#gwqeH

Pracuję jako tłumacz. Zajmowałem się grupą niemieckich kontrahentów, spaliśmy w starym pałacu zaadaptowanym na hotel - genialne miejsce, fenomenalna kuchnia, piękne wnętrza. Wieczorem był bankiet, gardło mnie już bolało od gadania, a kiedy przyjęcie się skończyło, odprowadziłem gości do ich pokoi i poszedłem spać.

W nocy przybiega do mnie jedna z Niemek i krzyczy, że w jej łazience jest jakiś Rosjanin i krzyczy do niej coś, zaspany myślę - Jezus Maria, naćpała się czy co? No nic, idę! W pokoju nie ma nikogo, w jej łazience tym bardziej, mówię jej, że może to przez wentylację słychać głosy z pokoju obok albo piętro niżej, żeby się uspokoiła i poszła spać, nie ma tu żadnego Rosjanina. Ona blada jak ściana mówi, że się boi, więc poszliśmy do recepcji w celu zamiany pokoju. Tłumaczę recepcjoniście, że pani boi się spać w tym pokoju, bo według niej w łazience jest jakiś Rosjanin, uśmiecham się i mówię, że pani pewnie ma koszmary albo wentylacja... Recepcjonista zbladł, poszedł z nami na górę, zabrał walizki pani, przenieśliśmy ją do zupełnie innej części hotelu.

Po tym wszystkim poszedłem zapalić, zagaił mnie recepcjonista i mówi, że wielu gości zgłasza, że w tym pokoju jest ktoś w łazience. Facet tłumaczył, że nie zna dobrze historii tego miejsca, ale zdarza się, że goście zgłaszają hałasy dobiegające z łazienki tego pokoju. Podobno, podkreślam podobno jakiś ruski nachlał się jak świnia i utopił się w wannie w tym pokoju i od tamtej pory tam straszy.

#XLXlk

Znam dziewczynę, która zaszła w ciążę - wpadła. Okazało się w badaniach, że dziecko nie ma nerek i jeśli się urodzi, to tylko po to, żeby umierać przez kilka godzin w męczarniach niewyobrażalnych, a lekarze nie będą mogli mu pomóc umrzeć szybciej, bo prawo tego nie przewiduje. Lekarze doradzali aborcję. Co zrobiła dziewczyna? Oczywiście przejęła się, ale tylko chwilowo, bo dowiedziała się, że ubezpieczyciel zapłaci jej wyłącznie gdy urodzi żywe dziecko, które następnie umrze, a za aborcję nie dostanie nic. Urodziła dziecko, które umarło po kilkunastu godzinach. Kasa się zgadzała.

Pół roku później zaszła w kolejną ciążę, znów dziecko miało wyraźny problem z nerkami...
O czym myślała owa dziewczyna? O tym, że za „drogie dziecko” powinna dostać 500+...

#wZ3MX

Wiele lat temu przyjaciółka zaprosiła mnie na swój ślub cywilny i przyjęcie dla najbliższych, które odbywało się w wynajętej restauracji. Choć nienawidzę ślubów i wesel, była to dla mnie tak bliska osoba, że nie było opcji, żebym nie przyszedł. Byłem wtedy singlem (jestem gejem, o czym wiedziała) i zostałem usadzony obok jej świadkowej, przyjaciółki ze studiów, która też przyszła sama. Co zabawne, świadkowa była lesbijką, dość ewidentną (każdy kojarzy chyba ten typ, można wyobrazić sobie np. 20-letnią Ellen Degenerous, która nienawidzi sukienek, nawet jeśli ma długie włosy, to nosi je tak jak nosiłby je długowłosy facet itp.), ale silnie się ukrywającą, pomimo otwartej i tolerancyjnej postawy wszystkich ze studenckiej paczki panny młodej (co sprzedane mi zostało jako anegdotka jeszcze zanim ptaszki zaczęły ćwierkać o jakimkolwiek ślubie).

Na przyjęciu mama panny młodej co rusz puszczała do mnie oko rozpływając się jaka to piękna byłaby ze mnie i świadkowej para i jaka szkoda, że Malwina jest już zajęta! Uśmiechaliśmy się wtedy obydwoje jak dwa osły przebrane za jednorożce. Malwina cały czas odbierała SMS-y od swojego chłopaka i bardzo starała się epatować tą heteroseksualną przykrywką, nie oszczędzała zwłaszcza mnie, postanowiłem więc grać w tę gierkę, choć obydwoje wyczuwaliśmy różne rzeczy ewidentne dla ludzi z naszej branży. Mimo wszystko gadało nam się bardzo fajnie, szybko przełamaliśmy lody, ale w miarę jak przychodziły kolejne SMS-y od jej chłopaka, Malwina stawała się coraz bardziej spięta. W pewnym momencie przeprosiła, wyszła przed lokal i miała dość poważnie wyglądającą rozmowę przez telefon. Dołączyłem do niej po chwili i zapytałem, czy wszystko OK. Odpowiedziała, że nie bardzo, że od dłuższego czasu stara się już zerwać z tym chłopakiem, ale on ją szantażuje emocjonalnie, płacze, że się zabije jeśli go zostawi i że nadal ją kocha. Skomentowałem, że musi być strasznym dupkiem i żeby uciekała.

Kilka dni później omawiając przebieg przyjęcia z panną młodą weszliśmy na temat Malwiny. Przyjaciółka powiedziała, żebym zupełnie się nie martwił, że ona użyła tego gostka jako przykrywki, np. żeby chodzić na wesela, ale nie wypaliło, bo nie jest on szczególnie poważnym człowiekiem, więcej z nim problemów niż pożytku i lepiej dla nich obydwojga, że skończyli tę farsę. Zapytałem, skąd wie, że skończyli? Dowiedziałem się wtedy, że nieco później była świadkiem, jak wkurzona Malwina nakrzyczała do słuchawki "...to wskakuj do tego jeziora, ale daj mi już święty spokój!", rozłączyła się i wyłączyła wreszcie telefon.

Historyjka nie miałaby raczej pointy i kompletnie bym ją zapomniał, gdyby nie to, że dowiedziałem się potem, że Malwina wróciła do niego i sprawa ciągnęła się jeszcze pół roku, aż znaleziono tego chłopaka martwego pod lodem.

#eFjr5

Kiedy miałem 11 lat, mój ojciec zginął w wypadku. Matka była wtedy w ciąży, miesiąc później urodził się mój brat. Mama i ja byliśmy oczywiście była załamani, ale jakoś dawaliśmy radę, zwłaszcza że pomagał nam brat matki.

Kiedy młody miał trzy lata, matka znalazła sobie nowego męża. Mnie od początku nie mógł ścierpieć, mały go wkurzał, bo zachowywał się jak to małe dziecko (bawił się, zdarzało mu się płakać i prosić o uwagę). Ojczym po jakimś czasie stracił pracę, na wszystko pracowała matka. A on zaczął pić, spraszać koleżków i generalnie się obijał. I zaczął nas bić. Matka w niego ślepo wpatrzona, ciągle powtarzała, że on od dziecka ma trudno, my musimy być wyrozumiali i go nie denerwować. Ona pokornie wszystko znosiła, ja się stawiałem, zwłaszcza kiedy czepiał się młodego, a przeszkadzała mu każda pierdoła. Kiedy wspomniałem o tym wujkowi, dostałem ostry łomot i ochrzan od matki. Potem dostałem kolejny raz, bo opieka zaczęła się nami interesować. Uwierzyli jednak, że to był chwilowy trudny czas i odpuścili. U mnie w szkole i tak olewali temat, a mały do przedszkola nie chodził. Sąsiedzi nic nie widzieli, nic nie słyszeli.

Niedługo później po powrocie ze szkoły zastałem brata zapłakanego z rozbitym nosem. Ojczym szarpał matkę, ona błagała, żeby odpuścił. Przywaliłem mu kilka razy, ale on był silniejszy i oberwałem jak nigdy. Matka tylko cicho prosiła, żeby mi darował. Oczywiście nie było mowy o lekarzu, ale na moje szczęście wujek wpadł z niespodziewaną wizytą i od razu zabrał mnie i małego na pogotowiu. Ja kilka dni spędziłem w szpitalu, potem zamieszkaliśmy u wujka i jego żony. Kilka razy słyszałem, jak kłócili się z matką, która uważała, że wszystko samo by mi się zagoiło. Wujek nie odpuścił i zostali z ciocią rodziną zastępczą dla mnie i brata.

Mieszkałem z nimi do studiów, brat dalej z nimi mieszka (ma prawie 16 lat). Matka została przy ojczymie, rzadko nas odwiedzała. Wujek próbował pomóc jej od niego odejść, ale po kilku latach się poddał.
Ja ułożyłem sobie życie, mam narzeczoną i córkę, jesteśmy szczęśliwy. Brat też dobrze sobie żyje, wujka i ciocię traktuje jak rodziców, kuzynkę jak starszą siostrę. Ja w sumie też.

Niby rozumiem, że matka jest zmanipulowana i uzależniona od tego potwora, ale nie umiem jej wybaczyć tego, że ani razu nie próbowała nas ratować i ukrywała bicie. Może kiedyś to zrobię, ale nie teraz. Narzeczona mnie rozumie. Próbowaliśmy pomóc mojej matce, też bez skutku.
Nie życzę jej źle, ale często nachodzi mnie myśl, że on ją zatłucze i nikt tego nie powstrzyma.

#OJnt8

Martwi mnie jedna rzecz.

Siedzę na grupach dla ludzi młodych, głównie poniżej 18 roku życia.
Jestem też w grupach, gdzie są ludzie powyżej 40 roku życia.
Patrząc na obie te grupy społeczne, jestem przerażona.
Młodzi ludzie między sobą promują - zostań w domu. Wymyślają sobie zajęcia, tworzą serwery Minecrafta, zakładają serwery do gadania i poznawania nowych ludzi. Ba, nawet jak ktoś chce imprezować, to nie ma problemu w zorganizowaniu czatu na serwerach discordowych i "wspólnego picia" na czatach wideo. Widać, że młodzi ludzie robią co mogą.

A osoby 40+?
Tu jest gorzej. Nie wierzą w szczepionki (big pharma nas zabije), koronawirus to bzdura, znacie kogoś, kto ma koronawirusa?! Nie wierzą. Nie dają wiary w to, że na świecie powstała pandemia. Zapewne i tu w komentarzach się odezwą.

Po prostu bulwersuje mnie fakt, że młodzi są obłożeni obostrzeniami odnośnie wychodzenia, a stare baby, które są w grupie ryzyka, stanowią 80% osób, które widuję na mieście - mimo że policja oferuje robienie zakupów dla takich osób.

#TlVn3

Kupiłem sobie nową drukarkę. Wiecie, taką nowoczesną, bezprzewodową, sterowaną przez Wi-Fi. Nie miałem czasu jej dobrze skonfigurować, bo spieszyłem się do pracy. Gdy wróciłem okazało się, że nie założyłem hasła do sieci, w rezultacie czego każdy sąsiad miał dostęp do mojego sprzętu. Przekonałem się o tym, kiedy zobaczyłem walających się po pokoju ponad sto wydrukowanych zdjęć Zenka Martyniuka.
Niech no dowiem się, który jest taki dowcipny...

#D4liy

Przez 20 lat życia mój ojciec traktował mnie jako zło konieczne - wpadł z matką w młodym wieku i musiał zmienić swoje plany życiowe. Całe życie wypominał mi to - może nie mówił wprost, ale dawał sugestie, że gdybym się nie pojawiła, jego życie byłoby lepsze. Całe dzieciństwo obwiniałam się za to, że zniszczyłam mu życie. Zawsze bałam się o cokolwiek poprosić, bo nie chciałam słyszeć wykładu, że i tak wystarczająco dużo dla mnie zrobił. I tak przez 20 lat życia. W wieku 18 lat znalazłam pierwszą dorywcza pracę, by móc pozwolić sobie chociaż na głupi tusz do rzęs czy nieco droższe buty. Łączyłam to z nauką w technikum, które zdałam z bardzo wysokimi wynikami. Po maturze poszłam do pracy - to oczywiście mojemu ojcu się nie spodobało, bo powinnam iść na studia. Ja jednak wolałam powoli uniezależniać się od niego i matki.

Jakoś rok po maturze poznałam swojego obecnego chłopaka - na portalu randkowym. Po kilku spotkaniach zdałam sobie sprawę, że się zakochałam, jednak nie chciałam nic mówić rodzinie. Dlaczego? Bałam się reakcji ojca. Jak się później okazało - słusznie. Moja siostra niechcący sprzedała mnie rodzicom, mówiąc, że widziała mnie z jakimś chłopakiem w parku. Reakcja ojca? Zwyzywał mnie od najgorszych. Nic nie powiedziałam mojemu chłopakowi. Dusiłam to w sobie, bo stwierdziłam, że jakoś sobie z tym poradzę. Nie poradziłam.

Raz nie wróciłam do domu na noc - mój chłopak zaproponował, żebym została u niego. Nie myślałam, że będzie to aż taki problem dla mojego ojca. Kiedy wróciłam na drugi dzień do domu, poza stosem obelg dostałam w twarz. Tego było za wiele. Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z domu. I tak od prawie pół roku mieszkam z moim chłopakiem i jego rodzicami.
Jak mi się żyje? Znakomicie. Jego rodzice mnie lubią, ja staram się pomagać im w domu i nie być kulą u nogi. Chyba tak naprawdę dopiero teraz wiem co to prawdziwa rodzina. A co do mojego ojca, to nie mam z nim kontaktu, nawet o niego nie zabiegam. Cieszę się, że nareszcie ktoś mnie kocha taką jaka jestem i nie wytyka mi faktu, że pojawiłam się na tym świecie.

#GgdLe

Po długim czasie życia w samotności postanowiłem wziąć los w swoje ręce i skorzystać z aplikacji randkowej. Po wypełnieniu kwestionariusza pojawiła się notka z informacją o wyszukiwaniu mojej drugiej połówki na podstawie udzielonych odpowiedzi. Po chwili wyświetlił się komunikat, że moje odpowiedzi były zbyt "nietypowe", żeby znaleźć dla mnie partnerkę.
Niby nic strasznego, tylko ja wybrałem zasięg "cały świat".

#Ue8cV

Chciałam napisać komentarz do historii #Y2MiC, ale za długi wyszedł. Wszyscy tak jednoznacznie oceniliście dziewczynę, a ta historia mogłaby być o mnie. Przedstawię Wam, jak mogła wyglądać druga strona medalu.

Od początku podkreślałam, że nie chcę ślubu ani dzieci, że zależy mi na partnerstwie, że źle bym się czuła w centrum uwagi jako panna młoda. Partner niby rozumiał, niby myślał tak samo.
Po kilku latach nagle słyszę, że bardzo mu zależy na ślubie CHOCIAŻ cywilnym. Zgodziłam się pod warunkiem skromnej uroczystości dla kilku najbliższych osób, no i się zaczęło:
1. a może jednak kościelny, to też jego uroczystość, a zawsze o tym marzył, co mi szkodzi...
2. on by chciał więcej ludzi, w końcu to jeden taki dzień w życiu, jego brat nie miał hucznego wesela, to chociaż on by miał
3. co prawda wie, że źle się czuję w stylu księżniczki (suknia, makijaż itd.), ale "to tylko jeden dzień, jakoś się przemęczysz", "ślub jest jednym dniem w życiu, możesz to przecież dla mnie zrobić".

I wiecie co? Nie zgodziłam się na żadne z powyższych, a zamiast ślubu było rozstanie. A z jego perspektywy wyznanie mogło wyglądać tak jak tamto - on, kochany, zgodził się na cywilny, a ja egoistka nie poszłam na ustępstwa... Jakby ślub, którego nie chciałam, nie był wystarczającym kompromisem.

#x9Rwb

W mojej rodzinie panuje panika związana z koronawirusem. Ostatnio miałam awanturę, bo śmiałam wyjść na parę godzin do biura (niestety laptop odmówił współpracy), a po drodze kupić w sklepie coś do picia. Rodzina stwierdziła, że to "nieodpowiedzialne" z mojej strony, że zarażę ich wszystkich, a w pracy powinnam wziąć urlop na żądanie.

Dlatego wielkie było moje zdziwienie jak usłyszałam, że babcia zaprasza nas wszystkich na Wielkanoc. Wszystkie ciotki zgodnie stwierdziły, że "koronawirus nie koronawirus, ale święta muszą być" i najwyżej każdy założy maseczkę (?!).

Jakby cokolwiek się stało, gdybyśmy raz do roku odpuścili sobie tę świąteczną szopkę i po prostu zostali w domu. Nikt nie chce słuchać moich argumentów. Dziadkowie są w grupie ryzyka, jeden wujek pracuje jako pielęgniarz w szpitalu, a kuzynka jest ekspedientką w sklepie. Tragedia murowana. Do rodziny nic nie przemawia, ja już dawno oświadczyłam, że zostaję w domu i nigdzie się nie wybieram. Wam radzę to samo.
Dodaj anonimowe wyznanie