#nzpNK

Myślę, że wyznanie tu spasuje bo nikomu nie opowiem o tym, że gdy trzymiesięczne dziecko mojego brata płacze, a ja jestem z nim sama, to mam ochotę je uderzyć albo porządnie nim potrząsnąć.


Raz uległam (popchnęłam dosyć mocno rocznego wówczas syna brata, bo płakał zamiast spać) i do tej pory mam wyrzuty sumienia, bo brzydzę się przemocą i biciem dzieci. A gdy przychodzi co do czego, muszę się pilnować, żeby im nie zrobić krzywdy, bo płaczą...

#dh8CN

Żyję z facetem którego nie kocham, brzydzi mnie, jesteśmy ze sobą od 10 lat, raz już go zostawiłam i próbował popełnić samobójstwo, wróciliśmy do siebie, na początku było bosko a teraz? Brzydzę się go dosłownie się go brzydzę, jest wstrętny, a ja głupia, bo boje się że jak go zostawię to sobie coś zrobi. Mam 32 lata, jestem przegrywem. Nie umiem wyjść z tej sytuacji :(...

#Y7Buf

Gdy w zeszłym roku wróciłem z wakacji, w przykry sposób odkryłem, że moja zamrażarka pełna mięsa... wysiadła. Smród był niesamowity, nie pomagało wietrzenie mieszkania, czyszczenie wszystkiego octem ani wyrzucenie urządzenia na śmietnik. Przyczyną wszystkiego okazał się szczur mojego sąsiada, który jakimś cudem dostał się do mieszkania i niczym postać z kreskówki poprzegryzał kable, smażąc się przy tym na węgiel. Od tamtego czasu prowadzę z sąsiadem cichą wojnę, ponieważ on ma do mnie pretensje o "zamordowanie" jego pupila, a ja nie kryję oburzenia w sprawie uszkodzonego sprzętu i mieszkania śmierdzącego zepsutym mięsem.

#sxYRX

W gimnazjum 2014r. zainteresował się mną wuefista. Z początku było to niepozorne często przekręcane w żart, ale z czasem rodziło się to w naprawdę w dobry romans (do którego nigdy się nie dopuściliśmy). Głębokie spojrzenia, do tego stopnia, że mam je cały czas przed oczami, podteksty o seksie, zaczepianie. To było do tego stopnia intrygujące, że my nigdy nawet się nie dotknęliśmy, a ja działałam na niego mocno i najgorzej, że on na mnie też. Jestem pewna po czasie, że darzyliśmy siebie nawzajem jakimś uczuciem, którego nie da się nazwać i to chyba o to chodzi.

Z biegiem lat stwierdzam, że ten Pan naruszył moją psychikę i najgorsze jest to, że chyba nigdy o nim nie zapomnę, bo do tej pory mi się śni.

#3LSKn

Kiedyś umówiłem się z dziewczyną, która podobała mi się od wielu lat, a do której nie miałem odwagi zagadać wcześniej. Randka wyszła idealnie. Poszliśmy do kina, gdzie rechotaliśmy przez cały seans, potem skoczyliśmy do knajpy. Tam obiekt mych westchnień wlał w siebie drinków. Rozmowa nam się kleiła, było sporo śmiechów, bardzo czytelnych podtekstów, a nawet poruszyliśmy temat naszych preferencji seksualnych.
Po wszystkim poprosiła mnie o odwiezienie jej do domu. Konkretnie – do domu jej chłopaka.

#S5X44

Rodzice "zrobili mnie", żebym zajęła się niepełnosprawnym bratem, gdy ich zabraknie...
Myślę, że jest tu sporo osób, które spotkały się z takim zjawiskiem.
"Trzeba zrobić drugie dziecko, żeby zajęło się tym niepełnosprawnym".

Mój brat ma ciężki autyzm, padaczkę, a do tego zachowania agresywne i autodestrukcyjne. Od dziecka wiedziałam, że to mój braciszek, że muszę się nim opiekować, bo wymaga pomocy i kiedyś jego życie będzie zależne ode mnie. Rodzice wpajali mi to od samego początku i brałam to za pewnik.
Mimo to bałam się go, bo czasami z niczego zaczynał mnie bić, a był ode mnie 7 lat starszy, silniejszy, większy. Wszystko w moim domu było podporządkowane pod brata - rodzaj jedzenia, pory posiłków, kanał w tv, wyjazdy.
Mama nie pracowała, zajmowała się bratem, ojciec zarabiał.

Pierwszy okres buntu miałam w gimnazjum, gdy chciałam gdzieś wyjść ze znajomymi, jednak mama kazała mi się wtedy opiekować bratem. Zaczęłam ją prosić, narzekać, że nigdzie nie wychodzę, na co odparła mi, że po to mnie zrobili, żebym się nim zajmowała. I od tego momentu nic już nie było takie same. Nie czułam się kochana, akceptowana, a nawet uważałam, że jestem wykorzystywana.

Gdy dostałam się na naprawdę dobre studia w innym mieście, dla nich to był cios, że nie będę już w domu, że im nie będę pomagać. Kazali mi przemyśleć decyzję. Płakałam po nocy, bo naprawdę oczekiwałam, że się ucieszą, będą dumni. Dodatkowo zajmowanie się bratem było coraz trudniejsze. Był za duży, za silny, żeby nad nim zapanować. Raz gdy mnie uderzył miałam podbite oko, spuchniętą twarz, mamie złamał palce.

Na studiach wreszcie byłam panią swego losu. Zaczęłam też pracować jako barmanka wieczorami, uniezależniać się od rodziny. I przyznam, że z miesiąca na miesiąc coraz rzadziej się z nimi kontaktowałam, potem jeździłam tam tylko na święta.

Na te święta do nich nie pojechałam, spędziłam je z rodziną chłopaka w górach, było super.

W marcu moja mama musiała mieć operację, więc pojechałam do domu, żeby pomóc, ale robiłam wszystko na odwal się. Pomagałam jej w czynnościach domowych, w gotowaniu, ale brata totalnie olewałam. Mama stwierdziła, że nie tak mnie wychowała, że jest mną bardzo zawiedziona, że w przyszłości będę za niego odpowiedzialna i musimy mieć jakiś kontakt.
Jakiś kontakt? On nie ma z nikim i niczym kontaktu. Odparłam jej zgodnie z prawdą, że nie planuję się nim zajmować, że jeżeli będzie taka potrzeba, to oddam go do domu opieki. Płakała, krzyczała na mnie i kazała mi się wynosić.

Wzięłam wszystkie swoje ciuchy, pamiątki, dokumenty, świadectwa i wyszłam.


Minął miesiąc od tej sytuacji. Nie próbowali do mnie dzwonić.
A mi jest... zaskakująco dobrze. Jestem szczęśliwa, czuję się niezależna. Mam takie wrażenie, że odzyskałam własne życie. Nie czuję wstydu, tylko... dumę? Dziwne?

#RidYC

Mama mojego chłopaka zabiera mi związek.

Sytuacja wygląda tak, że Adam (imię zmienione) mieszka razem z mamą, jednak ich przestrzenie są wydzielone. Przez ostatnie wydarzenia z koronawirusem po prostu przeniosłam większość rzeczy do niego i tam teraz przemieszkuję, skoro nie mam na co dzień uczelni.

Moja „może przyszła” teściowa nie ma oporów przed maniakalnym dzwonieniem do chłopaka i wchodzenia do jego części pod nasza nieobecność lub gorzej - w sytuacjach intymnych. Nie zrozumcie mnie źle, ja ją bardzo lubię i chcę, żebyśmy miały dobry kontakt. Jednak czasami czuje jakbym z nią musiała konkurować o jej syna. Nie pamiętam posiłku, filmu, spaceru niezakłóconego jej telefonem o byle pierdołę, albo całodobowe pisanie SMS.

Jedyne o co się kłócimy z Adamem to o moje prośby o wyznaczenie pewnych granic z nią. Poza tym tworzymy naprawdę dobraną parę. Jedyne co mnie blokuje przed całkowitą pewnością tej relacji jest wpływ jego mamy na nasze życie. Chcę mieć kontakt z „teściową”, ale nie chcę, żeby to ona miała wpływ na większość naszych decyzji, bo nasz związek jest całkowicie odsłonięty dla niej. Nawet w najprostszych kwestiach ona musi dociekać. A wszelkie próby ustalenia czegokolwiek z mamą Adama kończy się tak, że my wychodzimy na tych złych, bo chcemy ją zamknąć w czterech ścianach i że ma „jak w Auschwitz”. Od skrajności w skrajność.

Nie chcę mieć wrażenia, że ja o ten związek muszę z kimś konkurować, bo najzwyczajniej w świecie jestem zazdrosna o jego mamę.
Musiałam to w końcu wydusić.

#VB2Gx

W mojej gimnazjalnej klasie prześladowano jednego ucznia. Byłem jedynym chłopakiem, który nie grał w piłkę jego plecakiem na przerwie, co było ulubionym sportem gawiedzi, gdy tylko szedł do sklepiku szkolnego. Był na samym dnie piramidy społecznej. Miał jednego przyjaciela w podstawówce, z którym był nierozłączny, ale ten odwrócił się od niego nie podając powodu i dołączył do jego oprawców. Od tej pory dzielił ławkę jedynie ze swoim skopanym plecakiem i obrywało mu się dosłownie za wszystko, od wszystkich.

Chłopakowi (dajmy mu ksywkę Monczek*) dokuczali nawet nauczyciele, zwłaszcza wf-men. Powszechnie uważano go za geja choć nim nie był. Każdy dzień w szkole łączył się dla niego z upokorzeniami i atakami. Ja również nie byłem bez winy, zwłaszcza, gdy odbierał na początku mój brak agresji jako chęć przyjaźni - nachodził mnie w domu i chciał się strasznie kumplować, ale go pogoniłem po tym jak chciał żonglować moimi kotami, nie wyszedłem jednak nigdy poza złośliwe teksty. Bo o ile serce mi się kraja na myśl o wszystkich prześladowanych, niedostosowanych dzieciach: biednych ciamajdach, szarych myszkach, osobach o innej orientacji seksualnej, ofiarach patologii itp. Monczek niestety był chamski i obiektywnie patrząc, strasznie wkurzający. Działał na nerwy nawet katechetce, która była świętą kobietą. Co gorsza dokuczał też zwierzętom. W końcu dowiedziałem się również dlaczego stracił swojego jedynego przyjaciela - podkradał mu różne rzeczy gdy był u niego w odwiedzinach.

Ogrom prześladowań jakich jednak doświadczył był przerażający. Po latach zwykłem żartować z przyjaciółmi, ze szkoły, że powinni do niego zadzwonić i przeprosić go, to może skreśli ich z listy ludzi do zamordowania, która wisi nad jego łóżkiem.

Kilka miesięcy temu dostałem wiadomość, że pojutrze odbędzie się jego pogrzeb. Nie dożył 33 lat. Popełnił samobójstwo mając 22-letnią żonę i kilkumiesięczne dziecko. Nie wiem jakie były tego przyczyny, ale pierwsze co pomyślałem to: "Zabiliśmy go". Jego pogrzeb był jednym z najdziwniejszych na jakich byłem: ksiądz rozwodzący się nad samobójstwem, mało ludzi, z całej szkoły przyszło tylko 5 osób z naszej gimnazjalnej klasy, w tym ja. Wymieniliśmy się kilkoma śmiesznymi historyjkami z nim, jak to siedząc w pierwszej ławce tuż przed polonistką wyciągał opracowania lektur i przepisywał je do pracy, a na pytanie nauczycielki co robi odpowiedział, że chciał się "zainspirować". Wszyscy starali się być cool, nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że mogliśmy się do tego przyczynić, albo naprawdę wszyscy pozapominali po latach. Choć byliśmy dorosłymi ludźmi zapachniało mi to tym samym stadnym okrucieństwem, które kiedyś przejawialiśmy jako dzieciaki. Nigdy bardziej nie odczułem jakie życie jest okrutne. Pointy nie ma, chciałem to z siebie wyrzucić.

#3MI0I

W 2012 roku wyjechałem z kumplami na urlop na drugi koniec Polski. Cały tydzień odwiedzaliśmy różne kluby, bary, dyskoteki.
A faceci jak to faceci na wakacjach - podrywają dziewczyny, żeby podbić sobie samoocenę i zaimponować kumplom.

I tak właśnie było ze mną. Poznałem dziewczynę w klubie, dobrze się bawiliśmy i noc spędziłem u niej. Oczywiście nie zamierzałem mieć z nią więcej kontaktu, dlatego zmyśliłem moje imię, wiek i miejsce, z którego pochodzę.
Następnego dnia opowiedziałem kolegom ze szczegółami jak spędziłem noc i jak udało mi się urobić tę dziewczynę. Oczywiście znaleźliśmy ja również na FB, żebym mógł im lepiej zobrazować co się działo.

Wróciliśmy z wakacji i byłem pewien, że historia została zamknięta razem z przekroczeniem granicy województwa. Ale nie. Być może kojarzycie posty na różnych grupach na FB, gdzie dziewczyny szukają chłopaków, z którymi się bawiły w jakimś klubie i teraz mają dla nich niespodziankę.

Tak też było że mną. Znajomy wysłał mi post, w którym są dane osoby, którą jeszcze nie tak dawno byłem. Byłem przerażony, ale też wiedziałem, że jestem anonimowy, dlatego postanowiłem to zostawić tak jak jest. Na szczęście chłopaki, którzy o całej sytuacji wiedzieli, zachowali się tak jak się spodziewałem, czyli śmiali się z posta i głupoty tej dziewczyny, co wtedy było mi bardzo na rękę. Co jakiś czas wchodziłem na jej profil, żeby sprawdzić jak jej się układa, ale po kilku miesiącach zablokowała konto dla nieznajomych i już nie mogłem jej śledzić. Próbowałem też stworzyć fake konto i dodać ja do znajomych, ale nie zaakceptowała mojego zaproszenia. Czas mijał, a ja coraz mniej się sprawą interesowałem. 

Jakiś czas temu spotkałem jednego z kumpli, z którym wtedy byłem na wakacjach.
Zaczęliśmy wspominać młodość i ten pełen przygód wyjazd. Wspomnienia wróciły, wyrzuty sumienia też. Po raz pierwszy od dłuższego czasu znowu postanowiłem wejść na jej profil. Co prawda konto było zablokowane, ale mogłem zobaczyć zdjęcie profilowe. Na zdjęciu były trzy osoby. Kobieta, mężczyzna i dziecko, chłopiec. Chłopiec tak łudząco podobny do mnie, że nie miałem wątpliwości - to mój syn.
Kiedy zobaczyłem to zdjęcie, obraz uśmiechniętej i szczęśliwej rodziny, poczułem niesamowita pustkę i żal.

Przepłakałem całą noc. Myślałem tylko o tym, jakim dupkiem byłem i jak bardzo żałuję, że wtedy się nie odezwałem. Że nie nawiązałem żadnego kontaktu. Dziś siedzę w pustym mieszkaniu z rozdartym sercem i zastanawiam się, czy wysłać wiadomość, którą od kilku dni kilkukrotnie pisałem, edytowałem i usuwałem.
Dodaj anonimowe wyznanie