Prowadzę całkiem normalne życie. Mam swoje plany i marzenia, grono znajomych, niezłą pracę. Od czasu do czasu nachodzi mnie jednak poczucie, że gdybym nagle zniknął, nikt by tego nie zauważył, nikt by się nie przejął. Chyba właśnie to jest najgorsze w samotności.
Dodaj anonimowe wyznanie
Twój szef by zauważył, informując że już nie musisz przychodzić do pracy nigdy więcej.
grono znajomych i samotny?
Jak najbardziej. Znajomi, nie przyjaciele.
Nawet w związku można być samotnym, prawdziwa relacja to coś więcej niż spotkanie przy piwie raz na kilka tygodni.
Chyba sobie kpicie. Samotnosć tak nie działa. Macie naprawdę jakieś durne widzimisie.
Zauważyli by twoi bliscy, rodzina w szczególności. Musieliby cię w końcu pochować, stać na mszach i tłumaczyć się szefowi, że nie żyjesz. Musieliby też załatwiać piertyliard spraw urzędowych, niszczyć dokumenty, zamykać twoje konta, dezaktywować nawet numer telefonu, przebrać rzeczy - część wywalić, część sprzedać, coś tam zatrzymać na pamiątkę... Jesteś sam, ale czyjaś śmierć jest ciosem. Szczególnie, jeśli ktoś potem zmuszony jest podejmować decyzje o jakich nie wie, typu kremacja czy normalny pochówek, gdzie wsadzić - do grobu rodzinnego, nowego, jak nowy to jaki kolor kamienia i wzór. Nie zna potem taka osoba preferencji, nawet czuje się zdeozrientowana co do wiary, a pochówek w niej się różni, chrześcijanie np. dają krzyż, czego unikają m.in. jehowi. No wiem, że to ciebie by nie obchodziło - ale dla bliskich, nawet jak się z tobą całe życie kłócili, takie sprawy to jak zderzenie się z drzewem podczas jazdy 160 km/h.
Jeśli jest naprawdę samotny, to pochówkiem zajmuje się miasto. Grób opłacony na kilka lat z drewnianym krzyżem. I albo ktoś sobie o nim przypomni i przejmie opiekę, albo w końcu będzie miał nowych znajomych
Czyli w kwarantannie nikt nie zadzwonił?
Zadaj sobie pytanie, czy ty byś się przejąl gdyby ktoś z twojego otoczenia zniknął.
Też tak mam- a nawet level wyżej, że ktoś byłby zły że umarłam.
Bycie złym, że ktoś umarł w moim odczuciu nie jest level wyżej. Wręcz przeciwnie, wkurzasz się, bo nie ma już kogoś, bo uważasz, że był w jakiś sposób przydatnym człowiekiem lub był w czymś dobrym i trudno go teraz zastąpić. Obojętność jest najgorsza chyba. Ale to tylko moja interpretacja.
Pisałam to w kontekście samobójstwa.
Myślę że jakby zniknęło 30% ludzi, to by nikt nie zauważył
@ZapachZimy nie wcale xd. 30% ludzi to około 2,1 mld ludzi. wśród nich mógłby być np. Papież albo prezydent jaki3gos kraju. Nie martw się zobaczyli że nagle zniknęło 2 mld ludzi
Zgaduje że rodzina mogłaby zauważyć twoje zniknięcie.