#rxZZQ

Zajmuję się rekonstrukcją historyczną, dokładniej średniowieczną. Jako bractwo trenujemy raz w tygodniu, coby walczyć lepiej i nie ośmieszyć się na turniejach. Nasze treningi wymagają dużej ilości sprzętu bojowego, między innymi potrzebne nam są miecze. Zimą jechałem na jeden z treningów z mieczem długim (taki jak wiedzmiński) przy pasie, ubrany w obszerny czarny "esesmański" płaszcz, a na głowie miałem czarny kapelusz z szerokim rondem. Zauważyłem, że środek komunikacji mi ucieka, więc zacząłem biec. Wskakuję do autobusu, a zza pleców słyszę krzyk: "O, KUR*A VAN HELSING!".

#3TeaE

Jestem ponad 3 lata w związku, który wszyscy uważają za wyjątkowo udany. I po części ja też tak uważam - poczucie bezpieczeństwa, spokój, wspólne zainteresowania, znajomi. Raj. Ale podskórnie czuję, że to nie to.
I pewnie wiele osób zarzuci mi, że się najzwyczajniej w świecie znudziłam i dałam przygnieść rutynie. Może, po części pewnie coś w tym jest. Jednak ja tę rutynę lubię i cenię. W ostatnim roku pojawiły się jednak dwa zgrzyty. Chociaż nadal uważam go za atrakcyjnego fizycznie, nie czuję pociągu. Może znudzenie, ale problem wiąże się też z nadmiernym upodobaniem do alkoholu. Partner ma ojca alkoholika, zawsze się bał, że pójdzie w jego ślady. A teraz, gdy widzę, że to zaczyna się dziać, odrzuca moją pomoc i zarzuca przesadę. Gdybym to jeszcze tylko ja widziała, że zaczął się zmieniać...
Nadal mi na nim zależy, ale nie wiem, czy poza tym, kiedykolwiek moje uczucia latały koło miłości. Mi zależy na wszystkich i wiele jestem w stanie poświęcić, aby bliskim osobom pomóc. Nawet kosztem samej siebie.
Destrukcyjna skłonność, nie polecam.

Wiem, że nasz związek nie potrwa długo. Kilka miesięcy, może rok. Spróbuję mu pomóc, nakierować go na terapię, odwyk, cokolwiek. Wszystko, aby nie stoczył się jak mój niedoszły, wiecznie podpity teść.
Ale trzymam się przy nim jeszcze z jednego powodu. Sama w tym momencie nie dałabym sobie rady. Za dużo wydatków, zdrowie także nie dopisuje. W dodatku mamy wspólne zwierzaki, których nie wyobrażam sobie mu zostawić, a starość jednego z nich zwiastuje rychły koniec.

Chociaż wiem, że dobrze robię, nie chcąc skazywać się na związek z przyzwyczajenia, boli mnie myśl, że moje rozstanie załamie tego przesadnego wrażliwca. Boję się także, że teściowa, kobieta wspaniała, o wiele lepiej spisująca się w roli matki niż moja własna, odrzuci mnie całkiem. Albo, co gorsza, będzie miała wyrzuty do swojego syna.

#y4K58

Słowem wstępu. Jestem weganką. Nie dlatego, że chce chronić biedne zwierzątka (bo moim zdaniem krówki i świnki służą właśnie do jedzenia). Mięso mi po prostu nie smakuje, a widząc konsystencję jajek mam odruch wymiotny. Raczej nikomu się tym nie chwalę, mi chyba że muszę. 

Jakiś czas temu byłam pierwszy raz na obiedzie u rodziców mojego chłopaka. Podali jakieś roladki wieprzowe (?). Grzecznie odmówiłam, powiedział że zjem tylko sałatkę, ale nalegali. No więc pomyślałam, że spróbuję, a co mi tam. Wzięłam kęs mięsa, przeżułam i nie zdążyłam dobiec do toalety. Zarzygałam im cały przedpokój. Nie żeby było źle przygotowane, ale sama konsystencja i okropny posmak zrobiły swoje.

Od tamtej pory już nie wciskają mi mięsa.
P.S. Posprzątałam po sobie :).

#y8tsJ

Są takie chwile, które pamięta się do końca życia.
Chodziłam sobie do technikum, drugi rok nauki, niemiecki.
Pani od niemieckiego bardzo w porządku babka, ona sprawdzała obecność, a ja kłóciłam się przez SMS z ówczesnym chłopakiem.

W końcu padło moje nazwisko, a ja zamiast odpowiedzieć „jestem”, „obecna” czy cokolwiek innego, wypaliłam dumne i donośne „jebie!” i wróciłam do kłótni z chłopakiem.

Dopiero chwilę później dotarło do mnie co powiedziałam, a chciałam mu tylko napisać, że jebie mnie jego zdanie...

#9rE68

Pierwszy raz spotkałem rodziców mojej dziewczyny. Jej ojciec z poważną miną zapytał mnie, co jest dla mnie ważne w byciu w związku z jego córką.

Zestresowałem się, bo wiedziałem, że oczekuje poważnej odpowiedzi i nie mogłem się zdecydować, czy powiedzieć, że "Bycie z pańską córką sprawia mi olbrzymią radość" czy "Wszystko w pana córce sprawia mi olbrzymią radość". W efekcie wypaliłem "Bycie w pana córce sprawia mi olbrzymią radość".

#p5wwW

Jechaliśmy z moją dziewczyną (teraz żoną) na groby na Wszystkich Świętych do innego miasta. Mieliśmy jeszcze podjechać po jej ciotkę i zabrać ją z nami. Moja dziewczyna prowadziła, a ja siedziałem na miejscu pasażera z przodu i regenerowałem się po poprzedniej ciężkiej nocy. Ciotka ta nigdy mnie nie lubiła i uczucie to było przeze mnie w pełni odwzajemnione.

W trakcie jazdy zdrzemnęło mi się na chwilę. Po kilkunastu minutach się ocknąłem, podrapałem się po swojej pustej głowie i zagadałem do mojej dziewczyny "Ciekawe, czy stara wiedźma jest już gotowa". Nic nie odpowiedziała, ale po jej minie zorientowałem się, że coś nie gra. Wtedy usłyszałem z tylnego siedzenia "Tak, stara wiedźma jest gotowa". Obejrzałem się momentalnie czerwoniutki i oczywiście zobaczyłem siedzącą za mną z tyłu ciotkę.

Okazało się, że nie spałem kilkanaście minut, a prawie godzinę i w międzyczasie moja dziewczyna odebrała ciotkę. Co najlepsze, jak się wtedy obejrzałem i zobaczyła mnie czerwonego, to... się uśmiechnęła - a takie zjawisko widziałem chyba po raz pierwszy. Przeprosiłem, ale potem sam zacząłem się śmiać z tej sytuacji. O dziwo od tamtego dnia moje relacje z ciotką się znacznie poprawiły i teraz całkiem dobrze się z nią dogaduję.

#njoiv

Mam dwie twarze. Otóż na co dzień jestem poukładanym facetem, 28-letnim kawalerem. Zadaję się z każdą płcią, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Ot, zwykły chłopak, na dodatek wierzący i praktykujący. 

Drugą moją twarzą jest mój biseksualizm. Wieczorami, nocami przebywam w klubach nocnych, w tym gejowskich, znam wszystkie w mieście. I tam się zabawiam - albo z dziewczynami, albo z facetami. Parę razy już prawie wpadłem (nie chodzi o ciążę, a o rozpoznanie), ale udało się wybrnąć. Boję się, że kiedyś ktoś mnie faktycznie rozpozna i cały obrazek pierwszej twarzy runie w gruzach. Ale to silniejsze ode mnie - czasami po prostu muszę tam pójść i odreagować. 
 
Dodam tylko, że po takich "akcjach" nocnych mam często kaca moralnego i wyrzuty sumienia.

#i6iFi

Kilka lat temu poszłam do fryzjerki, aby zrobiła mi nową fryzurę. Siedziałam u niej prawie 3 godziny, podczas których zrobiła z moimi włosami chyba wszystko, co było w ofercie tego salonu. Po wszystkim wyglądałam jak milion dolców (niestety fryzura tyleż samo kosztowała...) i postanowiłam się umówić z moim chłopakiem, aby mógł się mną zachwycić. 

Spotkaliśmy się na mieście. Kiedy mnie zobaczył stanął jak wryty, po czym mnie przytulił, pocałował w czubek głowy i powiedział "Nie martw się, i tak będę cię kochać".

#HbwX5

Jestem z rodziny alkoholików, ale nie takiej patologii. Jeden drink, czasem więcej, ale codziennie. Ze strony taty połowa to typowi alkoholicy. 

Codziennie boję się, że popadnę w nałóg. Nie potrafię się kontrolować jak zaczynam pić. Jeden drink i wsiąkam. Kończy się tym, że zasypiam nieprzytomna, zazwyczaj nie pamiętając wieczoru. Dużo mi nie trzeba, trzy, może cztery szklanki whisky, ginu, whatever.

Okazja? Niepotrzebna. Dziś piję, bo byłam na zakupach i kupiłam gin. Tak na zapas.
W życiu żadnego wyznania bym nie napisała - to moje drugie i znowu po alkoholu.

Także wesoło...

#ycsqO

Poznaliśmy się na pewnej piaszczystej plaży południowej Francji. Zapach morza, gwar mew, mój wielki, biały kapelusz i jego jasne, błękitne oczy, które zauważyły "odlot" owego kapelusza. Przyniósł mi go, uśmiechając się szarmancko, a ja - wtedy świeża absolwentka studiów filologicznych - podziękowałam za to moim średnim francuskim, który przyjechałam podszlifować, pracując jako opieka dwójki chłopców w francuskiej rodzinie.

J. szybko zawrócił mi w głowie swoim wdzięcznym stylem bycia. Dorabiał jako instruktor surfingu, a sam tworzył obrazy i malowidła, które sprzedawał na cele charytatywne. Był ode mnie starszy o niecałą dekadę, imponował mi swoim obyciem, a jednocześnie luzem i odwagą robienia czegoś co kochał. Początkowo miałam zostać tylko na parę miesięcy, ale szybko nabrałam wiatru w żagle i po pół roku pracowałam nie już tylko jako opiekunka, ale także jako tłumacz-asystent w gminie. Zamieszkaliśmy razem w jego małym domku nad klifem, i ta bajka mogłaby jeszcze długo trwać, gdyby nie pewien incydent pewnego zimowego wieczora.

Szukałam grubszych zasłon na okna, ponieważ w sypialni panował przeciąg, który ciągnął od nieszczelnych okien. J. nie było w domu, ale wcześniej powiedział mi, że powinny być gdzieś na strychu. Z jakiegoś powodu postanowiłam jednak zajrzeć do jego warsztatu na zewnątrz - rzadko tam bywałam ze względu na moje uczulenie na farbę, więc nie wiedziałam co tam mogę zastać. Cóż, na pewno nie spodziewałam się pudełka z pięcioma dowodami osobistymi młodych kobiet.

Na początku pomyślałam, że to jakaś dodatkowa robota - dorabianie fałszywych legitymacji, ale coś mnie znowu podkusiło i wbiłam imiona i nazwiska tych kobiet w wyszukiwarkę. Rezultaty mnie przeraziły, choć jednocześnie nie docierało do mnie to co właśnie odkryłam; J. z jakiegoś powodu posiadał legitymacje pięciu zaginionych osób. Nie wiedziałam co o tym myśleć i nie chcąc wpadać w panikę, ani wyciągać pochopnych wniosków, po prostu odłożyłam to pudełko i wróciłam do domu.

Tamtego wieczoru, jak gdyby nigdy nic, zrobiłam lazanie, zjedliśmy kolacje, wypiliśmy wino i nawet kochaliśmy się w naszej chłodnej sypialni. Następnego dnia powiedziałam, że będę musiała dłużej zostać w pracy, po czym wyszłam, zabierając ze sobą tylko paszport i portfel, i udałam się do gminy. Tam złożyłam wypowiedzenie pracy, zadzwoniłam po taksówkę i udałam się do pobliskiej wioski, gdzie udało mi się zamówić busa do Polski. Dopiero na granicy odetchnęłam i wykonałam anonimowy telefon na policje, gdzie wspomniałam o warsztacie i tym pudełku. Potem zniszczyłam swoją kartę sim i wróciłam do kraju.

Przez pewien czas śledziłam wiadomości, ale niczego się nie dowiedziałam. Nikomu jeszcze nie mówiłam dlaczego tak naprawdę tak nagle wróciłam z Francji. Rodzina myśli, że po prostu pokłóciłam się wtedy z J. Wolałabym to.
Dodaj anonimowe wyznanie