#Ef8WL

Ta pandemia mnie niszczy...
Nie chodzi o to, że nie mogę wyjść itp. Zrozumiałam, że nie mam żadnych przyjaciół. Nikt ze mną nie rozmawia itp. Nie pyta, co u mnie. Ja jak napisze, to widzę, że wszyscy mają mnie gdzieś. Teraz zostałam kompletnie sama. Szczerze to nie wiem czemu. Zawsze byłam miła dla wszystkich. Starałam się jak najlepiej. Pomagałam.

Dzisiaj zostałam kompletnie sama. Coraz częściej sięgam za alkohol. Jak napisze do kogoś, to nikt nie ma czasu rozmawiać (wymówki)... Albo nie odpisują. A sam nikt z siebie nie napisze. Jestem sama i nie wiem jak przeżyję przez tę pandemię. Nie mam nikogo.

#mNA0H

Była kiedyś domówka u kolegi. Wiadomo, alkoholu nie brakowało, a co za tym idzie, jedni byli bardziej pijani, drudzy mniej, a trzeci w ogóle. No i niestety, ja byłam ta bardziej pijana. W tym dniu akurat miałam okres, a zabawa była dość ostra. W końcu poczułam okropny ból brzucha, więc szybko poszłam do łazienki. Usiadłam na toalecie i wtedy zorientowałam się, że przeciekłam... W ogóle tego nie wyczułam. Papieru toaletowego brak, dżinsy całe ufajdane krwią i do tego złapał mnie okropny ból brzucha (a co za tym idzie, porządna kupa). Siedziałam tak i myślałam co zrobię. Kolega mieszkał sam, a więc nici z jakiejkolwiek podpaski czy tamponu. W końcu zaczęli się do mnie dobijać. Nie przemyślawszy niczego, wzięłam (z kosza na brudy kolegi) jego bokserki. Wyszłam z toalety i poszłam na górę. Tak, w samych, brudnych bokserkach kolegi. Było na tyle ciemno, że nikt nie zauważył.
Rano obudziłam się w pokoju. No i jak można się domyślić, całe łóżko ufajdane krwią, bokserki też. Zbiegłam na dół jak petarda, założyłam spodnie, złapałam taksówkę i wróciłam do domu.

Do teraz czuję okropne zażenowanie na wspomnienie całej tej sytuacji.

PS Z kolegą nie utrzymuję kontaktów, nikt nic nie pamięta z tamtej nocy. I od tamtej pory nie sięgam po alkohol.

#GCyOt

Głupio mi, ale strasznie wstydzę się pracy mojego partnera. Gdy rozmawiam o nim z kimś, kto go nie zna i temat schodzi na pracę, zawsze mam problem z powiedzeniem wprost czym się zajmuje. Zazwyczaj wtedy mówię o tym bardzo mętnie albo daję wymijającą odpowiedź i staram się szybko zmienić temat.

Żeby nie było, praca mojego partnera nie jest jakaś hańbiąca. Po prostu jest w moim odczuciu... mało ambitna. Ma 30 lat, pracuje od wielu lat w tym samym miejscu bez planu na zmianę czegokolwiek. Razem z nim pracują głównie studenci, ludzie, którzy zmieniają pracę co 3 miesiące oraz tzw. patologia i Karyny, którym wystarczy, że z pensji opłacą tipsy i rzęski.

Strasznie mi to przeszkadza. Moja praca jest w moim odczuciu i z tego co mówią moi znajomi po prostu ciekawa. Każdy dzień przynosi coś nowego, ja stale poszerzam swoje kwalifikacje, uczę się nowych rzeczy, chodzę na kurs języka. Atmosfera w pracy jest super, ludzie są w większości inteligentni, mają coś do powiedzenia, mają ciekawe zainteresowania i lubię się z nimi spotykać po pracy. Mój partner tego nie rozumie, bo on nie przyjaźni się z nikim z pracy i uważa, że to głupie (?).

Nie zależy mi na tym, żeby dużo zarabiał, nigdy nie chciałam, żeby facet mnie utrzymywał, sama też nie chciałabym utrzymywać swojego partnera, chociaż obecnie trochę w tę stronę to zmierza. Nie zarabiam tyle, żeby pozwolić sobie na utrzymanie dwóch osób i jeszcze coś odłożyć.

Jestem w kropce. Próbowałam podpytać partnera, czy nie myśli o zmianie pracy i czasami delikatnie mu to sugeruję (albo próbuję motywować do podnoszenia swoich kwalifikacji), ale nic to nie daje. Im dłużej to trwa, tym bardziej czuję, że przestaję go po prostu szanować.

#lEFeO

Moje życie to same ciosy od losu, cierpienie, płacz - ciągle pod górkę. Są to sprawy niezależne ode mnie - choroba, rodzina. Przez to, że jest mi tak źle w życiu nie mogę znieść szczęścia innych. Szczególnie wkurza mnie, jak ktoś nie docenia tego, za co ja bym wszystko oddała.

Wiem, że to jest złe, ale często życzę komuś czegoś złego, aby mi się zrobiło lepiej, że nie jestem sama z problemami. Nie powinnam tak myśleć, ale to uczucie jest silniejsze ode mnie... zryło mi psychę przez to co przeszłam i przechodzę.

#908xF

Sporo tutaj śmiesznych / absurdalnych sytuacji z portali randkowych, więc postanowiłam podzielić się moją:

Kilka lat temu, pod koniec studiów, postanowiłyśmy z koleżanką założyć sobie konta na jednym z popularnych portali - trochę z ciekawości, a trochę licząc, że może akurat kogoś spotkamy.

Po kilkunastu ofertach sponsoringu i starszych panach, szukających kochanek, odezwał się Mirek. Mieliśmy takie same zainteresowania, fajnie się gadało, spotkaliśmy się. Okazało się, że Mirek jest w podobnej sytuacji jak ja - niedawno skończył dosyć wymagające studia, znalazł pracę w swoim zawodzie i zaczyna się usamodzielniać.

Zaczęliśmy się spotykać i początkowo był idealnym partnerem, potem coraz więcej rzeczy zaczynało mnie nieprzyjemnie zaskakiwać. Mirek nie przedstawił mi swoich znajomych, mimo że spotykaliśmy się z moimi. Mirka nie znał też nikt ze środowiska naszych wspólnych zainteresowań, no ale przecież nie musiał się udzielać publicznie. Ogólnie niechętnie dawał się zaciągać na związane z nimi wydarzenia, wspólne zainteresowania jednak szybko mu się znudziły. Ogólnie miał mi za złe, że interesuję się czymkolwiek poza nim i pracą. O swojej, o dziwo, nie za bardzo chciał rozmawiać, podobnie jak o ewentualnej wyprowadzce od rodziców.

Tak to sobie trwało jakiś czas, aż wreszcie wpadłam na mieście na kolegę i jego znajomego, Arka. I wtedy okazało się, że Arek zna Mirka, bo studiowali razem. Z tym, że Mirek studiów nie skończył, rzucił je na ostatnim roku, bo nie chciało mu się pisać pracy. Arek po studiach stracił z nim kontakt, ale z tego, co wiedział, Mirek nigdy nie pracował w zawodzie, tylko łapał się dorywczych prac, a głównie utrzymywali go rodzice. Mirek nigdy też nie interesował się żadną z wymienianych na początku rzeczy.
Chociaż wersja Arka dużo bardziej pasowała mi do rzeczywistości, postanowiłam to z Mirkiem skonfrontować. Jakież było moje zdziwienie, gdy do wszystkiego się przyznał i powiedział, że jak zobaczył mój profil na portalu, to uznał, że jestem ambitna, więc zapewne będę dobrze zarabiać i go utrzymywać. A "wspólne zainteresowania"? Obczytał się w internecie ile mógł i przez kilka tygodni "przygotowywał się" tak do każdego spotkania.
Z Mirkiem oczywiście zerwałam, a on potem jeszcze przez kilka miesięcy chodził i opowiadał moim znajomym, że rozstaliśmy się, bo uznałam, że za mało zarabia.

Z jednej strony nadal nie pojmuję, jak można być takim palantem, a z drugiej strony - to przygotowanie to w sumie nawet podziwiam, bo zwodził mnie i moich znajomych przez dobrych kilka tygodni :D

#pHa0x

W tym wyznaniu chciałabym poruszyć temat edukacji seksualnej.

Jestem młodą kobietą. Byłam w czteroletnim związku oraz miałam później kilku partnerów. Wszyscy 20+. To co od nich słyszałam trochę mnie zaniepokoiło stanem wiedzy.

Przekonania jakie mają w głowie to między innymi:
- kobieta może dojść tylko przez stymulację łechtaczki;
- podczas okresu jest największe ryzyko zajścia w ciąże (zero pojęcia na temat owulacji i dni płodnych);
- nie mam żadnych objawów w okolicach intymnych, więc jestem czysty (brak wiedzy o możliwości bycia bezobjawowym nosicielem, seks bez zabezpieczenia z wieloma partnerkami);
- robię regularnie badania krwi - serio? samo podstawowe badanie niczego nie wykryje...;
Wykrycie HIV, HPV, kiły i inne chlamydie jest bardziej skompilowane i wymaga specjalistycznego badania i oczywiście płatnego;
- kobieta oddaje mocz pochwą (brak rozróżnienia ujścia cewki moczowej i pochwy);
- spirala, a co to?;
- brak świadomości o tym, że bakterie e.coli przeniesione do pochwy wywołają zapalenie pęcherza;

- brak orgazmu spowodowany bezmięsna dietą.

Jestem ciekawa jakie mity w głowach mają mężczyźni i kobiety, bo myślę, że tak samo jest w drugą stronę. Fajnie jakbyśmy się podzielili w komentarzach swoimi poglądami i podobnymi doświadczeniami.

Sama o możliwości założenia wkładki hormonalnej na NFZ dowiedziałam się późno i to od koleżanki - mając 23 lata. Gdyby nie edukacja zdrowotna na studiach, również mało co wiedziałabym o chorobach.

Edukacja seksualna i zdrowotna była w Polsce traktowana marginalnie, a teraz ma być jeszcze gorzej. Dlaczego wciąż seks jest tematem tabu? Dlaczego kobiety są dalej postrzegane tylko w celach rozrodczych, a kiedy mają więcej niż 3 partnerów to są zwykłymi kurwami? Gdzie świadomość, ze seks może być również dla kobiety niezwykłym doznaniem, niekoniecznie tylko ze swoim mężem? Tak, kobieta może mieć orgazm, a nawet wytrysk. Dziewczyny nie rozmawiają między sobą o swoich doświadczeniach tych dobrych jak i złych. Zdarza się, że nawet nigdy nie doświadczyły orgazmu i nie mają pojęcia co tak właściwie powinny czuć. Seksualność to tak naturalna sprawa jak sen i odżywianie i ponad to ma jeszcze wymiar duchowy.

#hN4zz

Rok temu rozstałem się z żoną. Na sprawie rozwodowej sędzia zapytał, czy nadal kocham żonę, a ja stałem i patrzyłem na nią, nic nie mówiąc... Zrobiłem w życiu naprawdę wiele głupot, ale wtedy przeszedłem sam siebie. Chciałem powiedzieć, że bardzo ją kocham i nie chcę jej stracić, a tylko stałem jak kretyn.

Jak chyba w każdym związku, mieliśmy lepsze i gorsze dni. Problemem było to, że nie potrafiliśmy normalnie, szczerze ze sobą rozmawiać, bo zaraz wyciągaliśmy rzeczy z przeszłości.

Moja żona to wspaniała kobieta, piękna, mądra, wierna. Dopiero z upływem czasu zrozumiałem, jaki byłem głupi, co powinienem był robić z nią i dla niej. Teraz spotykam się z kimś i nawet myślałem, że to się uda, ale nadal kocham byłą żonę i nie mogę przestać o niej myśleć. Najlepsze jest to, że ona chyba też nadal mnie kocha i jest jej ciężko, ale jest zbyt dumna, żeby to przyznać.

I tak przez nieumiejętność normalnej, szczerej rozmowy nadal oboje jesteśmy nieszczęśliwi, ale tym razem osobno.

#rTKq5

Trzy tygodnie temu pozbyłam się swojej tożsamości.

Tzn. nie dosłownie - nadal mieszkam w tym samym miejscu, mam tak samo na imię, rozmawiam z mamą (jedyna rodzina poza wujkiem z którą nam kontakt). Ale poniekąd "pozbyłam się" swojej przeszłości.

Zaczęło się miesiąc temu, od pewnej sytuacji, która zmieniła moje życie (i nie mówię tu o kwarantannie). Pierwsze półtora tygodnia byłam załamana, nie kontaktowałam - straciłam 4 kg., bo tak naprawdę piłam tylko wodę, nic nie jadłam. Potrafiłam dzień w dzień siedzieć i tylko gapić się na ścianę. Po czym trzy tygodnie temu podjęłam decyzję.

Wykasowałam wszystkie media społecznościowe (i tak nie mam żadnych znajomych, jestem bardzo zamknięta w sobie. Nikt nie zauważył), wszystkie numery telefonów poza lekarzem i mamą też już zniknęły. Zdjęcia, większość książek i ubrań, pamiątek. Zostały tylko te najważniejsze. Niczego nie żałuję. Po kwarantannie zamierzam dokończyć studia, odłożyć trochę kasy, na tyle żeby móc wyjechać z kraju, w którym obecnie mieszkam. A potem zniknąć.
Dodaj anonimowe wyznanie