Osiem lat temu (po raz szósty i ostatni) podchodziłam do egzaminu na prawko. Byłam strasznie zestresowana, a egzaminator swoim zachowaniem jeszcze ten stres potęgował. Byłam pewna, że po raz kolejny skończy się na źle zrobionym łuku. Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się zaliczyć cały plac. Strasznie się w duchu ucieszyłam. Wyjeżdżając już na miasto, musiałam poczekać, aż przejadą inne samochody. Egzaminator powiedział, że jedziemy w prawo. Nie wiem co się wydarzyło, ale niewiele myśląc przecięłam ulicę i po prostu pojechałam złym pasem. Facet od razu zatrzymał samochód i na tym mój egzamin się skończył. Nigdy nikomu nie powiedziałam czemu oblałam, za bardzo było mi wstyd.
Po paru latach, na luźnym wykładzie na studiach, gdzie czasem wykładowca włączał jakieś filmiki, dostałam ataku paniki. Ktoś nagrał z kamerki samochodowej moją wpadkę. Każdy się śmieje, ludzie robią sobie żarty na temat kobiet za kółkiem. A ja modlę się, żeby filmik skończył się zanim wysiądę z samochodu. Niestety nie skończył się. Czułam, że zaraz zapadnę się pod ziemię.
Okazało się, że to nie byłam ja.
Gdy byłam nastolatką, mój ojciec często rzucał się na mnie w przypływie złości. Zawsze uciekałam przed nim do innego pokoju i trzymałam klamkę, żeby nie mógł wejść.
Dzisiaj mam już prawie 25 lat, nie mieszkam z nim, ale jest tak samo zły. Byłam u niego, żeby odwiedzić zwierzęta. Wkurzył mnie, bo jak zwykle mówi głupie komentarze. Wyszłam i trzasnęłam jego drzwiami do pokoju. A on znowu tak jak kiedyś rzucił się na mnie, więc musiałam uciekać do drugiego pokoju i trzymać klamkę.
Życzę ci ojcze żebyś zdechł za to wszystko co mi robiłeś.
Po 5 latach postanowiłem zakończyć swój związek. Kiedy się poznaliśmy, Klaudia była energiczną dziewczyną. Miała dużo zainteresowań, nie lubiła spędzania wieczorów po pracy na kanapie. Pierwsze 2 lata było wręcz idealnie. Dogadywaliśmy się co do obowiązków domowych, często wychodziliśmy do kina czy restauracji, w łóżku też wszystko grało.
Z biegiem czasu zauważyłem, że coś się zmienia. Klaudia przestała o siebie dbać, sporo przytyła, potrafiła chodzić w jednych dresach przez tydzień, coraz częściej wieczory chciała spędzać przed telewizorem zajadając pizzę. Kiedyś podczas tygodniowego urlopu uznała, że nie będzie myć włosów, bo po co, i tak nie idzie do pracy. Skutecznie potrafiła mnie zniechęcić do seksu kiedy słyszałem "tylko się pośpiesz, bo zaraz będzie serial".
Pewnie powiecie, że każdy się zmienia, i ja również. Otóż nie, ja cały czas chodzę na siłownię, regularnie się myję. Często gotowałem, robiłem pranie, sprzątałem, proponowałem, byśmy gdzieś wyszli nawet na krótki spacer. Często mówiłem jej, że widzę jak się zmienia, że nie jest tą samą dziewczyną, a ona tylko krzyczała i obrażała się, bo wypominam jej, że je pizzę.
Rozstanie Klaudia zniosła bardzo źle. To ja byłem winny, opowiadała każdemu, że zostawiłem ją, bo przytyła (18 kg). Minęły 2 miesiące i ze zdumieniem oglądam zdjęcia mojej byłej na fb. Nowa fryzura, makijaż, w kółko wrzuca zdjęcia z różnych wypadów ze znajomymi, chodzi na siłownię. Wrzuca też wzniosłe sentencje o tym, jakimi świniami są faceci.
Nie rozumiem was, kobiety.
Miesiąc temu urodziłam dziecko i odeszłam od faceta.
Mój eks ch*j bił mnie cały czas, gwałcił, nawet jak zaszłam w ciążę. Najpierw twierdził, że mnie kocha, abym się nie wyprowadzała, że bardzo mnie przeprasza i żałuje tego co się stało, a później pod wieczór zaczynał pić, a następnie bić. Sytuacja powtarzała się kilkudziesięciokrotnie, jednak w końcu miarka się przebrała, gdy uderzył mnie w brzuch i do tego jeszcze zgwałcił w 8 miesiącu ciąży, a ja ze stresu przedwcześnie urodziłam.
Wyszłam ze szpitala jeszcze obolała, ale z silnym postanowieniem: wyprowadzam się od ch*ja. No i to zrobiłam. Spakowałam manatki, wzięłam dziecko w jedną rękę, walizkę w drugą rękę i wyszłam z mieszkania.
Sytuacja jest o tyle trudna, że on mnie utrzymywał, jak on to mówił: daję ci żreć, dlatego wymagam posłuszeństwa. Sam mnie namawiał przed ciążą, abym rzuciła pracę w sklepie, gdyż on na pewno utrzyma mnie i dziecko. Tak mnie utrzymał, że na obiad dostawałam obierki od ziemniaków, podczas gdy ch*j jadł sobie schabowego, suróweczki, kartofelki z sosem.
Na razie mieszkam u rodziców, oni pomagają mi jak mogą przy dziecku, mimo że sami nie są pierwszej młodości, gdyż mama miała 45 lat jak mnie urodziła, a ojciec 50, ale mimo wszystko jakoś sobie dajemy radę. Musimy.
W niedzielę wybrałem się na zakupy do marketu, bo lubię zafundować sobie jakieś fajne śniadanie, gdy mam wolne. Przypomniałem sobie, że dnia poprzedniego moja dziewczyna kupiła sobie taką małą paczuszkę sushi, która z niewiadomych powodów zamiast kosztować 8 zł z hakiem to na paragonie było nabite 4,65. Pomyślałem, że to świetna oferta i że wrąbałbym takie sushi na śniadanie.
Udałem się więc na dział z lodówkami i rozglądam się za przysmakiem. Patrzę, jest! Ostatnie opakowanie, czym prędzej biorę je w swoje łapki i odwracam się, żeby kontynuować zakupy, gdy nagle przede mną pojawia się średniego wieku jegomość. Zabiera mi sushi z ręki i mówi:
- O! Ile to kosztuje?
Odwraca opakowanie, gdzie była naklejona cena promocyjna 4,65! Po czym jak gdyby nigdy nic wkłada moje śniadanie do swojego koszyka i zaczyna odchodzić.
Dobrą chwilę zajęło mi ogarnięcie, co się właściwie stało, rozglądam się za ukrytymi kamerami, bo myślałem, że takie rzeczy to tylko pranki na YouTubie. Krzyczę do niego, że chwila moment! Podchodzę do jego koszyka, wyciągam sushi i wkładam do swojego dodając, że to moje. W życiu sushi na śniadanie nie smakowało mi tak bardzo.
Historia o tym, jak w wieku 19 lat straciłam szacunek do ojca i odpowiedź na pytanie: "Dlaczego chcę być sama?".
Mówi się, że wiele prawdziwych historii toczy się za "zamkniętymi drzwiami". Nigdy nie wie się jaka jest dana osoba czy też cała rodzina. Z pozoru mogą oni wydawać się szczęśliwi i wieść normalne, spokojne życie. Problem zaczyna się wtedy, gdy rzeczywistość jest zupełnie inna.
Wyznacznikiem "miłości" w małżeństwie moich rodziców od zawsze był seks, przynajmniej mam wrażenie dla ojca - gdy dostał to czego chciał, był uśmiechnięty i było widać, że zachowywał się inaczej niż zwykle, a gdy nic w nocy się nie działo albo nie poszło po jego myśli, chodził wkurzony i do nikogo się nie odzywał. Robił wręcz wyrzuty mojej mamie, że ta nie ma dla niego czasu, bo ogląda wieczorem serial, spędza czas ze mną lub moim bratem zamiast położyć się do łóżka (chodzi tu o wieczorne rozmowy ze mną i moim bratem, gdy ta wraca z pracy i rozmawia z nami np. o dniu w szkole) oraz nie chce się kochać. Parę razy zdarzyło się też, że napisał jej, że chce rozwodu.
Ojciec wini o wszystko mamę, a sam ma za uszami swoje uzależnienie (on jednak twierdzi, że to nie jest uzależnienie) - nie ma dnia, w którym nie wypiłby jakiegoś piwa czy (jak jest przeważnie) mocniejszego trunku. Zdarza się, że jest w takim stanie, iż nie pamięta jak wrócił do domu ani co robił po powrocie. To nie jest normalne.
Inną sprawą jest to, jak traktuje mamę. Mówienie rzeczy typu "ogoliłabyś ten swój żywopłot" czy innych obraźliwych rzeczy nie jest miłe. Do tego co chwila rzuca jakieś dwuznaczne teksty sugerujące chęć współżycia. Obrzydza mnie to, tym bardziej że mówi to zazwyczaj, gdy w pobliżu jestem ja z bratem (13 lat).
Rozumiem, że seks jest ważny w związku, ale nie jest najważniejszy. Jeżeli w prawie 20-letnim małżeństwie dzieją się takie rzeczy, to oznacza, że coś jest nie tak.
Rozumiem również to, że mama nie chcę uprawiać seksu po pijaku albo ciągle się kochać (mówimy sobie o większości rzeczy).
Teraz drugie dno historii:
Przyjaciółki pytają mnie: "Dlaczego nie chcę mieć chłopaka?", a ja zamiast podać im prawdziwy powód, wydukuję z siebie tylko "bo nie". Nie wiedzą, że prawdziwym powodem jest mój ojciec.
Prawda jest taka, że nie chcę trafić na kogoś, kto będzie traktował mnie tak jak on mamę.
Naprawdę wolałabym, żeby wzięli ten upragniony (mam wrażenie) przez tatę rozwód i oboje poszli w swoją stronę. Mama nie musiałaby znosić pijackich wybryków ojca, a my mielibyśmy spokój.
Tak oto straciłam szacunek do ojca i postanowiłam, że nigdy nie będę w związku, czy tym bardziej nie wezmę ślubu.
Przez niego nie wierzę w prawdziwą miłość i mam wrażenie, że każdy mężczyzna oczekuje tylko seksu.
Moje wyobrażenie o miłości zostało doszczętnie zniszczone...
Kilkanaście lat temu pojechaliśmy na rodzinne wakacje nad jezioro. Ja z żoną, jej siostra z mężem i nasi synowie mający wtedy po około 4 latka. Jak tylko dojechaliśmy na działkę, dziewczyny zajęły się rozpakowywaniem, a ja ze szwagrem wzięliśmy synów i poszliśmy nad jezioro. Plaża była przepiękna. Ciepły piasek, czysta woda. Zrobili nawet jakiś bar i plac zabaw dla dzieci. Ogólnie super miejsce, jeżeli chce się odpocząć z rodzinką.
Droga powrotna upłynęła nam na debacie o walorach tej plaży i zajęła jakieś 20 minut. Kiedy dotarliśmy na działkę, zaczęliśmy opowiadać żonom o widokach, jakie ujrzeliśmy. Po kilku minutach rozmowy, nasze kochane żony w końcu się odezwały i zadały jedno trafne pytanie "A gdzie macie synów?".
Jeszcze nigdy w życiu nie biegłem tak szybko.
Od paru dni spędzam urlop u mojej babci, która mieszka w niewielkim miasteczku. Wczoraj zabrałem ją do kościoła. Postanowiłem zostać na mszy, aby móc zawieźć nestorkę mojego rodu do domu. Kiedy ksiądz powiedział „Przekażcie sobie znak pokoju”, ludzie zaczęli podawać sobie ręce. Mało nie przewróciłem się ze śmiechu, kiedy zobaczyłem, że babcia przed podaniem komuś dłoni obficie spryskiwała rękę zaskoczonej osoby jakimś środkiem antybakteryjnym, który wyjęła z torebki.
Często rano chodzę do pewnego supermarketu po śniadanie, które potem jem w pracy. Pewnego dnia zaczepił mnie tam mężczyzna, około 50 lat. Podchodzi do mnie, wita się i mówi: "Obserwuję panią już od jakiegoś czasu i po prostu muszę to powiedzieć. Ma pani takie piękne oczy. Jak... CHOMIK! Proszę mi wierzyć. Mój syn ma hodowlę chomików, to są takie mądre zwierzątka!".
Byłam w szoku, ale podziękowałam i po chwili zaczęłam się śmiać.
Często miewam dziwne sytuacje. Coś głaszcze mnie po głowie, gdy zasypiam często coś dotknie mnie po wystającej nodze zza kołdry. Czasem jest to małe smyrnięcie, tłumaczę to sobie powietrzem czy zwykłym skurczem mięśni. Dotknięcie bywa jednak czasem na tyle mocne, że aż podskakuję. Jakby robak przebiegł po mym ciele, a czasem jakby mnie ktoś dosłownie USZCZYPNĄŁ. Gdy próbuję coś wziąć do ręki, czasem jest mi to jakby wytrącane i upada na ziemię. To jest najgorsze, bo nie raz miałam sporo sprzątania... Często jak siedzę i gram, muszę co parę minut przetrzeć ręką np. ramię czy szyję, bo mam wrażenie, jakby chodziły po mnie robaki albo właśnie coś mnie dotykało.
Ostatnio zwróciłam bardziej na to uwagę podczas porannego szykowania się do pracy, a wstaję po 4. Dziś wychodząc spod prysznica znalazłam gumkę do włosów na podłodze w łazience, choć leżała daleko na półce, a ja wcześniej się tam nie kręciłam. Ogólnie nie przeszkadza mi to, gdyż spotyka mnie to od wielu lat. Nieważne gdzie mieszkam. Pozwalam sobie nawet rozmawiać z moim wyimaginowanym bytem (a raczej prowadzę monolog), mając nadzieję, że jednak go nie zobaczę. Czasem proszę, aby dał o sobie znać, by mnie dotknął czy coś. Oczywiście się to nie dzieje. Po godzinie owszem, ale nie na zawołanie. Pragnę dodać, że miewałam paraliże senne i widziałam różne postacie. Miałam również z nimi "bezpośredni" kontakt, czyli jedna z nich mnie zaatakowała. Myślę, że nie ma powiązania, ale jest to jednak równie ciekawe doświadczenie.
Kiedyś leżałam z moim kotem w łóżku, czytałam książkę leżąc na plecach, a kot mruczał ułożony na mojej klatce piersiowej. Była ok. 2 w nocy (dobra książka zawsze wciąga). Nagle kot przerażony spojrzał przed siebie (czyli za moją głowę!) i zaczął syczeć. Myślałam, że umrę z przerażenia, bałam się odwrócić. Całą noc nie zmrużyłam oka, leżałam przy zapalonym świetle. Wyłączający się TV oraz pstrykające kwiatki (wyładowania elektryczne?) również były normą. Najgorzej, jak tylko TV się świecił, bo nagle jak zgasł, to zapadała ciemność i ja sparaliżowana. Zamykałam oczy i po omacku szłam do światła. Teraz jest nieco lepiej, choć nigdy nie zostawiałam otwartych drzwi. Wszystkie musiały być zamknięte. Lubię małe pokoje, by mieć je "na oku". Odkąd mieszkam w sporej kawalerce w nocy nie widzę końca kuchni, wszystko na otwartej przestrzeni. Początki były ciężkie, teraz jest lepiej. Czasem przed snem słyszę głośny głos przy moim uchu. Raz moje imię, raz: to twoja ostatnia wojna - i dźwięk muchy. Było tego więcej, ale wcześniej nie zapisywałam. Głosy potrafiły mnie wręcz wybudzić ze snu, tak blisko i głośno przy uchu.
Wiem, że brzmi to wszystko śmiesznie i większość nie wierzy w tego typu pierdoły, ale ja osobiście mam do nich szacunek i wiem co czuję na swoim ciele. Pewnie bym tego nawet nie zauważyła, gdyby nie intensywność tych zjawisk. Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Zastanawiałam się, by zacząć nagrywać dźwięk, np. w nocy, ale cholernie się boję co usłyszę rano.
Dodaj anonimowe wyznanie