#dGGUY
Ta moda na depresję. Teraz jest więcej Polaków którzy twierdzą, że mają depresję niż tych, co przyznają, że nie mają.
Najczęściej są to osoby nastoletnie. U nich jest tego wysyp. Co najmniej raz w tygodniu zgłasza się do mnie nowa nastolatka która twierdzi, że cierpi na depresję. Ale już po krótkiej rozmowie wychodzi na jaw, że ona wcale tej depresji nie ma, że ona próbuje ją wręcz... Wymusić. Bo jej koleżanki mają i są dzięki temu bardziej lubiane, ludzie zwracają na nie uwagę, opiekują się nimi.
Zwykle takie osoby nie przychodzą do mnie na kolejną wizytę, mimo, że są umówione. Nie dziwi mnie to. Bo ten jeden raz przyszły jedynie po diagnozę.
Czasem pojawiają się ponownie dopiero po kilku latach i same przyznają, że teraz już wiedzą, że podświadomie kiedyś tego chciały, ale teraz nie chcą, bo czują się tak źle, jak nie wyobrażały sobie, że w ogóle tak się da. Wyznają, że często podświadomie same doprowadzały do sytuacji takich jak toksyczne związki, znajomości, konflikty, narkotyki. Zaczęły jako zdrowe, szczęśliwe osoby, a kończą jako osoby, jak to siebie określają, "ledwie żywe". To jest bardzo częste zjawisko.
Kolejną grupą są osoby już starsze. Często przychodzą do mnie po tygodniu złego samopoczucia przekonane, że mają depresję. Bo niedawno przeszły duży stres w domu czy pracy i nie mogą się pozbierać... W ciągu tygodnia.
Depresja trwa latami, a oni twierdzą już po tygodniu, że to wcale nie jest gorszy okres, tylko stuprocentowa depresja właśnie. Nieraz od razu po wyjściu z gabinetu, jeszcze przez okno słychać, jak mąż dzwoni do żony i krzyczy, że przez nią ma depresję, że właśnie została zdiagnozowana.
Pary często przychodzą i w wieeelu przypadkach głównym argumentem jest "mam depresję przez ciebie". A diagnoza? Brak. Osoba, która tego argumentu używa, wcale nie uważa, że robi coś nie tak, a to przecież jest szantaż emocjonalny. Niezależnie od tego jaki jest ten drugi partner, to zawsze jest szantaż emocjonalny że strony "ofiary".
Jest mi ciężko opisać to, jakie emocje wzbudzają we mnie niektórzy ludzie. Codziennie w swojej pracy mam kontakt z osobami naprawdę cierpiącymi i chorymi i widzę, przez jakie piekło one przechodzą. Bardzo często sama mam łzy w oczach po wizycie takiej osoby. A po pięciu minutach przychodzi kolejny zdrowy pacjent, twierdząc, że jest chory.
Ludzie, nauczcie się wreszcie. Depresja to straszna i śmiertelna choroba. Nie argument w kłótni ani coś wyznacznik "fajności". Nie róbcie sobie tej krzywdy!
Te wszystkie wyznania na anonimowych, "mam depresję"
Jak nic jakaś epidemia.
Pandemia! Biegnijcie po maseczki, to może być zaraźliwe ;>
Ja w ten sposób poznaję manipulantów w swoim otoczeniu. Ostatnio dostałam wiadomość od koleżanki: "Dziś mam depresję, nie mam siły rozmawiać". Do pakietu sygnałów, że manipuluje dołączył jeszcze ten jeden :)
Daj spokoj. Tym podejsciem wpedzasz mnie w depresje. Trace sily nawet na rozmowe.
O jezu, ja też tak sobie czasem napisze. Albo nawet powiem, że dostaje nerwicy przez coś. A jak mam turbo dobry humor to mówie, że mam hipomanie. Gdzie w tym manipulacja? Myśle, że wiele ludzi używa takich określeń, aby bliżej określić swoje samopoczucie, a nie by "udawać", że faktycznie zachorowali na jeden dzien. Mało logiczny odbiór z twojej strony.
@DZ polecam czytanie ze zrozumieniem, mega przydatna umiejętność :)
Słowa-klucze: pakiet sygnałów.
dno, zauważyłam, że masz duży problem z poprawnym nazywaniem pewnych zaburzeń czy zachowań. Tu po raz kolejny przypisujesz manipulantom coś, co nie ma z manipulacjami nic wspólnego. Ciekawa jestem reszty z tego "pakietu sygnałów".
dnoiwodorosty
Albo po prostu używa tego słowa inaczej, niż zgodnie z jego medycznym znaczeniem (co nie znaczy od razu, że niepoprawnie, depresja to nie tylko nazwa choroby), i wtedy nie ma to NIC zespolonego z manipulacją,
Albo dramatyzuje/próbuje kłamać, a tak nieudolne kłamstwo to raczej sygnał, że taka osoba nic o skutecznym manipulowaniu nie wie...
(Chyba, że to taka Incepcja, rzuca głupimi kłamstwami, żeby ludzie zakładali, że nie umie kłamać ;) )
@bezdomna a ja zauważyłam, że się lubisz do mnie przypier...ać. Znajdź sobie inne zajęcie, co? męczysz mnie.
Nie przypierdalam, tylko zwracam uwagę, bo zauważyłam, że masz z tym problem.
Ja tam bym podziękowała, poczytała, doedukowała się, jak normalny człowiek, który ma z czymś problem i ma okazję się czegoś nowego dowiedzieć.
Tu już nie chodzi tylko o to, że sama masz błędną wiedzę, tylko że dzielisz się nią w internecie i możesz wpłynąć na ludzi, którzy będą ją podzielać i przekazywać dalej (co już widać po ilości plusów pod twoim komentarzem).
Chciałam pomóc, szkoda że wolisz żyć w błędzie.
dnoiwodorosty ma to gdzieś, ale mam nadzieję, że inne osoby, które nie lubią posiadać błędnych informacji to przeczytają.
Manipulacja nie jest błędnym używaniem słów, nie jest zmyślaniem, kłamaniem wprost, ani wyszukiwaniem wymówek.
Manipulacja jest to wywieranie wpływu na drugą osobę w taki sposób, by ta nieświadomie zrobiła/myślała to, co chcemy.
To tak najprościej.
Manipulator nie powie ci, że ma depresję i nie ma siły rozmawiać, tak powie ktoś, kto nie ma pojęcia czym jest depresja. Manipulator wpłynie na ciebie tak, byś sam z siebie myślał, że ma depresję i jeszcze będziesz mu z tego powodu współczuł. Prędzej powie, że nic mu się nie chce, nie ma nawet siły pisać wiadomości, ani wstać z łóżka, by iść do łazienki. Że nie wie co się z nim dzieje, ale ostatnio coraz częściej ma czarne myśli i odezwie się, jak już się trochę ogarnie, bo teraz naprawdę nie ma ma to siły.
Ty pomyślisz, że ten człowiek ma jakiś problem, to brzmi jak depresja, będziesz się martwił, czy nic sobie nie zrobi. Jednocześnie dasz mu przestrzeń bo dał ci do zrozumienia, że tego właśnie potrzebuje.
Koleżanka @dno powiedziała wprost, że ma depresję i dlatego nie chce rozmawiać, a manipulatorzy właśnie nigdy nie mówią wprost tego co chcą, tylko sprawią, byś to ty na to wpadł i ty tak myślał.
@bezdomna
dnoiwodorosty nie opisała wszystkiego, tylko napisała krótki komentarz podając jedną sytuację dot. koleżanki, którą ona zna i wie lepiej, niż Ty, czy jest manipulantką, czy nie. Akurat częste mówienie o tym, że ma się depresję/jest się smutnym i nie może się rozmawiać jak najbardziej może być elementem manipulacji, bo zasłaniasz się "chorobą", aby np. uniknąć konfrontacji, wzbudzić u kogoś poczucie winy (bo jesteś smutna, a ten cię jeszcze dobija!) lub wręcz przenieść na kogoś odpowiedzialność za swoje obniżone samopoczucie.
Sorry, ale na uj dnoiwodorosty miałaby tutaj opisywać wszystkie zachowania koleżanki?
Wymądrzasz się, a nie wiesz, że manipulacja ma wiele twarzy i różne cele.
Nie napisałam, że jej koleżanka nie jest manipulatorką, tylko że to jedno zdanie, które napisała, nie jest manipulacją, tylko ewidentnie świadczy o tym, że koleżanka nie wie, czym jest depresja.
Może być manipulatorką, ale to zdanie o tym nie świadczy, dlatego jestem ciekawa tych pozostałych sygnałów.
Oczywiście, że manipulacja ma wiele twarzy i różne cele, dlatego w moim komentarzu napisałam "to tak najprościej", co świadczy o tym, że temat jest trochę bardziej skomplikowany i to nie jest miejsce, by o tym pisać.
No skoro jesteś psychologiem, to takie osoby szukające atencji w ten sposób nie powinny Cię drażnić a byc dla Ciebie sygnałem, że w ich życiu coś poszło na tyle nie tak, że uznały depresję za najwłaściwszy sposób by zwrócić na siebie uwagę. Trzeba przyjrzeć się problemowi, a nie wkurzać się czy drwić z tych osób. Szczególnie powinna zainteresować Cię ta tendencja u nastolatków. Być może w ich domu nie dzieje się dobrze? Szkole?
równie dobrze można by stwierdzić, że podejście autora jest sygnałem, że jednak coś ze społeczeństwem jest nie tak i należy się problemowi przyjżeć.
a moje wrażenie jest takie, że obecny odbiór depresji jest ekstremalnie komfortowy dla chorych. kiedy ktoś zostaje zdiagnozowany z depresją, nagle przestaje być odpowiedzialny za jakiekolwiek swoje negatywne zachowania: zwykła matka, która za rzadko karmi i przewija nienowlę, to nieogarnięta patusiara niedojrzała do roli matki; te same zachowania nagle stają się całkowicie akceptowalne, kiedy matka ma depresję. partner cię olewa, odburkuje półsłówkami, odmawia seksu, całymi dniami gra na kompie i ogląda porno ignorując twoje potrzeby? tu też magiczne słowo "depresja" odwraca sytuację i nie dość, że zdejmuje z partnera całą odpowiedzialność za przykrość, którą ci sprawia, to jeszcze obliguje cię do intensywniejszego wspierania go, wyręczania i dbania o jego samopoczucie bez oczekiwania na wzajemność.
nie zrozum mnie źle; ja nie twierdzę, że prawdziwa depresja nie istnieje. twierdzę tylko, że wielu ludzi (zwłaszcza młodych dorosłych, którym ciężko jest zacząć brać za siebie odpowiedzialność) ją udaje lub podświadomie jej pragnie, bo dzięki temu zyskują ponownie przywilej bycia wiecznie niezdecydowanymi, bezproduktywnymi i niekompetentnymi bułami, którym z gruntu należy się pomoc i wsparcie, a oni sami nie muszą dawać z siebie kompletnie nic, nawet wypełniać najbardziej podstawowych obowiązków. I zaznaczam - to nie musi być świadoma decyzja, można popaść w taki marazm także podświadomie, po prostu z braku motywacji do innego życia, skoro nawet żyjąc tak skrajnie "byle jak" można mieć przywileje społeczne wręcz WYŻSZE od osób funkcjonujących normalnie.
@Maslomaslanezmaslem Niekoniecznie, wiele osób w tym wieku po prostu szuka atencji, tak samo jak te kobiety które po 70 mają listę chorób które mają i przychodzą do lekarza po diagnozę, a następnie są strasznie zawiedzione, że są zdrowe
Sądzę, że myśli tak, bo po prostu nie jest psychologiem, a zwykła osobą która chciała wyrazić tu swoje zdanie. Żeby zyskać wiarygodność, poparcie i respekt, określiła się tym zawodem :)
bo psychologowie nie maja uczuc, nie?
jestesmy robotami
Chyba nie rozumiecie, u takich osób trzeba dowiedzieć się, dlaczego szukają tej atecji. Psychologiem nie jestem, ale psychologię studiowałam i takie szukanie sedna wydaje mi się podstawą.
@Maslomaslanezmaslem Masz totalną rację. Analiza tego co doprowadza do jakiegoś stanu jest niezwykle ważna. Psycholog zamiast skupić się na ocenie tych osób powinien skupić się na tym czemu przychodzą - nawet jak jest to mocno podswiadome i same nir zdają sobie z tego sprawy
Depresja z jednej strony w pewnych kręgach jest modna, nawet gdy ktoś nie ma depresji, tylko zwykłego doła, z drugiej strony dla wielu jest to bardzo wstydliwy temat i nie chce przyznać się do tego, nawet przed samym sobą.
Nastolatki zawsze mają jakieś problemy, zawsze są nierozumiane, przeżywają największą miłość, która kończy się po 2 tygodniach, a jak mają doła to od razu depresja. Oczywiście nie neguję, że pewien % nastolatków faktycznie ma depresję. Z drugiej strony zwłaszcza dla osób dorosłych własne problemy psychiczne to temat tabu, jak ktoś nie radzi sobie z sobą to ma łatkę psychola, wariata, albo życiowej niedorajdy. To samo korzystanie z usług psychologów - dla wielu ludzi psycholog i psychiatra to to samo, a każda osoba która korzysta z usług takich specjalistów musi być wariatem.
Jak Ty jesteś psychologiem, to ja jestem królową angielską.
bo? bo nie jest slodkopierdzacy, tylko mowi, co mysli?
Bo traktuje tę sprawę zbyt powierzchownie. Nikt nie szuka atencji bez powodu.
@bazienka, psycholog nie zajmuje się diagnozowaniem chorób to raz. Po drugie nie da się po jednej wizycie z całą pewnością stwierdzić czy ktoś ma czy nie ma depresji, taki wywiad musi być pogłębiony. Po trzecie w psychologii nie ma czegoś takiego jak 'zdrowy pacjent'. Ludzi się tak nie kategoryzuje, bo rola psychologa nie jest takie orzeczenie.
To kolejne wyznanie, w którym ktoś podszywa się pod psychologa swoją wiedzę o tym zawodzie czerpiąc z amerykańskich filmów lub artykułów w necie. Żałosne.
@Esza Czy mogę dostać tytuł szlachecki?
@Malaki musisz się wykazać w bitwie.
Jak cię wkurza zawód to go zmień. Sorry ale od tego jesteś żeby wysłuchiwać problemów innych ludzi. I masz podłe podejście.
ma podłe podejście bo widzi, że ludzie nie szanują jego pracy i przychodzą po papierek albo walidację swoich kompleksów?
@Doge2 No tylko, że faktycznie chorzy pacjenci go nie wkurzają, a tamte dziewczyny nie mają problemów od których jest psycholog
A skąd wy niby wiecie, ze nie mają? Może gdyby poważnie potraktowała ich problemy, to nie wracaliby po latach z rzeczywistą depresją? Psycholog nie wystawi żadnego papierka, od tego jest psychiatra, wiec ktoś się chyba minął z powołaniem.
Psycholog nie zajmuje się tylko depresją czy chorobami psychicznymi. Jak ktoś przychodzi z poczuciem, że ma depresję, a nie ma to psycholog powinien móc takiej osobie wyjaśnić, że się myli i znaleźć przyczynę gorszego samopoczucia.
Od tego się jest profesjonalistą, żeby każdemu indywidualnie i rzetelnie pomóc, a nie pisać w internecie "ludzie, nauczcie się wreszcie". Nie na miejscu są porównania, że inni mają na tyle źle, że aż łzy z oczu wyciska, a inni przychodzą zdrowi (bo moda, bo tygodniowy nastrój). Psycholog jest dla wszystkich, którzy uważają, że go potrzebują, nawet gdy go po tej wizycie już nie potrzebują, co tu dużo rozstrząsać.
Ok, do pewnego stopnia się zgadzam. Ale powiem tak: byłam na kilku wizytach u polecanej przez wszystkich pani psycholog i ostatecznie uciekłam z krzykiem. Leczę się na zaburzenia depresyjno-nerwicowe. Zanim zaczęłam brać leki, miałam kłopoty ze snem, problemy z oddychaniem na tle nerwowym, trudności ze wstawaniem rano z łóżka, ciągły marazm, poczucie bezsensu, poplakiwanie w poduszkę, kłopoty z koncentracją. Na lekach odżyłam i poczułam się gotowa chodzić do psychologa, poukładać sobie co nieco. Pani psycholog natomiast rzuciła mi podobnym tekstem jak autorka, tj. że teraz wszyscy mają depresję, ze tylko szkodzę sobie lekami i mam przestać je brać! Że trzeba się po prostu wziąć za siebie 🤦 nasza współpraca się szybko zakończyła.
Psycholog nie jest leków, więc w ogóle babka nie powinna mieć q tej kwestii nic do powiedzenia.
Trafiłaś na zjebanego psychologa
wszedzie znajdzie sie debil
Nie ma nic gorszego, niż psycholog przekonany, że pacjentom się we łbach poprzewracało i na pewno wszyscy symulują.
W jakim świecie ty żyjesz, że nastolatki masowo zgłaszają się do psychologów, "bo wszystkie koleżanki już mają depresję"? Bo na pewno nie w tym samym co reszta ludzkości, gdzie wciąż nawet ludzie z poważnymi problemami, nie chcą chodzić do psychologa.
Po drugie, po diagnozę depresji, to się chodzi do psychiatry. Bo to właśnie choroba i wymaga leków. Psycholog to może skierować.
Nie wszystkie zaburzenia psychiczne wymagają interwencji psychiatry.
No ale depresja akurat wymaga. Choroby psychiczne leczy się u psychiatry, psycholog może tylko zapewnić terapię, będącą częścią leczenia, nie zapisze leków, a na depresję sama terapia nie pomoże.
Wbrew pozorom psycholog ma pomagać też ludziom którzy nie mają depresji, ale wmawiają sobie, że mają, to też jest problem, na który wizyta u psychologa może pomóc. Oczywiście, jeśli to będzie porządny psycholog, z dobrym podejściem do pacjenta.
Przecież jak najbardziej niektóre przypadki zaburzeń psychicznych leczy się tylko psychoterapią. Udowodniono naukowo, że psychoterapia poznawczo-behawioralna ma wpływ na zmianę struktury mózgu. Ponadto np. w przypadku PTSD psychoterapia charakteryzuje się nieco wyższą skutecznością niż samo leczenie farmakologiczne.
E,no okej, zgadzam się, ale temat dotyczył depresji. I tak, wiem, że poznawczo- behawioralną się stosuje również w depresji, ale obok leczenia u psychiatry, z tego co mi wiadomo. Czytałam kiedyś o tym i przedstawiano tę terapię, jako pomagającą żyć z depresją.
Poza tym psychologowie znający się na określonej terapii, są raczej wyspecjalizowani i nie przychodzą do nich wszyscy jak leci, tylko ludzie, którzy chcą wziąć udział w danej terapii.
Mam wątpliwości, czy facet do którego tyle osób, przychodzi po diagnozę, prowadzi jednocześnie terapię, raczej wygląda mi na takiego ogólnego psychologa, przyjmującego wszystkich którzy uznają, że psycholog im potrzebny.
To był tylko przykład obrazujący realną skuteczność psychoterapii. Psychoterapeuci specjalizują się w konkretnym nurcie, np. właśnie poznawczo-behawioralnym, w ramach którego leczy się wiele zaburzeń psychicznych. Nurt to w pewnym sensie sposób działania takiego specjalisty.
Zgodzę się natomiast, że autor raczej dobrym fachowcem nie jest, o ile jest nim w ogóle. Warto zaznaczyć, że wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy z różnic między zawodami psychiatry, psychologa i psychoterapeuty, dlatego rzeczywiście mogą udać się po pomoc do "byle kogo".
Ująłeś w jednym wpisie połowę wpisów na anonimowe. Co drugi wpis to mam depresję
a potem jak ktos naprawde sie z tym zmaga, nie dostaje wsparcie, bo "taka moda"