#xkTxj

Byłam na komunii kuzyna. Podczas rozmowy z wujkiem doszliśmy do wniosku, że na każdej komunii ktoś zalicza tak zwaną wtopę. Stojąc w kościele dokładnie obserwowaliśmy co się będzie działo. Mojemu kuzynowi poszło gładko - przyjął komunię, wrócił do ławki, nic nadzwyczajnego. Jako że była to sama końcówka, pomyślałam, że w tym roku obejdzie się bez niczego.

Wtedy właśnie była nasza kolej. Podeszłam przed ołtarz, uklęknęłam, zawsze biorę na ręce tak więc i tym razem wystawiłam je przed siebie. Ksiądz zatrzymał się z hostią w połowie drogi do moich ust i czekał. Byłam zdezorientowana, bo nigdy nie zdarzyła mi się taka sytuacja, tak więc pokręciłam głową i spojrzałam na swoje dłonie. Dalej nic. Uparcie stał i czekał. Znowu pokręciłam głową, a wtedy on powiedział głośno "NA KOLANACH TO DO BUZI". Należy dodać, że organy w tym momencie przestały grać i usłyszała to dość spora grupa osób. Byłam w szoku, przyjęłam ją szybko i odeszłam.

Wychodząc z kościoła zauważyłam na placu moją rodzinę z klaszczącym wujkiem pośrodku krzyczącym do mnie "w tym roku to byłaś ty".

#yFu9m

Rolnictwo Według Wikipedii dział gospodarki, którego głównym zadaniem jest dostarczenie płodów rolnych. Ten dział gospodarki całkowicie zdominował moje życie. 

Od urodzenia mieszkam na wsi. Mała wioska niemająca nic wspólnego ze wsiami pokazywanymi w serialach telewizyjnych. Nie mamy lasu, jeziora, świeżego powietrza. Sąsiedzi nie są w stosunku do siebie mili i uprzejmi. Każdy dzień jest zdominowany przez prace. Każdy. Nie ma że weekend czy święto. Nawet zimą jest co robić i piszę to ja osoba, której rodzina prowadzi średniej wielkości gospodarstwo. Dużo warzyw, dużo zboża, trochę zwierząt. Praca. 

Pomimo że jestem od dawna pełnoletnia i dawno ukończyłam szkołę, nie mogę iść nigdzie pracować jedynie w gospodarstwie przy warzywach i zwierzętach. Wkurza mnie to niemiłosiernie. Od świtu do nocy praca. Z moją rodziną, która mnie strasznie irytuje. 

Nikt nie rozumie, że nie lubię tego robić, grzebać w ziemi, babrać się w klejących od oprysku warzywach. Nie ma mowy o chorowaniu. Choćby bolało cię najgorszym bólem świata, choćbyś miał 40 stopni gorączki bierzesz antybiotyk i o 4 rano widzimy się na polu. Chcesz gdzieś wyjechać np. na wczasy? 

Latem jest najwięcej pracy, święta trzeba spędzić ze stryjenką Halinką, pojedziesz w niedzielę wieczorem na kebaba i ci wystarczy wyjazdów na dwa tygodnie. Ewentualnie pojedziesz w tygodniu na rynek czy opłacić rachunki na poczcie. Gdy po wakacjach wracałam do szkoły, nauczyciele nawet nie pytali się mnie, gdzie byłam na wczasach, bo wiadomo było, że nigdzie. Nie mam na razie perspektyw, by opuścić wieś i rodzinne gospodarstwo. 

Z jednej strony ani trochę mnie to nie interesuje, z drugiej dopadają mnie wyrzuty sumienia czy rodzina poradzi sobie z jednym pracownikiem mniej. Nigdy się nie dostosuję, ale chyba już się pogodziłam z tym, jak jest. 

Czasem tylko zazdroszczę, jak widzę na facebooku, że moi znajomi wyjechali, chociażby nad jezioro na kilka dni.

#Z0Tx9

Dziewczyna, którą kochałem wyszła za mąż za innego faceta. To było straszne...

Na szczęście obudziłem się i zobaczyłem, że nadal leży obok, wstałem. Poszedłem do łazienki, pochyliłem się nad umywalką, odkręciłem zimną wodę, nabrałem ją w dłonie i przemyłem twarz, podniosłem wzrok i w lustrze zobaczyłem rozmazaną twarz, twarz tego faceta! Pomyślałem że przecież ja nie jestem nim i wystraszyłem się tak bardzo że... obudziłem się naprawdę. W pustym od ponad roku łóżku, obok mnie leżała tylko kołdra i nieużywana poduszka. 

Moja dziewczyna wyszła za tamtego faceta, takie sny i noce niszczą moją psychikę... A ja nadal kocham tylko ją - tę, która teraz śpi (albo co gorsza nie) z innym...

#uvcP2

Jak byłem mały i korzystałem z nocnika, to mama dawała mi papier toaletowy i mówiąc coś w rodzaju "Dam ci trochę prywatności" wychodziła z łazienki. Zrozumiałem to tak, że "prywatność" to właśnie papier toaletowy.

Pewien czas później, gdy już korzystałem normalnie z WC i akurat skończył się papier, siedziałem raz na klopie przez 15 minut drąc się "Potrzebuję prywatności! Nie ma prywatności!".

#o8cZZ

To będzie wyznanie o tym jak czasem łatwo można się nabrać.
Upalny dzień w lipcu zeszłego roku , specjalnie przyszedłem wcześniej ale na łące nad rzeką było już pełno ludzi. Odszedłem kawałek dalej gdzie było nieco luźniej i siedziały tylko dwie panie. Położyłem się na trawie niedaleko od nich i nagle...poczułem zapach jakby ktoś kilka dni nie zmieniał bielizny osobistej. 


Popatrzyłem na panie z wyraźnym obrzydzeniem i poszedłem dalej gdzie nie było już nikogo. Kiedy i tutaj poczułem smród zrozumiałem że nie jest dobrze. Zacząłem oglądać majtki i koszulkę czy sam w coś nie usiadłem , ale nie - wszystko było w porządku. Ale tu naprawdę coś śmierdzi! - zrezygnowałem z wypoczynku i postanowiłem szukać aż znajdę. 


I co się okazało - przyczyną były niewinne kwiatki - takie z białymi płatkami i żółtym kółkiem w środku. Z bliska pachniały tak jakby ktoś się spocił i jednocześnie zwymiotował.

#2kHpJ

Zacznę od tego, że jestem bardzo racjonalną osobą, lecz czasem zbiegi okoliczności w moim życiu trochę mnie przerażają.
Wiele lat temu oglądałam z nudów transmisję z wyścigów konnych. Pomyślałam wtedy co by się stało gdyby jeden z koni się przewrócił. Po jakimś czasie jeden z koni się potknął i zrobił się tak zwany karambol.

Następny przypadek. Kiedy zwiedzałam w zeszłym roku Góry Błękitne w Australii, żartem powiedziałam do mojego chłopaka, że widoki byłyby lepsze bez tych wszystkich drzew eukaliptusa. Góry Błękitne płonęły kilka miesięcy później.

Ostatnio spacerowałam nad rzeką, a że jest głęboka i dość wartka, pomyślałam czy rzuciłabym się na pomoc tonącemu. Tydzień później z rzeki, na tym samym odcinku gdzie spacerowałam, zostało wyłowione ciało kobiety.

I ostatnie, jak wisienka na torcie. Niekiedy w przeszłości myślałam, że jest nas ludzi zbyt wielu na naszej planecie i przydałaby się zaraza, jak za starych, dobrych czasów, by zdziesiątkować populację....
Wiem, że to zbiór przypadków i zbiegów okoliczności, niemniej już nikomu nie życzę źle, nawet w myślach.

#EHmJ0

Swego czasu miałam samochód Mini, jeszcze ten stary, malutki. Wlew paliwa jest w nim dość specyficznie umiejscowiony - tak, że wystaje w górę. Pech chciał, że będąc na wakacjach, zgubiłam korek. Zbierało się na deszcz, a przede mną jeszcze długa droga, więc zjechałam na małą stację benzynową i pytam o jakiś korek uniwersalny albo coś, czym mogłabym zabezpieczyć wlew. Niestety nic takiego nie było, ale sprzedawca podpowiedział, że można by naciągnąć prezerwatywę, żeby chociaż deszcz do baku nie napadał. Tak też zrobiłam. Działało.

Po jakimś czasie kontrolka paliwa zagoniła mnie na inną stację benzynową. Starałam się zdjąć tę prezerwatywę ostrożnie, ale niestety pękła. Po nalaniu paliwa poszłam zapłacić i niewiele myśląc poprosiłam też o prezerwatywy - duże i mocne. Sprzedawca szuka, które tam są najmocniejsze, gdy mój wzrok powędrował na półki, gdzie leżały... korki do wlewu paliwa! Powiedziałam od razu - "Już nie potrzebuję prezerwatyw. Poproszę ten korek".

Sprzedawca tylko dziwnie na mnie spojrzał, pytając "Jest pani pewna?". Odpowiedziałam "Tak, tak, proszę ten korek". Zapłaciłam i cała radosna poszłam do samochodu. Dopiero montując korek na miejscu zorientowałam się, jak to mogło zabrzmieć...

#olLI0

Będzie to wyznanie, a zarazem ostrzeżenie, aby nie ufać ludziom.

Działo się to kilka dni temu na dworcu głównym w Warszawie. Miałem przesiadkę, na następny pociąg czekałem 40 minut, więc poszedłem na górę, koło kas, aby poczekać chwilę. Zaczepiła mnie dziewczyna, na oko dwadzieścia kilka lat, nie wyglądała na biedną, była za to strasznie roztrzęsiona, albo co też bardziej prawdopodobne bardzo dobrze grała. Zapytała się, czy nie mogę jej pomóc, bo potrzebuje uzbierać 50 zł na bilet, bo zgubiła 150, a musi wrócić do domu, a nie chce zostać na dworcu jak jakiś bezdomny. Chciałem jej pomóc, więc pożyczyłem jej 80 zł, bo miałem tylko 100, ona 20, a nigdzie nie chcieli mi rozmienić. Zarzekała się, że odda jak tylko wróci do domu, przez konto bankowe. Zadzwoniła do mnie, żebym miał jej numer.

Nie odpisuje na wiadomości, a gdy do niej dzwonię udaje, że nie słyszy (halo?halo?)... Sam mam niewiele lat, bo tylko 18, pieniądze dostałem od mamy, są moje niby, ale aż mi głupio się przyznać, jak się dałem oszukać. Mam jej numer, ale nie wiem, czy cokolwiek da się z tym zrobić. Na zwrot pieniędzy nie liczę, mieszkamy w Polsce przecież, zresztą to tylko 80 zł, ale chciałbym, by spotkała ją kara, jakakolwiek, bo wykorzystała dobroć innego człowieka. Głupi byłem, że nie poprosiłem o dowód, zobaczyłbym gdzie mieszka, może w Warszawie, to niby jak miałaby wracać za 70 zł...
Głupi, jakże głupi człowiek, co chce innemu pomóc...

A morał jest taki - nie ufajcie obcym. Zwłaszcza jeśli chodzi o pieniądze.

#udLld

Nie będę Julią, to mi nie pasuje, ale jednak... kiedyś byłam nią przez 10 minut. 

Raz w roku moim liceum musieliśmy zrobić przedstawienie i padło na "Romeo i Julię" i na mnie. Scenografia pierwsza klasa, stoję na balkonie, Romeo wspina się na balkon, który nagle się urywa. I tak jedziemy jedną karetką, on połamany, a ja ze wstrząsem mózgu. 

Dzięki temu mam Romea i bliźniaki! :)

#9U2BR

Dzisiaj rano, jak to często bywa w weekend, postanowiłem żonę namówić na małe co nieco. Przytuliłem się więc mocno i włożyłem jej rękę pod bluzkę i wtedy zwróciłem uwagę, że żonie zmalały piersi, otworzyłem oko i zamiast rudych kłaków zobaczyłem blond włosy mojej córki.  Wystrzeliłem spod kołdry jak poparzony, serce chciało wyskoczyć mi z piersi, a żołądek, nie mówiąc o innych częściach, skurczył mi się do rozmiaru orzecha laskowego. Córka na szczęście się nie obudziła, ale ja będę miał traumę do końca życia. 

Okazało się, że mój syn płakał w nocy, bo go brzuch bolał, a śpią razem z córką w jednym pokoju, więc dziewczyny zamieniły się miejscami, żeby młoda mogła się wyspać. 

Powiedziałem żonie o sprawie. Nabija się teraz ze mnie, że mi małolaty w głowie i że mi niebieską kartę założy. Popołudnie już, a mnie jeszcze trzęsie na samą myśl.
Dodaj anonimowe wyznanie