#pE7VN
Każdy, kto patrzy na mnie z boku, widzi zadbaną kobietę. Jednak nie było tak od zawsze.
Lubię bardzo się myć, ponieważ za dziecięcych lat byłam brudnym dzieckiem. Rodzice rozliczali mnie z każdego nadprogramowego litra wody zużytego na mojego ciało, ale nie byliśmy biedną rodziną.
Do 12. roku życia myłam się w małej misce, choć posiadaliśmy wannę z bieżącą wodą ciepłą i zimną. Nauczono mnie, bym myła tylko twarz, ręce, okolice intymne i stopy. Gruntowna kąpiel była raz w tygodniu, w sobotę, bym była czysta na niedzielne nabożeństwo. Wtedy mogłam wykąpać się w wannie. I każdą taką kąpiel wspominam bardzo przyjemnie, kiedy całe moje ciało znajdowało się w wodzie. Pochodzę z małej wioski, ludzie bardzo lubią plotkować i zwracać wszystkim uwagę, dlatego kąpiel w sobotę była obowiązkowa dla wszystkich. Jako najmłodsza kąpałam się pierwsza, później w tej samej wodzie brat, mama i na końcu tata.
Do 12. roku nie przeszkadzało mi aż tak, że mogłam się porządnie kąpać raz w tygodniu. Gorzej, gdy zaczęłam dojrzewać, i w wieku 13 lat dostałam miesiączkę. Był to ogromny temat tabu i gdyby nie lekcje biologii, nie wiedziałabym co się ze mną dzieje. Włosy przetłuszczały się często i potrzebowałam je wymyć co dwa dni, miska wody nie starczyła mi na wykąpanie ciała z potu i do tego jeszcze umycia włosów. W domu było tylko zwykłe mydło i najtańszy szampon do włosów. Powiedziałam to rodzicom, na co odpowiedzieli, że skoro oni dają radę, to ja też powinnam.
U mnie w szkole wyśmiewano brudne, brzydko pachnące dzieci, więc każdego poranka koło 4-5 godziny, gdy wszyscy jeszcze spali, brałam bardzo szybki prysznic w wannie. Od koleżanki na urodziny dostałam antyperspirant i pachnący żel pod prysznic, więc starałam się jak mogłam, by nie pachnieć brzydko. Nawet nie wiecie ile wysiłku wkładałam każdego dnia, by swoim brzydkim zapachem nie odstraszać ludzi ode mnie. W gimnazjum w szatniach od wf-u były prysznice, nosiłam z sobą ręcznik i najtańsze małe mydło. Gdy tylko szkoła po zajęciach pustoszała, szłam tam i kąpałam się ile tylko chciałam. Sprzątająca pani wiedziała o mojej sytuacji w domu, więc bez problemu otwierała dla mnie prysznic. A na mikołajki dostałam od niej dwa szampony, żel pod prysznic i antyperspirant w sztyfcie, bo nigdy nie miałam swoich pieniędzy.
Do liceum poszłam już do innego, większego miasta, miałam pokój w akademiku, dostawałam socjalne i dorabiałam po godzinach w lekkich pracach.
Już nigdy brzydko nie pachniałam.
Bardzo dobrze Cię rozumiem i szczerze współczuję rodziców. Tylko jak człowiek coś takiego przeżył, to wie ile się trzeba było nakombinować żeby być w miarę czystym, zadbanym... Ja pochodzę z biednej patologi i na dodatek głębokiej wsi. Może nikt mi nie żałował wody, ale nie mieliśmy ciepłej, a co jakiś czas odcinali prąd i jedyną opcją było nabieranie lodowatej ze studni. Nikt się specjalnie nie przejmował, żeby ją przynieść czy podgrzać dla swoich dzieci więc praktycznie całą młodość myłam się w zimnej wodzie, w misce, w zimnej łazience. Nie starczało na jedzenie, więc środki czystości to był luksus, najczęściej matka podkradała jakieś zużyte mydełka ze stacji itp. Jako nastolatka w zimie wypracowałam sobie sposób - przychodziłam do szkoły zaraz po jej otwarciu i myłam włosy w szkolnej łazience lub po szkole w galerii handlowej, zaraz przed jej zamknięciem. Oszczędzałam na najtańszy szampon, którego zużywałam ociupinkę, miałam przez to krótkie włosy mimo iż cały czas marzyłam, by je zapuścić. Strasznie źle wspominam ten okres. Dziko ułożony plan dnia, żeby wszystko najtańszym kosztem ogarnąć. Okropne docinki ludzi ze szkoły. Niestety pranie ubrań było wielkim problemem, miały stęchły zapach tego domu i z tym nic nie można było zrobić. Powodzenia! Pomimo iż to okropne wspomnienia, to wierzę, że nauczyły mnie zaradności i kombinacji w dobrym słowa tego znaczeniu.
Ja miałam podobnie u dziadków, ale nie dlatego, że mi żałowali, po prostu nie mieli za bardzo warunków, aby się normalnie wykąpać. Nie mieli cieplej wody, ogrzewanie tylko piecami kaflowymi, które stały wyłącznie w pokojach, więc w łazience było zimno, zimą horrorem było wysikanie się, bo okna nieszczelne, brak ogrzewania, temperatura prawie jak na zewnątrz, żeby sikać było zimno, a co dopiero, żeby się umyć. Babcia grzała wodę w kotle, wlewała do miski pod piecem i tak się myliśmy. Latem raz na tydzień babcia uruchamiała stary piecyk gazowy, żeby trochę się woda zagrzała, abyśmy mogli się wykąpać w wannie. Częściej się bała, bo ten piecyk był stary jak świat. Ciężko było w takich warunkach, ale na szczęście miłość dziadków wszystko wynagrodziła i mimo wszystko wspominam to z uśmiechem. Na dłuuuugo po śmierci dziadka udało się mojej mamie i jej siostrze uzbierać pieniądze na remont i teraz babcia ma luksus 😁
Nie mogę sobie wyobrazić takiej sytuacji, że rodzice bez powodu nie pozwalają się dziecku normalnie wykąpać, mimo że warunki na chociażby szybko prysznic są.
U mnie w domu było tak samo, kąpiel raz w tygodniu, najpierw ja, potem brat, matka, ojciec, babcia, dziadek. O dziwo, nie pamiętam żeby moi rodzice wtedy śmierdzieli, a robili tak przez całe moje życie, gdy mieszkałam z nimi, czyli do mojej 18. Ja też jako dziecko nie śmierdziałam, choć myłam się tylko w sobotę. U mnie w szkole też się śmiano z brudasów, a mi nigdy nikt nic nie powiedział, ludzie nie zatykali nosa, jak obok mnie przechodzili, nikt nie reagował. Do dziś tak mam, że mój pot nie śmierdzi, nawet jak nie umyję się przez kilka dni, to kompletnie nic nie czuć.
Może takie geny ;)
Byłaś przyzwyczajona, więc tego smrodku nie czułaś. Szczególnie własnego. Co do "zatykania nosa", jak mijam jakiegoś żula, to też tego nosa teatralnie nie zatykam, tylko wytrzymuję oddech na chwilę, więc z boku tego tak nie widać.
No właśnie, gdyby tylko chodziło o mnie, to tak bym myślała, ale u mnie w szkole wyśmiewano każdego śmierdzącego dzieciaka, ostentacyjnie zasłaniano przy nich nos i udawało się wymioty, a przy mnie nikt nic takiego nie robił, dlatego myślę, że po prostu nie śmierdziałam.
Ja mam tak właśnie nawet w dorosłym życiu. Bez względu na to jak jestem spocona i ile się nie myłam, moje ubrania nigdy nie śmierdzą, a sama często słyszę od ludzi wręcz coś przeciwnego, że ładnie pachnę, pytają mnie jakich perfum używam, itd. Kiedyś w pracy jak rozmawialiśmy o zapachach i ktoś powiedział, że ja ładnie pachnę, a ktoś inny "a ona to akurat zawsze ładnie pachnie". A prawda jest taka, że zdarza mi się nie myć kilka dni z rzędu xD
Zazdro. W okresie dojrzewania też nie miałaś z tym żadnych problemów?
kurcze a ja myslalam, ze dziadkowie wydziwiaja kazac nam sie z bratem myc w jednej wodzie (ktore pierwsze wrocilo z podworka, to mylo sie w wodzie czystej)...
dodatkowo mam zaszczepiony odruch, ze jak biore prysznic w wannie, to zakrecam odplyw, by kontrolowac ilosc zuzytej wody, a kiedys potrafilam jeszcze siedziec w tej wodzie z mydlinami z prysznica
bezdomna mozna miec to genetycnie, np. Azjaci maja inne gruczoly potowe i nie smierdza potem po wysilku, w ogole nie poca sie tak bardzo jak np. Europejczycy
Nie pamiętam jak to było w okresie dojrzewania, bo nie zwracałam na to większej uwagi, ale raczej miałam podobnie, bo wtedy też mogłam w domu kąpać się raz w tygodniu, a nigdy nikt nic na temat mojego zapachu nie wspomniał, ludzie mnie nie omijali, nie traktowali jak odludka, nie wyśmiewali, nie krzywili się w mojej obecności. A miałam na przykład w liceum koleżankę, która bardzo brzydko pachniała i tak ciężko było znieść jej towarzystwo, że miała nawet na ten temat rozmowy z nauczycielami, bo nikt nie chciał siedzieć obok niej w ławce.
Najgorzej jak ten zapach się utrzymuje mimo starań. Miałam taką znajomą w szkole, która myła się kilka razy dziennie, stosowała różne antyperspiranty i nie pomagało. To jest dopiero masakra.
@bazienka
Z tym potem u Azjatów to trochę ściema, bo zdarzyło mi się być w jednym pomieszczeniu z grupą Azjatów (byłam jedynym obcokrajowcem) i wierz mi, że śmierdziało potem aż "miło". Ze względu na dietę może i ten pot pachnie inaczej, ale tak jak u nas - u niektórych jest śmierdzący, a u innych mniej.
To miłe, że pani sprzątająca pomogła Ci w potrzebie.
Szczerze to nadrabiamy później wszystko, czego rodzice nie dali w dzieciństwie
o ile wiesz, ze trzeba nadrabiac
a takiemu smierdziuchowi ludzie wstydza sie o tym mowic
Nie mozna tak generalizowac. Wydaje mi sie ze w wiekszosci przypadkow bledy raczej sie poglebiaja - bo jak uzasadnisz zachowanie rodzicow? Nadmiarem czystosci w dziecinstwie?
Jejku, ale mi się przykro zrobiło na myśl o tej małej dziewczynce a później nastolatce, która nie mogła w spokoju skorzystać z prysznica w domu. Dla mnie to przemoc psychiczna. Sama mam dwie córki (9 i 10 lat) i absolutnie nie przyszłoby mi do głowy żeby zabraniać im kąpieli.
"Myję się dwa razy dziennie, dbam o to, by ubrania, które noszę zawsze były świeże i wyprasowane. Po dokładnej kąpieli wykonuję wiele zabiegów pielęgnacyjnych, jak np. pilling całego ciała, nawilżanie skóry balsamami, golenie niechcianych włosków, pielęgnacja włosów."
Może trochę z innej beczki ale mogę zapytać gdzie pracujesz, że masz na to wszystko czas ?
Głupszego pytania nie mogłeś zadać? To jest jakieś niezwykłe wziąć prysznic rano i wieczorem? Machnąć kilka razy maszynką, przejechać gąbką po ciele i nałożyć krem?
To podstawowa pielęgnacja, no może oprócz peelingów bo bez tego można się obyć. Nie wiem gdzie trzeba by było pracować żeby nie mieć na to czasu, może nam powiesz?
Mam wrażenie, że 20 lat temu mycie się w misce to była norma, wiele takich wyznań było, u mnie było to samo. A gdy w szkole na mikołajki dostało się żel pod prysznic to był szał :D
20 lat temu byl rok 2000. :D To juz nie te czasy, gdzie wiekszosc ludzi mialaby sie myc w misce.
Masz racje. Ale jednak nie jest to cos "normalnego" w roku 2020. I tak samo, moim zdaniem, w 2000 roku jednak wiekszosc osob miala dostep do prysznica.
Fakt, czas leci za szybko. Patrząc na moją młodość powinno być napisane 30 lat temu.
@ waniliowabeza , sama się tak wychowałam , takie życie 🤷
to jest straszne, jak niektorzy, posiadajacy srodki, potrafia upokorzyc wlasne dziecko
bo tym to wlasnie jest- pozwoleniem na upokarzanie i wyzywanie od brudasow
ty kombinowalas jak moglas, ale nie wszyscy maja takie srodki (np. u mnie w szkole nie bylo prysznica), samozaparcie, moze po prostu zakladaja, ze tak jest, jak ucza ich rodzice...
moja kolezanka miala podobnie z babcia, chodzilo sie do niej z wlasnym kubkiem na herbate (bo szkoda wod na mycie) i nie korzystalo z toalety (bo trzeba byloby te wode spuszczac), przy czym jedzenie w domu bylo zawsze i to tyle, by mgla sie dzielic z kolezanka, ktora nigdy nie miala kanapek, wiec bieda nie piszczala...
Trochę głupi rodzice. Prysznic 7 dni w tygodniu wymaga mniej wody niż nalanie pełnej wanny wody raz w tygodniu + miska codziennie...
oooo zebys widzial/a mojego wspollokatora, co leje wode 40 minut, 200 litrow wody na jedno posiedzienie...
Widział.
I mam nadzieję, że bierzecie to pod uwagę przy zrzutce na rachunki ;)
Dokładnie, wystarczyło nauczyć dzieci, że wodę się włącza tylko do nawilżenia ciała, a potem do jego opłukania.
Chociaż szczerze mówiąc nie wydaje mi się, by autorka śmierdziała przy trybie mycia, jaki rodzice próbowali narzucić. U mnie nigdy nie było ograniczeń, ale jak kilka razy zdarzyło się, że padł junkers i trzeba było się myć w misce przez jakiś czas + gotować wodę w garnkach, to nikt nie śmierdział.
@bazienka ciesz się, że chociaż się myje regularnie. Ja mam lokatora, który większość czasu przesiaduję w domu grając i dla niego kąpiel przed snem czy po obudzeniu zdarza się od święta.