#Jgu91
Byłam wtedy dość samotna i poszukiwałam przyjaciół. Poszłam do domu jednego gościa, którego poznałam przez internet, z którym wcześniej wyszłam kilka razy na spacer. Mieszkał ze współlokatorkami. To było już drugie nocowanie u niego. Przyniósł wino. Mam bardzo mocną głowę, a pomimo tego po chwili nie panowałam nad sobą. Pamiętam dosłownie wszystko, więc to nie była żadna pigułka gwałtu. Nagle jakby mnie przyćmiło i po chwili zorientowałam się, że uprawiam seks. Nie czułam zupełnie nic, ani jak mnie rozbierał, ani jak zaczął ze mną spółkować. Skończył i ja nic nie zrobiłam. Wykorzystał mnie, a ja spałam u niego i nic z tym nie zrobiłam. Następnego dnia po prostu wyszłam. Udając, że wszystko jest w porządku.
To był mój drugi raz, pierwszy był z moim byłym chłopakiem jednak wtedy popłakałam się z bólu i przerwaliśmy.
Tuż po tym wydarzeniu poznałam chłopaka i wbrew swoim poglądom chciałam jak najszybciej zacząć uprawiać seks. Jakby to miało zmyć z mojej psychiki wcześniejsze wydarzenie. Teraz, po 2 latach, zaczynam o tym coraz więcej myśleć, mimo że chciałam o tym jedynie zapomnieć. I coraz bardziej podupadam przez to na psychice. Czuję się brudna i zła na siebie, że nic z tym nie zrobiłam. Najgorsze było to, że zachowałam się w tamten dzień jakby nic się nie stało. I chyba za to jestem na siebie zła.
Trochę nie rozumiem, poszłaś do tego chłopaka dobrowolnie, sama uważasz, że nic ci nie podał, nie protestowałaś, nie powiedziałaś, że coś jest nie tak, a teraz uważasz, że Cie wykorzystał? Nie ogarniam, że coś Cie zaćmiło i nagle zorientowałaś się, że uprawiasz seks, ale nic nie zrobiłaś z tym, chociaż nie chciałaś tego. Nie usprawiedliwiam osób, które wykorzystują seksualnie, ale rozumiem, że koleś po tym jak przyszłaś do niego na noc mógł pomyśleć, że na coś liczysz i zadziałać w tym kierunku, a że nie dałaś znać, że nie chcesz (a może nawet w chwili zaćmienia sama działałaś w tym kierunku) to doszło do seksu.
Samej zdarzyło mi się głupio pójść z kimś do łóżka, trochę z braku asertywności i źle mi z tym, ale nie powiem, że koleś mnie wykorzystał, bo skąd on miał wiedzieć co się działo w mojej głowie, skoro mu nie powiedziałam.
Aż się zarejestrowałam, żeby ci odpowiedzieć.
Autorka nigdzie nie napisała, że nie uważa, że niczego jej nie podał, wręcz przeciwnie, w domyśle to sugeruje "(...) po chwili nie panowałam nad sobą. Pamiętam dosłownie wszystko, więc to nie była żadna pigułka gwałtu. Nagle jakby mnie przyćmiło (...)". Mógł jej zostać podany jakikolwiek inny środek odurzający.
Piszesz "mógł pomyśleć, że na coś liczysz i zadziałać w tym kierunku, a że nie dałaś znać, że nie chcesz (...) to doszło do seksu". Dziewczyna ocknęła się w trakcie, nie mając świadomości tego, jak doszło do tej sytuacji - czy naprawdę sądzisz, że z jej strony była chęć, że to nie było wykorzystanie?
Zawsze myślałam, że jestem silna i asertywna, ale gdy znalazłam się w takiej sytuacji jak autorka, to jakby mnie sparaliżowało. Mówiłam "nie, nie chcę, przestań", ale nie krzyczałam, nie walczyłam, nie zrobiłam nic gwałtownego. Do dziś nie wiem czemu. Gdybym zrobiła cokolwiek, zamiast cicho protestować, to pewnie by ze mnie zszedł. Ale nie zrobiłam nic. Po wszystkim wstrząśnięta się ubrałam i wyszłam, płacząc całą drogę do domu. Przez lata czułam się brudna i winna, jakby to moja bierna postawa przyczyniła się do tego, co zaszło.
Dziś, 25 lat później, doskonale wiem, że to nie była moja wina. Nie zrobiłam nic, żeby go zachęcić, to była wyłącznie jego decyzja i jego odpowiedzialność. Dziś wiem też, że ludzie różnie reagują - jedne dziewczyny krzyczą i walczą, inne są jak sparaliżowane. Dziś wiem, że moja reakcja to nie jest powód do wstydu i obwiniania siebie.
A Tobie, krucheciasto, powiem jedno: nie osądzaj zbyt szybko innych ludzi. Sprowadzając Twój komentarz do krótkiego zdania, napisałaś "sama poszłaś, nie krzyczałaś, to czego teraz się skarżysz". Bardzo łatwo przyszło Ci obwinienie autorki wyznania o całą tę sytuację, zbyt łatwo. Takim stwierdzeniom niedaleko od "ubrała się wyzywająco, więc sama temu winna". Nie tędy droga.
WykorzystAna, Myślę, że wszystko zależy od tego, czy rzeczywiście gość podał dziewczynie jakąś używkę. Jeśli tak, to napisać, że podły, to zdecydowanie za mało. Jeśli z jakichś innych przyczyn jej umysł po prostu się na chwilę w jakiś sposób wyłączył (znam wiele relacji bliskich mi osób, które miały takie chwilowe zamroczenia, ale w zwykłych sytuacjach bez poważnych skutków), to skąd gość miał wiedzieć, że ona działa "z automatu" bez pełnej świadomości?
Współczuję Ci Twojego przeżycia, to straszne, jak bardzo niektórzy ludzie są zdolni krzywdzić innych :(
Ej, ale uważacie, że posuwanie nieprzytomnej laski jest w porządku? Skoro ocknęła się dopiero w trakcie to raczej przytomna nie była. Serio uważacie, że jak ktoś NIE JEST W STANIE powiedzieć w tym momencie "nie", to znaczy, że mówi tak? Bo przyszła do niego się napić, to na pewno chciała żeby ją nieprzytomną sobie użył? Bo seks to nie był, ona nawet nie brała w tym udziału.
Zabawne jest to, że jakby poszła do prokuratury z tym to by on umorzył postępowanie z powodu braku dowodów, nie można udowodnić jak bardzo się było półprzytomnym. Także można by powiedzieć, że w tego typu sprawach faceci są bezkarni. Niestety tak działa polskie prawo.
No przecież kobiety to wory na spermę, nie wiedzieliście? Wór nie musi być przytomny, byleby był. Należy się jak psu buda.
Owszem, skoro u niego nocowała facet mógł liczyć, że do czegoś dojdzie. Jednak nie powinien dobierać się do osoby nie do końca przytomnej, zwłaszcza jeśli to ich pierwszy raz. Jak pisze woyaosile jeśli miała takie zaćmienie to na 100% było widać, że coś jest nie tak. Normalny człowiek by jej w tej sytuacji nie ruszył. A brak reakcji kiedy już zorientowała się co się dzieje jest czymś bardzo często spotykanym. To nie umniejsza jego winy.
krucheciasto jeśli ty byłaś w tych sytuacjach trzeźwa i w pełni przytomna to już coś innego i tu nie można mówić o wykorzystaniu, bo faktycznie w myślach ci nie czytali.
@eremita
Gdyby działało to inaczej to masa psychopatek mogłaby oskarżać niewinnych ludzi którzy potem mieliby zniszczone życie.
Naprawdę skacze mi ciśnienie kiedy czytam "no, ale skąd on mógł wiedzieć, że nie chce". A skąd miał mieć pewność, że chce i nie będzie żałować? Właśnie dlatego należy tłuc ludziom do głowy, żeby nie dobierać się do osób w takim stanie, zwłaszcza jeśli nie zna się ich zbyt dobrze. Nie usprawiedliwiać, że przecież biedny nie czytał jej w myślach.
@asdg Jako kolejny kontrargument napisze, że od tego są psychiatrzy sądowi żeby oceniać stan psychiczny dziewczyny oraz istotne jest to czy miała takie sytuacje w przeszłości itp
Ważne jest również to co ją łączyło z chłopakiem
Pod nazwą pigułki gwałtu jest wiele różnych substancji. Mogą się trochę różnić działaniem.
Tyle, że takie lekkie zamroczenie po alkoholu jak najbardziej może się zdarzyć. Autorka nie musiała być wcale całkiem nieprzytomna, więc koleś mógł nie zauważyć, że ona działa na półautomacie, tym bardziej, że też pił. No i zwłaszcza, że dalej uprawiała z nim seks jak już dotarło do niej co robi. Podejrzewam też, że nie leżeła rozłożona jak kłoda po wycince, bo facet raczej by się zjarzył, że się ocknęła, czy coś. Po prostu autorce urwał się film, ale organizm działał dalej.
Jak była półprzytomna i się ledwo ockneła i nic nie powiedziała/zrobiła, to mógł nie zauważyć
Eremita, tak też mogło być. Niemniej jednak jak już do niej dotarło, że jednak nie chce, to zawsze mogła przerwać stosunek, odezwać się czy coś. Jednak z opisu autorki, to raczej wygląda jakby ona brała w tym czynny udział. Niekoniecznie w pełni świadomy, ale no raczej nie wygląda, aby leżała całkiem płasko😉
W takiej sytuacji jak najbardziej mogło ją "sparaliżować". Jesteś już tutaj drugim komentatorem, który doszukuje się winy w ofierze ...
Eremita, ale ja się nie doszukuje winy w autorce. Tylko nie do końca nazwałabm ją ofiarą, bo sama nie do końca pamięta co się stało. Równie dobrze mogła po pijaku się zgodzić, a jak do niej dotarło co robi, to zrobił się problem. Tyle, że nawet jakby tak się zadziało, to trzeba poinformować w jakikolwiek sposób tą drugą osobę. Poza tym dziewczyny nie sparaliżowało, tylko pisze, że po prostu nic z tym nie zrobiła. Niestety, ale raczej facet nie jest wróżką i się nie domyślił co ona miała wtedy w myślach.
Według Ciebie jak osoba najpierw zgodzi się na seks, a po powie, że jednak nie miała ochoty, to jest to wykorzystanie, gwałt, czy nie?
Nie wiemy co się działo kiedy ją "przyćmiło". Można jedynie spekulować czy facet mógł nie zdawać sobie sprawy że kobieta nie kontaktuje, a w to trudno mi uwierzyć.
Czasami mnie zastanawia, co takie osoby mają w głowie. Poznałaś gościa przez internet i od razu pchałaś się do niego na noc do domu po kilku spacerach, plus zdecydowałaś się u niego napić alkoholu. Może to i okrutne, ale była w tym też Twoja wina. Świat nie jest różową, bezpieczną bańką, a dużo facetów zachowuje się zwierzęta czekające tylko na okazje, by zamoczyć za zgodą wybranego celu lub nie. Trzeba zachowywać ostrożność, a nie odwalać takie akcje i krzyczeć jakim jest się pokrzywdzonym. Nie ma usprawiedliwienia dla gwałtów, ale niektórych przypadków mogłoby nie być, gdyby ofiary choć trochę uważały na siebie.
Ile według ciebie musi być tych spotkań, żeby nie podejrzewać kogoś o bycie zboczeńcem? Nie poszła do człowieka, którego widziała pierwszy raz. Umówiła się z nim kilka razy, nie wzbudził podejrzeń, sam nie mieszkał. Alkohol wypiła po jednym nocowaniu przy którym nie zrobił nic złego. Nie przesadzaj z tą jej winą.
Nigdy nie zrozumiem jak można obwiniać ofiarę. Nikt z góry nie będzie zakładał, że ktoś jest gwałcicielem, bez przesady. Moim zdaniem wina w 100% faceta.
A poza tym to po ilu spacerach można pójść do kogoś do mieszkania czy pić wspólnie alkohol? Śmieszne.
Dobrze, że wyznaniu nie ma nic o ubiorze, bo jeszcze tu by się doszukiwano winy.
Jedziesz za szybko, możesz mieć wypadek, uprawiasz seks bez zabezpiecznia, możesz zajść lub dostać choroby, wejdziesz na wybieg dla lwów, możesz zginąć.
To czemu tak trudno zrozumieć, że w kwestiach relacji z drugim człowiekiem trzeba uważać?
Co innego pójść z kimś do mieszkania, a co innego u kogoś nocować.
@Ekoniks Jak ja nie lubię przerysowanych porównań.. ale okey. Nie chodzi sie na basen bo można się utopić, nie przechodzi się przez pasy bo może ktoś się nie zatrzyma, nie uprawia się seksu w ogóle bo prezerwatywa/tabletki zawodzą.
No i wiśienka na torcie, nie chodzi się do czyjegoś mieszkania sam na sam, bo jeszcze zgwałci.
@Ekoniks, doczytaj "drugie nocowanie"
Czy na pewno jest taka wielka różnica różnica? Jak jedziesz tylko na parę godzin to już ryzyka nie ma?
Oczywiście, że trzeba uważać. Ja próbuję ci tylko wyjaśnić, że w tym przypadku przesadzasz. Powtórzę, było kilka spacerów (mogły być nawet co tydzień czy dwa), pisali ze sobą, raz już u niego była i nic się nie stało. Byli współlokatorzy. Ilość alkoholu jaką wypiła według niej nie powinna zwalić jej z nóg. Zresztą do herbatki też mógłby czegoś dosypać.
Powiedz jak długo powinni się znać, żebyś nie uznał, że sama jest sobie winna? Pół roku? Rok? To normalne, że jeśli ktoś nie zachowuje się podejrzanie to nie zakładamy, że nas zgwałci. Coś innego byłoby paranoją, krzywdzącą dla obu stron.
Eh, kolejna która po fakcie uznała, że jednak tego nie chciała i w sumie to została wykorzystana.
Kolejny, który nie przeczytał dobrze wyznania albo nie chciał go dobrze przeczytać. Jeżeli ta druga opcja to jest potencjalnym gwałcicielem.
Uprawiałem seks kilka (kilkanaście?) razy po alkoholu i nigdy nie było takich dziwnych sytuacji jak u autorki wyznania.
Dziwny to jest facet, który myśli że może ruchać półprzytomną. Uprawianie seksu po alko, kiedy obydwoje wiedzą co się dzieje to co innego.
Na wszelki wypadek idź proszę do neurologa, u mojej dobrej znajomej takie "zawieszenia" były manifestacją guza mózgu. Po alkoholu były wyraźniejsze. Kiedyś przeraziła mnie w lokalu, spotkałyśmy się, normalnie rozmawiała, a nagle pyta się: "Jak się tu znalazłam? Przecież dopiero miałam wychodzić z domu." To było początkowo sporadyczne, z biegiem lat się nasiliło i zaowocowało w końcu poważną operacją. Na szczęście żyje teraz w miarę normalnie.
Autorko, na Boga nie czytaj tych komentarzy pod wyznaniem. Nie obwiniej sie, środki których można dosypać dziewczynie nie zawsze i nie na każdego działają tak samo. Możesz pamiętać i być świadoma, ale nie być zdolna do sprzeciwu, to też sposób, w jaki proszki mogą działać. A jeśli komentujący uprawiali kiedykowiek seks, to większość wie, że towarzyszą temu emocje, podniecenie itd. Chłopak nie mógłby przegapić momentu w którym ktoś się wyłączył, chyba że jest niedorozwinięty albo wszystko mu jedno byle poruchać. A na takim zawieszonym mózgu na pewno aktywnie nie okazujesz emocji i podniecenia. No litości
Otóż to! Mi się rówież zdaje że chłopak z wyznania widział w jakim stanie jest dziewczyna tylko miał to gdzieś. Problem jest taki że w sądzie jest prawie nierealne to udowodnić.
@eremita Masz rację tobie się zdaje. Tak naprawdę ani Ty ani ja nie wiemy jak było naprawdę. Mi wydaje się, że facet mógł nie zorientować się w jakim stanie jest autorka(tym bardziej jeśli sam też pił), ale to co ja i Ty myślimy niema żadnego znaczenia bo oboje nieznamy prawdy i możemy jedynie zgadywać tym bardziej, że znamy wersję tylko 1 strony.
nie masz mocnej głowy, po prostu się upiłaś i przespałaś z kolesiem a teraz na tej rozkosznej stronie wmawiasz, że to był gwał, bo tak będzie ciekawiej.....
Stara. Już trudno. Możesz wszczynać teraz proces, ale ty się prawdopodobnie nawet nie sprzeciwiłaś, więc czy to gwałt? Nie dręcz siebie, bądź ostrożna w dalszym życiu. Nie warto się teraz włóczyć po sądach, wtedy było można.
Wykorzystanie seksualne osoby bezradnej lub niepoczytalnej (ART. 198)
Art. 198
Kto, wykorzystując bezradność innej osoby lub wynikający z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej brak zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem, doprowadza ją do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
@budyn4 Chcąc używać odpowiedniej terminologii to nie był gwałt tylko przestępstwo opisane powyżej.
@eremita - pytanie, czy to było wykorzystanie bezradności/braku zdolności do pokierowania swoim zachowaniem. Jeżeli autorka nie poszła do szpitala, żeby przebadali jej krew na obecność różnych środków to nic nie zrobi :)
Tutaj nie chodzi o to że ma coś zrobić. Dyskutujemny nad powszechnym problemem facetów wykorzystujących bardzo pijane albo czymś odurzone dziewczyny.
Ja to rozumiem i wykorzystanie kogoś seksualnie niezależnie od płci jest złe. Jednak z punktu widzenia prawa, jeżeli autorka chciałaby coś zrobić, żeby wyjaśnić sprawę to powinna wtedy od razu iść na badania do szpitala. Tym bardziej, gdy podejrzewała podanie jej jakiegoś specyfiku itp. No chyba, że to był faktycznie sam alkohol, choć reakcja raczej na to nie wskazuje.
I te wszystkie komentarze, że o "obwinianiu ofiary". Jeśli tylko powiesz, że Twoim zdaniem coś nie było gwałtem, bo kobieta nie dała w ogóle znać, że tego nie chce, to już jesteś tym, który obwinia o gwałt ofiarę.
Może spójrzmy na to z drugiej strony, wyobraźmy sobie sytuację, gdy dziewczyna bez żadnych dowodów twierdzi, że została zgwałcona, a chce tak naprawdę po prostu odegrać się za coś na byłym chłopaku albo robi to z innych osobistych pobudek. Ale co tam, że skażą niewinnego człowieka, PRZECIEŻ KOBIETOM TRZEBA WIERZYĆ NA SŁOWO WY SZOWINIŚCI. No więc właśnie nie, nie trzeba. Gdyby prawo działało tak, jak by tego dużo feministek chciało, to dochodziłoby do wielu potwornych niesprawiedliwości wobec mężczyzn, którzy nie mieliby jak się bronić. No bo jak kobieta mówi, że ją zgwałciłeś, to to okropność jej nie uwierzyć, więc twoje słowo przeciwko jej i jej oczywiście wygrywa.
Poza tym owszem, być może autorce wyznania został podany jakiś narkotyk, i w takim przypadku byłby to gwałt. Tyle że dziewczyna nie wyraziła się jasno, powiedziała tylko że "ją przyćmiło, a potem zorientowała się, że uprawia seks". Nie napisała "straciłam przytomność", "nie pamiętam, co się stało" ani "nie myślałam o tym, co robię, i zreflektowałam się po fakcie". Gdyby to sprecyzowała, wiedzielibyśmy jednoznacznie, czy był to gwałt. Interpretując jej faktyczną wypowiedź nie można tego stwierdzić raz a dobrze.
Poza tym nawet mylna interpretacja pewnych okoliczności nie równa się obwinianiu ofiary gwałtu, raczej jest to po prostu stwierdzenie, że w takich i takich okolicznościach dany czyn nie jest gwałtem, i tyle. Nawet, jak te okoliczności były faktycznie inne, to jest to po prostu kiepski ogląd sytuacji, a nie stwierdzenie, że winne wykorzystaniu seksualnemu są kobiety.
Jak mnie denerwuje to myślenie. Zamiast tłumaczeń "niedawała znać że nie chce" (może nie była w stanie) powinno się wymagać tłumaczenia "dlaczego uznałeś że chce".
Piszesz o sytuacji gdzie dziewczyna bez dowodów mówi że została zgwałcona i że nie powinno sie wierzyć na słowo. Z drugiej strony jakiego rodzaju dowody ma przedstawić? Tego typy przestępstwa są niestety bezkarne.
Piszesz, że to mężczyzna nie ma jak się bronić. Prawda jest inna, to kobieta nie ma jak oskarżyć. Wsadzić kogoś do więzienia jest niezwykle trudno, wymaga to niepodważalnych dowodów. W tej sytuacji rzadko są jakieś dowody.
Według mnie, to albo sie zacznie karać tego typu sytuacje, albo nic sie nie zmieni. I dalej będziemy mieć wyznania o zgwałconych dziewczynach, które muszą latami zmagać się z traumą, w więzieniu, które mają w głowie, a ci niedojrzali chłopcy/gwałciciele będą myśleś że wszystko spoko i nie zrobili nic złego.
To nie jest prawda, że jej słowo wygrywa. Bez dowodów (tych nie ma prawie nigdy) ZAWSZE wygrywa słowo chłopaka "że ona chciała, nie zdawałem sobie sprawy" to jest przykre.
Piszesz w ten sposób bo totalnie nie zdajesz sobie sprawy jak banalne jest dla chłopaka wybronienie się z takiej spray. I ile czasu/cierpliwości/chęci/cierpienia musi poświęcić dziewczyna żeby taką sprawę ciągnąć, która i tak najprawdopodobiej zakończy sie niepowodzeniem dla niej