#S5X44
Myślę, że jest tu sporo osób, które spotkały się z takim zjawiskiem.
"Trzeba zrobić drugie dziecko, żeby zajęło się tym niepełnosprawnym".
Mój brat ma ciężki autyzm, padaczkę, a do tego zachowania agresywne i autodestrukcyjne. Od dziecka wiedziałam, że to mój braciszek, że muszę się nim opiekować, bo wymaga pomocy i kiedyś jego życie będzie zależne ode mnie. Rodzice wpajali mi to od samego początku i brałam to za pewnik.
Mimo to bałam się go, bo czasami z niczego zaczynał mnie bić, a był ode mnie 7 lat starszy, silniejszy, większy. Wszystko w moim domu było podporządkowane pod brata - rodzaj jedzenia, pory posiłków, kanał w tv, wyjazdy.
Mama nie pracowała, zajmowała się bratem, ojciec zarabiał.
Pierwszy okres buntu miałam w gimnazjum, gdy chciałam gdzieś wyjść ze znajomymi, jednak mama kazała mi się wtedy opiekować bratem. Zaczęłam ją prosić, narzekać, że nigdzie nie wychodzę, na co odparła mi, że po to mnie zrobili, żebym się nim zajmowała. I od tego momentu nic już nie było takie same. Nie czułam się kochana, akceptowana, a nawet uważałam, że jestem wykorzystywana.
Gdy dostałam się na naprawdę dobre studia w innym mieście, dla nich to był cios, że nie będę już w domu, że im nie będę pomagać. Kazali mi przemyśleć decyzję. Płakałam po nocy, bo naprawdę oczekiwałam, że się ucieszą, będą dumni. Dodatkowo zajmowanie się bratem było coraz trudniejsze. Był za duży, za silny, żeby nad nim zapanować. Raz gdy mnie uderzył miałam podbite oko, spuchniętą twarz, mamie złamał palce.
Na studiach wreszcie byłam panią swego losu. Zaczęłam też pracować jako barmanka wieczorami, uniezależniać się od rodziny. I przyznam, że z miesiąca na miesiąc coraz rzadziej się z nimi kontaktowałam, potem jeździłam tam tylko na święta.
Na te święta do nich nie pojechałam, spędziłam je z rodziną chłopaka w górach, było super.
W marcu moja mama musiała mieć operację, więc pojechałam do domu, żeby pomóc, ale robiłam wszystko na odwal się. Pomagałam jej w czynnościach domowych, w gotowaniu, ale brata totalnie olewałam. Mama stwierdziła, że nie tak mnie wychowała, że jest mną bardzo zawiedziona, że w przyszłości będę za niego odpowiedzialna i musimy mieć jakiś kontakt.
Jakiś kontakt? On nie ma z nikim i niczym kontaktu. Odparłam jej zgodnie z prawdą, że nie planuję się nim zajmować, że jeżeli będzie taka potrzeba, to oddam go do domu opieki. Płakała, krzyczała na mnie i kazała mi się wynosić.
Wzięłam wszystkie swoje ciuchy, pamiątki, dokumenty, świadectwa i wyszłam.
Minął miesiąc od tej sytuacji. Nie próbowali do mnie dzwonić.
A mi jest... zaskakująco dobrze. Jestem szczęśliwa, czuję się niezależna. Mam takie wrażenie, że odzyskałam własne życie. Nie czuję wstydu, tylko... dumę? Dziwne?
Człowiek jest własnością samego siebie i ma prawo decydować o swoim życiu. Rodzice nie zauważyli, że niewolnictwo się już skończyło. Nie dziwne, wreszcie oddychasz. Życzę szczęścia.
Dobrze zrobiłaś.
Wystarczy, że ich życie się zjebało, podłością jest oczekiwać od ciebie tego samego
Jeśli cię to interesuje to, ja też jestem z ciebie dumny. Postawiłaś się dwójce psychopatów (bo nie wiem jak nazwać ich inaczej) i praniu mózgu, jakie ci wyrządzali od małego. Mam nadzieję że po tym piekle jakie ci zgotowali, będziesz szczęśliwa ze swojego życia, jakie prowadzisz od wyprowadzki.
Absolutnie nie dziwne, tak być powinno. Nie rozumiem jak można zmuszać dziecko do opieki nad rodzeństwem z którym nawet rodzice sobie nie radzą. On nigdy nie będzie nawet odrobinę samodzielny. On już od dawna powinien być w specjalnym ośrodku. Co tym rodzicom da poświęcenie nad synem, który nawet nie wie co się dookoła niego dzieje?
Powtórzę to, co mi kiedyś moja babcia, która ma niepełnosprawnego syna, powiedziała: Nikt nie ma prawa wymagać od kogoś innego, że po jej śmierci się nim zajmie.
Zresztą zapowiedziała z góry - ma być oddany do domu opieki. A jak się rodzina będzie rzucała to mam się zapytać, gdzie byli przez te wszystkie lata.
mozna tez zapytac- to ok, kto go wiec bierze? a moze zrobimy grafik, po 2-3 miesiace u tej ciotki, kolejne u drugiej?
@bazienka babcia podejmowała takie próby, jak ktoś nagle wykazywał zainteresowanie. Zwykle odpowiedzią było "a weź daj spokój!"
I bardzo dobrze zrobiłaś, zasłużyli sobie na to. Nie jesteś nikomu niczego winna.
Nie dziwię Ci się. Jak można swojemu dziecku powiedzieć wprost że zostało ZROBIONE po to żeby zajęło się drugim? Jak w ogole można sobie "zrobić" po to dziecko? Współczuję Ci bardzo ale cieszę się, że się z tego wykaraskałaś
No i bardzo dobrze. Nie masz wobec nich moralnego obowiązku zajmować się bratem. Jak umrą to pewnie skończy w jakimś ośrodku, generalnie mało kto oprócz rodzicieli ma się ochotę poświęcać na wychowanie takiego dziecka. Chociaż zawsze jest szansa, że zw na swoją niepełnosprawność zejdzie ze świata szybciej niż rodzice.
Jak rodzice zejdą, to może być tak, że autorka będzie musiała opłacać dom opieki dla niego.
Da się to jakoś wyegzekwować prawnie?
Znam przypadek, że po śmierci matki synem zajął się jego brat. Tyle tylko, że sam zostawił w domu chorą żonę dla tego brata.
Riczkid, wydaje mi się, że tak, ale nie jestem specjalistką i moge się mylić. Chyba, że po rodzicach zostanie dom/ mieszkanie, to zawsze można je sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na utrzymanie brata.
@Sheisfreaky6 straszne, nie mógł zająć się ich dwójką?
@PoraNaPiwo mi chodzi o taką sytuację, kiedy ktoś całkowicie się od tego odcina.
@Riczkid brat mieszkał z matką w innej miejscowości oddalonej o ok 30 km od domu żony. Dodatkowo ona pracuje i codziennie dojazdy do pracy nie wchodza w gre. Wiec wybrał brata zamiast żony...
Podłością jest robić dziecko tylko po to by zajmowało się kimś innym. Podziwiam za siłę żeby się urwać kontakt.
Założy konto specjalnie po to aby skomentować post. Również jestem mamą niepełnosprawnego dziecka (autyzm plus padaczka plus kilka innych schorzen) i drugie dziecko starsze (zdrowe) i nigdy ale to nigdy w życiu nie kazałam się młodszym opiekować ! Nie może być tak aby nakazywać drugiemu dziecku opiekowac sie innym! Można poprosić o pomoc, drobna w takich sytuacjach! Ale zwalać na dziecko (w przypadku autorki na małe dziecko) od początku istnienie odpowiedzialności za drugie życie! Przepraszam za błędy ale jestem mocno poruszona! To jest nasz - rodziców obowiązek nie dziecka! Nie nawet dorosłego dziecka !