#MyACM

Mój chłopak zmusza mnie co tydzień do sprzątania mieszkania, nawet jak jest czysto. Postanowiłam, że więcej nie będę się męczyć i będę mądrzejsza od tego czyścioszka.
Za każdym razem, kiedy Wojtek zarządza sobotnie sprzątanie, wysyłam go po zakupy spożywcze. On leci na zakupy, ja leżę i oglądam seriale, a tuż przed jego przyjściem psikam przedpokój sprayem do szyb i pronto, żeby było czuć chemię jak wejdzie. Do tego kilka psiknięć sprayu do szyb na kafelkach w kuchni i mój partner myśli, że myłam podłogi, bo jeszcze są mokre.
Sprawdza się od miesiąca, polecam.

#kuJZw

Znalazłam zwłoki i od tamtego czasu strasznie boję się śmierci...
Po kolei...

Często z chłopakiem jeździmy do różnych lasów, parków krajobrazowych itp. żeby pospacerować, powłóczyć się cały dzień. Nieraz wybieramy miejsca znane, nieraz patrzymy na google maps i widzimy kawałek zieleni i tam jedziemy.

Tak spędzaliśmy też weekend rok temu, we wrześniu. Po kilkugodzinnym marszu po lesie zobaczyłam duże, zwalone drzewo, jeszcze z liśćmi i powiedziałam, żebyśmy tam usiedli i zjedli. Było ładnie. Odpoczywamy, jemy, śmiejemy się jak nigdy nic, podnosimy się i już mamy zbierać do dalszego marszu, a tu widzę pod drzewem, pod liśćmi jakaś kurtka. I tak od niechcenia kopnęłam ją komentując na głos, że pewnie ktoś kurtkę zgubił.

Jednak kopnęłam coś twardego, chroboczącego tak jakby. Straszny to był odgłos. Ciary przeszły mi po całym ciele gdy zorientowałam się, że pod drzewem jest całe ciało. Dżinsy, kurtka, włosy przykryte częściowo liśćmi.
Facet upewnił się, czy to na pewno ciało i zadzwonił na policję. Nie byłam jakoś roztrzęsiona, przyjęłam to wszystko ze spokojem. Opisaliśmy jak go znaleźliśmy, a policjanci zobaczyli też piłę przy nim - nielegalnie wycinał drzewa, które go przywaliły. Miał dwadzieścia kilka lat... Zabezpieczali jeszcze jakieś ślady, a my zostaliśmy wypuszczeni i pojechaliśmy do domu.

I na początku opowiadam o tym innym, tak normalnie, a potem w mojej głowie zrodziła się przyszłość. Przyszłość, w której mnie nie ma. No bo umrzemy. To abstrakcyjne, ale tak będzie. Świat potoczy się dalej, a nas nie będzie. Nie jestem wierząca niestety, więc nie widzę siebie w jakimś niebie, tylko widzę pustkę, nicość. W pewnym momencie to co teraz robię, to kim jestem będzie bez znaczenia. po prostu zniknę.

Te myśli tak mnie pochłonęły, że boję się wychodzić z domu. Boję się choroby, boję się że potrąci mnie samochód, że będę brała udział w kolizji. Chodziłam na terapię, ale pomimo iż wróciłam do normalnego funkcjonowania w ciągu dnia, to gdy tylko zamykam oczy żeby zasnąć, myślę o tym, że zniknę. Że wszystko potoczy się dalej ale beze mnie. I nie mogę spać bez leków, bo się boję, nakręcam własnymi myślami i nie mogę przestać. Nie potrafię się cieszyć życiem. Bo wiem, że się ono skończy. Facet bardzo mnie wspiera i nie wiem co bym bez niego zrobiła, ale strach przed znikaniem, przed śmiercią jest silniejsze niż wszystko...

Już nie jeździmy na wycieczki po lasach, już w ogóle najchętniej bym nie wychodziła, z nikim się nie spotykała poza domem. Teraz, w dobie epidemii zdalna praca stała się dla mnie wybawieniem. Mogę siedzieć w czterech ścianach i nie bać się tego, co na zewnątrz. Jednak pomimo iż wiem, ze ten strach jest irracjonalny, to nie potrafię się go wyzbyć.
Towarzyszy mi cały czas...

#d7cZA

Kilka lat temu pracowałam w kancelarii komorniczej i zacznę od swoich przemyśleń jak to wszystko działa. Większość dłużników myśli, że jak będą ignorować komornika to da im spokój. A jak już wejdzie im na pensję, to albo rzucają pracę i idą pracować na czarno, albo godzą się z tym, że część wypłaty zabierze komornik (po to by oddać wierzycielowi, dłużnicy jakoś zawsze o tym zapominają) i dalej ignorują komornika. To duży błąd.

Komornik zawsze wysyła żądanie udzielenia wyjaśnień, w którym jest zawarte kilka pytań. Duża część dłużników nie odpisuje na to pismo. I koszty egzekucyjne rosną, bo skąd komornik ma wiedzieć gdzie wysyłać listy? Wysyła wszędzie tam gdzie odnajdzie jakiś adres dłużnika. Więc sprawy gdzie jest 5 adresów takich delikwentów, nie są wielką rzadkością. Każdy list to 5 zł. Przez swoje olewające podejście dłużnicy często mają po 10 i więcej spraw (powinni spłacić chociaż te mniejsze sprawy, wtedy mniej korespondencji by szło i mniej odsetek by się naliczało). Komornik przy każdej czynności jakiej dokonuje musi powiadomić dłużnika (w każdej sprawie oddzielnie) często na samą korespondencje -  idą setki zł wyłącznie przez niedbalstwo zadłużonych. Oni nawet nie wiedzą, że mają 15 czynnych spraw egzekucyjnych. Bo komornik i sąd nie wiedzą gdzie dłużnik przebywa.

Druga strona medalu to rząd. Przepisy na podstawie, których działa komornik zmieniają się co roku. I po kilku latach obserwacji tych zmian dochodzi się do wniosku, że rząd tylko udaje, że coś robi. Te zmiany nie są nikomu potrzebne, nic nie wnoszą. Zdarza się że zmieniają dany przepis by po roku znów go zmienić przywracając go do pierwotnej formy. Trochę szlag trafia człowieka jak sobie pomyśli jakie to jest marnotrawstwo pieniędzy (za które można by np. naprawić dogi - droga przed moim domem od 30 lat jest łatana, w ten sposób, że jest 5 dziur, przyjeżdża ekipa i łata 2, za rok znowu jest 5 dziur i znowu łatają 2 - taka dygresja).

Parę lat temu pis triumfalnie ogłosił w Wiadomościach, że obniża opłatę egzekucyjną z egzekucji z nieruchomości. Zapomnieli tylko dodać, że w tym samym czasie podwyższył tą samą opłatę z egzekucji z emerytury. Nie ma to jak dojechać emerytów, żeby zadłużeni właściciele mieszkań mieli trochę lżej. Przy wprowadzeniu epuapu też było fajnie. Jeżeli ktoś nie wie, jest to system do elektronicznego przesyłania dokumentów. Ponoć nasz kraj dostał na to dotację i sklecili coś na szybko. W teorii ten system powinien skrócić nam pracę. Tyle, że nie był przystosowany do przesyłania większej ilości pism. Gdy masz 150 zajęć do wysłania i każde trzeba podpinać ręcznie, już szybciej by było wysyłać tradycyjnym listem, ale nie masz wyboru wszystko musi iść tym cudem techniki, do którego jest potrzebna specjalna karta, która jest tylko 1 na całą kancelarię. Chociaż urzędy skarbowe miały ponoć jeszcze gorzej niż my z tym epuapem.

#3RkhE

Choć to początek, myślę że zawiodłam jako matka.

Wyjechaliśmy z mężem 5 lat temu za granicę, niby na chwilę, niby żeby sobie dorobić. Czas zleciał nie wiadomo kiedy, a ja w międzyczasie urodziłam dwójkę dzieci. Rodziny tu nie mamy, najlepsi znajomi zostali w Polsce, a Ci tutaj są bo są, bo fajnie czasami móc do kogoś wyjść i mieć do kogo 'gębę otworzyć'. Niby jesteśmy szczęśliwi, niby niczego nam nie brakuje, ale jest coś co spędza mi sen z powiek i sprawia, że czasem nienawidzę samej siebie.

Zazdroszczę swoim własnym dzieciom. Zazdroszczę im tego, że urodziły się tutaj, że język angielski, który tu poznają będzie bardziej biegły niż język polski, którego próbują ich nauczyć rodzice. Boje się, że któregoś dnia ich nie zrozumiem. Ze przyjdą do mnie z zadaniem domowym, wypracowaniem, a ja nie będę umiała im pomóc, a już najbardziej przeraża mnie fakt, że mogą nie chcieć uczyć się polskiego i kiedyś przez to będziemy mieli problem by się z nimi dogadać. Już widzę, że mam czasami z nimi ten problem. Ja angielski mam komunikatywny, ale nie biegły. Mąż ma gorszy język niż ja. Ile dam rady się poduczyć to to robię, ale przy dwójce dzieci + praca jest po prostu ciężko. Jestem rozbita. Zostając tutaj zrezygnuje z rodziców, rodzeństwa i najbliższych znajomych, ale w zamian moje dzieci będą miały rodziców, rodzeństwo, znajomych plus wiele lepsza pracę niż my. Zastanawiam się więc czy chcę wrócić do Polski, bo jednak siedzę na obczyźnie i wcale nie jest mi tu tak dobrze, czy może jakaś po*ebana cząstka mnie chcę wrócić dlatego, bo nie może znieść myśli, że jej dzieci będą miały kilkukrotnie łatwiej kiedyś w życiu niż ja miałam.

#QUrm3

Jestem na drugim roku studiów i nie za bardzo dogaduję się z rodziną.

Mam babcię od strony taty to osoba o złotym sercu, która przeżyła nie jedno. Babcia Aniela mimo, że jest bardzo empatyczna to również jest bardzo sprytna i mimo swojego wieku roztropna i cwana.

Babcia Aniela ma trzech synów i pięcioro wnuków.
Gdy cztery lata temu złamała biodro i potrzebowała opieki całodobowej okazało się, że cała rodzina jest zajęta. Moja mama przed pracą przyjeżdżała do niej z obiadem i szybkim ogarnięciem domu ( babcia mieszka sama) a ja po lekcjach jej pomagałam często też nocowałam.

Po pewnym czasie babcia pokazała mi akt notarialny gdzie przepisuje mi wszystko dom, działkę i całą resztę z jej majątku.

Anonimowe?

Babcia Aniela nie pozwoliła mi mówić nikomu o darowiźnie ani rodzicom ani rodzinie.
Sama babcia na ostatniej wigilii wspomniała przy stole, że musi spisać testament, a od tego czasu wstyd się przyznać ojciec i wujkowie z dziećmi nadskakują jej, a to przywieź zakupy, a to do lekarza, a to ciotka dom jej posprzątała i tak od pół roku.

A ja tylko czekam jak dowiedzą się, że żaden testament nie obowiązuje tylko wszystko należy do mnie od trzech lat w formie darowizny.

#uwybk

Jestem bezwartościowym pracownikiem, bo jestem dziewczyną. Ukończyłam szkołę na kierunku technicznym, mam certyfikaty, które potwierdzają moje kwalifikacje. Udało mi się nawet popracować w jednej firmie, zdobyć doświadczenie i referencje od pracodawcy. Brzmi bajka... niestety do utopii daleko.

Na zawód, który wykonuje jest duży popyt tylko, że niestety jestem dziewczyną i nikt nie chce mnie zatrudnić. Tak moi drodzy, jedynym powodem są genitalia... Oczywiście bardzo często dostaje zaproszenia na rozmowę, ale odnoszę wrażenie, że nie celem sprawdzenia moich kwalifikacji czy umiejętności, a zwyczajnie tego jak wygląda dziewczyna "robol". Być może gdybym wyglądała jak babochłop to było by łatwiej, a tak to wszędzie, albo mi dziękują, bo " Nie potrzebujemy dziewczyny " albo proponują pracę biurową... Na koniec apel do wszystkich super feministek: nie wciskajcie dziewczynom kitu, że "możesz wszystko", "możesz robić co chcesz", "Girl power", bo to nieprawda, są rzeczy których nie da się przeskoczyć.

#oCoRR

"Kolega" z pracy zapytał mnie, kiedy w końcu "ten mój chłop mnie zapyli, bo już wszyscy znajomi mają dzieci, tylko nie my". Dokładnie tak to ujął.
Jak można w ogóle o coś takiego pytać i w dodatku w taki sposób? To dla mnie niepojęte.
Zła jestem na siebie, że zrobiło mi się wtedy cholernie przykro (chociaż mam nadzieje, że nie dałam tego po sobie poznać), ponieważ niedawno dowiedzieliśmy się z partnerem, że nie możemy mieć dzieci (jak się okazało żadne z nas). Wcześniej o tym nie wiedzieliśmy, nawet nie podejrzewaliśmy i nadal ciężko nam się z tym pogodzić.

"Koledze" odpowiedziałam tylko, że może wtedy kiedy on w końcu znajdzie sobie chłopa, bo może dlatego ciągle jest sam, bo nie chce czegoś przyjąć do wiadomości? Wiem, że to było nie na miejscu ale "Jak Kuba Bogu. ..".
Strasznie się na mnie obraził ale nie żałuję.

Jak już pisałam zła tylko jestem na siebie, że potem w domu musiałam sobie popłakać i pozwoliłam, żeby ten jego komentarz (który, znając go, w jego odczuciu miał być śmieszny) aż tak mnie zabolał. Myślałam, że jestem twardsza.

#ClYRt

Uwielbiam kąpać się w ubraniu. Zawsze, kiedy wiem, że przez dłuższą chwilę będę sam w mieszkaniu to biorę takie kąpiele. Uczucie ciuchów przylegających do mojego ciała relaksuje mnie lepiej niż cokolwiek innego. Higienę utrzymuję oczywiście też myjąc się "normalnie", za to rodzina ma mnie za czyściocha, który co chwilę pierze swoje ubrania :P

#EE7BW

Dzisiaj (18 maja) wspominamy 100 rocznicę urodzin Karola Wojtyły. Wiadomo - są różne komentarze: od pozytywnych (papież pielgrzym, nabraliśmy dzięki niemu szansy na lepszą przyszłość i doszło rozpadu komuny itp.) aż po negatywne (tuszował pedofilię). I szczerzę? Nie mam pojęcia jaka jest prawda.

Jestem zwykłym laikiem, ale za to bardzo wierzę w Pana Boga. Jako, że religia jest dla mnie wielką życiową wartością, to teraz będzie mi ciężko żyć z przekonaniem, że Jan Paweł II nie zasłużył sobie na świętość. Oczywiście zawsze jest lepsza najgorsza prawda od kłamstwa, niemniej jednak wali mi się grunt pod nogami żyjąc ze świadomością, że osoba do której przez kilkanaście lat swojego życia się modliłam, którą naprawdę szanowałam - mogła robić takie rzeczy. Czuję się tak, jakbym miała stracić cudownego przyjaciela. Patrzę w obraz, na którym jest pokazany jego wizerunek i się zastanawiam: czy to święty, czy to oszust?

Tak jak powiedziałam - nie wiem prawdy. Ale jedno jest pewne - jeśli nawet wyjdą jakieś straszne rzeczy na jaw - nigdy nie odwrócę się od Boga. I tego wam życzę wierzący Anonimowi: pomimo, tego, co się dzieje wśród kleru, tych wszystkich skandali, obłudy - niech dobry Bóg pomaga Wam, tak abyście poczuli w swoim życiu jego obecność. Amen!

#DlRew

Mam wrażenie, że żyję w więzieniu lub śnie.

Od najmłodszych lat zawsze musiałam być we wszystkim najlepsza, a mimo to i tak w domu słyszałam, że mogło pójść mi lepiej. Zdobywałam wiele osiągnięć i wygrywałam konkursy, tak jak chcieli, nigdy jednak nie usłyszałam, że są ze mnie dumni. Wiele razy byłam odpychana, gdy chciałam się przytulić.
Z zewnątrz, dla obcych ludzi, nasza rodzina miała wyglądać idealnie - perfekcyjne dziecko, pomagające w domu i utalentowane w każdej dziedzinie. Za to rodzinie moi rodzice zawsze przedstawiali mnie jako leniwego bachora.

Kiedy byłam młodsza (od najmłodszych lat do 16 r. życia) i chciałam pomagać (odkurzyć, posprzątać, zrobić sobie lub rodzicom coś do jedzenia itd.), to mi zabraniano, bo "zmarnuję czas" lub "zepsuję".
Zabronili mi iść do liceum, mimo że bardzo tego chciałam. Przyjęto mnie do szkoły, mimo że trudno się tam dostać, ale rodzice nie pozwolili mi iść ani tam, ani do żadnej innej. Później próbowałam nadrobić utracone lata i przerwę w edukacji i ostatnio zapisałam się na własną rękę w tajemnicy do liceum dla dorosłych, jednak zabrakło mi pieniędzy i ukończyłam tylko jeden semestr.

Gdy chciałam iść do pracy (w wieku 16 lat), to rodzice nagle postanowili, że się wyprowadzimy. I się przeprowadziliśmy… na "koniec świata". Mimo tego w zeszłym roku udało mi się dostać pracę, musiałabym dojeżdżać kilkadziesiąt km, ale to nic, zgodziłam się - miałam mieć na początku tydzień próbny. Rodzice zaczęli coś podejrzewać i trzeciego dnia nie pozwolili mi ani wyjść z domu, ani nigdzie zadzwonić. Zostałam zwolniona zanim mnie zatrudniono. Rodzice zabraniają mi zarabiać pieniądze, twierdzą, że chęć pójścia do pracy oznacza, że "jestem niewdzięczna" i "chcę ich porzucić", dlatego też nie mogę nawet wychodzić z domu, no chyba że muszę coś im załatwić (ostatni raz wyszłam z domu 24.12, a przedtem w maju do lekarza). A wtedy i tak zazwyczaj ktoś za mną idzie, by sprawdzać co będę robić. Ba! Nawet nie wolno mi wychodzić z pokoju. Do łazienki muszę się wykradać, by nikt mnie nie widział. Do kuchni mogę iść, gdy wszyscy już śpią, a i tak zazwyczaj nie mam nic do jedzenia.
Oprócz tego nie mogę normalnie się umyć, bo "zmarnuję wodę". Od paru lat ratuję się podmywaniem miejsc strategicznych i myciem samej głowy. Chyba że wszyscy z domu wyjdą i zostaję sama, wtedy od razu biegnę pod prysznic (niestety zdarza się to bardzo rzadko, może dwa razy na rok).

Cały dzień muszę siedzieć w pokoju i mam być absolutnie cicho, nie mogę nic robić. A pokój, w którym przebywam ma na ścianach grzyba, muszę to wdychać od paru lat. Nie wolno mi nawet otworzyć okna, bo zostało czymś zaklejone i dodatkowo zablokowane (za to zimą czasem potrafią je rozmontować i zostawić bez przerwy otwarte i nieraz trzęsę się z zimna śpiąc w kurtce).

Reszta w komentarzach
Dodaj anonimowe wyznanie