#6wA8p
W związku z pracą często latałam do Japonii, mieszkałam wtedy w Australii. Mówię biegle po japońsku i angielsku. Nieraz gdy byłam w jakimś sklepie, biurze, hotelu w Australii mówiłam po polsku, łamaną angielszczyzną, a gdy byłam w Japonii, po angielsku. Bawiło mnie to, że dobrze rozumiem ludzi, którzy próbowali mi coś wytłumaczyć, komentowali wszystko w swoim języku, a ja udawałam, że totalnie nic nie rozumiem.
Najzabawniej było w Japonii. Ludzie odpowiadali po japońsku, gdy usłyszeli angielski byli maksymalnie zestresowani, próbowali na migi, nieraz w jakiś restauracjach kilkoro pracowników konsultowało ze sobą wszystko, używając tłumaczy.
Były też sytuacje, gdzie próbowali mi coś drogiego wcisnąć. Np. kupując bluzkę dla siostrzenicy w Kyoto, sprzedawczynie kazały wyciągnąć tylko najdroższe rzeczy, bo po koszyku było widać, że mam pieniądze. Wtedy odpowiadałam, że znam trochę japoński i rozumiem co powiedziały - przeprosiny były przednie.
Byli też obleśni Japończycy, faceci, którzy będąc po pracy, w knajpach czy barach, próbowali do mnie zagadać po japońsku, gdy nie odpowiadałam, czy mówiłam po angielsku komentowali mój ubiór, wzrost, piersi - wszystko dosłownie. Wtedy też gdy kończyłam jeść, podchodziłam do nich i tłumaczyłam, że ich zachowanie jest karygodne, że muszą mieć sporo kompleksów itp. Miny również mieli bezcenne.
Było miło, gdy Japonki komentowały, że mam ładne włosy, czy faceci namawiali siebie nawzajem, żeby któryś do mnie zagadał.
Rok temu wróciłam do Polski i bardzo mi tego brakowało, dlatego gdy jadę gdzieś dalej od domu czy pracy, również mówię po angielsku, ale tu ludzie już sobie w miarę dobrze radzą, nie ma takiej zabawy. Jakiś czas temu podeszła do mnie Cyganka na żebry, ale gdy tylko usłyszała japoński to zrezygnowała.
W sumie nikomu o tym nie mówię. Bardzo mnie to wszystko bawi, ale czuję też, że to na swój sposób wredne podejście.
Wredne, ale nieszkodliwe. Trochę zazdroszczę tych częstych okazji do podróży.
A ja mieszkam w Londynie i jak wracam z pracy metrem, to słucham rozmów rodaków i rodaczek udając, że nie rozumiem polskiego. "Trudne sprawy" to przy naszych emigracyjnych problemach mały pikuś 😌
Nie wiem co w tym takiego śmiesznego? Wiadome, że wszędzie żyją ludzie, którzy będą próbowali nas oszukać, czy nas obmówią za plecami. Jest mi wszystko jedno co o mnie ktoś mówi, to obca osoba, od której nie zaleze. A zachowanie autorki trąci leczeniem kompleksów, czy dawnej urazy. I brzmi jak śmiech przez łzy. Zapewne w ten sposób słyszała nie tylko komplementy, ale i obraźliwe treści.
Ja znam trochę rosyjski, ale udaję że nic nie rozumiem, żeby podsłuchiwać Ukraińców, którzy u nas pracują.
Tym bardziej ze to Ukraińcy
Ohoho ale zabawne
Ja tak po niemiecku zbywam irytujących ludzi i rozumiem Twoją "zabawę" ;) Kiedyś z przyjacielem-Austriakem byliśmy w knajpce w Czechach i usłyszeliśmy, że przy sąsiednim stoliku ludzie po niemiecku strasznie wulgarnie komentowali ludzi. My postanowiliśmy rozmawiać po angielsku, ale po skończonym posiłku po niemiecku zwróciliśmy im uwagę, że mogliby się wykazać podstawową kulturą. Ich miny bezcenne :D
Cóż, zazdroszczę Japonii. I podziwiam za angielski. Za cholerę nie wchodzi mi do głowy. Niemiecki, hiszpański, japoński, trochę chiński - okej. Ale angielski? W rzyci.
Angielski?. XD toć to najłatwiejszy język na świecie , łatwiej już sie nie da
Mokra, wcale nie jest taki łatwy. Łatwiej było mi się nauczyć niemieckiego i włoskiego.
Jesteś dziwna. Życie to nie film, ogarnij się i nie wkręcaj ludzi, boś nie Marcin Dubiel.
Znam dobrze angielski i niemiecki, też lubię sobie posłuchać obcokrajowców głośno rozmawiających w swoim języku, gdy nie zdają sobie sprawy, że ktoś ich rozumie. Gdy jestem w innym mieście i zaczepiają mnie żule/cyganki/jehowi/roznosiciele ulotek/naganiacze, to też odpowiadam im po niemiecku.
Dziecinada.