#YVAtT

Nie umiem kroić sera. Zawsze jakoś mi się rozdwaja, rozrywa, nieważne jaki nóż, po prostu nie umiem, nigdy nie ukroiłam normalnego plasterka sera. Dodam jeszcze, że od 5 lat jestem patologiem, więc powinnam mieć jakieś doświadczenie, a jednak.

Ps. Tak, mogę kupować w plasterkach, ale cały smakuje lepiej.

#kuDmj

Mam 21. Jak miałam około 11-12 lat patrzyłam na siostrę, która co weekend szykuje się na imprezę, co niedzielę leczy kaca, by od poniedziałku wrócić do obowiązków. Myślałam, ze moja młodość będzie wyglądać tak samo, że to wszystko jeszcze mnie czeka. Pracuje od 16 roku życia i nie dlatego, że w domu się nie przelewało, tylko dlatego, że zawsze czułam potrzebę posiadania pewnego rodzaju odpowiedzialności? Obowiązku? W klubie byłam raz.

Obecnie moje życie wygląda następująco:
- Pracuję, jestem kierownikiem sklepu.
- Jeżdżę na szkolenia.
- Studiuję zaocznie Logistyke.
- Spłacam kredyt na samochód.
 
Mam 21 lat i lubię swoje życie, bo każda decyzja, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz była moja.

Nie ma nic niezwykłego w tym wyzwaniu, ale może komuś to uświadomi, że decyzję które podejmujemy sami, doprowadzą nas do miejsca, w którym nikomu nie zarzucimy, że jesteśmy w nim nie z własnej woli.

#pVa95

Niespełna kilka miesięcy temu moja ciocia i kuzyn mieli wypadek samochodowy. Ciotka straciła panowanie nad kierownicą , tak nagle i gdyby ktoś jechał z naprzeciwka to oni na 99% by już nie żyli. 


Jak się dowiedziałam o tym, to nawet mnie ta wiadomość nie ruszyła tylko zapytałam się czy z tego wyjdzie. Ogólnie nie czuję żadnej głębszej więzi z ta ciotką, ale coś w środku mówi mi, że powinnam zareagować bardziej emocjonalnie. 

Dla porównania sytuacja z wczoraj oglądałam jakiś krótki facebookowy filmik, jak facet jedzie gdzieś i mówi swojemu psu, żeby czekał na niego. Pies faktycznie wiernie czekał i tylko patrzył na drogę(jak się domyślacie właściciel nie wrócił-wypadek). 


Już jak odjeżdżał wiedziałam, że tak się ta historia skończy, więc już wtedy zaczęłam płakać jak głupia. A płakałam jeszcze bardziej jak pies zaczął szukać swojego pana. Rzecz w tym, że psa nigdy nie miałam, ale wczułam się w emocje jakie mógł odczuwać ten pies. Chyba jestem bez serca.
Morału brak...

#6wA8p

Mam dziwne hobby.

W związku z pracą często latałam do Japonii, mieszkałam wtedy w Australii. Mówię biegle po japońsku i angielsku. Nieraz gdy byłam w jakimś sklepie, biurze, hotelu w Australii mówiłam po polsku, łamaną angielszczyzną, a gdy byłam w Japonii, po angielsku. Bawiło mnie to, że dobrze rozumiem ludzi, którzy próbowali mi coś wytłumaczyć, komentowali wszystko w swoim języku, a ja udawałam, że totalnie nic nie rozumiem.

Najzabawniej było w Japonii. Ludzie odpowiadali po japońsku, gdy usłyszeli angielski byli maksymalnie zestresowani, próbowali na migi, nieraz w jakiś restauracjach kilkoro pracowników konsultowało ze sobą wszystko, używając tłumaczy.
Były też sytuacje, gdzie próbowali mi coś drogiego wcisnąć. Np. kupując bluzkę dla siostrzenicy w Kyoto, sprzedawczynie kazały wyciągnąć tylko najdroższe rzeczy, bo po koszyku było widać, że mam pieniądze. Wtedy odpowiadałam, że znam trochę japoński i rozumiem co powiedziały - przeprosiny były przednie.
Byli też obleśni Japończycy, faceci, którzy będąc po pracy, w knajpach czy barach, próbowali do mnie zagadać po japońsku, gdy nie odpowiadałam, czy mówiłam po angielsku komentowali mój ubiór, wzrost, piersi - wszystko dosłownie. Wtedy też gdy kończyłam jeść, podchodziłam do nich i tłumaczyłam, że ich zachowanie jest karygodne, że muszą mieć sporo kompleksów itp. Miny również mieli bezcenne.

Było miło, gdy Japonki komentowały, że mam ładne włosy, czy faceci namawiali siebie nawzajem, żeby któryś do mnie zagadał.

Rok temu wróciłam do Polski i bardzo mi tego brakowało, dlatego gdy jadę gdzieś dalej od domu czy pracy, również mówię po angielsku, ale tu ludzie już sobie w miarę dobrze radzą, nie ma takiej zabawy. Jakiś czas temu podeszła do mnie Cyganka na żebry, ale gdy tylko usłyszała japoński to zrezygnowała.
W sumie nikomu o tym nie mówię. Bardzo mnie to wszystko bawi, ale czuję też, że to na swój sposób wredne podejście.

#gGrDG

Cześć tu autorka z wyznania #yMFtN.
Niedługo po napisaniu tamtego wyznania postanowiłam iść w końcu ze swoim problemem do psychiatry. Ta cała zasrana miłość platoniczna do blond debila z anime zaczęła faktycznie niszczyć mi życie, zwłaszcza jak coraz częściej łapałam się na tym, że psychicznie przygotowywałam się nawet do samobójstwa.
Lekarz mnie nie wyśmiał, tylko po cierpliwym wysłuchaniu mojego problemu oraz w końcu histerycznego płaczu i śmiechu zlecił mi badania psychiatryczne. No i się zaczęło.
Mam stwierdzoną schizofrenię paranoidalną o dość gwałtownym przebiegu oraz zaburzenia rzeczywistości, czyli prosto mówiąc psychozę. Cała ta "miłość" w moim przypadku jest jak najbardziej prawdziwa, mimo, że postać nie istnieje.
Jestem skierowana na terapię, mam leki które gówno mi dają. Zerwałam z narzeczonym i zamieszkałam z powrotem z rodzicami, którzy znają mój problem i są w stałym kontakcie z lekarzem. W moim przypadku niewykluczona jest też hospitalizacja w przyszłości.

Czas na anonimowość.
Odkryłam, że moja babcia również była chora psychicznie, jednak zmarła gdy miałam 5 lat. Powiesiła się. Rodzice ukrywali to przede mną, ale gdy przedstawiłam wyniki badań powiedzieli prawdę. Babcia napisała list, w którym opisała, że nie daje rady żyć w świecie, gdzie nie może połączyć się z ukochanym. Jej ukochanym był chłopak, który podobno przychodził do niej tylko we śnie.
Nie ogarniam tego wszystkiego, trzymajcie za mnie kciuki...

#bjSgi

Moi rodzice nie chcą przestać chodzić do Kościoła, mimo apelów z każdej strony, żeby unikać tłumów, zamknięcia szkół itd. Jak im powiedziałam, żeby nie maczali rąk w święconej wodzie przy wejściu do kościoła to mnie wyśmiali. 

Niby wykształceni ludzie, jeszcze nie tacy starzy, bo dopiero co po 60-tce, a wierzą chyba, że w kościele wirus ich nie ruszy, albo chcą zostać męczennikami.... czarno widzę walkę z wirusem w Polsce przy takim podejściu niektórych.

#YzsS9

Swego czasu mój małoletni syn miał zajawkę na Harry’ego Pottera. Przeczytał wszystkie książki, przeszedł wszystkie gry i zebrał chyba wszystkie figurki z tej serii. Jego fascynacja przygodami słynnego czarodzieja poszła jednak znacznie dalej.

Otóż odkryłem, że moje dziecko pozmieniało nazwy kontaktów w swoim telefonie. I tak nasza córka wpisana została jako „Hermiona”, najmłodszy syn figurował jako „Ron”, moja żona nazwana została „profesor McGonagall”, natomiast mój brat zwał się „Hagridem”. Długo szukałem siebie, aż w końcu znalazłem. Mój najdroższy syn, pociecha moja, pacholę najwspanialsze nazwało mnie „Voldemortem”.

#a9dii

Czy tylko ja mam wrażenie, że ludzie pomijają fakty. Chodzi mi o con-19. Wszyscy chyba wiedzą, że Chiny i Włochy mają najwyższy wskaźnik ludzi dożywających grubo ponad 80 lat. Przyczyną tego jest ich dieta. 


Naturalne jest to, że tam będzie najwięcej zgonów przez con-19. Poza tym, ten wirus zaczął się wcześniej niż media podają, tyle ze nikt go nie nazwał i dużo osób myślało, że to bardzo zła grypa. 


Moim skromnym zdaniem nazwę to "naturalną selekcją". Jest nas za dużo i planeta się broni. Poza tym, dużo wolnych domów na sprzedaż się pojawi i dużo miejsc pracy. Brzmi to jak znieczulica, ale jest to prawdą.

#PDT17

Krótka historia o tym jak gra zniszczyła mój związek. Nie napiszę tytułu, bo nie wiem czy mogę, spoilerować też nie chcę, ale na pewno znacie, bo to dosyć znana gierka.
Moja dziewczyna (teraz już była) przez długi czas namawiała mnie do zagrania w pewną grę, w którą sama zagrała i zaczęła namawiać wszystkich wokół by zrobili to samo, bo ponoć super inspirująca i wzruszająca historia. To już mi zaczęło śmierdzieć, ale po długich namowach w końcu zgodziłem się, bo nie dawała spokoju. Przez 3 dni siedziała obok mnie i przyglądała się jak gram, i jakie decyzje podejmowałem. W końcu gra dobiega końca, trzeba podjąć ostateczną decyzję. Poświęcić życie przyjaciółki głównej bohaterki i ocalić mieszkańców miasta, czy uchować ją przy życiu, a reszta niech ginie?

Pokierowałem się zdrowym rozsądkiem, czyli uratowałem miasto.

Spotkałem się z niemałym oburzeniem: "A co jakbym to była ja? Mnie też byś zabił???". Noo, powiedziałem, że w sumie to mniejsze zło w tym wypadku, bo uratowałbym więcej ludzi i byłoby to bardziej humanitarne podejście.

Następnego dnia zerwała ze mną twierdząc, że nie może żyć z takim facetem jak ja, który by ją poświęcił dla jakichś randomów i kolegów.
Dziękuję ci, wydawco gry.

#NG8TU

W poniedziałek rano jak zawsze stałam i czekałam na busa... W pewnym momencie zaczęłam kaszleć, a jakaś pani na oko 40 lat zaczęła się drzeć, że mam koronawirusa i uciekła... Każdy się patrzył na mnie i na nią... Ludzie czemu taka panika? Ja mam tylko alergie.. To już serio była przesada.
Dodaj anonimowe wyznanie