Miałem bardzo zazdrosną dziewczynę. Pewnego razu udało się jej odblokować mój telefon i przejrzeć listę połączeń. Zobaczyła, że od kilku dni w tajemnicy przed nią rozmawiałem z kobietą o imieniu Monika. Resztę historii sama sobie dorobiła. Jeszcze tego wieczora zerwała ze mną i wyprowadziła się z mojego mieszkania.
Wcześniej zrobiła mi taką awanturę, że nie miałem nawet szansy wytłumaczyć jej, że Monika to moja znajoma z liceum, która od lat zajmuje się handlem starociami i przez ostatnie dni dogadywałem z nią zakup XIX-wiecznego, przepięknie zdobionego, pierścionka zaręczynowego...
Ja wiem, że kwarantanna, że nie można wychodzić, to trzeba sobie jakieś zajęcie znaleźć. No ale moja narzeczona to już „z leksza” przesadza.
Wymyśliła sobie domowe spa. Niby nic w tym złego, gdyby nie fakt, że poszła na to połowa domowego budżetu, a przecież mamy kryzys i nie wiadomo co będzie jutro. W każdym razie, jak już przyszły jej te paczki za jakieś 500 zł łącznie (serio, tyle wydała na jakieś mazidła do ciała), to się zaczęło. Trzy godziny w łazience, jakieś turbany na włosach, maski na twarzy, kompresy na brzuchu i kij wie co jeszcze. Dałbym radę to wszystko znieść (i wysikałbym się do zlewu czy butelki), gdyby nie fakt, że ona kazała mi w tym uczestniczyć!
„Radek, posmaruj mi tym plecy”, „Radek, a weź mocno pięty mi tutaj ponaciskaj, bo ja nie mam tyle siły”, „Raduś, a może chcesz spróbować esencji z opuncji figowej?”. Tak, kurna, marzę o tym!
Cieszę się, że mamy psa. Jutro mam zamiar siedzieć z nim cały dzień na ławce pod blokiem.
Kiedyś przez pół dnia szykowałam się na popołudniową randkę z moim chłopakiem. Gdy przyszedł, obracając się na pięcie, zaprezentowałam mu moją nową sukienkę i zapytałam, jak w niej wyglądam. Odpowiedział "spoko, ale może nie wychodź tak do ludzi".
Kiedyś zostałam prawie porwana.
Miałam wtedy 14 lat. Wyszłam ze szkoły, kiedy podszedł do mnie mężczyzna w średnim wieku. Wydawał się miły. Powiedział, że jest znajomym moich rodziców i miał mnie zabrać do siebie na dwa dni, bo rodzice musieli pilnie wyjechać. Zdziwiłam się bardzo, bo nie słyszałam o żadnym wyjeździe. Jednak mężczyzna bardzo przekonująco opowiedział mi jak to wyszło z tym wyjazdem. Byłam głupia, ale wsiadłam z nim do samochodu.
W trakcie jazdy postanowiłam zadzwonić do mamy, że już jadę z tym ich znajomym. Facet wtedy kazał mi urwać połączenie i oddać mu telefon. Oddałam, po czym powiedział, że on sam zadzwoni. Przyłożył mój telefon do ucha i "rozmawiał" z moją mamą. Wydawało mi się, że udawał, bo nie słyszałam żadnych odgłosów z słuchawki, miałam jakieś złe przeczucie.
Jechałam w milczeniu, ze stresu brzuch mnie rozbolał, miałam gulę w gardle, nie wiedziałam co robić. Powiedziałam do tego faceta, żeby zawiózł mnie do babci, ale on się nie zgodził i dalej próbował mnie przekonywać, że wszystko jest okej, dobrze spędzimy ten czas i wrócę niedługo do rodziców.
Kiedy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle, zaczęłam bić pięściami w szybę i krzyczeć. Facet się zdenerwował, kazał mi się zamknąć. Jakieś dwie minuty później zatrzymał się i kazał mi wyjść. Pewnie przestraszył się, że ktoś mnie zauważył.
Traumę mam do dziś, a minęło już 8 lat od tej sytuacji. Rodzicom nie powiedziałam niestety, bo bałam się, że dostanę ochrzan za to, że wsiadłam z obcym do samochodu i pewnie słusznie.
Życie wywróciło mi się do góry nogami w ciągu ostatniego miesiąca. Na wstępie nakreślę tylko swoją krótką historię.
Od dwóch lat staraliśmy się z moim mężem o dziecko, korzystaliśmy z pomocy poradni i lekarzy, natomiast nie przyniosło to rezultatu. Postanowiliśmy zatem pójść na badania, po czasie bardzo niecierpliwego oczekiwania okazało się, że wyniki wykazały, iż mój mąż jest bezpłodny. Świat się dla niego zawalił, zaczął przeżywać ogromną traumę i bałam się, że będzie chciał się rozwieść. W dalszym ciągu zresztą jest zdania, że w momencie gdy będę chciała mieć dziecko za wszelką cenę, to go zostawię dla mężczyzny, który będzie mógł mnie maleństwem uszczęśliwić. Nie docierają do niego tłumaczenia, że kocham go bez względu na wszystko oraz że są różne inne sposoby, aby założyć szczęśliwą rodzinę (np. adopcja).
Teraz czas na właściwą treść wyznania.
Jakiś czas temu nie dostałam okresu na czas, co więcej, zawsze spóźniał się maksymalnie 2 dni, podczas gdy ten po 4 dniach opóźnienia wciąż nie nadchodził. Zrobiłam test ciążowy i zobaczyłam dwie kreski - o mało nie zemdlałam, a w głowie tylko jedno pytanie "Co jest, do cholery?". Jeszcze tego samego dnia powtórzyłam test, znowu pozytywny. Dwa tygodnie temu byłam na wizycie u ginekologa i potwierdził ciążę.
Jestem jednocześnie najszczęśliwszą i najbardziej zdezorientowaną kobietą pod słońcem. Wciąż nie znalazłam w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby powiedzieć mężowi o tym, że został tatą. Zwyczajnie nie wiem jak. Co ze stwierdzoną bezpłodnością? Powoływać się na cud czy na błędną diagnozę? Tak bardzo boję się, że oskarży mnie o zdradę, chociaż wie, że nigdy w życiu bym mu tego nie zrobiła.
Sytuacja coraz bardziej mnie stresuje, czas leci i nie mogę sobie pozwolić na dalsze duszenie tego w sobie. Boję się tej rozmowy jak jeszcze żadnej w życiu, proszę w duchu tylko o to, aby mój mąż okazał się na tyle wyrozumiały i cierpliwy, by zechciał udać się wspólnie do lekarza na kolejną wizytę i przeanalizować nasz przypadek ponownie. Musi poznać prawdę, choć bardzo ciężko będzie mu w nią uwierzyć.
Trzymajcie za nas kciuki! Pozdrowienia od anonimowej rodzinki M. :)
Mam 15 lat. Od zawsze bardzo lubiłam gotować. Piekę ciasta i inne słodkości. Rok temu przeszłam na wegetarianizm i codziennie dla siebie gotuję. Kiedy jadę do babci, zawsze staram się coś przygotować.
Jedynym problemem jest moja matka. Wyznaje bardzo tradycyjne wartości dotyczące kobiet i mężczyzn, mimo że sama jest bardzo wykształcona i pracuje w miejscu, w którym - według jej światopoglądu - powinni pracować sami faceci. Nigdy nie sądziłam, że może wierzyć w coś takiego.
Raz mój dziadek powiedział, że robię dobre ciasta, na co moja matka wyjechała z tekstem "No tak, przecież jest dziewczynką". Myślałam, że tylko raz, jednak ona zaczęła mówić tego typu rzeczy coraz częściej. Np. "Jesteś dziewczyną, musisz posprzątać po obiedzie" lub "Kobiety muszą słuchać męża" oraz "Każda kobieta marzy o mężu i dzieciach".
Przez nią i jej "złote myśli" całkowicie przestałam lubić gotować, bo wtedy wydaje mi się, że wyglądam jak typowa kura domowa usługującą swojemu mężowi. To bardzo mnie rani.
Dodam, że jestem homo, a ona cały czas mówi mi o rodzinie jako najpiękniejszym co może mnie spotkać.
Kiedy powiedziałam jej, że nie chcę mieć dzieci, ona była strasznie wkurzona. Boję się co będzie jak zrobię coming out, którego cholernie się boję.
Pięć lat temu, mając prawie 30 lat, straciłam nadzieję na miłość. Po kilku nieudanych związkach i zawodach miłosnych i po trzyletniej przerwie od związków poznałam jednak swojego obecnego partnera - w dość śmieszny sposób.
Zmieniając pracę, musiałam zmienić również miejsce zamieszkania. Znalazłam wymarzone mieszkanie na dużym osiedlu, gdzie na kilka bloków przypadał jeden duży parking. Był weekend, a że zima była zimą, to na dworze biało. W domu pusta lodówka, więc trzeba było jechać na zakupy. Patrzę przez okno, że pełno śniegu, to biorę skrobaczkę i miotełkę, wychodzę i udaję się do auta. Zaczynam odśnieżać, skrobać przód, potem tył, upociłam się przy tym okropnie, ale dobra, gotowe!
Otwieram drzwi pilotem, a tu nic! Łapię za klamkę - nic! Próbuję otworzyć drzwi kluczykiem, ale nic to nie daje. Wkurzona, zmarznięta i zła stoję nie wiedząc co jest grane, gdy słyszę zza pleców, że ktoś krzyczy, żebym nie szarpała za klamkę i co ja w ogóle robię. No to odpowiadam zgodnie z prawdą, że chcę jechać na zakupy i nie mogę dostać się do swojego samochodu.
Co się okazało? Odśnieżyłam nie swoje auto... Jego właściciel (a mój obecny partner) od słowa do słowa zaprosił mnie w ramach podziękowania na kawę :)
PS Moja pomyłka była uzasadniona tym, że mieliśmy oboje auto popularnej marki, ten sam model i ten sam kolor.
Jak byłem małym dzieckiem, babcia zabierała mnie do kościoła. Zmuszała mnie wręcz do tego.
Było to blisko świąt, w kościele była rozstawiona szopka z Maryją, Jezusem i Józefem.
Wybiegłem na środek i zacząłem krzyczeć, że Maryja to moja mama, Józef tata, a ja to mały Jezusek. Babcia za mną wyleciała i walnęła mnie w twarz na środku kościoła.
Innego razu, prawdopodobnie z nudów, zacząłem śpiewać piosenkę z "Boba budowniczego", która była na początku bajki.
Babcia mnie zmuszała do wiary, umarła, a ja się nie dałem i jestem szczęśliwym ateistą.
Czy pamiętasz świat sprzed koronawirusa?
Pamiętasz, co działo się nie tak dawno temu?
Pamiętasz spacery po parku, swoją spokojną pracę?
Pamiętasz na kogo kiedyś głosowałeś?
Pamiętasz, jakie ideały przyświecały Ci w życiu?
Czy pamiętasz jakie telewizja pokazywała tragedie w innych miastach, krajach, kontynentach?
Pewnie pamiętasz, ale wiele rzeczy bagatelizowałeś, bo to nie był Twój problem.
Jak przyszedł do nas ten straszny wirus, to się nam nagle zmienił punkt widzenia, aż sama nie mogę wyjść z szoku.
Przypomnij sobie strajk nauczycieli, to było niedawno. A teraz powiedz głośno jeszcze raz to wszystko, co mówiłeś wtedy, tym nauczycielom, którzy uczą z domu i mają w tym czasie w domu swoje dzieci.
W d*pie im się przewróciło, prawda?
Powiedz im, gdzie są służbowe laptopy dla wszystkich, żeby mieli na czym pracować.
Powiedz im, że za te marne pensje mieli kupić swojej dwójce czy trójce dzieci komputery, żeby miały się na czym uczyć.
Pamiętasz, jak podczas strajku pielęgniarek czy lekarzy mówiłeś, że za nic biorą kasę?
Piją kawkę na dyżurach, na niczym się nie znają, a tylko chcą pieniędzy.
Przecież ONI TYLKO RATUJĄ LUDZKIE ŻYCIE.
Teraz powiesz, że są bohaterami na pierwszej linii frontu. I jeszcze powiesz, że należy im się za to wielki szacunek.
WOW CO ZA ZMIANA! 👏
Pamiętasz, jak kasjerki żaliły się w internecie, że ludzie są chamscy, że ich nie szanują?
Napisałeś wtedy w komentarzu: "jak się nie podoba, to zmień robotę". Kolejna osoba napisała: "trzeba było się uczyć, hłe hłe".
A teraz im dziękujesz, bo narażają życie, żebyś miał co do gara włożyć, bo swojej kasy nie zeżresz.
I na dokładkę kierowcy tirów. Pamiętasz? "Tiry na tory", bo niszczą i blokują drogi. Kierowcy to brudasy, chamy i buraki.
To teraz popatrz, że kiedy Ty siedzisz w domku na dupsku, oglądając kolejny serial na netflixe, to ten kierowca wiezie towar z Włoch, a nawet z tej nieszczęsnej Lombardii, żeby ktoś tu mógł dalej prowadzić firmę.
Wraca z trasy i jego kwarantanna nie obejmuje, bo jak stanie transport, to nie będzie nic. Wraca, siedzi z rodziną, nie wie, czy zaraża czy nie. Zaraz musi jechać dalej, żebyś miał co w sklepie kupić albo zamówić z neta.
JEŻELI TERAZ ICH ROZUMIESZ I WIDZISZ MIEJSCE W ŚWIECIE INNYCH LUDZI, TO CZEMU NIE WIDZIAŁEŚ TEGO WCZEŚNIEJ?
Ludzie, czy potrzebny nam wirus z drugiego końca świata, żebyśmy nabrali ludzkich odruchów?
Szanuj siebie i innych.
Szanuj rodzinę.
Szanuj zdrowie.
Masz jedno życie, a psikus polega na tym, że nikt z nas nie wie, kiedy będzie GAME OVER.
Szef zaprosił mnie do swojego gabinetu, żeby omówić ze mną moje nowe obowiązki związane z awansem. Wcześniej pracowałam na dość niskim stanowisku, więc sam fakt, że mam rozmawiać z szefem w jego gabinecie był dla mnie dość nowy. Poprosił, żebym usiadła, po czym powiedział, że mam zaczekać chwilkę, a on pójdzie po herbatę.
Pozytywnie mnie to zaskoczyło, że chce rozmawiać ze mną przy herbacie, ale nie miałam na nią ochoty i o mały włos nie powiedziałam, że za nią dziękuję.
Całe szczęście, że tego nie powiedziałam, bo on tę herbatę przyniósł tylko dla siebie.
Dodaj anonimowe wyznanie