. Jednak zaczęłam grzebać w internecie i krótko po tym odkryłam, że sama muszę tę muzykę tam przenieść. Wpadłam więc na pomysł pobierania piosenek z mniej i bardziej popularnych stron www. Komputer przepełnił się moimi ulubionymi kawałkami, tak jak i mp3.

Tata, człowiek wypowiadający swoje racje pomimo ich braku, odkrył moje działania. Wmówił mi, że to nielegalne, zrobił wiele awantur i przekonywał tak długo, aż uwierzyłam, że przez pobranie nawet jednej piosenki przyjedzie do domu policja i zamknie rodziców, a ja zostanę sama. Dzień w dzień bałam się po zadzwonieniu domofonu lub usłyszeniu pukania do drzwi, że to funkcjonariusze. Zamykałam się wtedy w łazience, płacząc pod piecem lub obgryzając paznokcie ze strachu.

Moja trauma trwała przez kilka lat. Jednak mimo to pobierałam te piosenki, bawiąc się ryzykiem i czując się poniekąd jak groźny bandzior, którego poszukują oraz wciąż nie znajdują. Wszystkie kawałki ściągałam, kiedy rodziców nie było w domu, w trybie incognito. Z komputera usuwałam dowody tak szybko, ja umiałam.

Chodziłam na podwórko czy do szkoły pełna adrenaliny, a kiedy z daleka widziałam policjantów, uciekałam ile sił miałam w nogach.

Przeszło mi, kiedy poszłam do szóstej klasy podstawowej.
Dodaj anonimowe wyznanie