#4zeH7
Prawie 3 lata temu po kłótni (teraz już z byłym) mężem, w złości kazałam mu się wynieść. Zrobił to. Próbowałam ratować nasze małżeństwo. Jednak po 8 miesiącach się poddałam, bo nie da się ratować czegoś jeśli druga osoba nie chce. Rozwiedliśmy się. Dowiedziałam się wtedy, że gdy się wyprowadzał w jego życiu była już inna kobieta.
Po pewnym czasie poznałam chłopaka. Też jest rozwodnikiem. Jesteśmy ze sobą 2 lata. Od ponad pół roku mieszkamy razem. Kocham go... Ale...
Ale nadal nie potrafię pogodzić się z utratą męża. Gdy przypadkiem go spotykam, przechodzę koło niego jakby był duchem. A zaraz za rogiem potrafię rozbeczeć się jak małe dziecko.
Nie wiem jak się uwolnić od tego uczucia. Ale też wiem, że nikogo nie pokocham tak jak kochałam jego.
Nie ma też szans byśmy znów byli razem...
Myślę, że małżeństwo to coś większego. Po prostu. Ewentualne zakończenie go zawsze pozostawi po sobie konkretną bliznę. Bo jednak zaręczyny, ślub, odpowiedzialność za siebie nawzajem. Jedność. Cierpienie aż bije z tego wyznania, naprawdę Ci współczuje... Ale myśle, że warto ruszyć dalej. Mąż Cię zdradzał, nie był dla Ciebie dobry. Nie chciał tez ratować Waszego związku mimo Twoich prób. Takie sprawy wymagają przepracowania z czasem, to trudne, ale dasz radę. Zasługujesz na to, by być szczęśliwa. Ale musisz przestać żyć wspomnieniami i wizja byłego małżeństwa i skupić się na aktualnym związku, inwestować w niego i pozwolić sobie być szczęśliwa.
Po prostu nie pogodziłaś się z faktem, że się rozstaliście w taki sposób. Trzymasz to w sobie i gdzieś w środku masz nadzieję, że o tobie nie zapomniał. Ciesz się codziennością, nic nie da rozmyślanie, co by było gdyby.
Mam podobnie z byłym chłopakiem. Byliśmy razem przez 3 lata, niby niewiele, ale jednak wytworzyła się między nami wyjątkowa więź. Jednak kompletnie do siebie nie pasowaliśmy, kłóciliśmy się o wszystko, czasem po 10 razy dziennie, mieliśmy zupełnie inne spojrzenie na świat, plany, marzenia, osobowości, charaktery. To ja zerwałam, bo po prostu strasznie się w tym związku męczyłam i byłam nieszczęśliwa. Mimo to już nigdy nie potrafiłam się z nikim związać, bo w każdym poznawanym facecie brakowało mi cech (oczywiście tych pozytywnych) mojego byłego. Jego poczucia humoru, sposobu poruszania się, gestykulacji, sposobu mówienia, nawet tego, w jaki sposób wymawiał moje imię. Każdy inny chłopak wymawia je w taki wkurzający sposób i nikt nie opowiada żartów tak dobrze, jak mój były. Tęsknię za tymi rzeczami, a jednocześnie wiem, że nie mogę z nim być, bo ten związek wykańczał mnie psychicznie.
Ja to samo... 7 lat byłam z moim pierwszym. Razem wchodzilismy w dorosłość i też zarlismy się często. Potrafił nieraz pokazać mi brak szacunku, co mnie też cholernie męczyło... W końcu się wyprowadzilam od niego... Próbowaliśmy jeszcze jakoś to sklejac (albo ja próbowałam?) ale w końcu ZERWAŁ ZE MNĄ PRZEZ SMSA. Byłam taka zazenowana sposobem, w jaki to zrobił (facet 24lata...), że dałam temu odejść... Podobno miał juz wtedy jakąś laske na boku nawet. Poznałam dość szybko mojego męża. Miał cechy, jakich zawsze szukałam i potrzebowałam w mężczyźnie. Wzięliśmy więc ślub, bo mieliśmy jasne oczekiwania wobec siebie. Zaszłam w ciążę. Ale wraz z tyłu głowy gdzieś mi ten były się przewija. Nie potrafię nazwać tego, czy to tęsknota czy co... Jestem szczęśliwa z moim mężem, ale mam wrażenie, że nie domknelam przeszłości... Tylko dlatego, że nie chciałam się zatrzymać po rozstaniu i tego przebolec.
To mi przypomina klasycznego mema:
Kobieta: nie odzywaj się do mnie!
Mężczyzna: przestaje się odzywać
Kobieta jest zdziwiona....
to samo pomyślałem:) dobre
Jedyną osobą wartą współczucia jest więc tylko Twój nowy chłopak.
kurcze, masz rację. Cholerna dwulicowość,
Więc nie marnuj aktualnemu facetowi życia. Zasługuje na kobietę, która go pokocha.
szkoda mi człowieka. JAk można tak kłamać każdego dnia...
Powiem Ci jedno z własnego doświadczenia nie zazdrość tamtej kobiecie Ty jej wspolczuj no bo co to za facet ktory nie potrafi uszanować jednej kobiety A idzie już do drugiej...Także głowa do góry i ciesz się zyciem
Eee czekaj. Prawie 3 lata. Po 8msc się poddałaś i rozwód. A od dwóch lat masz faceta... Szybko sobie znalazłaś pocieszenie :o czy ja czegoś nie zrozumiałam?
dobrze zrozumiałaś. Ta historia jest szyta na miarę:)) on jest tylko winny, ona wcale....bo w każdym związku decyzję o wyprowadzce podejmuje się ot tak, pod wpływem chwili.....
@bazienka bardziej chodzi o to, że właśnie była wielce zakochana i chciała walczyć o związek, a wychodzi że zaraz po rozwodzie sobie kogoś znalazła. Nie wchodzi się z jednego związku w drugi, właśnie dlatego, że jest się pełnym emocji. Cała miłość została z poprzedniego związku, więc jeśli ją przelała na pierwszego z brzegu to nigdy go prawdziwie nie pokocha, zawsze gdzieś z tyłu będzie porównanie do byłego. Moim zdaniem można wejść od razu w kolejny związek pod warunkiem, że nadmiar emocji opadł, albo rozstanie była właśnie z powodu wypalenia.
Naprawdé z kims byl czy teraz sobie dopowiadasz. Kazalas sié wyniesc to sié wyniósl. Zapomnialas tutaj jeszcze dopisac co tez innego w zlosci wczesniej mu mówilas, bo tak po jednym zdaniu z domu sié nie wychodzi. Zawsze sá dwie strony medalu.
Miał inną, więc zapewne tylko czekał aż żona każe mu się wynieść, ewentualnie sam stworzył taką sytuację. Tchórz do potęgi.
A autorka niepotrzebnie się zadręcza, starała się przez tyle miesięcy to naprawić, on nie reagował bo siedział sobie z inną, o której żona nie miała pojęcia.
a inná to sobie ot tak z niczego znalazl? Jak wszystko jest w domu w porzadku to sié nie szuka na boku. Moze naiwne ale ja w to wierze.
@bajkocham Łatwo Ci przychodzi ocena osoby Ci obcej na podstawie bardzo spłyconego wyznania (brakuje wielu aspektów), ponieważ jak ktoś już wcześniej napisał - co jeszcze mogła autorka mówić mężowi w emocjach? Sam z doświadczenia wiem, jak odpowiednio dobrane słowa i całe stwierdzenia mogą bardzo boleć mimo tej świadomości, że druga osoba mówi to pod wpływem emocji.
Może miał już wtedy jakąś kobietę, a może miał tylko jakiś kontakt z kobietą (nie związkowy, ale zrozumiany opacznie).
"...on nie reagował bo siedział sobie z inną, o której żona nie miała pojęcia" - ponownie to samo. Wyciągasz wnioski z nikąd. To że autorka nie zauważyła jego starań w walce o związek nie znaczy, że tego nie było. Może właśnie to był jeden z problemów w ich związku? I ponownie - ktoś już trafnie napisał, że może skoro on mógł mieć kobietę na boku, to znaczyłoby że ich związek skończył się o wiele wcześniej - nawet gdy autorka myślała, że jest ok.
Mam wrażenie, że wszystko dla Ciebie jest czarne i białe - a każdy z jakimś doświadczeniem w życiu powinien wiedzieć, że tak nie jest.
Moim zdaniem zbyt łatwo przyjęłaś stronę autorki nie zastanawiając się w ogóle nad tym jak jest w rzeczywistości, a o to ciężko nie znając wersji drugiej strony. Chociaż nie powiedziane, że rację ma on, albo ona - prawda pewnie jest gdzieś pomiędzy.
@Teodor racja, brakuje baaardzo wielu aspektów, jednakże nie do końca rozumiem, po co sobie dopowiadać rzeczy w stylu "co jeszcze mogła autorka mówić mężowi w emocjach?" Aby to wiedziec, potrzebowalibysmy wyznania męża autorki. A co do oceny obu stron: zarówno moja ocena jak i Twoja jest mocno subiektywna, gdyz oboje bardziej lub mniej świadomie zabawiliśmy się w adwokatów xd
Jak było naprawdę wiedzą tylko oni, a ja komentuję rzeczywistość z wyznania, nie mówię jak było w realu bo tego żadne z nas nie wie.
Pozdrawiam 😉
@Bajkocham Ja tylko pisałem jakie byłby możliwości. Nie zakładam niczego, stąd unikam określania autorki, lub jej męża w jakiś sposób - a Ty tak zrobiłaś nazywając go tchórzem. Znam uczucie smutku towarzyszącego autorce gdy mija swojego męża, jednak nie ma co "naznaczać" tylko jego.
Nie odbierz mnie źle, jednak nie wydaje mi się, bym miał być subiektywny w poprzedniej wypowiedzi - wydaje mi się, że nie zakładanie z góry niczego, podejście do sprawy z dystansem i bez emocji jest obiektywne (choć podobno nie istnieje coś takiego jak obiektywizm i subiektywizm, jakiś artykuł ciekawy o tym czytałem).
Tak czy inaczej również pozdrawiam.
@badar koleś nie usprawiedliwiaj zdrady, bo ktoś się kłócił. Jak się coś złego dzieje w związku to albo zrywasz albo napawiasz a nie, że szukasz innej
Może jednak jest szansa?