#xPRAI

Od paru tygodni pracuję zdalnie. I powiem szczerze że jest to masakra.
Zajmuję się kontaktem z klientami w skrócie; odbieram telefony, dzwonię, piszę maile oraz sprawdzam dane.

Niestety moja rodzina nie umie uszanować mojej przestrzeni. Rodzice niestety przez obecną sytuację stracili pracę i mam wrażenie że się po prostu nudzą. Praktycznie codziennie odkurzają cały dom, dziwnym trafem akurat w czasie gdzy z kimś rozmawiam. Notorycznie przychodzą do mojego pokoju, ciągle czegoś chcą. Potrafią nawet parę razy w ciągu godziny przyjść, zapytać o coś błahego i komentować moją pracę- jako osoby pracujące fizycznie uważają że praca przed komputerem "to nie praca, a wakacje". 

Mam jeszcze młodszego brata Kacperka. To co się wyprawia to też cyrk. Młody ma ciągle problemy z e-lekcjami. Od początku zdalnych lekcji nie widziałam by cokolwiek robił. Najczęściej dziwnym trafem jako jedyny w klasie nie może dołączyć na video konferencje i jest krzyk oraz zamieszanie w domu. Rodzice wymagają bym rzuciła wszystko co akurat robię i leciała z akcją ratunkową. 

Kolejnym problemem jest mój służbowy laptop. Nie zliczę ile razy był mi zabierany. Żadne prośby, groźby nie działają. Na komputerze są naprawdę ważne i poufne dane, czego nikt nie rozumie. Obrażają się jakbym specjalnie nie chciała go pożyczyć. Ciągle słyszę jaka to nie jestem samolubna i przynajmniej bratu bym dała żeby mu te "e-internety" szybciej działały. Kiedyś idąc na przerwę zapomniałaś zablokować komputer i później odkryłam w historii przeglądania strony xxx, a do znajomego z pracy poszły maile typu: "cycuchy, seks, wagina".

Czekam tylko na ponowne otwarcie biura, bo czuję że długo tak nie wytrzymam. Rodzice zamiast być wdzięczni za utrzymywanie całego domu tylko przeszkadzają i ciągle strzelają fochy. Do tego zamiast zająć się młodym to ciągle mi go wciskają. A mogło być tak pięknie. Echhh...

#pjjJj

Kiedy myślę o moim byłym dosłownie chce mi się wymiotować. To nie jest przenośnia.

Byłam z nim ładnych kilka lat, na początku wszystko wyglądało pięknie, planowałam z nim przyszłość. Po czasie zaczął być arogancki i agresywny (bez rękoczynów), w końcu wyszło też to, że mnie zdradzał. Wcześniej błagałam go, żeby ze mną był, gdy chciał odejść (wiem, chore, dopiero teraz to widzę), jednak moment ostatecznego zerwania z mojej trony przyniósł mi katharsis.

Od tamtej chwili nie tęskniłam za nim ani razu. Nie mam po nim żadnego pozytywnego wspomnienia, a myśl o tym jak mnie dotykał, całował czy o tym, że uprawialiśmy seks, sprawia, że wzdrygam się i momentalnie zaczynam mieć mdłości na samą myśl.

Niesamowite jak organizm reaguje na wspomnienia o kimś, kto mnie dawno temu krzywdził. Spodziewam się, że to psychiczny mechanizm obronny lub pewien sposób na wyparcie wspomnień.

#GwWoT

Jestem fanem horrorów i wszelkich strasznych historii. Uwielbiam opowiadania o duchach, morderstwach i inne takie, ale jest jeden problem. Zawsze bardzo się po nich boję i wiem, że wiele osób tak ma i to normalne, ale mi jakoś wstyd się do tego przyznać przed kimkolwiek w realu.


Wszyscy znajomi i rodzina mają mnie za nieustraszonego gościa, któremu podczas oglądania scen krwawych morderstw i wyskakujących przed ekran, powykrzywianych, trupich twarzy nawet nie drgnie powieka. Mój problem objawia się dopiero wieczorami i w nocy, kiedy np. siedzę do późna przed komputerem.


Zaczynam się wtedy strasznie bać i bardzo realistycznie wyobrażać, że tuż za mną stoi jakaś Samara czy inne upiorstwo. I tutaj zaczyna się ta bardziej anonimowa część (bo wiem, że do tej pory, choć dla mnie sam strach to wstydliwe wyzwanie, pewnie dla nikogo innego nie jest ciekawa kolejna historia o bardzo przeciętnej fobii) - tym, co pomaga mi przełamać strach, jest równie realne wyobrażanie sobie, jak do tych paskudztw czy upapranych krwią seryjnych morderców ktoś się dobiera. Np. zjawa stoi w moich uchylonych drzwiach, chcąc nastraszyć mnie, a to za nią pojawia się Łysy z Brazzers i bez uprzedzenia zabiera się za jej... no, sami wiecie, co dalej.

#uVeyQ

Gdy byłam w 3 miesiącu ciąży to zaczęliśmy z mężem zastanawiać się nad imieniem dla dziecka. Niestety ale każda rozmowa na ten temat kończyła się kłótnią i spaniem na kanapie. Nie mogliśmy dojść do porozumienia, bo mąż upodobał sobie imię dla dziewczynki Karmen natomiast dla chłopca Stefan. Mi kompletnie nie podobały się te imiona, tym bardziej, że Karmen to imię jego byłej.

Dlatego też pewnego popołudnia poszłam na spacer na cmentarz, by zaczerpnąć inspiracji w sprawie imion. Tak sobie chodziłam prawie dwie godziny, a wszystkie imiona, które mi się spodobały to zapisywałam na kartce. Ale udało się w końcu! Znalazłam to idealne imię dla dziecka, które również spodobało się mojemu mężowi tylko teraz mam pewne obawy przed tym co powiedzieć dziecku, skąd wzięło się jego imię.

#ERqMn

Kiedy jestem na siebie zła wyobrażam sobie, że zdzieram z siebie skórę, wkładam rękę pod skórę szyi i ściskam mocno gardło lub wkładam rękę pod żebra, łamiąc je i wyrywam sobie serce.


Wyobrażam sobie, że mam wtedy niewyobrażalną siłę fizyczną by to zrobić, psychicznie nic nie czuję. Jest to dla mnie po prostu pewnego rodzaju kara, którą zadaję sobie, tylko odbywa się w głowie.

#4ucFL

Kocham koronę, może nie dokładnie tego wirusa, ale wszystko co z nim związane.

Spróbuję merytorycznie wyjaśnić moją miłość.
1. Mamy taki zwyczaj w pracy, że na powitanie się przytulamy albo i co gorsza całujemy w policzek. Nienawidzę tego i mówiłam im już o tym, ale chyba zapominają i po dwóch dniach jest to samo. Każdego ranka się witamy w pracy i o zgrozo też żegnamy, jakby nas z rok tam nie było. Teraz nie ma z tym problemu. Nikt w pracy się do mnie nie zbliża :)
2. Jestem raczej domowniczką i nie lubię wychodzić, ale znajomi czasami tak nalegają, a mi brakuje wymówek, więc idę na te urodziny czy jakieś spotkanie. Teraz to zabronione, więc nie muszę wymówek szukać.
3. W niedzielę po 42 godzinach w tygodniu pracy chciałam odpocząć, ale nie, bo z dziećmi też trzeba spędzić czas, więc zawsze basen, kino czy zoo. Teraz... wszystko zamknięte i nie mam wyrzutów sumienia.

Najlepsze, że mam czas w końcu na to, co lubię - mój ogródek. I love Corona.

#KSTaO

Umieram.
Powoli przestaję dawać radę zarówno psychicznie jak i fizycznie, nie jestem pewien co odpuści pierwsze.
Jeżeli przetrwam to w tym roku skończę 23 lata.
Siedzę przed monitorem już 40 minut i doszedłem tylko do tego momentu, sam nie wiem co chciałbym napisać, jest tego tak wiele, że nie wiem od czego zacząć.
Byłem szczęśliwy jako dziecko, nie brakowało mi niczego, miałem dom, kochających rodziców, przyjaciół, dobrze radziłem sobie w szkole oraz coś co zmieniło moje życie na gorsze - za dużo empatii i dobroci dla innych. 

Gdyby ktoś zapytał o moje motto z dzieciństwa brzmiałoby ono "Jeżeli ja mam coś to dlaczego miałbym nie podzielić się tym z kimś kto tego nie ma.", to nastawienie do życia doprowadziło do tego, że jestem już prawie martwym człowiekiem.
Zawsze starałem się pomagać innym, dzielić tym co mam, doprowadziło to do tego, że ludzie zaczęli to wykorzystywać, głupim tego przykładem mogłoby być chociażby pożyczanie "kolegom" pieniędzy w szkole na hot doga, skoro ja jem coś ciepłego na przerwie to dam też innym. 

Mowa tutaj oczywiście o czasach wczesnej podstawówki.
Sytuacja zaczęła zmieniać się w momencie gdy pojawiły się u mnie problemy w rodzinie, rozwód rodziców, sprzedaż domu, jako dziecko bardzo mocno to odczułem, w moim do tej pory radosnym życiu coś zaczęło się psuć.
W tamtych chwilach najbardziej potrzebowałem wsparcia od innych, dostałem za to największy cios który boli do tej pory.

Wszyscy "przyjaciele" zaczęli się ode mnie odwracać, przestałem "pożyczać" pieniążki na rzeczy ze sklepiku szkolnego, nie miałem już jak zaprosić "przyjaciół" do domu aby mogli sobie pograć w bilarda i ping-ponga, nie zabierałem już z Tatą "przyjaciół" na basen do miasta obok, przestałem być "przyjacielem", przecież nie da się wyzyskiwać osoby która sama wiele straciła i potrzebuje wsparcia.
Już pod koniec podstawówki byłem wyrzutkiem, nikt ze mną nie rozmawiał, czasami nawet mi dogadywano.

Mój stan psychiczny zaczął znacząco się pogarszać, zamknąłem się na ludzi, zaczęła rozwijać się u mnie fobia społeczna.
Jednym z większych dla mnie ciosów była śmierć mojego ukochanego Taty gdy byłem w gimnazjum, od tamtego momentu żyłem z brakiem znajomych, fobią społeczną i depresją.

Teraz wiem jedną rzecz - błędem było nie pójście wtedy do lekarza aby pomógł mi walczyć z tym wszystkim, byłem jeszcze jednak młody i myślałem, że jakoś sobie z tym poradzę.

Pomimo tego, że szkoła stała się dla mnie czymś gorszym od więzienia udało mi się ukończyć gimnazjum jak i liceum.
Przeprowadziłem się do innego miasta na studia, myślałem, że zacznę wszystko od nowa, myliłem się.

Nie mam nikogo, siedzę w domu, nie jestem w stanie ukończyć studiów, mam problem z wyjściem nawet do sklepu.
Nie mam pieniędzy, nie jestem w stanie pracować.
Straciłem już nadzieje i powoli umieram.
Co zrobić?

#YWcKm

Kiedy byłam dzieckiem trenowałam dosyć wyczerpujący i czasochłonny sport- pływanie. 13 treningów w tygodniu, przed szkoła i zaraz po niej, na jednym treningu minimum 10 km i tak non stop.


Co w tym anonimowego?

Moja mama była tak zapatrzona w ten sport, ze mając zaledwie 11 lat zaczęłam przyjmować odżywki i inne suplementy diety. Węglowodany przyjmowałam po obu treningach i aktualnie mam problem ze stabilizacja wagi. Mimo, że nadal ćwiczę minimum 4 razy w tygodniu, jem zdrowo, o regularnych porach, nie mogę zrzucić dodatkowych kilogramów.
Dodaj anonimowe wyznanie