#jgGi3

Mój chłopak jest bardzo nieśmiały i niepewny siebie, z kolei ja mam okropne łaskotki w okolicach piersi i obojczyków.
Co łączy te dwie sprawy?

Ostatnio nasze pieszczoty poszły dalej i prawie doszło do pierwszego razu. No właśnie - prawie. Kiedy chłop dotknął moich piersi, zaczęłam śmiać się jak popaprana i cały czar prysł. Teraz unika jakichkolwiek zbliżeń i za nic w świecie nie daje się przekonać, że nie śmiałam się z niego.

#9iBpl

Lubię poprawiać humor ludziom pracującym w usługach.
Sama jako studentka pracowałam na kasie i pamiętam mieszanie z błotem za każdą błahostkę, bo to przecież moja wina, że cena się nie zgadza albo kod nie wchodzi...

Zawsze, gdy osoba obsługująca mnie zrobi jakąś gafę i przeprasza, to stwierdzam, że nic nie szkodzi, po czym celowo robię coś "głupiego" - np. wkładam do terminala kartę złą stroną, osoba reaguje, że coś nie działa, a ja mówię "o kurcze, widzi pan/pani - źle włożyłam, zdarza się". Lubię patrzeć na ulgę na twarzy osoby, która cały dzień się użera z "lepszym sortem" :)

#57d7a

Mam partnera. Parter ma przyjaciółkę.
Przez pierwsze kilka miesięcy naszego związku, kiedy przychodził do przyjaciółki w piątek, wychodził w poniedziałek rano. Pili razem. Spali w jednym mieszkaniu. Jedli razem na mieście. Tłumaczył to dobrą relacją i tym, że jego przyjaciółka jest dla niego niesamowicie ważna. Miałam nie być zazdrosna.
Co prawda teraz ta sytuacja się nie powtarza, ale cały czas zdarza mu się spędzić z nią cały dzień. Spędził całą noc u niej zarówno w walentynki, jak i w dzień kobiet. Miałam nie być zazdrosna.

Mam partnera. Parter ma znajomych.
Mieliśmy iść na ślub znajomych i został, ze mną, zaproszony na kawę, żeby odebrać zaproszenie. Poszedł sam, mimo że byłam wymieniona imiennie na zaproszeniu. Im powiedział, że pracuję. Ja dowiedziałam się o tym dzień przed umówionym spotkaniem. Miałam się nie przejmować.
Zostaliśmy zaproszeni na kawę przez jego znajomych, którzy chcieli mnie poznać. Jak zawsze poszedł sam. Im powiedział, że pracuję. Miałam się nie przejmować. Co jakiś czas podobna sytuacja się powtarza.

Z całą świadomością znaczenia tego terminu psychologicznego mogę powiedzieć, że jestem gaslightingowana. Nie umiem sobie poradzić z wyżej wymienionymi sytuacjami i płaczę, złoszczę się, i próbuję rozmawiać. Czuję się opcją zapasową. Mój partner zaś uznaje, że robię mu krzywdę lub przykrości, ograniczam mu wolność, przesadzam, wymyślam problemy. Mimo, że jestem świadoma patologiczności tej sytuacji, w pełni się na nią godzę, bo jestem uzależnia psychicznie od niego i stopniowo zaczynam mu wierzyć w to, że ja jestem problemem.

#A0KBc

Kiedy byłem mały miałem zwyczaj włóczyć się z kolegą po całym mieście. Pewnego dnia znaleźliśmy na poboczu martwego psa. Wpadliśmy na pomysł, żeby porzucać w niego kamieniami.

Do dziś słyszę gruchot jego kości. Brzmiało to jak brzdękanie łańcuchów. Robiąc to byłem przerażony i zafascynowany równocześnie. Choć minęło 20 lat i przeżyłem w ch*j dużo złych rzeczy,  co jakiś czas wraca tylko ta scena...

#nAWzl

Mieszkam w domku jednorodzinnym. Mam wysoki płot i bramę (również tabliczkę informującą, że na posesji jest pies). Przez większość dnia mój pies (rottweiler) biega sobie wokół domu, do środka wraca właściwie kiedy chce, bo wtedy szczeka pod drzwiami, więc tylko czasem na noc zabieram go do domu, jak mu się już znudzi zabawa.

Jakiś czas temu późnym wieczorem usłyszałam na podwórku straszny hałas, szczekanie i krzyk. Wybiegłam przerażona i zobaczyłam mojego psa szarpiącego jakiegoś nastolatka. Szybko odciągnęłam psa. Jednak dzieciak poważnie krwawił, więc wezwałam karetkę.

Co się okazało? Dzieciak przeszedł przez płot, z zamiarem kradzieży rowerów, wszystko było dokładnie zaplanowane, bo za domem czekało na niego jego dwóch kolegów, żeby pomóc przełożyć rowery przez płot. Mój pies nie jest agresywny, rzadko kiedy nawet szczeka na obcych, nawet dla dzikich kotów jest miły. Chociaż weterynarz stwierdził, że pies ma kilka urazów głowy, więc jest podejrzenie, że te dzieciaki mogły zaatakować go pierwsze, w celu odgonienia go, a on wtedy zaatakował w obronie.

Skończyło się na tym, że dzieciak stracił rękę, a jego rodzice próbują udowodnić w sądzie, że jakimś cudem to moja wina. Ten dzieciak próbował zeznać w sądzie, że ja sama wpuściłam ich na podwórko. I zaczynam się bać, bo mają bardzo dobrych adwokatów.

#6numL

19 lat temu byłam w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej (prawie brak dachu nad głowa, choroba, problemy z ówczesnym partnerem, który mnie bił) i niechcianej ciąży. Nie stać mnie było wtedy na aborcje, poza tym dowiedziałam się o ciąży bardzo późno (chorowałam wtedy i myliłam objawy ciąży z choroba, którą posiadam), co skutkowałoby dodatkowym problemem z usunięciem jej. 

Pozostało mi urodzić i oddać. Tak też zrobiłam. Nie wiem co się stało wtedy z dzieckiem ani gdzie trafiło. Po jakimś czasie w końcu ułożyłam sobie życie, poznałam męża, w końcu nawet zapragnęłam dziecka. Udało mi się w końcu poukładać życie z ukochanym mężem i córką. No niestety wszystko runęło jakiś miesiąc temu. Syn, którego oddałam, odnalazł mnie. Z początku chciał się tylko spotkać i porozmawiać. Zgodziłam się na to. Wytłumaczyłam mu sytuacje, dodałam nawet, że mogę mu jakoś pomóc w życiu. Jednak on wyszedł bez słowa. Najpierw śledził mnie, a potem mojego męża. Zostawiał liściki z groźbami, w których pisał, że zrujnowałam mu życie i za kare już nigdy nie powinnam zaznać szczęścia. W końcu jakimś cudem dowiedział się gdzie mieszkam i potrafił przychodzić w nocy i rzucać kamieniami w moje okna. 

Raz przyszedł do mojego domu, tłumacząc coś, że chce się pogodzić, ale z w zamian mam mu dać 50 tysięcy. Wyprosiłam go. Poza tym odnosiłam wrażenie, że jest pod wpływem narkotyków. Potem przez chwilę był spokój, myślałam, że odpuścił. Aż do momentu, gdy zobaczyłam go pod szkołą mojej córki. Myśl, że mógłby skrzywić moją córkę spowodowała to, że natychmiast wybrałam się na policje. Powinnam zrobić to o wiele wcześniej, ale miałam pewne poczucie winy... 

Obecnie będę się starać o zakaz zbliżania się. O ile nas nie pozabija do tego czasu, bo wczoraj znów widziałam go pod moim domem. Coraz bardziej się boje.

#8F03j

Mój ojciec jest strasznie religijny. Już pominę fakt, że ciągle zmusza mnie i rodzeństwo do kilku godzinnych modlitw, albo siłą ciąga nas do kościoła, ale ostatnio zaczął zachowywać się jeszcze gorzej.

Potrafi wparować mi w trakcie kąpieli do łazienki, po to aby sprawić, czy przypadkiem nie dotykam zakazanych miejsc intymnych. Raz podczas jakieś awantury stwierdził, że sprawdzi czy wciąż posiadam błonę dziewiczą, ale mama w porę go powstrzymała. Mam wrażenie, że ma jakąś obsesje na tym punkcie. I nie chodzi mi o żadne molestowanie, on po prostu jak sam twierdzi "musi stać na straży czystości cielesnej jego dzieci". Nie wiem już co robić, mam jedynie 15 lat. Mama na ogół staje po mojej stronie, ale też jest wierząca, więc uważa, że ojciec ma rację, tylko powinien to robić w mniej inwazyjny sposób.

#n2NrP

Ostatnio zmieniłam miejsce zamieszkania, więc musiałam się wybrać do nowego, nieznanego mi ginekologa. Od razu na początku wizyty powiedziałam, że przyszłam, bo potrzebuję recepty na tabletki antykoncepcyjne, bo obecne już mi się kończą. Jedyną reakcją lekarza było:
- A wie pani jaka jest sytuacja demograficzna Polski? Ja tu jestem, żeby prowadzić ciąże, a nie rozdawać takie leki. Bardziej się pani przyda dziecko, a nie igraszki.

Cóż, wyszłam z gabinetu. Mam 18 lat i nie sądzę, że potrzebuję teraz dziecka.

#tG7c3

Byłam mocno zmęczona i w głowie przeklinałam cały świat. Zbierałam standardowo rozwalone skarpetki po całej chacie, by wstawić pranie. Zebrałam, udałam się do łazienki, by wrzucić całą kupę ciuchów do pralki, więc otworzyłam kibel, wrzuciłam wszystko do środka i zamknęłam klapę.
Przygoda zaczęła się dopiero wtedy, gdy zrozumiałam co odje*ałam, bo spuściłam wodę.

#DCPjb

Nikomu o tym jeszcze nie mówiłam. I brzydzi mnie sama myśl o tym...

To zdarzenie miało miejsce gdy byłam nastolatką - miałam 17 lat.
Było lato, wszędzie wyprzedaże, ja miałam wakacje więc pojechałam autobusem do galerii handlowej. Była to godzina około 18. Nie było zbyt wiele ludzi w autobusie, więc ucieszona zajęłam miejsce przy oknie zaraz przy wejściu.
Kilka przystanków przed galerią, usiadł koło mnie starszy pan - miał może około 70 lat.
Zdziwiło mnie lekko to, że usiadł właśnie koło mnie, bo było pełno wolnych miejsc w autobusie. I te podwójne też były wolne, ale wytłumaczyłam sobie to tym, że pewnie wygodniej mu siedzieć przy wejściu. Nie był też w świetnej formie - stwierdziłam gdy zobaczyłam laskę. Postawił między nogami swoimi na podłodze swoje siatki z zakupami i koło mnie też, co było lekko niekomfortowe bo za wiele miejsca nie miałam. Przymrużyłam oko, bo to przecież starszy pan. Pewnie w wieku mojego dziadka - pomyślałam.

Autobus jechał dalej, a on zaczął dziwnie się do mnie przysuwać. Najpierw przechylał i opierał się o mnie ramieniem, przyciskając mnie prawie do szyby. Posłałam mu tylko spojrzenie, a on wysunął swoją rękę w kierunku moich kolan. Zaczął ja coraz bliżej przysuwać do moich ud i dziwnie sapać. Zapytałam go wtedy "czy wszystko w porządku? Potrzebuje Pan pomocy?" - cisza. Wtedy do mnie coś dotarło, że wcale on nie potrzebuje żadnej pomocy tylko się tym ekscytuje, że może dotknąć nóg nastolatki... "Proszę się odsunąć!" - krzyknęłam. Zignorował mnie i nie ustępował. Poderwałam się z miejsca i chciałam wyjść, ale on mi nie pozwolił. I przez jego zakupy nie mogłam nawet go ominąć czy się przecisnąć. Rozglądnęłam się po autobusie czy ktoś to widzi. Jakaś tylko starsza pani patrzyła na mnie dziwnym spojrzeniem, bo uniosłam nieco mój głos. Chłopak naprzeciwko patrzył w szybę.
Gdy tylko autobus się zatrzymał, starszy pan poderwał się szybko i już całkiem sprawnie wziął swoje siatki i wysiadł.
Nikt nie zareagował na uniesiony mój ton. Serce biło mi jak szalone. Powinnam wtedy inaczej zareagować? Nie wiem...
Od tamtej pory gdy ktokolwiek usiądzie koło mnie w autobusie, dostaję ataku paniki. Wysiadam z autobusu i czekam aż mniej ludzi będzie podróżować, lub idę na pieszo.

Proszę was dziewczyny, jeśli cokolwiek podobnego spotkacie, zgłoście to na policję lub kierowcy zanim ta osoba wysiądzie.
Proszę też wszystkich, nie bądźmy obojętni na to co dzieje się wokół nas w transporcie publicznym.
Dodaj anonimowe wyznanie