#VB2Gx
Chłopakowi (dajmy mu ksywkę Monczek*) dokuczali nawet nauczyciele, zwłaszcza wf-men. Powszechnie uważano go za geja choć nim nie był. Każdy dzień w szkole łączył się dla niego z upokorzeniami i atakami. Ja również nie byłem bez winy, zwłaszcza, gdy odbierał na początku mój brak agresji jako chęć przyjaźni - nachodził mnie w domu i chciał się strasznie kumplować, ale go pogoniłem po tym jak chciał żonglować moimi kotami, nie wyszedłem jednak nigdy poza złośliwe teksty. Bo o ile serce mi się kraja na myśl o wszystkich prześladowanych, niedostosowanych dzieciach: biednych ciamajdach, szarych myszkach, osobach o innej orientacji seksualnej, ofiarach patologii itp. Monczek niestety był chamski i obiektywnie patrząc, strasznie wkurzający. Działał na nerwy nawet katechetce, która była świętą kobietą. Co gorsza dokuczał też zwierzętom. W końcu dowiedziałem się również dlaczego stracił swojego jedynego przyjaciela - podkradał mu różne rzeczy gdy był u niego w odwiedzinach.
Ogrom prześladowań jakich jednak doświadczył był przerażający. Po latach zwykłem żartować z przyjaciółmi, ze szkoły, że powinni do niego zadzwonić i przeprosić go, to może skreśli ich z listy ludzi do zamordowania, która wisi nad jego łóżkiem.
Kilka miesięcy temu dostałem wiadomość, że pojutrze odbędzie się jego pogrzeb. Nie dożył 33 lat. Popełnił samobójstwo mając 22-letnią żonę i kilkumiesięczne dziecko. Nie wiem jakie były tego przyczyny, ale pierwsze co pomyślałem to: "Zabiliśmy go". Jego pogrzeb był jednym z najdziwniejszych na jakich byłem: ksiądz rozwodzący się nad samobójstwem, mało ludzi, z całej szkoły przyszło tylko 5 osób z naszej gimnazjalnej klasy, w tym ja. Wymieniliśmy się kilkoma śmiesznymi historyjkami z nim, jak to siedząc w pierwszej ławce tuż przed polonistką wyciągał opracowania lektur i przepisywał je do pracy, a na pytanie nauczycielki co robi odpowiedział, że chciał się "zainspirować". Wszyscy starali się być cool, nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że mogliśmy się do tego przyczynić, albo naprawdę wszyscy pozapominali po latach. Choć byliśmy dorosłymi ludźmi zapachniało mi to tym samym stadnym okrucieństwem, które kiedyś przejawialiśmy jako dzieciaki. Nigdy bardziej nie odczułem jakie życie jest okrutne. Pointy nie ma, chciałem to z siebie wyrzucić.
Żonglowanie kotami nie świadczy o normalności. Był zaburzony od dawna, być może potrzebował pomocy, ale nie kolegów ze szkoły tylko psychologa. Poza tym dzieci są okrutne w pewnym wieku, widocznie ma to jakąś istotną funkcję społeczną. Każdy przez to przechodzi i jakoś żyjemy.
dlaczego??? zonglowanie kotami nie jest wcale takie proste...no chyba ze byly martwe...to by mialo sens:))))
Nowy troll?
a co to wrath jestes tutaj straznikiem czy kolejny gnojek któremu sié wydaje ze jak piszé kilka miesiécy to moze kontrolowac innych? dla mnie jestes nikim, tylko nickiem
Ok, czyli troll.
tak troll bo napisal to anonimowy zasraniec o ksywie Wrath1.....no to musi byc prawda:)))
Wolę dylana ;)
badar wstawaj zesrałeś się
Że kto przez to przechodzi? Jest to pewna charakterystyka wieku i społeczeństwa co nie oznacza że "każdy przez to przechodzi i jakoś żyjemy". To są złe i bardzo krzywdzące zachowania często powodujące depresję u prześladowanych. Ogarnij się bo twoje stwierdzenie jest strasznie głupie.
@Krilan możesz mnie nienawidzieć i wyzywać - to nie świadczy o mnie, tylko o tobie. Ja świata nie urządzałam i nie czuję się odpowiedzialna za całe jego zło.
Nie ma żadnej funkcji. Po prostu to są dzieci, przekonane przez swoich rodziców o tym, że są lepsi niż inni. Ty widocznie tego nie przeszłaś skoro twierdzisz, że „jakoś żyjemy”. Ja do dziś musze chodzić na terapie i mam fobie społeczna, przez takich zjebów.
Ja z doświadczenia wiem, że osoby, które dręczą innych, raczej w dorosłości się nie zmieniają. Różnica polega na tym, że bardziej uważają, komu dają w piętę i robią to subtelniej. Jak ktoś cały czas w szkole kogoś obgadywał i nasmiewał się to robi to nadal. Ch.ujem się po prostu jest.
Są takie wyznania jak te, po których mam mętlik w głowie i nie wiem, co mam myśleć. Z jednej strony jajca bym pourywał tym, którzy go prześladowali, z drugiej chłopak miał coś z głową i raczej samobójstwa nie popełnił przez prześladowców bezpośrednio.
No cóż, gdyby ktoś znęcał się nad moimi zwierzętami i mnie okradał, to też na pewno nie byłabym dla niego miła ani empatyczna
no ale mimo wszystko puknál panne o 11 lat mlodszá co nie bédzie dane wielu piszácym na tej stronie. :)))))
Obrzydliwe.
a tam, sam pisze, że miała 22 lata:))) @glebokiepragnienie a co tam??? po seminarium wolisz dwunastki??
i oryginal i podszyw tak samo oblesni, dobraliscie sie
a co bazienka ciebie nikt dawno nie dźgną bo widzę, że kisiel w majtach i napięcie jest:))))))))) bierzesz świece z komunii i jedziesz!!!!!!chociaż w twoim wypadku raczej ta z Caritasu:))))))
jak widac, chyba nie bez powodu go nie lubiliscie
oczywiscie, potepiam zdecydowanie kopanie, gnojenie jego i plecaka, przemoc jakakolwiek, a w szczegolnosci postepowanie nauczycieli i ich biernosc wobec sytuacji
ale kurcze sama nie chcialabym sie kolegowac ze zlodziejem i dreczycielem zwierzat
tu powinien zareagowac psycholog, bo chlopak byl zdecydowanie zaburzony- powinny zostac podjete zdecydowane srodki- wobec wac i wobec niego
inna rzecz, ze typ zabil sie nie z powodu bezposrednio dreczenia w szkle, tylko 20 lat pozniej, jakos zone znalazl... ale moze ze tak powiem sam byl sobie winien troche jesli dalej zachowywal sie w podobny sposob i nie zjednywal sobie tym sympatii wsrod chocby wspolpracownikow
dzialania systemowe sa potrzebne w takich wypadkach
Jak wszyscy widzą swoje błędy jak coś się komuś stanie. Jak ktoś jest niszczony w średnim stopniu od środka to nic. Ale jak już samobójstwo leci to ach och może jednak źle robiliśmy..
Wf-men xD
To może on był po prostu głupi.
Z opisu ktory przedstawiles "Monieczek" nie byl jakims malym rozpuszczonym malym antychrystem, tylko raczej wywodzil sie z patologii (moze ukrytej) a gnojenie raczej w wyrwaniu sie z niej mu nie pomagalo...
Takie pochodzenie to balast ktory moze cie albo skorumpowac albo zniszczyc. Dzieciak i zona tez jest tutaj wskazowka - sugeruje ze wyrwal sie z patologi, albo przynajmniej probowal, wiekszosc ludzi w takiej sytuacji jest w stanie przynajmniej funkcjonowac na podstawowym poziomie w spoleczenstwie. Tylko to co dla wiekszosci jest norma, dla takiego dzieciaka jest efektem ciezkiej pracy, i nie znaczy ze da sobie rade z rodzina (bo zbudowac sensowna rodzine, to wyzsza szkola jazdy nawet dla ludzi bez jego bagazu)...
I nie mowie, ze nie byl swietym. Ani ze dalbys rade mu pomoc (co nie znaczy, ze niebylo by to mozliwe - ale to cos takiego co udaje sie tylko niektorym). Moim zdaniem to byla zwyczajnie jedna z tych osob ktorym mozna bylo pomoc, tyle ze nikt z majacych taka mozliwosc tego nie zrobil - a to faktycznie moze czlowieka gryzc.