#5IPIH
#ZEPMI
Było nas 7. Ja, 2 dziewczyny które nie piły, 2 koleżanki ze szkoły I takich 2 ziomków. Zaczęliśmy o 20 z groszami. Po godzinie 3 byłam tak pijana, że aż te 2 dziewczyny, które nie piły musiały odprowadzić mnie do wolnego pokoju w domku letniskowym. Pamiętam to jak przez mgłę, ale na pewno słyszałam dźwięk skrzypiących drzwi.
Nie mogłam otworzyć oczu, ale czułam dotyk, I to nie był dotyk np. mamy, która po mnie przyjechała, ale to był silny męski dotyk. Przestraszyłam się i momentalnie ocknęłam się ze snu. Zaczęłam krzyczeć i te dwie dziewczyny, które nie piły, przyszły i zobaczyły co się dzieje. Okazało się, że to był chłopak jednej z nich, który się upił I pomylił mnie z tą dziewczyną. Z tego co wiem rozstali się ze sobą. Mam nadzieję, że to nigdy się nie powtórzy.
#awWTV
Chodzi mi o posiadanie hobby. Jak ktoś lubi rysować: super, nikt się nie przyczepi, że ktoś spędza kilka godzin rysując coś. Super, rozwija wyobraźnię.
Ktoś przez kilka godzin czyta książkę? Ekstra!
Ktoś uwielbia jeździć na rowerze, chodzić po górach? Spoko...
Hobby to część dnia "dla mnie", odpoczynek od bieżących spraw i coś co "mi" sprawia przyjemność.
Niektórzy wydają dość sporo pieniędzy na swoje hobby, poświęca się też sporo czasu.
Nikt chyba nie wychodzi na wycieczkę w góry na 15 minut, czy przeczytam 5 stron i wystarczy. Wszyscy to rozumieją. Jest tylko jedno ale..
Hobby związane z graniem czy ogólnie "siedzenie przed komputerem". Ktoś używa tabletu graficznego do tworzenia sztuki? "Marnuje czas przed komputerem"
Ktoś lubi grać w gry - marnuje czas i czemu tak długo?
Tak samo gry RPG, czy bitewne figurki. Przecież to gry, a gry są dla dzieci. Jak gra ma znaczek +18 to też jest dla dzieci?
Wkurza mnie to bardzo, bo już udaje się przełamać stereotypy co do "bajek tylko dla dzieci", ale komputer nadal jest uważany za coś złego. Ktoś wyjdzie do baru ze znajomymi, wyda tam pieniądze, spędzi kilka godzin, to ekstra bo spotyka się z ludźmi, ale jak ktoś taką samą ilość czasu przesiedzi przed komputerem to już ma łatkę odludka.
Tak samo pary. Czy naprawdę trzeba siedzieć bez przerwy razem i robić wszystko wspólnie? Owszem, fajnie jest czasami gdzieś wyjść razem, obejrzeć razem film, ale fajnie też jest posiedzieć nawet w jednym pokoju i np jedna osoba robi sobie spa, a druga pogra w GTA i co w tym złego? Jedna osoba poczyta książkę, a w tym samym czasie druga obejrzy film i też nic złego się nie dzieje.
Zatracić się można w każdym sposobie spędzenia czasu. Można wpaść w nałogowe czytanie, ćwiczenia, granie czy wydawać wszystkie pieniądze na nowe sprzęty do wspinaczki. Tak samo można grać za dużo. Często słyszę, że "mój facet spędza pełno czasu przed kompem", a mówi mi to dziewczyna co przegląda social media przez ostatnie 3 godziny....
P.S. Jestem kobietą, w normalnym związku, a nie piwnicznym Golumem ;).
#zjY0l
Wracając, miałam gdzieś z 5-6 lat i jak to czynią małe dzieci, uwielbiałam odwiedzać moich dziadków.A i oni się cieszyli gdy do nich przychodziłam. Tego dnia namówiłam moją mamę, żebyśmy złożyły im kolejną wizytę. Mama przystała z chęcią na ten pomysł, z czego bardzo się ucieszyłam.
Moi dziadkowie mieszkają w bloku, wiec szybko wykręciłam numer domofonem i pobiegłam na górę. Posiedziałyśmy z pół godzinki i mama zarządziła powrót do domu. Wyszłyśmy na klatkę, i mama otworzyła mi drzwi. Ja jednak stałam w miejscu i nie mogłam się ruszyć. Moim oczom ukazał się widok starej i grubej baby, która załatwiała swoją potrzebę pod drzwiami.
Gdy mama zorientowała się o co chodzi, nakrzyczała na tą "panią”, że jest obrzydliwa i nie powinno się tak w żadnym wypadku robić. Ja stałam w dalszym ciągu w bezruchu i nie wiedziałam co począć. Owa pani poszła w swoją stronę bardzo oburzona, że ktokolwiek jej zwrócił uwagę i ona nic złego nie robiła. Od tamtego zdarzenia minęło już parę lat, ale ja wciąż nie mogę pojąć co ludzie mają w głowach, żeby takie dziadostwo robić...
#1yOOI
Zacznę od tego, że mam pewną pasję, którą kocham całym sercem. Wszyscy moi znajomi wiedzieli, że w pełni się tu oddaję. Mowa o sporcie, ale nie podam konkretów.
Tyle godzin poświęcałam na treningi, że nie potrafię tego zliczyć. Wyrobiły mi się na ciele mięśnie, dość spore. Ponad półmetrowe w obwodzie uda, łydki - wszystko dobrze zarysowane i do tego dwie mocne krechy na brzuchu, który odznacza się, gdy mam na sobie krótszą bluzkę lub sportowy top. Nie wyglądam szczupło, nie tylko przez mięśnie mam też budowę grubokostną, ale o tym innym razem. Wracając, naprawdę poświęciłam się sportowi, czego teraz żałuję jak nigdy i nikt o tym nie wie.
Poza tym, że nienawidzę tego jak rozbudowałam swoje nogi, to nienawidzę, że ślepo trenowałam przez 6 lat. Są dwa powody. Jeden? Ludzie widząc, że dobrze radzę sobie z bieganiem mówią "Ah no ty to urodzona do sportu" i inne komentarze tego typu. Boli mnie to za przeproszeniem cholernie bo na wszystko zapracowałam sobie latami treningów i godzinami spędzonymi w pocie na siłowni. Ale boli mnie to również, bo nigdy nie miałam i nie mam talentu do sportu.
Nie urodziłam się w to dobra, z czasem gdy tylko mój wysiłek się liczył, byłam najlepsza że swojej grupy. Jednak gdy w grę zaczynał wchodzić talent, stanęłam w miejscu. Patrzyłam jak ludzie z mojego grona stają sie lepsi i lepsi, robią postępy a ja wpierw stoję w miejscu a potem mimo treningów jestem co raz gorsza. Chociaż cieszyłam się ich szczęściem, nie potrafiłam powstrzymać myśli pełnych zazdrości, że ja też tak chcę. Nocami i dniami płakałam, że nic mi nie wychodzi. To była już moja rzeczywistość, czekałam żeby tylko wieczorem móc zamknąć się w łazience i płakać, jak mogłam być tak głupia. Wstydzę się tego że trenowałam bo nic mi to nie dało. Bez talentu zmarnowałam 6 lat swojego życia.
Ostatnio odczuwam to wyjątkowo mocno. Przestałam trenować, bo przytłaczał mnie fakt, że nawet trener już nie patrzy na moje postępy tylko mówi "No ale ty i tak już dla zabawy to robisz". Żałuję, że kiedykolwiek naprawdę pragnęłam zajść daleko w sporcie. Teraz tylko płaczę, bo nikt nie wie, jak się czuję. Każdy myśli, że w sporcie najważniejsza jest większa praca - ale bez talentu nie pójdzie się dalej.
A teraz wisienka ma torcie, przez to wszystko czuję, że straciłam moją jedyną pasję i zainteresowanie. Czuję, jak popadam w depresję, śnią mi się koszmary, gdzie znowu jestem na treningu i moje wyniki są coraz gorsze.
Mam 15 lat.
#6FD9v
Wstyd mi za moje puste, głupie dziecko.
#6xeTQ
Szkoda tylko, że jak to wszystko minie to psa zamierza oddać do schroniska by móc bez problemu wyjechać na wakacje, oczywiście za 'ciężko' zarobione pieniądze przez tego psa.
#o3XWF
Dzięki niej nie muszę pokazywać ludziom swoich zębów, które są naprawdę brzydkie i są moim największym kompleksem. Zawsze starałem się je ukrywać podczas uśmiechania i miałem wrażenie, że ludzie postrzegają mnie przez to jako kogoś gorszego. Teraz nosząc maseczkę mogę rozmawiać z ludźmi i uśmiechać się bez skrępowania.
#dGGUY
Ta moda na depresję. Teraz jest więcej Polaków którzy twierdzą, że mają depresję niż tych, co przyznają, że nie mają.
Najczęściej są to osoby nastoletnie. U nich jest tego wysyp. Co najmniej raz w tygodniu zgłasza się do mnie nowa nastolatka która twierdzi, że cierpi na depresję. Ale już po krótkiej rozmowie wychodzi na jaw, że ona wcale tej depresji nie ma, że ona próbuje ją wręcz... Wymusić. Bo jej koleżanki mają i są dzięki temu bardziej lubiane, ludzie zwracają na nie uwagę, opiekują się nimi.
Zwykle takie osoby nie przychodzą do mnie na kolejną wizytę, mimo, że są umówione. Nie dziwi mnie to. Bo ten jeden raz przyszły jedynie po diagnozę.
Czasem pojawiają się ponownie dopiero po kilku latach i same przyznają, że teraz już wiedzą, że podświadomie kiedyś tego chciały, ale teraz nie chcą, bo czują się tak źle, jak nie wyobrażały sobie, że w ogóle tak się da. Wyznają, że często podświadomie same doprowadzały do sytuacji takich jak toksyczne związki, znajomości, konflikty, narkotyki. Zaczęły jako zdrowe, szczęśliwe osoby, a kończą jako osoby, jak to siebie określają, "ledwie żywe". To jest bardzo częste zjawisko.
Kolejną grupą są osoby już starsze. Często przychodzą do mnie po tygodniu złego samopoczucia przekonane, że mają depresję. Bo niedawno przeszły duży stres w domu czy pracy i nie mogą się pozbierać... W ciągu tygodnia.
Depresja trwa latami, a oni twierdzą już po tygodniu, że to wcale nie jest gorszy okres, tylko stuprocentowa depresja właśnie. Nieraz od razu po wyjściu z gabinetu, jeszcze przez okno słychać, jak mąż dzwoni do żony i krzyczy, że przez nią ma depresję, że właśnie została zdiagnozowana.
Pary często przychodzą i w wieeelu przypadkach głównym argumentem jest "mam depresję przez ciebie". A diagnoza? Brak. Osoba, która tego argumentu używa, wcale nie uważa, że robi coś nie tak, a to przecież jest szantaż emocjonalny. Niezależnie od tego jaki jest ten drugi partner, to zawsze jest szantaż emocjonalny że strony "ofiary".
Jest mi ciężko opisać to, jakie emocje wzbudzają we mnie niektórzy ludzie. Codziennie w swojej pracy mam kontakt z osobami naprawdę cierpiącymi i chorymi i widzę, przez jakie piekło one przechodzą. Bardzo często sama mam łzy w oczach po wizycie takiej osoby. A po pięciu minutach przychodzi kolejny zdrowy pacjent, twierdząc, że jest chory.
Ludzie, nauczcie się wreszcie. Depresja to straszna i śmiertelna choroba. Nie argument w kłótni ani coś wyznacznik "fajności". Nie róbcie sobie tej krzywdy!