#57d7a
Przez pierwsze kilka miesięcy naszego związku, kiedy przychodził do przyjaciółki w piątek, wychodził w poniedziałek rano. Pili razem. Spali w jednym mieszkaniu. Jedli razem na mieście. Tłumaczył to dobrą relacją i tym, że jego przyjaciółka jest dla niego niesamowicie ważna. Miałam nie być zazdrosna.
Co prawda teraz ta sytuacja się nie powtarza, ale cały czas zdarza mu się spędzić z nią cały dzień. Spędził całą noc u niej zarówno w walentynki, jak i w dzień kobiet. Miałam nie być zazdrosna.
Mam partnera. Parter ma znajomych.
Mieliśmy iść na ślub znajomych i został, ze mną, zaproszony na kawę, żeby odebrać zaproszenie. Poszedł sam, mimo że byłam wymieniona imiennie na zaproszeniu. Im powiedział, że pracuję. Ja dowiedziałam się o tym dzień przed umówionym spotkaniem. Miałam się nie przejmować.
Zostaliśmy zaproszeni na kawę przez jego znajomych, którzy chcieli mnie poznać. Jak zawsze poszedł sam. Im powiedział, że pracuję. Miałam się nie przejmować. Co jakiś czas podobna sytuacja się powtarza.
Z całą świadomością znaczenia tego terminu psychologicznego mogę powiedzieć, że jestem gaslightingowana. Nie umiem sobie poradzić z wyżej wymienionymi sytuacjami i płaczę, złoszczę się, i próbuję rozmawiać. Czuję się opcją zapasową. Mój partner zaś uznaje, że robię mu krzywdę lub przykrości, ograniczam mu wolność, przesadzam, wymyślam problemy. Mimo, że jestem świadoma patologiczności tej sytuacji, w pełni się na nią godzę, bo jestem uzależnia psychicznie od niego i stopniowo zaczynam mu wierzyć w to, że ja jestem problemem.
Jesteś pewna że jesteście w związku? Bo to co piszesz sugeruje luźną znajomość co najwyżej. Jeżeli dla niego taki związek jest normalny i jeszcze na tobie wywiera presję że masz to zaakceptować to z nim zerwij, bo tobie takie życie chyba nie odpowiada
W takiej sytuacji to nie bylby to już mój partner.
Bardzo łatwo powiedzieć. Też kiedyś tak mówiłam. W momencie kiedy jesteś z kimś, komu ufasz, a on umiejętnie ryje ci głowę, nawet nie zauważasz, kiedy przestajesz ufać sama sobie. Żeby się z kimś takim rozstać musisz mieć pewność, że on robi ci krzywdę, a ty jesteś ofiarą, a będąc w takiej relacji nie wiesz już nic, nie jesteś pewna niczego i szukasz problemów w sobie.
@Alamakota00
U mnie wygląda to tak, że na ogół nie ufam ludziom, a nawet jeśli już ufam, to bardzo łatwo jest to zaufanie stracić. Jesli widzisz, że facet prowadzi swoje życie bez Ciebie, a ponoć jesteście w związku, no to jest jakiś sygnał ostrzegawczy, że to toksyczne I lepiej uciekać.
Jak niskie poczucie własnej wartości i poziom szacunku do siebie mieć, żeby tkwić w takim związku po kilku tego typu akcjach?
Bo tak jak napisała jest uzależniona od niego psychicznie. To silne i toksyczne uczucie. I jest tego doskonale świadoma. Tak samo jak tych zdrad o których wszyscy tak odkrywczo ją informują w komentarzach. Nie zrozumiesz tego tak jak nie zrozumiesz innych nałogów jeśli Cię nie dotykają bezpośrednio. Masakra tkwić w czymś takim. Jeśli dziewczyna się nie zbierze do kupy i nie zacznie szukać pomocy to gość ją zniszczy psychicznie do reszty.
Napisałam tu z miesiąc, czy dwa temu wyznanie. Też myślałam, że to moja wina, te wszystkie sytuacje, popsuta relacja. Były partner też ma taką "przyjaciółkę", tyle że to jego była dziewczyna. Natomiast co do Autorki, gdyby nie jej wyznanie, nie poznałabym tego terminu. Pomogłaś i mi kobieto.
A jesteś pewna, że to Ty jesteś jego dziewczyną a ona przyjaciółką?
w punkt!
Myślę, że nie masz partnera. On może jest z Tobą w układzie ale bez zobowiązań, z opisu już ta przyjaciółka jest mu bliższa. Uciekaj od niego, ta relacja Cie niszczy.
To nie jest PARTNER.
Skoro zdajesz sobie sprawę, że sytuacja jest patologiczna to już pierwszy krok. Nie daj sobie tylko wmówić , że to Twoja wina.
Cały czas myślałam, że w końcu napiszesz "miałam partnera", ale widocznie mam za dużo wiary w ludzi.
Skoro widzisz to wszystko i wiesz, że nie jest w porządku, to znaczy, że nie jesteś jeszcze na takim etapie, że nie potrafisz odejść. Nie wmawiaj sobie, że jest inaczej, tylko odejdź.
Przeczytaj książkę Mai Friedrich "Moje dwie głowy". Bo jedyną opcją jest uciekać, a "uciekać jest najlepiej do przodu", jak tłumaczy autorka.