Słyszeliście hasło "tylko twardziele pierdzą przy laniu"? Ja przed laty dowiedziałem się dlaczego. Otóż byłem twardzielem i tak - moja dupa mnie oszukała. Jednak nie tak zwyczajnie. Od razu poczułem, że kleks wypada pod dziwnym kątem, przelatuje wzdłuż lewej nogi wewnątrz nogawki spodni i rozwala się dopiero na skarpecie. Do tej pory nie mogę dociec jak ominął materiał bokserek i poleciał wzdłuż całej nogi, nie dotykając ani jej, ani nogawki długich spodni, które miałem wtedy na sobie. Nie pobrudził ani tego, ani tego nawet w minimalnym stopniu - sprawdziłem. Jednak skarpetę zapaskudził konkretnie. Oczywiście obie skarpetki wylądowały w koszu, a jego zawartość w zsypie (gimby nie znajo :)).
Nie powiedziałem o tym nikomu i raczej nie powiem. Historia nadaje się na stronę z wydarzeniami, które miały miejsce, choć są niemożliwe, ale ponieważ chodzi o kupę, umieszczam ją tutaj.
Często o tym myślę, ale nie potrafię nikomu o tym opowiedzieć. Gdybym wtedy nie zignorowała tego co słyszę... Być może uratowałabym komuś życie.
Kilka lat temu pode mną mieszkało małżeństwo po pięćdziesiątce. Raz w tygodniu urządzali sobie mega awanturę, taką z wyzwiskami i latającymi talerzami, wszystko było u mnie słychać. Kilka razy zadzwoniłam na policję, ale to nie naruszyło tej tradycji. W końcu przestałam dzwonić, bo przecież ani ona, ani on nigdy nawet nie chodzili poobijani, poza tym byli normalnymi sąsiadami, nie pili, nie awanturowali się z nikim...
Któregoś wieczora znowu awantura. Drą się, wyzywają, słychać dźwięk tłuczonego szkła, nagle pada "Ja dłużej z tobą nie wytrzymam". I cisza. Koniec krzyków, koniec kłótni. Nawet się ucieszyłam, że tak szybko skończyli, bo chciałam w spokoju obejrzeć film.
Następnego ranka widzę, jak sąsiada pakują do radiowozu. Okazało się, że zabił żonę młotkiem.
Streszczając: wydaje mi się, że sesja i odchudzający się partner wpędziły mnie w zaburzenia odżywiania.
Już wcześniej miałam lekką niedowagę, ale przez ostatnie dwa tygodnie straciłam kolejne 5 kilo. Mój chłopak od kilku miesięcy waży się codziennie - walczy z nadwagą. W pewnym momencie też zaczęłam wchodzić na wagę regularnie, a cyferki szybujące w dół zaczęły mi dawać satysfakcję. Później zmieściłam się w spodnie, które mam od początku liceum, następnie dorabiałam kolejne dziurki w paskach...
Studiuję wymagający kierunek na jednej z czołowych uczelni. Dodatkowo zależy mi na dobrych ocenach, żeby otrzymywać stypendium. Przez sesję strasznie się stresuję i mam z tego powodu mdłości, więc często nie jem. Poza tym piję sporo kawy i energetyków, a wiadomo jak one działają. Po ostatniej zarwanej nocce myślałam, że umieram... Ale egzamin zdałam na 5. Najgorsze, że to kolejna rzecz, która przynosi mi satysfakcję, bo czy nie o to chodzi, żeby dawać z siebie wszystko i poświęcać się dla nauki?
Piszę to wyznanie, bo idąc pod prysznic zobaczyłam w lustrze moje wyraźnie wystające żebra i spanikowałam. Nie chcę na razie umierać, a wyglądam jakbym się do tego szykowała. Jednocześnie robi mi się niedobrze na myśl o zjedzeniu czegokolwiek.
Zostały jeszcze dwa tygodnie sesji. Ciekawe, co z tego wyjdzie.
Chyba jestem wredną suką z dziką satysfakcją z mojego czynu...
Ojciec zostawił mnie i mamę, gdy miałam 3 lata. Jakieś tam kontakty utrzymywał, ale się nie starał. Gdy skończyłam 5 lat, znalazł sobie inną kobietę, która mnie nie akceptowała, potem wyjechali za granicę i kontakt się stopniowo urywał.
Mama jak i babcia od strony taty próbowały go namówić, żeby chociaż do mnie dzwonił, żebym chociaż w małym stopniu czuła, że mam ojca. No i było kilka telefonów, a potem cisza na ponad 20 lat. Mama nie chciała alimentów, miała stabilną pracę i pomoc dziadków. Jedyne na czym jej zależało, to pozbawienie go praw rodzicielskich. Ojciec nawet nie przyjechał na rozprawę. Babcia wypięła się na ojca, który zresztą i z nią zerwał kontakt, gdyż jak stwierdził „ma dość jej trucia”. To mi przepisała swoje mieszkanie, wydziedziczyła go. Ojcu posypał się tamten związek, wrócił do Polski, gdy byłam już pełnoletnia. Zamieszkał w stolicy z nową kobietą, nie próbując nawiązać z nami kontaktu.
Po kilku latach posypało mu się zdrowie, z gotówką też było krucho. Tamta kobieta wywaliła go z domu i dzięki dawnym przyjaźniom znalazł pracę w rodzinnej miejscowości. I wtedy sobie o mnie przypomniał. Po ponad 20 latach.
Mieszkanie po babci sprzedałam, ale nowa właścicielka czasami przekazuje mi pocztę, która jeszcze się tam zawieruszy. Ojciec zostawił mi piękny list, w którym błagał o wybaczenie. Gdy go otworzyłam i przeczytałam byłam wściekła, jednak po paru dniach ochłonęłam, zadzwoniłam i się spotkaliśmy.
Płakał, przepraszał, chciał odnowić wszystkie kontakty i stracone lata. Powiedziałam, że mu wybaczam, chociaż wcale tego nie czułam. I miałam z nim kontakt przez jakieś pół roku. Odwiedzałam go tak co dwa tygodnie (mieszkam w innym mieście). Przywoziłam robione przeze mnie obiadki, ciasta. Podczas spotkań on głównie opowiadał o swoim życiu, gdyż sporo podróżował. O sobie mówiłam mało lub naginałam prawdę.
Podświadomie chyba chciałam mu wyrządzić krzywdę. Gdy pogorszył się stan jego zdrowia i amputowali mu nogę, nie przyszłam go odwiedzić, mimo iż obiecywałam przez telefon, że tak zrobię. Nie przyszłam też potem, gdy wypisali go do domu i okazało się, że nie ma nikogo, kto by mu pomógł przy zakupach czy najdrobniejszych czynnościach. Potem zmieniłam nr telefonu, ojciec nie mógł się ze mną skontaktować. Napisał kilka listów i wysłał na stary adres, w których prosił o wyjaśnienie, tłumaczył, że nie zależy mu na pieniądzach czy opiece tylko na kontakcie ze mną. Potem powiedziałam właścicielce mieszkania, żeby je wyrzucała.
Zachowałam się podle i okropnie. Nie wiedziałam, że potrafię być tak zła. Gdy myślę, jak samotny jest teraz, jak go skrzywdziłam, to odruchowo się uśmiecham. Nikt nie wie, że ponownie nawiązałam relację z ojcem i tym razem to ja ją okrutnie zerwałam.
Cóż... Nie wiem, czy ktoś przeżył większy wstyd.
Mam dziewczynę, nazwijmy ją Zosia. Ja mam 21 lat ona 17. Mieszkam sam w kawalerce w Warszawie, a ona w miarę możliwości często mnie odwiedza. Zosia mimo młodego wieku jest otwarta seksualnie i często eksperymentujemy. Nie piszę tego, żeby się pochwalić, tylko jest to ważne dla dalszej historii.
Pewnego dnia mieliśmy rocznicę związku. Kupiłem jej bieliznę z otworem na pupę, maskę kota i korek analny z ogonem kota (jak nie wiecie o co chodzi, to wygooglajcie sobie).
Gdy jej to wręczyłem była zaskoczona, ale powiedziała, żebym poczekał, to się zaprezentuje, poszła do łazienki się przebrać. Ja czekam cały nagi z prezerwatywą na sprzęcie i wyobrażam sobie ją w stroju kota... W tym momencie bez dzwonienia weszli do domu moi rodzice (mają klucz), ledwo się zasłoniłem, oni w szoku nic nie zdążyli powiedzieć, ja zacząłem się jąkać i w tym momencie z łazienki na czworaka w stroju kota wyszła Zosia... Na początku nie zauważyła moich rodziców, ale gdy zobaczyła moją minę to się odwróciła i w jednej chwili uciekła do łazienki. Rodzice przeprosili, wyszli i za chwilę wrócili, gdy się ubraliśmy. Wszystko im wyjaśniliśmy, wytłumaczyliśmy, że rocznica itp.
Na szczęście moi rodzice lubią Zośkę, a jest ona moją pierwszą dziewczyną (w czasach szkolnych byłem nieśmiały, dopiero wyjazd na studia do innego miasta mnie zmienił, ale o tym może w innym wyznaniu), więc tylko się uśmiali i obiecali, że teraz nie będą przyjeżdżać bez zapowiedzi i będą dzwonić dzwonkiem, ale jednak gdy się z nimi spotykamy, to czuję się dziwnie. Podejrzewam, że Zośka jeszcze bardziej. W końcu żadna dziewczyna nie chciałaby, żeby jej potencjalni przyszli teściowie widzieli ją w takim stroju z korkiem analnym w pupie.
Nigdy nie wracaliśmy do tematu i mojego prezentu Zosia też nigdy więcej nie założyła.
Gdy miałem jakieś 8 lat, razem z moją o rok ode mnie młodszą siostrą Madzią i naszymi rodzicami pojechaliśmy do jednego z większych supermarketów. Tata został z nami w samochodzie, a mama poleciała na zakupy, jak to powiedziała - „Tylko na chwilkę”. Cóż, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kobiety w galeriach handlowych tracą poczucie czasu. Siedzieliśmy w aucie i dosłownie zdychaliśmy z nudów. Na dworze padał deszcz, więc nawet nie mogliśmy wyjść i rozprostować kości. Nie mam pojęcia co mi strzeliło do głowy, ale w pewnym momencie wpadłem na pomysł, aby za pomocą znalezionego pod siedzeniem śrubokręta wyryć na wewnętrznej stronie drzwi napis „MAGDA”. To też uczyniłem. Na tyle dyskretnie, że nikt się nie zorientował.
Parę dni później rodzice odkryli moje dzieło i zrobili z tego powodu ogromną awanturę mojej siostrze myśląc, że to ona uwieczniła swoje imię na drzwiach. Co zaskakujące – byli tak wściekli, że nawet nie zorientowali się, że napis został wyryty po „mojej” stronie siedzenia. Madzia nie tylko dzielnie zniosła rodzicielskie krzyki, ale i bez protestów przyjęła narzucony jej szlaban na telewizję i spotkania z koleżankami. Byłem przerażony, że siostra mnie wsypie, a jednocześnie bardzo zaimponowała mi jej postawa.
Dziś, 20 lat później, podczas rodzinnego obiadu, postanowiłem ją za mój dziecięcy wybryk przeprosić. Kiedy nadarzyła się odpowiednia okazja (akurat zebrało się nam na wspominki), zapytałem: „A pamiętacie jak Magda wyryła ojcu napis na drzwiach?”. Zanim zdążyłem rozwinąć myśl, moja siostrzyczka powiedziała: „A weź mi nawet nie przypominaj! Pamiętam to doskonale. Zrobiłam to za pomocą jakiegoś starego śrubokręta. Nie mam pojęcia co mi wtedy odbiło. Jak głupim dzieckiem trzeba być, aby coś takiego robić? Na samą myśl o tym, że coś takiego zrobiłam robi mi się słabo. Jak moja córka kiedyś coś podobnego odwali, to chyba wepchnę ją do Okna Życia!”. Cały stół szczerze się roześmiał. Oprócz mnie. Ja też się roześmiałem, ale zdecydowanie mniej szczerze. Wygląda na to, że to wydarzenie i związana z nim draka tak bardzo dotknęło Magdę, że ostatecznie sama uwierzyła w to, że to ona była autorką uszkodzenia na aucie taty. Obawiam się, że nie uwierzyłaby mi, gdybym teraz przyznał się do mojego występku.
Historia przydarzyła się podczas jednej z mocno zakrapianych, studenckich imprez. W pewnym momencie skończył się alkohol i trzeba było iść po więcej. Niestety mieszkanie było położone w dzielnicy, której nikt nie znał i nie wiedział gdzie jest sklep monopolowy.
Postanowiliśmy podzielić się na 3 grupy, każda pójdzie w inną stronę i poszuka. Właścicielka mieszkania poprosiła jeszcze, żeby przy okazji kupić jakiegoś whiskasa dla jej kota. Jak się okazało, w okolicy był tylko jeden taki sklep i wszystkie trzy grupy trafiły do niego.
Pierwsza grupa, która znalazła sklep, poprosiła o pół litra i kocią karmę. Dziwne połączenie, ale oczywiście kasjerka sprzedała bez problemu. Po kilku minutach i druga grupa dotarła, wzięli to samo - wódkę i kocią karmę. W momencie, kiedy po 10 minutach i trzecia grupa przyszła do tego samego sklepu i poprosiła o alkohol i whiskasa, zdziwiona pani za kasą spojrzała i powiedziała "Z chęcią zobaczyłabym tę imprezę".
W piątek do pracy miałem na godz. 10. Zdecydowałem, że pojadę na rowerze. Było bardzo gorąco i pomyślałem, że ściągnę koszulkę, żeby jej nie przepocić. A przy okazji trochę słońca złapię.
Gdy dojechałem na miejsce i sięgnąłem do plecaka, aby się ubrać, okazało się, że koszulkę zostawiłem w domu...
Mam dwoje dzieci. Córka 13 lat, syn 16. Mieszkają w tym samym pokoju.
Pewnego dnia gdy robiłam im porządki w pokoju postanowiłam odkurzyć za szafą. Znalazłam tam wibrator. Ogromny. Strasznie się przeraziłam. Wiedziałam, że w tym wieku buzują hormony, ale jednak czułam, że muszę o tym porozmawiać z córką.
Poczekałam, aż będziemy same w domu i przyznałam się do swojego odkrycia, uspokajałam ją, ale zaznaczałam, że jest jeszcze za młoda. Córka była bardzo zdziwiona, wszystkiego się wypierała, nawet zwróciła mi uwagę, że na jej budowę ciała taki byłby za gruby i za duży. W końcu uwierzyłam.
Cóż... Nie rozmawiałam jeszcze o tym z moim synem, ale wolałabym, żeby się okazało, że ma dziewczynę i że to ona to u nas zostawiła.
Liczy się pierwsze wrażenie, a ja zawsze potrafię sobie sama je schrzanić...
Ogólnie przy bliższym spotkaniu z ludźmi słyszę, że jestem cool, tylko trochę nieostrożna i roztrzepana jak się denerwuję. Tylko że ja się staram nie denerwować. Więc z ciekawym wrażeniem pewnie zostawiam ludzi, którzy przelotnie mnie poznają.
Często stresują mnie sytuacje, gdy cała uwaga jest skupiona na mnie, pocę się, mam rumieńce, zapominam słów, prawie nie skręcę kostki na prostej drodze. Mam wrażenie, że wychodzę na roztrzepanego durnia. Jedyne co mnie ratuje z takich sytuacji, to mój wygląd... uroczej dziewczynki. A mam 30 lat... Mój młodszy o 3 lata mąż czasem śmieje się, że wyglądam jak zagubiona licealistka, gdy się tak stresuję...
I tak myślę, że to zostawia złe wrażenie, te moje reakcje nerwowe organizmu. Kto potraktuje mnie poważnie przy pierwszym poznaniu? Nikt! Ani w urzędzie, ani prywatnie.
Tyle z tym walczę, mam więcej pewności siebie by publicznie przemawiać, ale mój organizm już jest zaprogramowany na coś innego (=_=)'.
Dodaj anonimowe wyznanie