#dBrPq

Mam współlokatora, który jest totalnym dzbanem. Jakiś czas temu miałem iść na rozmowę o pracę, a ten kretyn podmienił moją wodę kolońską na whisky. Waliłem niczym jakiś „zamożny menel”, nawet po próbach zatuszowania tego zapachu dezodorantem i toną mydła. Rozmowa skończyła się po paru minutach, a mój potencjalny pracodawca dał mi do zrozumienia, że od zatrudnionych oczekuje punktualności oraz (tu spojrzał na mnie wymownie) pełnej trzeźwości.

#Ah5ns

Kiedy miałam 13 lat, w trakcie kąpieli wsadziłam sobie piłeczkę kauczukową w typowo damski otwór ciała... Jak się pewnie domyślacie, nie mogłam jej wyjąć, bo nie dało się wsadzić tam nawet połowy palca. Panika nie do opisania, ale nagle wpadłam na pomysł, że "urodzę" tą piłkę.

Podziałało, moja pierwsza piłeczka przychodziła na świat jakieś 20 minut.

#qc9Js

Moja mama ma kubek z napisem typu "super mama". Skręca mnie na widok, kiedy dumnie z niego pije. Dlatego staram się nie dopuszczać do takich sytuacji. Zwykle staram się go chować na tył szafki, za innymi a jeśli widzę, że jednym z ostatnich czystych jest właśnie TEN kubek, to wsadzam go do zmywarki lub sama z niego korzystam.

Nie robię tego jej na złość. Robię to, dla spokoju swojej duszy. Żeby być "super mamą" nie wystarczy zapewnić dach nad głową. Są rzeczy, których nie można kupić ani na nie zapracować.

#2DMAT

Pewnie większość z was potraktuje te wyznanie jako wyżalanie się zwykłej gówniary, że och, ach, jakich to złych ma rodziców. Kompletnie już wariuję i chciałabym wiedzieć czy coś ze mną, czy z nimi, jest nie tak.

Moja matka to prosta kobieta. Codziennie gotuje obiad, a później wegetuje kilka godzin przed TV. Wszechwiedzącą i wszechobecna, na wszystkim się zna, jak nikt inny. Cały czas coś ją boli, ciągle lata po lekarzach.

Mój ojciec to zwyczajna świnia. Pijak i prostak, jakich mało. Codziennie musi być po kryjomu wódeczka. Jeździ pod wpływem, ale jeszcze ani razu nie został złapany. Myśli, że wie najlepiej. Zawsze głosuje na tą jedną, jedyną partię. Gdy ktoś myśli inaczej, od razu jest zwyzywany od lewackich k.. Uzależniony od komputera, potrafi kilka godzin siedzieć przed nim i grać w jedną grę, którą przechodzi od paru dobrych lat.

Matka nie potrafi wyjść z toksycznej relacji. Mimo, że ojciec jest w stanie podnieść na nią rękę po pijaku, cały czas więzi mnie z nim w jednym domu. Niegdyś mówiła coś o rozwodzie, jednak była to zwykła ściema. Ciągle płacze po każdej kłótni, a jednak nic nie robi w związku z ojca pijaństwem. Traktuje go jak księcia, któremu trzeba wszystko zrobić i przynieść. Potrafi nawet bzykać się z nim, gdy jest pijany, mimo że jeszcze dzień wcześniej ciągnął ją za włosy (wiem, bo śpimy w jednym pokoju i nie potrafię przez nich zasnąć).

Całą sytuację odreagowuje na mnie. Gdy nie ma starszego rodzeństwa, drze się na mnie, policzkuje, rzuca moimi rzeczami. W każdej kłótni wspomina mi o tym, że jestem chora psychicznie, że wywali mnie z domu, zapisze do psychologa, odda do domu dziecka, albo, że wyląduję w poprawczaku za swoje zachowanie. Zawsze twierdzi, że to moja wina, że jest pijany. Podobno cały czas robię mu na złość, specjalnie coś robię, byleby go zdenerwować. Do tego dochodzą wyzwiska i śmianie się w twarz, że w tym domu nie mam żadnych praw. Po wszystkim udaje ofiarę, bo ona taka biedna, bo jej własna córka nie chce jej słuchać. Ostatnio wmawiała rodzeństwu, że ją biję, gdy sama kilka minut wcześniej uderzyła mnie parę razy w twarz. Nie jestem w stanie jej odpowiedzieć. Ma gdzieś mój płacz.

Dzisiaj była powtórka z rozrywki. Twierdziła, że to moja wina, że ojciec chleje.

Mam dość. Po prostu, chcę już od zakończenia 6 klasy zniknąć. Zasnąć i się nie obudzić, no wiadomo o co chodzi. Nie wytrzymuję tego.
Nie chcę żadnych wizyt u psychologów. Nie chcę nic ze swoją psychiką zrobić.

Chcę umrzeć, ale jestem zwykłym tchórzem, który potrafi tylko wypłakać na jakiejś stronce i wrócić do codziennej patologii.

Nie obchodzi jej mój stan zdrowia. Nawet, gdy wywróciłam się i nie mogłam chodzić przez kilka dni. Nie poszła ze mną do lekarza, gdy bolało mnie ucho.

Widziała moje podrapane nadgarstki. Nic z tym nie zrobiła, o nic nie pytała.

#4zeH7

Nie potrafię poradzić sobie z przeszłością.

Prawie 3 lata temu po kłótni (teraz już z byłym) mężem, w złości kazałam mu się wynieść. Zrobił to. Próbowałam ratować nasze małżeństwo. Jednak po 8 miesiącach się poddałam, bo nie da się ratować czegoś jeśli druga osoba nie chce. Rozwiedliśmy się. Dowiedziałam się wtedy, że gdy się wyprowadzał w jego życiu była już inna kobieta.

Po pewnym czasie poznałam chłopaka. Też jest rozwodnikiem. Jesteśmy ze sobą 2 lata. Od ponad pół roku mieszkamy razem. Kocham go... Ale...
Ale nadal nie potrafię pogodzić się z utratą męża. Gdy przypadkiem go spotykam, przechodzę koło niego jakby był duchem. A zaraz za rogiem potrafię rozbeczeć się jak małe dziecko.
Nie wiem jak się uwolnić od tego uczucia. Ale też wiem, że nikogo nie pokocham tak jak kochałam jego.
Nie ma też szans byśmy znów byli razem...

#YUIHW

Jestem posiadaczem psa o dosyć silnych problemach gastronomicznych, przez co bardzo często puszcza on niesamowicie śmierdzące bąki. A ja? Uwielbiam je wąchać. I to nie tylko tak sobie jak je przypadkiem poczuję, ale przykładam nos jak najbliżej (oczywiście nie do przesady), żeby tylko poczuć jeszcze bardziej ten piękny zapach.
Takim sobie właśnie jestem przyczajonym wąchaczem.

#Srhh0

Jeszcze do niedawna miałam kochającego narzeczonego, własne mieszkanie i psa. Wszystko zmieniło się po tym, jak rok temu zamieszkała z nami moja bliska kuzynka. Przez problemy finansowe miała zatrzymać się u nas do czasu otrzymania wypłaty z nowej pracy. Zawsze traktowałam ją jak siostrę, a mieliśmy wolny pokój w mieszkaniu, który mogliśmy jej udostępnić na dwa lub trzy tygodnie, więc zgodziłam się bez problemu.

Niestety sprawa się przeciągała. Najpierw po wyznaczonym na początku czasie nie dostała wypłaty. Jestem wyrozumiała, ale gdyby nie mąż i rodzina, pozbyłabym się jej już wtedy, ponieważ mimo naszych relacji nie miałam zamiaru jej utrzymywać. Jakimś cudem znalazła pieniądze na jedzenie i kosmetyki, więc przymknęłam na to oko.
Wszystko się przeciągało i zawsze miała nowe wymówki.

Jakiś czas temu wróciłam do mieszkania i zastałam spakowane torby niedaleko wyjścia. Pomyślałam, że się wyprowadza i nie myliłam się. Tylko że wyprowadza się z moim narzeczonym. Stwierdził, że zakochał się i nie miał odwagi mi tego wcześniej wyznać.

Teraz siedzę na kanapie z psem i nucę piosenkę Krzysztofa Krawczyka. Gdyby zmienić żonę na narzeczonego, pasuje idealnie.

#SYhn3

Uważam, że cała ta epidemia wyjdzie ludziom tylko na dobre. Jedyne skutki, jakie dostrzegam, to oszczędności z powodu odrzucenia konsumpcyjnego stylu życia oraz docenienie drugiego człowieka. Ludzie stęsknią się za swoimi przyjaciółmi, a jednocześnie docenią najbliższych. Natura wie co robi i w końcu musiała nami potrząsnąć! Ludzie, cieszcie się towarzystwem swoich rodzin i doceniajcie każdy dzień, bo każdy, bez wyjątku, jest cudem, który trzeba pielęgnować. Spacerujcie i celebrujcie chwile wśród przyrody, cieszcie się słońcem!
Niektórzy powiedzą, że to nie jest żadne wyznanie, ale w mojej opinii jest. Niewiele osób „cieszy się” z pandemii i wiem, że zostanę zjechana przez internetowych hejterów. Dlatego właśnie postrzegam wyrażenie swojego poglądu jako wyznanie. Może społeczeństwo w końcu coś wyciągnie z tej ciężkiej lekcji. Pamiętajcie, spieszcie się kochać ludzi!
Dodaj anonimowe wyznanie