Kiedy miałem jakieś 6 lat, dostałem od mamy balonik. Łaziłem z nim po podwórku przez parę dni, aż w końcu balon wziął i pękł. Bardzo niepocieszony poleciałem do domu i głośno szlochając wytłumaczyłem rodzinie powód żalu, który rozdzierał moją duszę. Niestety ani mama, ani tata nie mogli mi pomóc – nikt nie miał zamiaru iść ze mną do sklepu, aby zakupić nowy balonik. I wtedy stał się cud. Z wizytą do nas wpadła Patrycja – moja starsza o 15 lat siostra z jej ówczesnym chłopakiem. Widząc mnie zapłakanego, wybranek mojej siostrzyczki wziął mnie na bok, cierpliwie wysłuchał historii, którą mu (z trudem łapiąc oddech) wybeczałem, a następnie powiedział: „Tak się składa, że mam balony przy sobie. Jeśli chcesz, nadmucham ci jeden”. Pewnie, że chciałem. Chłopak sięgnął do kieszeni, wyjął z niego malutką torebeczkę, rozerwał ją zębami, a następnie wyjął z niej balonik. Chwilę później biegałem już po podwórku z efektownym, prążkowanym balonem. Pamiętam, że zastawiało mnie tylko czemu ludzie na mnie patrzyli jak na głupka.
Dziś już wiem, że cieszyłem się jak idiota z nadmuchanej prezerwatywy faceta, który pukał moją siostrę. Myśląc o tym, czuję głębokie zażenowanie...
Jakiś czas temu, po długich badaniach lekarskich, stwierdzono u mnie niedoczynność tarczycy. Chłopak, z którym się wówczas spotykałam rzucił mnie dwa dni później, bo wyczytał w Internecie, że osoby cierpiące na tę chorobę mają tendencję do tycia i zapadania w stany depresyjne.
„Ostatnia rzecz, jakiej bym sobie życzył, to mieć smutną i grubą kobietę!”.
Przyznam, że tego się nie spodziewałam...
Historia ta wydarzyła się gdy chodziłam do "zerówki" w szkole podstawowej, która mieści się w mojej rodzinnej wsi. Tego dnia z okazji zakończenia roku szkolnego i rozpoczęcia się wakacji dzieci śpiewały mnóstwo piosenek. Zamiast zwykłego podkładu muzycznego, nauczyciel muzyki przygrywał na keyboardzie. Atrakcją po zakończeniu się apelu było to, że każdy, kto chciał i miał wystarczająco dużo odwagi, mógł zaśpiewać przed całą szkołą do mikrofonu. Na początku nie było chętnych, ale powoli dzieci się rozkręcały. Większość z nich śpiewała piosenki, których nauczyły się w szkole. No a wiadomo, jako dziewczynka od zawsze marzyłam, żeby zostać piosenkarką i uwielbiałam śpiewać, więc zgłosiłam się i poszłam na "scenę".
Pan od muzyki zapytał jaką piosenkę chciałabym zaśpiewać. Powiedziałam, że "Było ciepłe lato". Pan nie skojarzył, o co mi chodzi (a chodziło mi oczywiście o piosenkę "Agnieszka już dawno tutaj nie mieszka" zespołu Łzy) i powiedział, że nie zna takiej, więc mam śpiewać bez podkładu.
Zaczęłam śpiewać. Niestety wtedy właśnie stała się modna wersja niecenzuralna, którą non stop śpiewali starsi uczniowie, a którą ja dzięki nim, znałam na pamięć. Oczywiście nie wiedziałam, o co w niej chodzi. Do dziś pamiętam, najpierw dumną i uśmiechniętą, a potem nagle zdziwioną minę mojej mamy, jak zaczęłam śpiewać "Było ciepłe lato choć czasem padało, dużo wódy się piło i trawę jarało...". Wszyscy byli w takim szoku, że mikrofon zabrał mi pan od muzyki dopiero, gdy zaczęłam śpiewać "Agnieszka ssała mego orzeszka".
Dziś mam 18 lat i niezły ubaw, a wtedy sądziłam, że wszyscy są zdumieni i onieśmieleni moim cudownym głosem...
Mój chłopak odebrał mi godność, resztki pewności siebie i lekko podbudowaną samoocenę w czerwcu tego roku, kiedy w swoim domu, gdy jego rodzice byli w pokoju obok, mnie zgwałcił. Dosłownie chwilę wcześniej rozmawiał ze mną o granicach, o tym, że rozumie słowo "nie" i że chce być ostrożny, biorąc pod uwagę to, co przeszłam w przeszłości. Gdy skończył, powiedział mi, żebym się uspokoiła, że to ja go prowokuję i cały czas zmieniam zdanie, że to ja jestem nienormalna i napalona, po czym przeprosił mnie "gdyby zrobił coś wbrew mojej woli". Uwierzyłam. I wybaczyłam.
Dawno temu, jak byłam w szkole podstawowej, moja rodzina miała problemy finansowe. Musieliśmy oszczędzać na wszystkim. Żeby nie wydawać pieniędzy, moja mama sama uszyła mi piórnik i pięknie go powyszywała. Byłam nim zachwycona.
Jednak pewnego dnia w szkole chłopak z klasy wyśmiał mój piórnik, po czym wyrzucił go do kosza i powiedział, żebym lepiej poszła do sklepu i kupiła sobie prawdziwy piórnik, a nie trzymała rzeczy w "takiej szmacie". Wyjęłam go, zaniosłam do domu i schowałam na dnie szafy. Gdy opowiedziałam to mamie, to widziałam, że miała łzy w oczach. Następnego dnia rodzice kupili mi piórnik w sklepie, taki jaki miały inne dziewczyny.
Minęło kilkanaście lat. W zeszłym roku przypadkiem znalazłam ten uszyty przez mamę piórnik w pudle na strychu. Noszę go na uczelnię i nie wymieniłabym na żaden inny :)
Mam żołądek bez dna.
Jak człowiek średnio dziennie je 1500-2000 kalorii, ja potrafię zjeść nawet 8000.
Super szybka przemiana materii, co godzinę się załatwiam.
Wszelkie badania robiłam i niby jest wszystko w porządku.
Wagę mam prawidłową.
Nie wiem, czy to jest anonimowe czy nie, ale zaczynam bankrutować przez ilość jedzenia, którą dziennie pochłaniam.
Kiedy próbowałam jeść mniej, czułam się słabo i mdlałam.
Uwaga, dla niektórych może być obrzydliwe.
Moja metoda na szybkie wyciągnięcie resztek jedzenia z przestrzeni międzyzębowych? Łapię za pierwszy lepszy dłuższy włos z głowy, czasem go wyrywam, a czasem nie i używam jak nici dentystycznej. Nici ze sklepu mam, ale nigdy nie pod ręką a włosy zawsze są ze mną :) Włosy mam bardzo grube i naprawdę rzadko kiedy zdarza im się pęknąć przy tym zabiegu.
Pewnego razu gdy byłam u chłopaka na noc, oczywiście nie obeszło się bez małych igraszek. Rano burza miłości poniosła nas po raz kolejny. Mój chłopak był już na mnie, gdy w pewnym momencie słyszę "Oni śpią?". Zaraz otworzyły się drzwi, tata chłopaka tylko spojrzał, uśmiechnął się i odkrzyknął "Tak, śpią!".
Do dzisiaj mi głupio przez tę akcję...
Zrobiłam rzecz, której się wstydzę...
Założyłam kolejne konto na portalu randkowym - poprzednim razem poznałam fajnego chłopaka, ale przyszłam pijana na spotkanie i też to tutaj opisałam. Tym razem było jeszcze gorzej, bo nie wiedzieć czemu wstawiłam swoje zdjęcie... przerobione aplikacją. I dodałam zdjęcie figury bez głowy, ale nie mojej, tylko koleżanki... Nie wiem co ja miałam w głowie. Zrobiłam tak, bo jak miałam dawniej swoje zdjęcia normalne, to jacyś chłopacy pisali mi komentarze typu „dojna krowa” itp., a ja mam duży kompleks na punkcie piersi i dużego brzucha.
Umówił się ze mną fajny chłopak, a ja zaczęłam się wstydzić już przed spotkaniem. Umalowałam się ładnie, ubrałam pas wyszczuplający i poszłam, bo umówiliśmy się w knajpie, usiadłam przy stoliku i czekałam. Przyszedł, usiadł i był trochę zaskoczony, ja poszłam nam po drinki, to wypił szybko całego swojego i powiedział, że jemu to dzisiaj będzie chyba więcej trzeba i zamówił dwa shoty na barze. Później ja też wzięłam i jeszcze kolejkę szotów.
Tak się skończyło, że on był już trochę pijany i nie hamował się w tym co mówi i powiedział, że jest mną rozczarowany, bo liczył na coś innego i jeszcze chamsko powiedział „na coś mniej”, że dużo mam ciała, że mogłabym chociaż na przyszłość ubierać luźniejsze i mniej pstre rzeczy, bo nie każdy chce oglądać fałdy i że wyglądam jak Karyna z żabki. No wielkie dzięki...
Wyszłam ze spotkania płacząc, jeszcze mnie trochę zatrzymywał, ale kazałam mu spieprzać. Jestem załamana. Nie mogę znaleźć chłopaka, wiecznie kłody pod nogami...
Mój ojciec to człowiek, którego absolutnie całe życie każdy we wszystkim wyręczał. Gdy się urodziłem on miał 50 lat. Od kiedy tylko pamiętam jak odnosił się do mamy: zrób jeść, stara wody ugotuj, stara kawy dolej, stara pranie zrób, stara pranie rozwieś, stara święta zrób (rzucając na stół gnat mięsa bez przypraw, bez dodatków), stara idź do sklepu, stara koszule wyprasuj, stara telefon doładuj.
Kiedy się buntowała i mówiła, że niech sam sobie zrobi, to mówił "mnie matka prała, gotowała i żonka mnie prała i gotowała i robiła, i ty też będziesz robić mnie, od tego baba jest".
W końcu nie wytrzymała i od niego odeszła. Zostałem z nim sam. I wszystko było na mojej głowie. Nauczył się co prawda smażyć sobie jajka lub wrzucić plaster mortadeli na patelnię, ale cała reszta była na mojej głowie. Telefon doładuj, piekarnik włącz, otwórz mnie wędlinę, idź mnie samochód ubezpieczyć i zarejestrować, bo ja po tych urzędach chodzić nie będę, bo tam guziki naciskać trzeba, idź mnie do bankomata po pieniądze, bo tam to nawymyślali, tam wpisywać trzeba i guziki naciskać.
Jak ktoś dzwonił do niego i wypowiadał się o mnie, to mówił "moja gospodyni, moja sprzątaczka".
W końcu to rzuciłem i się wyprowadziłem. Mieszkałem na 10m2 ze wspólną łazienką na korytarzu, aż w końcu po 2 latach dorobiłem się mieszkania komunalnego.
Ojciec do dziś mnie wyklina, że on sam w życiu został i ludziom on tyle dobrego robił i go wszyscy zostawili, jedna żona, potem baba i bachor niewdzięczny. Jak dzwoni, to nawet nie odbieram telefonów. Odebrałem raz jak zadzwonił, myślałem, że będzie chciał pogadać. Gadkę zaczął od "przyjedź mnie pralkę ustaw, bo nie wiruje". Nigdy więcej.
75-letni dziadek, który nie umie nawet włączyć piekarnika i ma o to pretensje do całego świata.
Dodaj anonimowe wyznanie