#GCyOt

Głupio mi, ale strasznie wstydzę się pracy mojego partnera. Gdy rozmawiam o nim z kimś, kto go nie zna i temat schodzi na pracę, zawsze mam problem z powiedzeniem wprost czym się zajmuje. Zazwyczaj wtedy mówię o tym bardzo mętnie albo daję wymijającą odpowiedź i staram się szybko zmienić temat.

Żeby nie było, praca mojego partnera nie jest jakaś hańbiąca. Po prostu jest w moim odczuciu... mało ambitna. Ma 30 lat, pracuje od wielu lat w tym samym miejscu bez planu na zmianę czegokolwiek. Razem z nim pracują głównie studenci, ludzie, którzy zmieniają pracę co 3 miesiące oraz tzw. patologia i Karyny, którym wystarczy, że z pensji opłacą tipsy i rzęski.

Strasznie mi to przeszkadza. Moja praca jest w moim odczuciu i z tego co mówią moi znajomi po prostu ciekawa. Każdy dzień przynosi coś nowego, ja stale poszerzam swoje kwalifikacje, uczę się nowych rzeczy, chodzę na kurs języka. Atmosfera w pracy jest super, ludzie są w większości inteligentni, mają coś do powiedzenia, mają ciekawe zainteresowania i lubię się z nimi spotykać po pracy. Mój partner tego nie rozumie, bo on nie przyjaźni się z nikim z pracy i uważa, że to głupie (?).

Nie zależy mi na tym, żeby dużo zarabiał, nigdy nie chciałam, żeby facet mnie utrzymywał, sama też nie chciałabym utrzymywać swojego partnera, chociaż obecnie trochę w tę stronę to zmierza. Nie zarabiam tyle, żeby pozwolić sobie na utrzymanie dwóch osób i jeszcze coś odłożyć.

Jestem w kropce. Próbowałam podpytać partnera, czy nie myśli o zmianie pracy i czasami delikatnie mu to sugeruję (albo próbuję motywować do podnoszenia swoich kwalifikacji), ale nic to nie daje. Im dłużej to trwa, tym bardziej czuję, że przestaję go po prostu szanować.
Corazwiecejpustki Odpowiedz

Nie chce radzic, poniewaz za malo o was wiem. Powiem tylko jak bylo u mnie.
Pracowalem jako pomocnik fachowca (robotnika). Po jakims czasie moja zona stwierdzila, ze nie chce zyc z takim czlowiekiem i mam isc na studia. Dostane cale jej poparcie, bedzie sprzatala ubikacje (co zreszta rowniez robila) ale musze sie rozwinac. W przeciwnym wypadku odejdzie i rozwiedzie sie. Wszystko na spokojnie i calkowicie serio. Pozniej bylo ciezko, praca przed zajeciami i po. W weekendy. Przerwy letnie byly fajne, tylko 8 godzin zapierdalania dziennie. W koncu zrobilem dyplom, dostalem prace w zawodzie i w zasadzie poszlo z gorki. Zeby nie bylo, zemscilem sie na niej. Zmusilem ja do tego samego. Tyle ze juz nie bylo rozpaczliwej potrzeby dorabiania aby przezyc. No i tak wyszlo, ze teraz oboje mozemy pracowac w domu. Dzieki pandemii. Ot, plot twist.
Jak wyobrazasz sobie swoje zycie za lat 10? 20? Co powinnas zrobic aby to bylo co najmniej akceptowalne? Jaka jest szansa, ze nie zostaniesz zlosliwa, zgorzkniala i klotliwa baba? Na te pytania musisz odpowiedziec sobie sama. Radze doglebnie przemyslec.

asienaebaam Odpowiedz

Ale jaka to praca? Kieszonkowiec, prostytutka, polityk?

Nie chcę podawać za dużo szczegółów, bo wyznanie będzie mało anonimowe ;)
Z resztą nie sama praca jest tu problemem, a to, że się jej wstydzę, co jest złe, bo każdy ma prawo robić to co chce i mieć do tego swoje podejście. Źle mi z tym, nikomu o tym nie powiem, więc w moim uznaniu jest to anonimowe, tyle wystarczy.

asienaebaam

Są zawody, za które jestem wstanie Cię zrozumieć, dlatego pytam.

asienaebaam jeśli to tylko te wymienione przez Ciebie w komentarzu to nic z tych rzeczy :) powiedzmy, że dla mnie ta praca jest porównywalna z ulotkarzami albo hostessami. Praca sama w sobie nie jest zła, nie chcę tu nikogo obrazić. Wstydzę się zwyczajnie tej bierności i braku chęci do zmian (mimo ciągłego narzekania na sytuację i zarobki).

paella

Ale właśnie rodzaj pracy to cały konsensus tego wyznania. Skąd mamy wiedzieć czy nie przesadzasz

Hiholatek

Mi od razu przyszła na myśl, że chodzi o pracę w żabce (by nie było, po prostu to mi przyszło do głowy zwłaszcza po wspomince, że praca dla tzw. Karyn bądź Sebiksów, a w internecie popularnym memowym startem packiem do żabki są właśnie ludzie tej grupy)

GeddyLee

bez tego wyzwanie nie ma żadnego sensu

GeddyLee

wyznanie*
dziękuję pan autokorekta

anula3366

ja stawiam na telemarketera:)

Kurina3

@annanna "każdy ma prawo robić to co chce". Ale Twój mąż to już nie.

Ylifosretrik

Kurina3, ma prawo robić co chce, ale ona niekoniecznie musi wtedy przy nim trwać. Ma prawo do wyboru czy chce się wiązać z takim człowiekiem, nawet jeśli zrozumie, że on ma prawo do bycia kim chce.

Zobacz więcej odpowiedzi (9)
Braks Odpowiedz

A ja nie rozumiem życia pracą. Dla mnie dostarcza ona tylko pieniędzy. Wkurzam się na swoją, mimo że mnie "rozwija" (pokrywa się z moim wykształceniem). Wszystko, te wyzwania, o których piszesz są dla mnie męką. Wolę stare wypracowane metody i żadnych niespodzianek. Każda praca dla mnie taka była, jest i będzie. Moim życiowym celem jest spełnianie się poza nią - hobby, wycieczki, rodzina. Praca sama w sobie, nie jest dla mnie żadną wartością. Tak samo "ambitne" rozwijanie się.

Magenta

Mam tak samo. Nie jestem mrówką ani robotnicą w ulu, żeby żyć tylko dla pracy i jej podporządkować prywatne życie. Praca ma mi zapewnić byt a dużo ciekawsze rzeczy czekają mnie poza murami pracy/uczelni, ale żeby do tego dojść trzeba mieć trochę szersze horyzonty i wyjść poza wtłaczany od małego schemat praca praca, praca.

Szanuje Wasze zdanie, aczkolwiek Magenta, popraw mnie proszę jeśli się mylę, ale z Twojego komentarza wynika, że analogicznie - jeśli przykładam dużą wagę do pracy to moje horyzonty są ograniczone? Idąc dalej, oznacza to, że nie mam ciekawego życia poza pracą? Inna kwestia jest taka, że już czepiając się tego 8 godzinnego trybu pracy, co jest mocnym i bardzo krzywdzącym uproszczeniem, to 8 godzin z 24 na dobę to jest 1/3 dnia! Zakładając, że śpimy średnio 8 godzin (znowu uproszczenie, ale co mi tam, z Wami się nie boję, jesteście z nimi za pan brat) zostaje nam 16 godzin w ciągu dnia. Wiadomo, są jeszcze weekendy, święta, urlopy i zwolnienia chorobowe, ale są również obowiązki takie jak sprzątanie, zakupy, załatwianie spraw urzędowych, dzieci, zwierzęta itp czy nawet sam dojazd do pracy, więc w DUŻYM uproszczeniu czas, który spędzamy w pracy to w stosunku do naszego czasu "wolnego" to mniej więcej 1:1 (w zależności od układu dnia poszczególnych osób). Zobacz ile czasu zyskuję robiąc fajne rzeczy w pracy :) moim osobistym zdaniem ograniczeniem jest nie wykorzystać takiego ogromu MOJEGO WŁASNEGO CZASU, z MOJEGO życia. Czasu, którego nikt mi już nie zwróci.
Ludzie, którzy pracują 8 godzin dziennie jak robotnice w ulu to właśnie moim zdaniem ludzie, którzy nie poszerzają swoich horyzontów, ale w imię czego? Nie wpisania się w schemat posiadania fajnej pracy? Nie rozumiem tej logiki.

Hiholatek

@Anannan tylko, że nie każdy ma możliwość dostania ,tej, wymarzonej pracy. Tobie się udało, więc wiadome jest to, że możesz ją traktować jako ważna część twojego życia. Jednak nie wszyscy mają takie szczęście z różnych powodów, więc z opcji które pozostają jest między innymi traktowanie pracu jako tylko zarobek, a całe swoje życie inwestować w inne sprawy.

Magenta

@Anannan trochę opatrznie mnie zrozumiałaś. Znam wiele ambitnych osób, ktore spełniają się w pracy i wierz mi, większość z nich to pracoholicy, którzy przynoszą pracę do domu, bo tylko nią żyją. Nie twierdzę, że praca musi być nudna, sama kształcę się w kierunku, który da mi wymarzony zawód, ale dalej to nie jest mój sens życia i dalej to będzie tylko mój sposób na zarobek, mimo, że tę pracę bardzo lubię. Chodziło mi o to, że z Twojego wyznania bije to, że praca to sens życia i że jak kogoś ambicją są inne rzeczy niż praca to od razu jest powód do wstydu. Dla mnie właśnie osoby, których sensem życia jest praca i nic więcej są robotnicami w ulu.

@Magenta, @Hiholatek, jasne nie każdemu udaje się znaleźć pracę, która jest dobra i nie każdy musi chcieć żyć tylko dla pracy i też nigdzie nie powiedziałam, że ja takie podejście preferuję. Dla mnie po prostu trwanie w czymś, co nas unieszczęśliwia i brak chęci oraz zamiaru wprowadzenia zmian tego jest zachowaniem nie zasługującym na uznanie.

Magenta

@Anannan jeżeli twoj partner nic z tym nie robi to znaczy, że tak mu dobrze i twoje gadanie może tu nic nie dać. Przykre tylko, że się go wstydzisz, bo w gruncie rzeczy nic takiego wstydliwego nie robi. Mój mąż po zaręczynach też dwa lata pracował na pół etatu i nigdy nie przyszło mi do głowy się wstydzić za niego.
A jeżeli tak bardzo przeszkadza ci praca jaką wykonuje twój narzeczony to z nim zerwij i daj mu być z dziewczyną, która nie będzie mu truła całe życie dupy, że jest nieudacznikiem

SzaraDama

Dobrze mówisz. Spotykam się ze znajomymi, co cały czas pędzą, spotkania biznesowe, zarabianie pieniędzy rozmowy o pracy po pracy... Ja w sumie też przez jakiś czas, ale ja wolę iść, odbębnić swoje i wrócić do domu nie myśląc o robocie...

Doge2 Odpowiedz

Ale durna jesteś.

Dziękuję za konstruktywną i wartościową krytykę, odnoszącą się wyłącznie do mojej wypowiedzi, nie zaś kierowaną personalnie do mnie w celu obrażenia mnie.

A nie, sorry. To jednak zwykły hejt.

Doge2

Nie chce mi się tego rozwijać, szczególnie po przeczytaniu twojego bólu dupy w komentarzach.

Smutnabula Odpowiedz

Słuchaj. Facet na robić to co jemu sprawia przyjemność a nie to co tobie wydaje się dla niego odpowiednie. Jeśli ci nie zależy na większych finansach to go po prostu zostaw w spokoju. Co ci da że będzie pracował w miejscu którego nie będzie lubił i będzie się męczył? Zaspokajanie twoich egoistycznych pobudek? Daruj sobie.

Mam rozumieć, że jest tylko taka alternatywa? Możesz tylko albo robić to co lubisz i zarabiać "mało" albo się męczyć i zarabiać "dużo"? Absolutnie nie da się pracować w miejscu gdzie się rozwijasz, czujesz się dobrze i zarabiasz wystarczająco dla Ciebie?
Uwierz mi, że gdyby wracał do domu uśmiechnięty i zadowolony z tego co robi, to dla mnie mógłby pracować nawet za darmo przez 15 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu, przekładając piasek z kupki na kupkę, ziarnko po ziarnku. Jednak tak nie jest, wraca do domu zły, nie szanuje swojej pracy, ciągle chodzi na L4 i jest bardzo nerwowy, ale roboty nie chce zmienić. Bez podania argumentu.

Smutnabula

Powiedziałaś że nie chodzi o finanse. Także kwestii finansowych nie poruszany.
Po prostu daj mu spokój bo ewidentnie widać że próbujesz go zmusić by miał ambicje zgodne z twoimi wyobrażeniami.
Gdyby zależało ci na jego szczęściu zachowałabyś się inaczej. Nie znoszę gdy ktoś próbuje swoje egoistyczne pobudki ubrać w płaszczyk troski.
Po za tym co to za durne porównywanie: robię co lubię więc mało pieniędzy i to czego nie znoszę za dużo kasy. Nic takiego kompletnie nie powiedziałam. Po prostu kazałam ci przestać przelewać SWOJE ambicje na niego. Nie przyszło ci do głowy że może ma obawy co do zmiany pracy z powodów: strachu że nie znajdzie lepszej, że trafi na gorszego szefa, ma za małe kwalifikacje ale nie na czasu ich podnieść, nie wie w czym by się lepiej czuł lub dlatego że na niego naciskasz i oczekujesz za dużo od niego? Trochę empatii i zrozumienia.
I nie. Nie mógłby pracować za darmo bo coś lubi. To tak jakby artysta robił do portfolio. To krzywdzący mit.

DisabledBunny Odpowiedz

A ja się z autorką zgadzam. Sama jestem osobą która uwielbia się rozwijać i mam też takiego partnera. Nie wyobrażam sobie żyć z kimś kogo interesuje jedynie odklapanie swoich 8 godzin i odpoczynek resztę dnia. To fajne, że autorka szuka rozwiązania problemu a nie od razu niszczy związek.

Magenta

Aha, czyli można się realizować tylko w pracy? Innych płaszczyzn życia nie ma?

Kopnietykalendarz

Bo najogólniej rzecz ujmując możemy spotkać wiele typów postrzegania pracy, dla Ciebie I autorki rozwój jest ważny i to się szanuje. Natomiast są też ludzie, którzy nie mają większych ambicji zawodowych I to też nie jest złe, jest po prostu inne. I jeśli komuś przeszkadza to, że partner nie chce się rozwijać to powinien moim zdaniem albo skończyć tę relację albo spróbować to zaakceptować, bo w gruncie rzeczy nikogo na siłę nie zmienimy.

TylkoRaz Odpowiedz

Ludzie, ale jakie to ma znaczenie jaka to praca, lub to czy autorka przesadza? Jej wyznanie nie jest o tym jaką pracę przeciętny użytkownik anonimowych uważa za mało wartościową i co Wy akurat o tym sądzicie. Wyznanie jest o tym, że autorka uważa swojego partnera za człowieka bez ambicji, bo nie dość, że gość idzie po najmniejszej linii oporu, to nie rozwija się, nie ma pasji i jest bierny. W dodatku ona wnosi więcej kasy do budżetu domowego co w połączeniu z pasywnością partnera coraz mniej jej się podoba. Równie dobrze ten facet może być i szambonurkiem i korposzczurem na śmieciówce, nic to nie wnosi do historii. Nie ma różnicy czy pracujesz jako zblazowany pionek za biurkiem czy jako śmieciarz, jeśli się nie rozwijasz mimo możliwości, zarabiasz minimum bo na Żuberka wystarczy podstawka, jeśli tkwisz z lenistwa w pracy bez perspektyw i której nie lubisz a twój partner dźwiga większość budżetu domowego na swoich barkach to jesteś leń, burak i nie masz ambicji, to wszystko. Wasze osobiste cele zawodowe i porównywanie się z oburzeniem do faceta autorki ( bo przecież „Hurr durr ja też pracuje w żabce, super praca, marudna jędzo, o co ci chodzi”) nie mają ty nic do rzeczy.

MamDwaPsy Odpowiedz

Przypomina no się stara historia, gdzie kobieta zrezygnowała z wysokiego, dobrze płatnego stanowiska i została kasierką. I choć miała do czynienia z wieloma niemiłymi klientami, to była szczęśliwa.
Nie znając zawodu ciężko określić, czy faktycznie warto namawiać na zmianę. I skoro ma pracę, to czemu masz go utrzymywać?
Takie przemyślenie mi przyszło - dość krzywdzące i stereotypowe - że jak kobitka pracuje i zarabia jedynie na swoje przyjemności, to jest ok, bo to zadanie faceta, aby utrzymać dom i rodzinę. Ale jeżeli kobieta jest tą, co zarabia więcej i to ona utrzymuje dom i rodzinę to - O mój Boże, jak tak można! Sodoma i Gomora!
Co prawda zmienia się to teraz (i bardzo dobrze), ale znam ludzi o właśnie takim stereotypie myślenia.
Aczkolwiek jeżeli nie pasuje Ci obecny układ, to już wasza sprawa, nikt nie powinien się w to mieszać. Co zrobisz - twój wybór.

JoseLuisDiez

Jedna znajoma była urzędniczką w urzędzie miasta, inna kierowniczką działu w dużej firmie, obie teraz pracują na kasie w markecie i nie narzekają.

JoseLuisDiez Odpowiedz

Żadna praca nie hańbi. Jak mu się tam podoba pracować to po co ma zmieniać? To że jego praca wydaje ci się nieatrakcyjna, nie znaczy że musi być taka dla niego. Trochę dziwne że uważa utrzymywanie dobrych relacji z kolegami/koleżankami z pracy za głupie.
Nie można oceniać innych swoją miarą. Znam parę osób co pracują na kasie w markecie, niektóre z nich mają wyższe wykształcenie i są na tyle ogarnięte, że bez większych problemów inną pracę. (no może teraz był by problem - mamy kryzys). Pomimo że praca na kasie nie jest postrzegana jako szczególnie ambitna i interesująca, pomimo braku awansu, wielu lat pracy na tym samym stanowisku i nieszczególnie rewelacyjnych zarobków nie narzekają.

Chopparini

Dobre relacje nie muszą się równać zawieraniu przyjaźni. Mi się spoko współpracuje z ludźmi w pracy ale nie mam ochoty z nimi gadać/spędzać czasu poza nią - brak wspólnych zainteresowań i kompletne inne podejscie do wielu spraw życiowych. Na siłę nie bede sie przyjaznic z kims kto w innych warunkach bylby co najwyżej dalekim znajomym.

Justy Odpowiedz

Mój były mąż był taki. Do tego się spasł jak świnia. Rozwiodłam się z nim. Później dowiedziałam się o tym jak "baraszkowal" ze swoją szefową z magazynu na którym tak ambitnie pracował. Tfu.

Zobacz więcej komentarzy (9)
Dodaj anonimowe wyznanie