#gAb5k

Słyszeliście kiedyś o "angry dragon"? Przeczytałam o tym zjawisku w Internecie mając 17 lat. Chodzi w tym o to, żeby chłopak przytrzymał głowę dziewczynie kiedy dochodzi. Sperma wylatuje nosem a dziewczyna wygląda jak wkurzony smok. Zszokowało mnie to jako kobietę i zaczęłam obmyślać plan zemsty na osobnikach płci przeciwnej.

Kiedy mój eks doszedł, nie połknęłam jak na porządną dziewczynę przystało, tylko szybko podniosłam się z kolan i podczas pocałunku wepchnęłam mu jego spermę do ust, jednocześnie szykując się do szybkiej ucieczki. Przełknął i chyba się nie zorientował.

Do tej pory uważam, że było to jedno z moich największych chorych osiągnięć w moim życiu.

W ramach rewanżu (pół żartem) zgwałcił mnie analnie 2 lata po tym zdarzeniu.

#WiPKd

Mam 27 lat i wciąż jestem dziewicą.

Najgorsze jest to, że teraz coraz częściej widzę i czuję, że seks po 2 czy 3 spotkaniach to dla ludzi norma, a ja się nie umiem dostosować. Teraz chyba jest trudniej, bo jak powiedzieć facetowi po 3 spotkaniach, którego się w ogóle nie zna, że nie ma się doświadczenia w tym wieku.

Przez brak doświadczenia w tych kwestiach brakuje mi też swobody w kontaktach z mężczyznami - myślę, że z tym idzie mi coraz lepiej, ale jednak mam blokadę w głowie, gdy kolejny zaczyna mnie dotykać po ciele, a ja jeszcze nie czuję się gotowa. Nawet jeśli któryś się ze mną umawia, to zazwyczaj kończy się na 3 do 5 randek i mam znowu błędne koło i poczucie frustracji, bo czuję się w pewnym sensie traktowana jak przedmiot... Zastanawiam się wtedy, czy chodzi im tylko o seks, czy ze mną jest coś nie tak. Zazwyczaj kończy się moje randkowanie z daną osobą po wizycie u mnie lub jego domu, gdy nic się nie stanie... Mężczyźni przestają się po prostu do mnie z dnia na dzień odzywać. Najgorzej, że przecież były wspólne rozmowy i zainteresowania i sami mówią, że dobrze się czują w moim towarzystwie, więc nie wiem, czy to tylko kwestia samej bliskości fizycznej, czy muszę coś w swym postępowaniu naprawić, żeby bardziej ludzi do mnie ciągnęło, kiedy mnie zaczyna ciągnąć do nich.
Wydaje mi się również, że mężczyzn do mnie nie ciągnie i być może jest to kwestia tej otwartości fizycznej... Nie mam jednak informacji zwrotnej, czy jestem po prostu nieatrakcyjna na dłuższą metę.

Chciałabym więc coś zmienić, a nie wiem już co. A poziom frustracji wciąż rośnie i zaczynam się czuć bezwartościowa, kiedy zaczynam angażować uczucia, a facet kończy znajomość.

#iwani

Jest mi tak wstyd...

Mam 19 lat. Mam dużą wiedzę z zakresu pierwszej pomocy i medycyny.
Co roku biorę udział w zawodach pierwszej pomocy, zawsze miałam 1 albo 2 miejsce.
Straż pożarna mnie szkoli.
Chcę iść na studia medyczne.

Jest jeden problem.

Działam w ASG, zawsze mam ze sobą apteczkę, bo tam często coś się dzieje - ktoś zemdleje, ktoś krwawi, bo się przewrócił itd.
No właśnie. Okazało się, że gdy komuś coś się dzieje, to ja zamiast pomóc zaczynam panikować i robi mi się słabo do tego stopnia, że sami muszą mną się zająć.

#qy0ud

W mojej rodzinie od kiedy pamiętam była przemoc słowna. Już jakoś dziecko byłam wyzywana od głupich, nierozumnych. Mam oboje rodziców, ale bliższy kontakt (tzn. taki, że się nie zabijamy co 5 minut) nawiązałam z ojcem w wieku 20 lat, kiedy poznałam mojego obecnego chłopaka.
Niestety, to co przeżyło się w dzieciństwie pozostaje w nas na zawsze.
Nie wiem, czy można to tak nazwać, ale chyba to jakiś rodzaj nerwicy, nie wiem, bo nigdy nigdzie się z tym nie zgłosiłam.

Ciągle mam wrażenie, że dzwoni mi telefon. Ciągle mam go przy sobie, ciągle sprawdzam, bo boję się, że zadzwonią do mnie rodzice i będą krzyczeć, że nie odbieram telefonu. Wzięło się to z tego, że bardzo często tak się działo i potem w domu była kłótnia. Teraz często mam wrażenie, że on gdzieś wibruje w torebce, w kieszeni, na stole, i biegnę, żeby zdążyć go odebrać, a odbierając modlę się, żeby to nie był żaden krzyk ani pretensje.
Rodzice o tym nie wiedzą, żyją i uważają nas za dobrą rodzinę, co też mnie dziwi swoją drogą, po reszcie ekscesów, jakie w niej były.
Nie wie o tym nikt, a ja mam wrażenie, że zwariowałam.

#Si8qo

Wiecie albo nie, ale wojsko też angażuje się w walkę z nowym wirusem, w wojsku są też osoby po ratownictwie, a ja jestem jedną z nich i przypadł mi ''zaszczyt'' przewożenia ludzi z tą chorobą do szpitala. Nie jest to coś, co pozwala być w pracy wyluzowanym, bo jak większość ludzi mam rodzinę, ale stres i strach (tak, moi drodzy, każdy człowiek w takiej sytuacji się boi) zostawiam przed domem. Moja dziewczyna jest teraz na L4 przez problemy zdrowotne, dziecko w domu, bo e-lekcje. Nie będę się rozpisywał o brakach sprzętu, bo mundurówka go ma, o ludziach i ich podejściu też nie. Problem jest inny.

Wracam do domu i słyszę od progu ilu mamy chorych, ilu umarło itd. Ja rozumiem, że moja kobieta się obawia o siebie, o dziecko i o mnie, ale czy tak ciężko jest zrozumieć, że skoro ten temat ciągle przewija się w mojej pracy, to nie mam ochoty o tym słuchać w domu? Szlag mnie trafia, bo wracam padnięty i chcę jej i dziecku poświęcić czas, mimo że jedyne o czym myślę, to żeby się wyspać, chcę obejrzeć kretyński serial czy ułożyć puzzle, ale nie słuchać o tym! Jakiekolwiek zwrócenie uwagi oznacza rzecz jasna obrazę majestatu i focha, bo nie chcę jej słuchać i w ogóle to najlepiej jak ona się przestanie odzywać.

Uwierzcie, że kiedy pracuje się przy tej chorobie, to ciągłe słuchanie o tym, że znowu ileś osób zachorowało nie pomaga, tylko dołuje. Dlatego mały apel ode mnie: jeśli znasz kogoś, kto jest w tym gównie po uszy, nie poruszaj tego tematu w jego czasie wolnym. My nie chcemy, żebyście uznali nas za bohaterów, bo pomoc ludziom jest wpisana w nasze zawody, bez znaczenia, czy jesteś policjantem, ratownikiem czy żołnierzem, my chcemy tylko na chwilę o tym nie myśleć, bo tak jak wszyscy jesteśmy ludźmi, ludźmi, którzy mogą się załamać.

#BhaWM

Nigdy nie miałem szczęścia w życiu i miłości. Można powiedzieć, że zawsze miałem pod górkę. W wieku 23 lat poznałem najcudowniejszą dziewczynę pod słońcem. Ideał po prostu. Wtedy jakoś zaczęło się układać, a górka być bardziej płaska. Byliśmy razem trochę mniej niż 4 lata. Najlepsza relacja w życiu, zero kłótni, partnerstwo na 100%. Po 3.5 roku po wspólnych wakacjach powiedziała, że nie wie, czy mnie kocha. Daliśmy sobie czas do końca roku. W grudniu, a dokładnie 23-ego zmarła moja mama na raka, a tydzień później rozpadł się nasz związek. Dowiedziałem się, że kocha innego. Nie zdradziła mnie, po prostu od zawsze kochała jednego jedynego, faceta z liceum, z którym teraz chce być. Byłem załamany, bo ją kochałem, w sumie nadal kocham. Ale jakoś się ogarnąłem i postanowiłem zrobić coś ze swoim życiem, zmienić je i nie dać za wygraną.

Zacząłem od pokochania siebie, od sprawiania sobie samemu prezentów, podnieść samoocenę. Pomogło. Później przyszedł czas na pracę, rzygam już biurową robotą, więc złożyłem papiery do policji w celu radykalnej zmiany i żeby nie myśleć o byłej, ale przyszedł koronawirus i wszystko popsuł, wszystkie plany poszły się j...ać. Znowu jestem załamany, ogarniają mnie czarne myśli, że pech nigdy mnie nie opuści. Siedzę i czekam, aż wirus zniknie, żeby móc MOŻE w końcu pójść dalej, albo żeby mnie zabrał ze sobą, bo obecnie jest już mi wszystko jedno, co się ze mną stanie.

#4hD43

Mam 21 lat, studiuję w Krakowie, moja mama urodziła mnie, gdy miała 18 lat, więc w tym roku będzie obchodzić 39 urodziny. I ciężko mi to pisać, ale mam głupią matkę. Wiem, że mogę się zaraz spotkać z setkami komentarzy o tym, jakim to jestem niewdzięcznym dzieciakiem. Nie zrozumcie mnie źle, ja bardzo kocham moją mamę, ale to nie zmienia faktu, że kobieta inteligencją nie grzeszy.

Zacznę od drobnego przykładu: od jakiegoś czasu mama ma smartfona, umie sobie do kogoś zadzwonić czy odpisać na SMS, ale cokolwiek więcej to jest od razu straszny problem. Kiedyś zaczęła rzucać telefonem i ostatecznie zawiozła go do serwisu, bo „się zepsuł”, a tak naprawdę przez nieuwagę ściemniła ekran do maksimum i nic nie widziała. I znowu nie chcę być źle zrozumiana, nie wymagam od niej nie wiadomo czego, ale w obecnych czasach umiejętność podstawowej obsługi urządzeń jest po prostu niezbędna, mama jest przecież jeszcze bardzo młoda, a nie umie sobie ustawić dzwonka w telefonie.

Jakiś czas temu zaczęła namiętnie czytać różne portale i gazety internetowe, ale w ten sposób, że odpala przeglądarkę i czyta newsy, które akurat się pojawią gdzieś dookoła w reklamach czy propozycjach, a nie muszę chyba tłumaczyć, jakie tam są pierdoły... Oczywiście we wszystko wierzy, bo przecież tak napisali. Kiedy próbuję jej delikatnie wytłumaczyć, żeby nie wierzyła we wszystko co tam zobaczy i dla porównania podsuwam jej bardziej wiarygodne źródła - obraża się.

Z obsługą komputera jest chyba jeszcze gorzej, mama uwielbia robić zakupy online, wchodzi na różne bardzo mało wiarygodne strony, a później każe nam coś stamtąd zamawiać. Ona sama nie zamówi, bo nie ma maila, ani nawet nie do końca wie jak on działa. MAIL!! (przypominam 39 lat, to nie jest podeszły wiek).

Już kilkukrotnie była na kursie na prawko, ale rezygnowała, bo trzeba się pouczyć, bo trzeba coś przyswoić itd. Nie chcę nawet myśleć, ile kasy rodzice na tym stracili.
Mój młodszy brat jest w 5 klasie, mama nie umie pomóc mu w prostych zadaniach, bo sama ich nie rozumie, a o rzeczach typu tabliczka mnożenia możecie zapomnieć. Zdarzało jej się dzwonić do mnie do Krakowa, bo „brat potrzebuje pomocy, a ona nie ma do tego głowy”.

Nie ma pracy, ale obraża się, że musi zajmować się domem. Zdarza się, że jest agresywna, krzyczy, jest wybuchowa i impulsywna. Współczuję tacie - jest człowiekiem o wielkim sercu, bardzo zależy mu na rodzinie, chociaż czuję, że rodziców nie połączyła miłość, a dzieci.

Ja powoli coraz bardziej się usamodzielniam, mam pracę, studiuję, dopiero kwarantanna i chwilowy powrót do rodzinnego domu przypomniały mi, jak to było mieszkać z mamą. Gdzieś w środku boję się, że będę kiedyś taka jak ona: głupawa babka od prania skarpetek, która nie potrafi rozwiązać zadania na poziomie 5 klasy.

#XenNr

Nie wiem, czy to będzie dość anonimowe wyznanie, ale chcę wam coś opisać.

Jak każdy z Was wie, sytuacja na polskim rynku pracy robi się nieciekawa i tu chcę podać wam prosty przykład, jak można stracić coś więcej niż pieniądze.

Zacznę od tego, że mam 24 lata i prowadzę firmę, którą założyłem z własnych pieniędzy, nikt mi nie pomógł i nie ułatwił, ale mi się udało. Niestety ludzie patrzą na to z pogardą, zazwyczaj słyszę hejt - a to że złodziej, a to że starzy włożyli kasę. Nikt nie wie, ile poświęciłem żeby to osiągnąć i raczej nikt tego nie doceni, bo zawsze znajdą się ludzie, którym wszystko będzie przeszkadzać.

Aktualnie zatrudniam 11 osób i przez wirusa zaczyna robić się ciężko. Ostatnio spędzam dużo czasu na zastanowieniu się jak mogę zredukować wydatki, żeby starczyło na wszystkie opłaty. Nie chcę nikogo zwalniać, ci ludzie są dla mnie jak rodzina. Każdego z nich znam bardzo dobrze, zawsze mogli liczyć na moją pomoc, a teraz potrzebują mnie jeszcze bardziej. Nie wyobrażam sobie zwolnić chociażby jedną osobę, bo to oni pracowali na mój sukces, to dzięki nim kupowałem wymarzone auta, na które bym sam nie zarobił. Jako że jestem młody, to dość często przeglądam YT, żeby się odstresować, i tak niedawno trafiłem na film też młodego przedsiębiorcy, który mi podsunął świetny pomysł i za to mu muszę podziękować, mianowicie wystawiłem na sprzedaż swój wymarzony samochód. Dzięki temu będę miał jak zapłacić pensje, każdy z pracowników dostanie 100%.

Ja osobiście rodziny nie posiadam, ale w tym momencie jestem odpowiedzialny aż za 11 rodzin i nie chcę, żeby któraś musiała cierpieć. Do stracenia miałbym o wiele więcej niż samochód czy firmę, straciłbym zaufanie, godność i przyjaciół, jeśli miałbym postąpić inaczej.

Może ktoś z was będzie w podobnej sytuacji, a to wyznanie przyniesie mu odpowiedź co może zrobić. Nie przekładajcie pieniędzy ponad ludzi, tak jak to robi nasze państwo
#trzymamysierazem!

Anonimowe będzie to, że nigdy im nie powiem w jakiej byłem sytuacji, niech się ciszą życiem z rodziną.
Dodaj anonimowe wyznanie