#jtpNH

Wyznanie z serii "to mnie denerwuje". Mam inne problemy, ale to jest taki "pierdołowaty, ale wkurza".

Czasami szukam przepisu, bo zapomniałam co i jak gotować. Czasami chodzi mi o sprawdzenie czasu i klikam pierwszy lepszy przepis.

Z ostatniej chwili: kapuśniak.

Pół strony opisu jak to robiła babcia, cudowne właściwości kapusty czy inne pierdoły. Przewijam, wypisane składniki. O, to mnie interesuje!
Czytam: wywar można zrobić na tym czy tamtym, ale ja najbardziej lubię na tym, a tamto daję do smaku i czytam o preferencjach smakowych autorki. Przewijam, szukam słów kluczy...
Można zrobić to tak, ale w sumie różnie to bywa (znowu lanie wody).
Kapusta: najlepiej (opis kapusty)... W końcu gdzieś informacja, jak długo się co gotuje...

Wypracowanie o kapuśniaku, a nie przepis.

#Ak4Uh

W podstawówce bardzo dobrze się uczyłam, poza tym byłam cicha i nieśmiała. Byłam też typowym "brzydkim kaczątkiem", co sprawiło, że dzieciaki się ze mnie śmiały. W wieku ok. 11-12 lat prawie codziennie inne dziewczyny nabijały się z mojego wyglądu, m.in. z braku piersi, parę razy usłyszałam też, że jestem zbyt brzydka, aby żyć. Bardzo mnie to podłamało. 

Starałam się im przypasować, ale zazwyczaj miłe były tylko, gdy był jakiś sprawdzian, a miejsce obok mnie było wolne. Pod koniec szkoły wyszło na jaw, że robiły mi zdjęcia na wf, gdy się przebierałam i wrzucały do internetu, wstawiając komentarze typu "klata prawdziwego faceta", "suchoklates" i tak dalej. Nic dziwnego, że do gimnazjum trafiłam z potężną fobią społeczną.

Na szczęście trafiłam na życzliwych i miłych ludzi, stopniowo stawałam się coraz pewniejsza siebie, weselsza, ogólnie wszystko na plus. Mój wygląd także się zmienił - nie nazwę siebie miss, ale zmieniłam się. A biust, nie wiadomo kiedy, urósł do sporych rozmiarów, tak sporych, że wkrótce mogłam zapomnieć o kupowaniu biustonosza w przeciętnym sklepie. Mimo wszystko kompleksy pozostały.

Dziś, kilka lat po ukończeniu podstawówki, natknęłam się na dziewczyny, które niegdyś się ze mnie śmiały. Próbowałam nie zwracać na nie uwagi, jednak wśród chichotów i szeptów usłyszałam "Ma takie wielkie cycki, zaraz się o nie potknie".

Nie wiem w zasadzie, po co wstawiam tu tą historię, ale morał jest prosty - niektórzy ludzie zawsze znajdą w tobie jakiś problem.

#RoBD3

Może krótko, bo co tu się długo rozpisywać...
Jadę właśnie pociągiem do Warszawy, z prawie drugiego końca Polski. Jadę do brata, jedynej osoby, która mnie akceptuje. Ojciec właśnie wyrzucił mnie z domu, znalazł bransoletkę z tęczowymi koralikami, którą dostałam od dziewczyny. Musiałam się mu przyznać. Cholernie się boję, co teraz będzie...

#IhvUk

Dziwna historia z życia

Nie ma to jak zapomnieć... siostry.
Byłam z nią w galerii, odwracam się, a tam... nikt.
Moja siostra rozpłynęła się.

A zgadnijcie, co się z nią stało.
Nawet jej nie wzięłam do galerii. Mój mózg ubzdurał sobie, że stoi za mną, a tak naprawdę siedziała w domu.

#kUq15

Od 6 tygodni jestem na kwarantannie. Jak to było? Jednego dnia źle się poczułam, gorączka, duszności. Nie byłam w stanie iść do pracy. Oczywiście pierwsza myśl - koronawirus, grzecznie idę pod szpital na wymaz. Objawy po dwóch dniach mijają, wszystko OK. Wynik wymazu oczywiście pozytywny. Wraz z narzeczonym siedzimy więc na kwarantannie. Głupi i naiwni, myślimy, że dwa tygodnie i wyjdziemy...
Kolejny wymaz nadal pozytywny. Tydzień później - negatywny. Żeby wyjść, muszę mieć dwa testy negatywne. Kolejny test pozytywny. Jak to możliwe?! Każdy następny jest znów pozytywny.
Od ponad 5 tygodni nie mam żadnych objawów, jestem całkowicie zdrowa. Narzeczony również raz test pozytywny, raz negatywny (nigdy nie miał objawów). Końca nie widać, a my powoli dostajemy do głowy.

Do tego wszystkiego nie dostanę ani grosza. Pomimo wielu lat pracy na umowę o pracę i odprowadzania składek, bo w tym roku miałam umowę zlecenie. Ostatnio dostałam już umowę o pracę, ale do 30 przepracowanych dni zabrakło mi 5, gdy poszłam na kwarantannę! Co ciekawe, prosiłam pracodawcę, żeby na zleceniu odprowadzał mi dodatkowe składki chorobowe. Ale zapomniano o tym. A mi nie przyszłoby do głowy sprawdzać w ZUS-ie, czy jest to zrobione. Na narzeczonego nie mogą już dłużej czekać i prawdopodobnie zostanie zwolniony.

Sanepid nic na to nie poradzi, mam czekać na nowy test i tak w kółko. Nie wspominając o tym, że dodzwonić się do nich można po jakichś 200 połączeniach, bo po co mnie o czymkolwiek informować.

Nie wiem, z czego będziemy za niedługo żyć, i co mamy robić. Kocham ten kraj!

#C4D1s

W tamtym tygodniu przedłużyłem umowę na komórkę i kupiłem nowy telefon. W czwartek zamówiłem na Allegro etui, żeby zabezpieczyć moje cacko. W niedzielę natomiast telefon mi wypadł i przy moim szczęściu nie mogło być inaczej - pęknięty ekran. A wczoraj kurier przyniósł paczkę z etui...

Dzisiaj rano jak jedliśmy śniadanie tata zauważył mój telefon, z pękniętym ekranem, w etui. Zaczął się śmiać i skomentował "Po cholerę kupowałeś etui na telefon po tym, jak już go rozwaliłeś? To tak jakby założyć kondoma dziecku na głowę!".

#Viv9z

Moja dramatyczna historia zaczęła się pod koniec wakacji 2018. Strasznie ciężko mi się o tym pisze, nie wiem od czego zacząć, ale no...

Moja matka jest bardzo nerwową osobą. Zaczęło się od psa, który się do nas przybłąkał. Zrobiłam ogłoszenie, właściciel się zgłosił. Wtedy zaczęło się istne piekło. Obwiniała mnie, że teraz ten pies nie będzie miał życia, że właściciel go źle traktuje itd. Potem powiedziała mi, że kupi sobie psa na złość mi. W naszym domu krucho z pieniędzmi, pracuje tylko tata, matka do pracy się nie ruszy, dopóki ja u niej mieszkam. Kupiła sobie tego psa. Strasznie to przyjęłam, bo ja z rodzeństwem nie mamy porządnych pokoi, a na psa było. Po tym incydencie atmosfera w domu była fatalna.

Po jakimś czasie siostra matki (z którą mam cudowny kontakt, traktuję ją jak własną siostrę, matka nigdy za nią nie przepadała) miała urodziny; mama doskonale wiedziała gdzie jestem i że odwiozą mnie do domu razem z chłopakiem cioci. Wróciłam do domu o 20.30. Wtedy zaczęło się. Zaczęła się wydzierać, że o której się do domu wraca, zabrała mi telefon. Kłóciłyśmy się jak zawsze. Następnego dnia było coraz gorzej, gdy chciałam wyjść w odwiedziny do mojej babci, zakluczyła drzwi i nie chciała mnie wypuścić. Nie ukrywam, bardzo mnie to podirytowało i zdenerwowało. Rzuciłam wszystko ze stołu na podłogę. Wtedy był horror, zadzwoniła na policję i powiedziała im, że rzucam nożami. Nie wiedziałam już co mam robić, telefonu nadal nie miałam, postanowiłam, że z komputera napiszę do rodziny od strony matki, prosząc o pomoc, żeby przyjechali.

Po kilkunastu minutach na podwórko wyjechało pogotowie i policja. Również przyjechali babcia, ciocia i wujek. Policjantka mnie wypytywała, powiedziałam co się wydarzyło. Chcieli już mnie brać do szpitala, bo matka powiedziała im, że chcę popełnić samobójstwo (nie ukrywam, w tamtej sytuacji stwierdziłam, że to byłoby najlepsze rozwiązanie). Po odjeździe służb rodzina nawtykała matce, że jak mogła wezwać policję na własne dziecko (kiedyś na mojego tatę też wezwała policję).
Aktualnie ma ponownie kontakt z babcią oraz wujkiem. Nie tak dobry jak kiedyś, ale ma. Natomiast twierdzi, że ojca nie ma (mojego dziadka) i siostry tak samo. Cały czas obwinia mnie, że przeze mnie jest pokłócona z rodziną.

Tata wie, co się dzieje w domu, ale się jej nie postawi, bo się boi. Ja ciągle słyszę, że zajdę młodo w ciążę i będę ja błagać o wszystko. Oraz że będę miała męża pijaka - teoretycznie wszystko co najgorsze. Twierdzi, że karma do mnie wróci, nie wiem sama za co, ale OK... Powiedziała, że w dzień moich 18. urodzin dostanę od niej dwa prezenty: dowód osobisty i spakowane walizki za drzwi. Przykre.

#48nHj

Pewnego dnia była awaria i w całej kamienicy nie było prądu. Mój starszy brat wpadł na pomysł na przezabawny żart. Przyszedł do mnie do pokoju i powiedział, że mama kazała mi wziąć reklamówkę i pójść do sąsiada po prąd, bo nie ma jak upiec kurczaka. 

Cóż robić... Wzięłam tę reklamówkę, stanęłam pod drzwiami sąsiada, zapukałam i jak otworzył mi drzwi podałam mu reklamówkę i poprosiłam o trochę prądu, bo mama nie ma jak mięska upiec... Do tej pory sąsiad ma niezły ubaw, a minęło już 15 lat :)

#uhl8o

Rozmawiałem niedawno ze znajomym, który jest "starym kawalerem", ale często spotyka się z dziewczynami.
Po kilku piwach opowiadał mi ostatnio o swojej dziewczynie w obrzydliwy sposób. Mówił, że jest z nią tylko dla seksu, że jest pusta i pozwala mu na wiele. Chwalił się też, że ma tylko 16 lat, a w łóżku potrafi wiele. Było to dla mnie obrzydliwe, bo nawet jakbym nie miał żony, to nie brałbym się za tak młode dziewczyny.
Po pewnym czasie pokazał mi jej zdjęcie w telefonie. To była moja córka.
Wstałem, chciałem go strzelić w pysk, ale tylko poprosiłem o rachunek, zostawiłem pieniądze za swoją część i jak najszybciej wyszedłem.
Porozmawiałem o tym z moją córką. Opowiedziałem jej, jak on traktuje dziewczyny i co o niej mówił. Nie uwierzyła mi, zarzekała się, że on ją kocha, a seks każdy uprawia (no tak, ale nie w jej wieku i nie z mężczyznami w wieku jej ojca).
Na drugi dzień o wszystkim mu opowiedziała, podobno wszystkiego się wyparł i zapewniał ją, że ją kocha. Byłem załamany, ale po tygodniu z nią zerwał, chciał się ze mną pilnie spotkać. Wyjaśnił mi, że po tym co jej powiedziałem przestała się zgadzać na seks zawsze gdy on nalegał, więc nie jest mu potrzebna. Wtedy uderzyłem go w ryj, chciał oddać, ale się obroniłem, a potem rozdzieliła nas obsługa baru. Wyszliśmy i każdy poszedł w swoją stronę
Teraz córka mnie nienawidzi, bo podobno zniszczyłem jej szansę na miłość.

#TWCO1

Dwa lata temu zdawałem maturę. Jak każdy młody człowiek, któremu zależy na dobrej przyszłości, mocno się stresowałem egzaminami.

Jednym z moich ostatnich egzaminów był ustny angielski. Na początku tej batalii jest kilka pytań rozgrzewkowych: "Co lubisz robić?", "Jak spędziłeś wakacje?", "Czy lubisz to i tamto" itd. Nagle nauczycielka będąca w komisji zadaje mi pytanie brzmiące: "Du ju lajk gołing tu zus?". Pomyślałem: dziwne pytanie, ale skoro zadali, to trzeba odpowiedzieć.

Oczywiście tutaj stres zeżarł mi mózg. Zacząłem odpowiadać, że nie lubię, ponieważ są duże kolejki, urzędnicy są niemili, a poza tym ZUS to złodziejska instytucja. Komisja zaczęła się śmiać, a ja zrobiłem się czerwony i byłem mocno zdezorientowany. Myślałem, że każdy w tym kraju ma takie samo zdanie o ZUS-ie.

Rozbawienie komisji zrozumiałem dopiero gdy jeden z członków komisji wytłumaczył mi, że chodzi o zwierzęta, a pytanie brzmiało: "Do you like going to zoos?". Dalej egzamin przebiegł w bardzo luźnej i wesołej atmosferze ;)
Dodaj anonimowe wyznanie