#Riobs
Spotkanie było... dziwne. Nigdzie mnie nie zaprosił, więc ja wyszłam z inicjatywą żebyśmy poszli chociaż pójść gdzieś usiąść na kawę. Nie zgodził się, wolał siedzieć na ławce w parku... Warto tutaj wspomnieć, że był to okres zimowy, więc przymrozek był niezły, plus do tego padał śnieg. W trakcie spotkania prawie nic nie mówił, więc rozmowę musiałam ciągnąć ja. Cóż, stwierdziłam, że może faktycznie chłopak był zestresowany, więc wstydzi się rozmawiać. Pod koniec spotkania jedynie powiedział, że mu się podobam i musimy to powtórzyć. Oczywiście zgodziłam się, ponieważ pomyślałam, że drugie spotkanie będzie lepsze. Napisał, że odezwie się jutro i się umówimy.
Tak więc następnego dnia napisał, żebyśmy się spotkali w tym samym miejscu o pewnej godzinie. Poprosiłam czy możemy spotkać się ze 2 godzinki później, ponieważ o tej godzinie nie mogłam wyjść gdyż byłam jeszcze w pracy. Zaczął pisać do mnie obraźliwe rzeczy. Dosłownie mnie zwyzywał od najgorszych. Powiedział, że jestem taka sama jak wszystkie inne dziewczyny, bo tylko mi zależy na wyglądzie i nie chcę się z nim spotkać. Pisał do mnie wyzwiska dwa dni... Tłumaczenia nic nie dały, trudno, kontakt się urwał. Rok później chciał odmówić kontakt, pisał słodkie rzeczy do mnie jaka to ja cudowna jestem. Nie, nie odpisałam. Z bucami już się nie umawiam ;)
PS 1. Po dwóch latach od tamtego spotkania spotkałam cudownego mężczyznę, z którym na ten moment jestem zaręczona i planujemy ślub.
PS 2. Słyszałam, że tamten chłopak dalej jest sam i czasami wypisuje do innych dziewczyn + wyzywa je od najgorszych.
#2xfLJ
Po przeprowadzce zaczęliśmy odwiedzać przyszłą teściową i wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że po całym tygodniu pracy odwiedzamy mamusię co sobotę. I żeby było jasne, nie jedziemy na 2-godzinną kawę i ciasto, jedziemy lada świt, a wracamy ok. 19. Jak się okazało po pewnym czasie, mój mężczyzna stwierdził, że chce żebyśmy zamieszkali z jego mamą, bo uwaga - "u mnie ma zbyt wiele obowiązków", czytaj wyniesienie śmieci czy pomoc w codziennych czynnościach (jak mieszkał u mamy, to robiła za niego wszystko, bo Michałek musi mieć nawet pokój przez mamusię wysprzątany). Dla mnie byłby to strzał w kolano, trafić w miejsce, gdzie sama nie mogę niczego zrobić. I mimo że go kocham, czuję się przytłoczona całą tą sytuacją...
Dlatego też, drogie mamy, nie podkładajcie synom wszystkiego pod nos, nie róbcie z nich maminsynków. Robicie nieświadomie krzywdę dziecku i jego przyszłej partnerce.
#lk99x
Problem w tym, że mój chłopak skąpo - a przynajmniej z mojej perspektywy - mi ją okazuje. Wyzywa mnie od jebanych debili, a gdy płaczę nakazuje się rozłączać. To nie tak, że jest jakiś okrutny - po prostu nie może już ze mną wytrzymać ze względu na to, że ciągle plączę i dramatyzuję.
Czuję się okropnie. Niechciana i niekochana, ciągle coś mnie dobija, mam myśli samobójcze. Chciałabym po prostu żeby było dobrze. Żeby chłopak bardzo mnie kochał, żeby matka to akceptowała. Nie wiem sama już co mogę zrobić, mam wszystkiego dość.
#YDCNA
Teraz studiuję i wróciłam niedawno do domu rodzinnego na parę dni. Rodzice jak zwykle coś tam na siebie krzyczeli i nie wytrzymałam, wybuchłam i wszystko im wygarnęłam.
Usłyszałam od nich tylko jedno zdanie: Nie mówimy do ciebie, więc siądź sobie w kącie jak zawsze i puść muzykę w słuchawkach.
I wrócili do kłótni.
#6bGRt
Niemiłosiernie się tego wstydzę, ale za razem to moja obsesja, głęboko schowana.
Konkretny kształt stopy, paznokcie, kolor i rysy... jakby sam fetysz nie był dość dziwny.
Wiele dobrego w życiu mnie spotkało, ale trafić na kobietę, podzielającą mój punkt... marzenie.
Fotografowanie, delikatne, zmysłowe masaże... jedni pragną dzieci, inni pieniędzy, a jeszcze inni pozycji zawodowej... Tylko ile procent jest jak ja, a ile to reszta? Musiałem to powiedzieć.
#RlLvD
W związku z tym co się teraz dzieje w Polsce i na świecie, firma postanowiła wziąć się za produkcję płynów do dezynfekcji, co też ogłosiła wszem i wobec. Jak najbardziej popieram pomysł ich produkcji, tylko firma (jak zwykle), całkowicie wypięła się na swoich pracowników. Nie dostarczyli ŻADNYCH środków dla stacji paliw, a że ceny lecą w dół, ludzie masowo tankują samochody. Dziennie przewijają się tysiące osób. Wszyscy dotykają tych samych 'pistoletów', klamek, pinpadów, które NIE SĄ odkażane, bo nie ma czym. Pracownicy sami sobie zapewniają środki do dezynfekcji, ale nikt nie ma zamiaru marnować ich na rzeczy o których wspominam.
Pozdrawiam cały zarząd spółki, kierowników regionalnych i życzę dalszych sukcesów. Jak tak dalej pójdzie to sami będziecie kasować ludzi, skoro nie wyrażacie zgody na obsługę przez okienko :)
#ZnrlM
Problem stanowi presja społeczna, nawet nie na utratę dziewictwa, bo przecież to sprawa intymna i raczej ludzie o to nie pytają wprost, co o presję bycia w związku.
Jeszcze rok, 2 lata temu, nie było takiego problemu. Miałam studia, pracę, hobby i paczkę znajomych. Od jakiegoś czasu nie mam nawet z kim porozmawiać, wyjść do kina, na piwo. Wszystkie koleżanki są z związkach i chcą spędzać czas tylko, i wyłącznie ze swoimi chłopakami. Nawet jeżeli uda się zorganizować "babski" wieczór raz na pół roku, to i tak istnieją tylko trzy tematy: narzekanie na ich facetów, przygotowania ślubne i ciągłe komentarze kiedy ja sobie kogoś znajdę. Kumple od kiedy znaleźli sobie dziewczyny, mają w 99% zakaz rozmawiania z innymi, bo ich laski są zazdrosne, a pozostały 1% nigdy nie ma czasu, bo dziewczyna jest zbyt absorbująca nawet na pozostawienie jej samej na godzinę. Próbowałam zaprzyjaźniać się z tymi laskami, ale wszystkie albo widzą we mnie konkurencję (co jest absurdalne, bo jestem paskudnie brzydka) albo też zaczynają mnie na siłę swatać z każdym facetem jakiego znają, bo przecież nie będąc w związku nie mogę być szczęśliwa i to dla mojego dobra.
Rodzina tylko dodatkowo to potęguje, od babci usłyszałam w grudniu, że ona już w moim wieku miała 2 dzieci, jestem albo lesbijką albo nienormalna i dostałam zakaz pokazywania się na święta bez faceta. Tak, dokładnie, wigilię spędziłam sama na stancji, bo cała rodzina poparła babcię. Siostra zapowiedziała też, że nie zaprasza mnie na swój ślub, bo przyjdę sama i jej wstydu narobię.
Jednak czarę goryczy przelała sytuacja na uczelni, zaraz na początku nowego semestru, kiedy to prowadząca, która miała z nami zajęcia 2 semestry wcześniej zapytała, czy coś się u nas matrymonialnie pozmieniało. Ta, 3 koleżanki wyszły za mąż, 8 się zaręczyło.
Na koniec usłyszałyśmy, że to teraz dziekanki i rodzić dzieci, bo to najlepszy moment na to. No cóż, tylko ja z grupy 20 osób nie mam drugiej połówki....
Nie wiem już co robić... Mam konta na portalach randkowych, ale nie mam praktycznie odzewu (bo jestem uczciwa i mam swój krzywy ryj na profilowym), staram się wychodzić do ludzi, nawet kiedy nie mam z kim, cały czas realizuję swoje pasje, ale po prostu nikt nie traktuje mnie jako kobiety.
Nigdy nawet nie usłyszałam żadnego komplementu, poza "jesteś dobrą kumpelą", nigdy nikt nie próbował dobierać się do mnie na dyskotece, czy w komunikacji miejskiej, nawet nikt nigdy się za mną nie obejrzał ani zagwizdał, jak to czasem robią nawaleni kolesie.
Chyba muszę pogodzić się z samotnością albo znaleźć w sobie odwagę i zakończyć tę marną egzystencję.
#BUsXx
Moja matka usłyszała w kościele od księdza, że wierzący się nie zarazi, a kościoły są bezpieczne.
Od jakiegoś czasu próbuje na wszystkich wymusić uczestnictwo w nabożeństwach i mszach. Próby tłumaczenia nie zdają się na nic, tylko wzmagają jej panikę. I niestety wedle niej tylko kościół jest ratunkiem.
#ZPEEq
Początek nowego wieku, czerwiec, koniec lekcji, ostatnie minuty religii. Czymś się zatrułam, poczułam, że muszę zwymiotować. O sytuacji informuję księdza, błagam żeby wyjść do toalety. Ksiądz podejmuje decyzję. "Nie możesz, bo jeszcze trzeba się pomodlić na koniec lekcji i wyjdziesz dopiero jak skończymy".
Skończył z obrzyganą sutanną.