#sv9Oz

Mój ojciec to człowiek, którego absolutnie całe życie każdy we wszystkim wyręczał. Gdy się urodziłem on miał 50 lat. Od kiedy tylko pamiętam jak odnosił się do mamy: zrób jeść, stara wody ugotuj, stara kawy dolej, stara pranie zrób, stara pranie rozwieś, stara święta zrób (rzucając na stół gnat mięsa bez przypraw, bez dodatków), stara idź do sklepu, stara koszule wyprasuj, stara telefon doładuj.

Kiedy się buntowała i mówiła, że niech sam sobie zrobi, to mówił "mnie matka prała, gotowała i żonka mnie prała i gotowała i robiła, i ty też będziesz robić mnie, od tego baba jest".

W końcu nie wytrzymała i od niego odeszła. Zostałem z nim sam. I wszystko było na mojej głowie. Nauczył się co prawda smażyć sobie jajka lub wrzucić plaster mortadeli na patelnię, ale cała reszta była na mojej głowie. Telefon doładuj, piekarnik włącz, otwórz mnie wędlinę, idź mnie samochód ubezpieczyć i zarejestrować, bo ja po tych urzędach chodzić nie będę, bo tam guziki naciskać trzeba, idź mnie do bankomata po pieniądze, bo tam to nawymyślali, tam wpisywać trzeba i guziki naciskać.

Jak ktoś dzwonił do niego i wypowiadał się o mnie, to mówił "moja gospodyni, moja sprzątaczka".

W końcu to rzuciłem i się wyprowadziłem. Mieszkałem na 10m2 ze wspólną łazienką na korytarzu, aż w końcu po 2 latach dorobiłem się mieszkania komunalnego.

Ojciec do dziś mnie wyklina, że on sam w życiu został i ludziom on tyle dobrego robił i go wszyscy zostawili, jedna żona, potem baba i bachor niewdzięczny. Jak dzwoni, to nawet nie odbieram telefonów. Odebrałem raz jak zadzwonił, myślałem, że będzie chciał pogadać. Gadkę zaczął od "przyjedź mnie pralkę ustaw, bo nie wiruje". Nigdy więcej.

75-letni dziadek, który nie umie nawet włączyć piekarnika i ma o to pretensje do całego świata.

#nOhPu

Na rozmowie kwalifikacyjnej trzeba się sprzedać? Niezupełnie.

Jestem na kierowniczym stanowisku w średniej firmie, branża nieważna, ale z uwagi na to, że szefowej więcej nie ma niż jest, to do mnie należy przeprowadzanie rekrutacji. Może nie mamy owocowych piątków, ale chyba jesteśmy dość atrakcyjnym pracodawcą, bo na każde stanowisko mamy pokaźną grupę kandydatów.

Myślicie, że pracę dostaje najbardziej wygadany laluś? Albo facet z wielkim ego, który wszystko wie najlepiej? Nieumiejący utrzymać uwagi adehadystyczny ekstrawertyk? Być może prezentują się świetnie, ale nie szukamy gwiazd do pokazów garnków, to nie my. Szukamy ludzi, którzy oprócz kompetencji umieją odnaleźć się w zespole. Nie potrzebujemy narcyzów, którzy będą wszystko robić po swojemu i nie umieją się podporządkować, nie trzeba nam "sfokusowanych na sukces" szuj kopiących pod innymi dołki. Wszystkie poradniki jak dobrze wypaść na rozmowie możecie sobie wsadzić. Wystarczy być sobą.


PS Nie piszcie zainteresowań z kosmosu. Zawsze się o nie pytam, by rozgadać kandydata i by nam się miło rozmawiało, ale głupio jak wychodzi, że nic nie wiesz o swojej pasji ;)

#pvsbg

Pewnego dnia wraz z moim kolegą Arkiem i przyjacielem Patrykiem oglądaliśmy jakiś film akcji. Ja mam inny gust co do filmów, ale zostałam przegłosowana. Siedziałam na fotelu, a oni obaj na łóżku. Film był bardzo nudny, ale Arek i Patryk byli nim zafascynowani. Byłam bardzo zmęczona i jak się pewnie domyślacie, zasnęłam. 

Po jakiejś godzinie obudziłam się, ale nadal leżałam z zamkniętym oczami. Słyszałam, że chłopaki zaczęli grać i stwierdziłam, że nie będę im przeszkadzać, poleżę jeszcze. Po paru minutach słyszę, że Arek wychodzi do toalety. Wtedy Patryk wstaje, podchodzi do fotela, na którym "śpię" i mówi: "Tak słodko wyglądasz jak śpisz. Kocham cię. Szkoda, że tego nie widzisz" i całuje mnie delikatnie w czoło. Po jakichś 5 minutach przychodzi Arek. Wtedy udałam, że się obudziłam i nic nie słyszałam.

Dziwnie się czuję. Myślałam, że Patryk to mój przyjaciel. On nie wie, że ja wszystko słyszałam i zachowuje się tak jak przedtem.

#QVgy5

Na wstępie zaznaczę, że nie jestem gejem.
Jak byłem mały często jeździłem na całe dwu miesięczne wakacje w swoje rodzinne strony. Mam dwóch młodszych ode mnie o 3 lata kuzynów w swojej rodzinie. Po kryjomu przed babcią nie raz zdarzyło się nam pokazywać sobie co mamy w spodniach.

Teraz do historii właściwej.

Kiedy miałem 12 lat i byłem na corocznych wakacjach u babci, urządziłem sobie drzemkę po obiedzie. Zacząłem się wybudzać i poczułem, że czyjaś ręka jest w moich majtkach na moim przyrodzeniu.To był jeden z moich młodszych kuzynów. Pomyślałem sobie wtedy, że to złe. Chciałem podnieść się i pacnąć go w japę lecz czułem, że również reaguje na ten jego dotyk pozytywnie. Tak, po prostu mi stanął. Nic nie zrobiłem, udawałem, że śpię, a on macał mnie tak przez kilka minut, a ja czułem skrępowanie i jednocześnie przyjemność bo ktoś po raz pierwszy mnie w ten sposób dotykał. Miałem później wyrzuty sumienia, że to rodzina i nie powinienem do tego dopuścić. Powiedziałem sobie, że jak przemilczę sprawę to temat zniknie. Około tygodnia później znowu zrobiłem sobie drzemkę po obiedzie i sytuacja się powtórzyła tylko, że wtedy po przebudzeniu czułem już z tego tylko przyjemność.

Później systematycznie co kilka dni specjalnie kładłem się, udawałem że śpię i czekałem aż mój młodszy kuzyn przyjdzie i mnie zmolestuję. Sytuacja powtórzyła się kilkanaście razy podczas tamtych wakacji i wraz z moim wyjazdem nigdy więcej nie miała miejsca.

Dziś mam 35 lat, ukochaną żonę i wspaniałą dwójkę dzieci. Jak sobie pomyślę
teraz jakim byłem małym zjebem i kryptogejem to do dzisiaj mi wstyd i mam ochotę zapaść się pod ziemię.

#gAArE

Pracowałem jako ochroniarz w pewnej instytucji kulturalnej. Często miałem nocne zmiany i wtedy dla zabicia czasu m.in. ćwiczyłem sobie grę na fortepianie. Problem w tym, że nie umiem grać na fortepianie, więc było to takie tylko rzępolenie. Ale byłem wtedy zupełnie sam, więc nikt nie narzekał.

Po kilku tygodniach zajrzałem na nasz profil na Facebooku, a tam pod jedną z aktualności taki mniej więcej komentarz "Wszystko fajnie, ale czy możecie powstrzymać tego wariata, który gwałci pianino po nocach?" z kilkudziesięcioma lajkami i jeszcze dwiema odpowiedziami zawierającymi niecenzuralne słowa... Tak się skończyły moje nocne koncerty.

Zero zrozumienia dla artystów ;)

#8RFkj

Umieram, powoli, systematycznie, po małym kawałeczku każdego dnia. Z każdą chwilą czuję coraz większą pustkę, w nocy budzi mnie czasami strach tak silny, że nie mogę oddychać. Nie cieszą mnie już rzeczy, które kiedyś dawały mi satysfakcję. Zdaję sobie sprawę ze swojego problemu, ale przestało mi zależeć, żeby coś z tym zrobić. Mam poczucie, że przegrałam z życiem i ze samą sobą więc przyjęłam taktykę na przeczekanie-codzienna rutyna, od rana do wieczora, spać i od nowa. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze, w miarę poukładana, z uśmiechem i aż się czasem dziwię że naprawdę nikt nie dostrzega we mnie emocjonalnego trupa jakim od dawna jestem. Jedyne uczucie jakie mi jeszcze towarzyszy to strach, wszechogarniający, bezpodstawny, bez wyraźnej przyczyny ani kierunku-taki wewnętrzny, irracjonalny ale paraliżujący.

W życiu nie było mi łatwo, nigdy, ale zawsze uważałam się za silną osobę i jakoś to szło. W szkole byłam raczej lubiana, miałam wielu znajomych, choć nigdy żadnych przyjaciół. Za każdym razem, gdy dopuszczałam kogoś do siebie bliżej kończyło się to dla mnie bolesnym zawodem i rozczarowaniem, więc z czasem przestałam zabiegać o głębsze relacje. W domu nie było bezpiecznie, bo liczyć na wsparcie nie mogłam, a wzajemne wojny rodziców, choć miały uderzać w nich, najbardziej uderzały we mnie. Ich wygórowane oczekiwania i presja wprawdzie mnie napędzały, ale nigdy nie miałam własnego celu. Żyłam jak tresowany szczur - wykonać zadanie - dostać nagrodę.

Studia były dla mnie ucieczką z labiryntu, a nie szansą na przyszłość. W końcu spotkałam człowieka, z którym rozumiałam się bez słów. Założyłam rodzinę i myślałam, że już wszystko się w końcu ułoży. I niby było dobrze, dopóki nie pojawiły się dzieci. Pierwsze chore, start w macierzyństwo miałam koszmarny. Żeby zapewnić opiekę dziecku, zrezygnowałam z siebie, ale było warto. Drugie dziecko było chore jeszcze bardziej. Półtora roku walki zakończone porażką. Złamało mnie to, umarłam razem z córką. Kiedy zaczęłam się powoli podnosić, mój mąż uznał, że jednak lepszym wsparciem dla niego jest koleżanka z pracy. Umarłam po raz drugi. On nie widział problemu, to tylko koleżanka z pracy była, tylko rozmawiali choć rzucił mi w twarz, że ze sobą spali, by po chwili wszystkiego się wyprzeć.

Po tym już się nie podniosłam. Od roku udaję, że żyję mając nadzieje, że starsze dziecko nie zorientuje się, że mama to tylko pusta wydmuszka. Ale on wie, ja też wiem. Tyle że nie mam już siły, żeby coś z tym zrobić. Wegetuję licząc że jakoś to będzie, byle do wieczora. A że wytresowany mechanizm spełniania oczekiwań działa lepiej niż wola życia, to nikt jeszcze się nie zorientował jak pusta jestem w środku. Jedynie to moje dziecko czasem patrzy na mnie z takim smutkiem. Ja wiem, że on jeden wie, że jego mamy od dawna już nie ma...

#RDOew

Będzie o tym jak kilka lat temu przypadkowo okaleczyłam mojego chłopaka, nazwijmy go K.
Kilka ważnych dla historii informacji.
Jesteśmy parą, która lubi być ze sobą blisko, dlatego sypiamy na golasa i zawsze zasypiamy przytuleni do siebie.
Mój chłopak miał kolczyki w obu sutkach. Ja noszę wisiorek na dość długim łańcuszku, którego nigdy nie ściągam, nawet do snu.

Pewnej nocy gdy byłam na słodkim pograniczu między snem i jawą chciałam odwrócić się na drugi bok i poczułam szarpnięcie za łańcuszek na szyi. Zaraz potem usłyszałam przeraźliwy jęk mojego chłopaka.


Po zapaleniu światła, jak się domyślacie, okazało się, że wyrwałam mojemu lubemu kolczyk z sutka. Mój łańcuszek musiał się okręcić wokół ozdoby, a ja solidnie szarpnęłam. W rezultacie brodawka była na wpół oderwana i lała się krew.
K. nie chciał jechać na pogotowie, więc opatrzyliśmy ranę jak mogłyśmy.
Związek przetrwał, K. wiedział, że był to tylko wypadek i mnie nie obwinia. Sutek jest trochę krzywy, ale na szczęście wygoił się bez komplikacji.
Chyba bez morału, ale jeśli już jakiś musi być, to uważajcie na swoje sutki moi drodzy.

#dmKt6

Kiedy mój brat miał 5 lat, poszedł z mamą kupić buty. Mama wzięła parę i dała mu do przymierzenia.
- Za małe - mówi mój brat, więc mama daje mu parę większą.
- Za małe! - powtarza. Mama daje jeszcze większą parę. Była zdziwiona, bo buty były za duże.
- Za małe! - krzyczy brat zirytowany.
- Ale co za małe? Przecież te buty to dwa razy twoje stopy - powiedziała mama. Brat już konkretnie wkurzony mówi na to:
- Za małe nogi!

#IrVzJ

Jestem mężatką, od pewnego czasu wyobrażam sobie jakby to było, gdyby mój mąż umarł.. wiem, brzmi to dziwnie. Nie mogę oprzeć się tym myślom, planuje wtedy co bym zrobiła, jak bardzo cierpiała, w co ubrała na pogrzeb, jaką minę bym miała. To nie jest normalne zachowanie, czuje się jakbym życzyła mu śmierci, chociaż kocham go nad życie. Nie wiem czy jest to normalne. Czy jest coś ze mną nie tak?

#1IIue

Jak szedłem na studia byłem pełen entuzjazmu i chęci do nauki, ale szybko przyszło rozczarowanie. Po 3 latach zastanawiałem się już nad rzuceniem tego w cholerę, ale ostatecznie zdecydowałem się jakoś dociągnąć do końca minimalnym wysiłkiem, żeby tylko mieć papier.

Miałem taki przedmiot, który prowadził facet, delikatnie mówiąc, bardzo mało zaangażowany w proces edukacyjny. Nie chcę podawać zbytnich szczegółów, aby nie umożliwić identyfikacji, ale np. aby dostać zaliczenie trzeba było m.in. kupić jego książkę. Tak, nie chodziło o to aby opanować zawarty w niej materiał, a po prostu ją kupić i pokazać wraz z paragonem. Trzeba było też napisać pracę na zadany temat. Chodziło ogólnie o analizę działalności wybranej firmy pod jakimś tam kątem.

Od kolegi, podobnego lesera jak ja, dowiedziałem się, że facet ma bardzo kiepską pamięć i można swobodnie wziąć pracę od kogoś z poprzedniego roku i tylko pozmieniać. Bardzo mnie to ucieszyło. Kolega był na tyle miły że załatwił kilka prac i nawet mi je podesłał. Trochę się obawiałem, więc planowałem bardzo mocno pozmieniać pracę. Ale tak wyszło że jakoś nie mogłem się zebrać i tradycyjnie zasiadłem do tego w przeddzień.

Zadzwoniłem do tego kolegi i spytałem jak mu idzie, a on mi mówi że już oddał. Wow. Pytam, czy dużo pozmieniał, a ten mi na to, że prawdopodobnie facet w ogóle tego nie czyta tylko sprawdza ile jest stron i czy jest ładna okładka, więc zmienił tylko nazwę firmy na "Wojtex sp. z o.o." i oddał jak było. Pomyślałem, że niezły z niego hardkor, ale ze mnie przecież nie mniejszy. Więc przejrzałem te prace które mi podesłał, wybrałem najkrótszą, ocenioną na 4 (uznałem że nie będę przeginał). Sprawdziłem jaka była nazwa firmy i za pomocą praktycznej opcji "Znajdź i zamień" zmieniłem ją na "Januszpol sp. z o.o.". Wydrukowałem, dałem do zbindowania i oddałem.

Parę dni później spotkałem tego kolegę i gdy zaczęliśmy rozmawiać na ten temat, to okazało się, że jak on wysłał mi mailem te prace z poprzedniego roku, to wysłał również tę, którą później sam oddał, zmieniając tylko nazwę firmy na "Wojtex sp. z o.o.". Tak się pechowo złożyło, że była to ta sama praca, którą też ja wybrałem i zmieniłem nazwę na "Januszpol sp. z o.o.". Nawet bycie hardkorem ma swoje granice i to właśnie była taka granica. Aż mi się zrobiło ciepło, na wyniki czekałem jak na egzekucję, spodziewając się najgorszego. Autentycznie spędzało mi to sen z powiek.

Jak się sprawa zakończyła? Wraz z kolegą dostaliśmy po 4, facet faktycznie tego nie czytał.
Dodaj anonimowe wyznanie