#iwani
Mam 19 lat. Mam dużą wiedzę z zakresu pierwszej pomocy i medycyny.
Co roku biorę udział w zawodach pierwszej pomocy, zawsze miałam 1 albo 2 miejsce.
Straż pożarna mnie szkoli.
Chcę iść na studia medyczne.
Jest jeden problem.
Działam w ASG, zawsze mam ze sobą apteczkę, bo tam często coś się dzieje - ktoś zemdleje, ktoś krwawi, bo się przewrócił itd.
No właśnie. Okazało się, że gdy komuś coś się dzieje, to ja zamiast pomóc zaczynam panikować i robi mi się słabo do tego stopnia, że sami muszą mną się zająć.
Trochę jak mieć 2 dana z korespondencyjnego kursu karate... Niby zaświadczenia podstemplowane, ale użyteczność ograniczona ;)
Tak samo jak moje uprawnienia SAP do 1 KV, naszczęście nie muszę ztego korzystać.
przeczytałam dna i myślę sobie... jak to DNA karate XDDD
Nie przejdziesz pierwszego roku na medycynie bo tam jest prosektorium. Ale co szkodzi spróbować. Jeśli masz ns tyle dużą wiedzę żeby dostać się za pierwszym razem to tak zrób. Jeśli obawy się potwierdzą na pewno pozwolą ci się przenieść np.na farmację gdzie takich atrakcji nie ma.
Na farmacji z tego co kojarzę też są takie zajęcia, chyba na 1 roku.
Studia medyczne to nie tylko medycyna.
A prosektorium hartuje
Ale prosektorium to trochę coś innego. Tam nie ma zagrożenia życia czy zdrowia, bo "pacjenci" są już martwi. Może być tak, że autorka panikuje ze względu na to, że komuś się dzieje krzywda, a nie na widok krwi czy rany. Wtedy w prosektorium wszystko będzie ok, ale już kontakt z żywym pacjentem może być nie do przejścia.
E tam. Miałam takich kolegów co na sekcjach robili się zieloni a studia skonczyli. Wybrali różne specjalizacje - głównie takie gdzie nie ma krwi i flaków. Dla każdego coś się znajdzie. Ja codziennie walczę z płynami ustrojowymi wszelkiej maści- nic mnie nie rusza, trzeba podejmować szybkie decyzje bo krew leje się strumieniami, ale w życiu nie chciałabym jeździć w karetce. Nie nadaje się do medycyny? Nie poprotu mam swoja działkę. Może poprostu będzie dermatologiem. Albo patomorfologiem. Zajebiscie potrzebna specka
Moja znajoma na pierwszym roku miała zajęcia w prosektorium. Nie dała rady, tak jak większość ludzi z jej grupy. Nie każdy dobrze znosi widok ludzkiego ciała po śmierci. Te zajęcia są sprawdzianem czy studenci są wytrzymali fizycznie i psychicznie. To sito, przez które przechodzą tylko osoby, które potrafią poradzić sobie w trudnej sytuacji.
Przejdzie.
Zajęcia z anatomii są tak pomyślane, żeby właśnie ludzi przyzwyczaić.
Zaczynasz od osteologii, sam kościec.
Potem mózg - sam wyjęty narząd, zwłoki są, ale się do nich nie zbliżasz.
Krok po kroku przyzwyczajasz się.
Potem nawet na chirurgii nie jest źle, bo pacjent do zabiegu jest poprzykrywany, masz tylko kwadracik ciała na dojście, trochę odczłowieczone.
Pamietam że mnie pierwszy raz ruszyło dopiero jak musiałem pijanemu prawie na żywca przyszywać oderwany płat skóry na przedramieniu.
Dopiero wtedy zobaczyłem tak całość, a nie że fragment ciała.
przez cały rok chodzilam na anatomię głodna, bez śniadania. w ten oto sposób ludzkie preparaty zalane formaliną zaczęły być dla mnie mega smakowitym widokiem (przypominały mi stek albo golonki :p).
Zapraszam do Radomia, są tutaj studia medyczne, ale nie ma prosektorium :))))
Tak ja ludzkie rany mnie nie ruszają w żaden sposób. Widzialam juz zlamanie otwarte i glebokie rozciecie reki z uszkodzona zyla ( chlopak chcial pchnac frzwi uderzyl w szybe dlonia i peklo szklo w nich robiac wielka rane. Chciałam być weterynarzem kocham zwierzrte i zawsze staram sie robic wszystko by im pomoc balam sie tylko czy dam rade uspic zwierze, ale życie to zweryfikowalo gdy zobaczyłam psa z wielką rana na boku którego ktos potrącił nie mogłam się ruszyć i w pewnym momencie zendlalam z strachu . Plus taki że zatrzymało się auto myśląc że ja też zostałam potracona i pies trafił do weterynarza na szczęście przeżył.
Czyli się nie nadajesz.
Myślę, że jeszcze się uodpornisz, albo nauczysz radzić sobie ze stresem.
Albo się z tym jakoś uporasz, albo będziesz musiała zweryfikować swoje plany na przyszłość.
No to niestety trochę słabo. Oprócz pasji liczą się też predyspozycje. To tak jakby przyszły chirurg brzydził się krwi 🤷♂️
Jeżeli ta słabość nie jest czymś, co możesz pokonać, raczej czarno to widzę. Słuchaj, skoro interesują cię tematy medyczne, na lekarskim świat się nie kończy. Masz jeszcze lekarsko-stomatologiczny, farmację, elektroradiologię... To tak na przykład.
Kwestia przyzwyczajenia. Na pierwszych praktykach zeby nie zemdlec musialam wyjść z sali jak pielęgniarka zakladala pacjentowi wenflon.. Pomyślałam sobie wtedy, ze sie nie nadaje bo nigdy sie nie przyzwyczaję. Na kolejnych praktykach widzialam operację na otwartm sercu i nawet nie zrobilo mi się przez chwilę slabo. Trzeba przezwyciężać swoje słabości jeśli na prawdę na czymś Ci zależy :) dasz radę
niestety, w medycynie oprócz wiedzy kluczowa jest inicjatywa i umiejętność zachowania zimnej krwi, np. podjęcia za kogoś trudnej decyzji, działania w stresie. na pociechę powiem, że da się to wypracować, po prostu stopniowo przełamuj się i wychodź ze strefy komfortu.
w ostateczności zawsze pozostaje medycyna rodzinna...
Niestety, nawet w medycynie rodzinnej mogą się trafiać stany nagłe. Zazwyczaj nie krwawe, ale zdarza się, że do poradni przyjdzie pacjent, który gorzej się poczuł, a jego stan drastycznie się pogorszy w kolejce/gabinecie. Czy to zawał m. sercowego, źle leczona cukrzyca z atakiem hipoglikemii, rozwijający się udar itd.
Próbuj radzić sobie ze stresem, na chłodno podejść do tych sytuacji - na początku sama nie będziesz mdlała, potem może będziesz sama w stanie komuś pomóc - metoda małych kroków.Może zostaniesz chirurgiem, który musi sobie radzić z krwawiącym pacjentem, może sama będziesz przytomną ofiarą wypadku, a może będziesz kiedyś rodzić dziecko - w każdym z tych przypadków będziesz miała styczność z krwią i niewybrażalny stres, więc powinnaś przynajmniej spróbować go oswoić.
Miałam koleżankę na pielęgniarstwie, ktora mdlała na widok krwi, nawet sztucznej. Teraz śmiało zakłada welflony i nawet nie drgnie